Gra o tron: kobiety trzęsą Westeros, a akcja nabiera tempa. Recenzujemy 4. odcinek 7. sezonu serialu

Recenzja/Seriale 07.08.2017
Nasza ocena:
Gra o tron: kobiety trzęsą Westeros, a akcja nabiera tempa. Recenzujemy 4. odcinek 7. sezonu serialu

Gra o tron: kobiety trzęsą Westeros, a akcja nabiera tempa. Recenzujemy 4. odcinek 7. sezonu serialu

Od rodzinnych spotkań po latach, przez zaplatane z największą pieczołowitością intrygi po widowiskowe bitwy i konne szarże – najnowszy odcinek Gry o tron nie mógł ani na sekundę nudzić nawet największych malkontentów.

Jeśli nie oglądałeś czwartego odcinka siódmego sezonu Gry tron uważaj na spoilery! I jak najszybciej napraw swój błąd.

Pierwsza myśl po zobaczeniu napisów końcowych i pozbieraniu szczęki z ziemi?

Kobiety rządzą Westeros!

W The Spoils of War pierwsze skrzypce grają: mistrzyni fechtunku – Aria, Lady Stark Sansa, płacąca swoje długi Cersei, zachowująca ogromną godność aż do końca Lady Olenna i oczywiście zrodzona z ognia Dany. Brzydsza z płci zdaje się schodzić na dalszy plan i występować tylko jako chłopcy na posyłki (Jaime), chłopcy do bicia (Pod), chłopcy do klękania (Jon) albo chłopcy z gitarą ze sztyletem (Littlefinger).

To kobiety są siłą napędową Westoros. Nawet kiedy muszą przełknąć czarę goryczy (dosłownie i w przenośni) kradną dla siebie całą scenę. Nie potrzebują do tego smoków, choć mityczne zwierzęta wielkości zamków są dla nich pomocą.

Północ się łączy

Starków skrywa mgła wojny. Pozostałe wojska widzieliśmy już w boju, ale armia Północy dawno nie prezentowała nam swoich wdzięków. Jej liderzy są niewiadomą dla siebie nawzajem. Z punktu widzenia Sansy Aria ze słodkiej siostrzyczki przekształciła się w małą maszynę do zabijania, która umiejętnościami zawstydza największych rycerzy. Zaś kaleki Bran po dłuższej wizycie za murem stara się osiągnąć stan nirwany i mało zdają się go obchodzić przyziemne sprawy.

Bohaterowie przeszli długą drogę, której sami sobie nie wybrali. Kiedyś – latem – otoczeni przez rodziców i wojska mogli cieszyć się życiem szlachetnie urodzonych. Dziś – zimą – sami muszą stawić czoła zagrożeniu, o którym Cat i Net nawet nie śnili.

Gra o tron - Żelazny Tron - Król i królowa Westeros

Lannisterowie – od zera do bohatera i znów do zera

Kiedy wrogie armie zaczęły pukać do bram Westoros zza Oceanu Cersei postanowiła podjąć ofensywę. Nie dość, że wystrychnęła Szarego Robaka na dudka, zostawiając mu pusty zamek, to jeszcze ograbiła Lady Olennę i zemściła na Ellarii Sand za śmierć córki. Cersei nie spocznie, póki korona spoczywająca na jej głowie nie będzie rzucała cienia na całe królestwo.

W zupełnie odmiennej sytuacji znajduje się Jamie. Odcinek kończy jako tonący dowódca pokonanej, a wręcz zmiecionej w pył armii. Z ciężką zbroją i złotą ręką definitywne pożegnanie się z dowódcą Królewskiej Gwardii wydaje się dość prawdopodobne. Po raz kolejny los Lannisterów w dużej mierze zależy od chciwości Brona – wodzonego za nos najemnika, który zdaje się być ratunkiem z deus ex machina.

Gra o tron - Żelazny Tron - Król i królowa Westeros

Daenerys trzyma się mocno

Jeśli miałbym w tym momencie wybrać jedną, najpotężniejszą postać w całym uniwersum, to bez wątpliwości byłaby to Dany. Przy niszczycielskiej mocy jej smoków schować się może nawet Nocny Król.

Wydaje się jednak, że największym zagrożeniem dla planów podbicia Królestwa wespół z Dotrakami jest sama Dany. Lekkomyślne wystawienie się na ostrzał Brona i szarżę Jamiego tym razem nie skończyło się tragicznie, ale Matka Smoków jest odporna tylko na ogień, a nie na włócznie.

Dany jest potężna, ale od dawna nie ma mojej sympatii. Zgrywa obrażone dziecko owładnięte manią wielkości. Odważne, ale nierozważne, wymagające, ale kapryśne. Kiedyś widzieliśmy jej ludzką twarz i cierpienie. Dziś już tylko zimną królową.

Czy jesteśmy już na szczycie Diabelskiego Koła?

Jeśli fani mogli tydzień temu narzekać na wolną ekspozycję, to The Spoils of War pokazało, że twórcy są w stanie w odpowiednim momencie wcisnąć przycisk z nitro i zostawić krytyków w oparach spalin. Najnowsza godzina z Grą o tron to jazda bez trzymanki, która rzadko dedykowana jest telewizji. To absolutnie nowa jakość w kwestii rozmachu, budowy bohaterów, historii i promocji.

Martwi jedynie, że po czwartym odcinku jesteśmy już za połową tego sezonu, a przed nami tylko trzy weekendy wśród lodu i ognia.

Teksty, które musisz przeczytać:

Nie oburzajcie się na sceny seksu we „Władcy Pierścieni” Amazona. U Tolkiena seks istniał, choć nie wprost

Czytelnicy fantasy od lat na różne sposoby porównują powieść „Władca Pierścieni” z cyklem „Pieśń lodu i ognia”. Najnowsza dyskusja rozgorzała w kontekście medialnych doniesień o scenach seksu w serialu „Władca Pierścieni” od Amazon Prime Video. Czy na pewno parafrazując Boromira, Tolkien nie miał seksu i Tolkien seksu nie potrzebuje?

Artykuł/Seriale 16.10.2020

Dołącz do dyskusji (24)

74 odpowiedzi na “Gra o tron: kobiety trzęsą Westeros, a akcja nabiera tempa. Recenzujemy 4. odcinek 7. sezonu serialu”

  1. Do pewnego momentu bałem sie że jednak ubiją smoka. Byłoby to mega słabe. Dobrze że jednak tak pokazali Dance że jednak Cersei nie jest bezbronna przeciwko smokom. Nie ubili, ale zranili. CO do Jaimiego: wątpię żeby pozwolili mu utonąć, Tyrion nie pozwoli. Raczej znowu wyląduje w niewoli. Ponadto Jaimie powinien zmienić ksywę na Leeroy Jenkins: https://www.youtube.com/watch?v=EK44R_Owsoc

      • Gra o tron jest opowieścią opartą o historię średniowiecznej Anglii z dodaniem elementów fantastycznych. Już w starożytności używano czegoś w rodzaju miotaczy ognia – patrz ogień grecki. Dodanie fantastycznego elementu, który zieje ogniem nie zmienia wszystkich innych elementów walki. W średniowieczu korzystano z piechoty i konnicy i opracowano wiele taktyk walki pomiędzy nimi. Np. bitwa pod Hastings gdzie piechota długo opierała się konnicy na wzgórzu. Albo późniejsze wykorzystnie halabard przez Szwajcarów w walce z rycerstwem, co wykorzystał William Wallace w bitwie pod Sterling. Albo jeszcze późniejsze wykorzystanie wozów przez sierotki w Czechach. A tu wygląda na to, że armia Lanisterów nie potrafiła walczyć z konnicą. Podobnie z taktyką lekkich jeźdźców jakimi są wojska smoczej królowej, tacy nie rzucaliby się na mur tarcz i dzid, ale strzelali i szukali możliwości ataku z boku albo od tyłu. Dobrze średniowieczne bitwy pokazano np. w Wikingach. Tutaj zabrał się do tego ktoś, kto nie ma o tym pojęcia.

          • Właśnie wtedy powinni się cofnąć i sformować prostokąty. Koń pobiegnie tam gdzie jest luka. Podczas szarż kawalerii najlepiej jest po prostu pozwolić koniom przebiec obok. Inna sprawa, że mogli wykorzystać wozy do obrony, to miałoby największy sens. Ja widzę to tak, w momencie przerwania szeregów albo ludzie wpadają w panikę i uciekają, albo dowódcy formują mniejsze pozycje obrony w kształcie prostokątów czy kół. To miałoby szczególnie sens, że potrzebna była obrona dla kuszy. Trudno mi sobie wyobrazić Branna, który strzela z kuszy, celuje podczas gdy w każdej chwili może ktoś mu wbić dzidę w plecy.

          • Na początku bitwy oddział Jamiego był rozciągnięty w długą linię i do tego szedł wzdłuż brzegu. Atak nastąpił zbyt szybko, by skutecznie sformować szyk obronny, zwłaszcza z wykorzystaniem wozów. Właściwie od początku zapanowało zamieszanie. A gdy smok pokazał swój popisowy numer, było właściwie po wszystkim. Szaleńcza szarża Dotraków świetnie do nich pasuje – każdy z nich usiłował się wykazać, nie bacząc na ryzyko i nie czekając, aż smok załatwi sprawę po swojemu. Tak więc słabizny scenariusza bitwy można zrzucić na karb zamieszania i nadmiernej pewności siebie Lannisterów. Natomiast do bani są sceny ze skorpionem (choć widowiskowe) – nawet jeśliby zasięg tej broni był wystarczający, to brak jakiegokolwiek sensownego systemu celowania praktycznie czynił niemożliwym ustrzelenie smoka – celu powietrznego poruszającego się z dużą prędkością liniową, kątową i zmianą wysokości. Nawet przy czołowym nalocie Bronn był raczej bez szans trafienia. Dziwne, że nikt nie pomyślał o tym, że skorpion powinien wyrzucać wiązkę strzał, a nie pojedynczy grot – wówczas szanse trafienia byłyby większe, a bitwa na arenie w Mereen dowodzi, że włócznie dość gładko wchodziły w smoczą skórę. Założenie, że smoka trzeba zabić strzałem w łeb, jest idiotyczne przy strzelaniu do ruchomego celu. Natomiast zranić kilkoma mniejszymi trafieniami i zmusić do odwrotu – to co innego. Wątpliwości budzi też kilka innych rzeczy, np. toń, w którą zapada się Jamie – przed chwilą galopował po przybrzeżnej płyciźnie, ktoś (kto? Bronn? ten młody Tyrell jakmutam?) zrzuca go z konia o jakieś dwa metry w bok, a tu nagle głębia jak z Titanica ;)

            Generalnie

          • Cieszy mnie za to to, że niewątpliwie autorzy scenariusza czerpią obficie z Pratchetta ;)
            Dlaczego jednak Jon jest takim brudasem i nie zmienia ciuchów? Łazi w tym zardzewiałym napierśniku z uporem godnym lepszej sprawy ;)
            Strażnicy z Winterfell, którzy nie chcieli przepuścić Aryi nie powinni bluzgać w kółko “spierd…, spierd…”, ale np. “spadaj mała – tam są drzwi” ;) Tłumacz!!!

          • “Właściwie od początku zapanowało zamieszanie. A gdy smok pokazał swój popisowy numer, było właściwie po wszystkim”
            tak by właśnie wyglądał logiczny przebieg wypadków, szarża, pojawia się smok, robi wyrwę, następuje panika i wycinanie armii Lanisterów

            Jednak film pokazuje, że oni nie uciekli, ale przed dłuższy czas dalej stali w linii, nie stracili morale i np. zaraz zareagowali na rozkaz Jaime’ego gdy przywołał łuczników. Inaczej mówiąc w filmie armia Lanisterów jest bardzo dobrze wytrenowana, ma morale tak wielkie, że nie boi się smoka i nie ucieka w panice. Inaczej mówiąc były możliwości cofnięcia się i sformowania dalszej obrony. Szczególnie, że kusza potrzebowała takiego kordona.

            Niestety ludzie piszący ten odcinek nie mogli się zdecydować czy pójść w totalna rozwałkę czy pokazać zdyscyplinowana armię w obronie. Powinni się zdecydować. Najbardziej nierealny był dla mnie Brann, który sobie strzelał z kuszy nie nękany przez nikogo. No i oczywiście Jaimie, którego prawie nikt nie atakował. Stał sobie większą część czasu pośród zamieszania i się gapił. Nie takiego zachowania się spodziewałem. Przecież on był wyćwiczonym dowódcą i żołnierzem, był przygotowany na smoka.

            To powyżej to oczywiście tylko moja opinia. Bitwa była super dzięki smokowi. Po prostu razi mnie parę nielogiczności w jej pokazaniu i tyle.

        • bo tutaj były smoki, one były elementem decydującym, konwencja tego filmu jest fantastyczna, to nie Braveheart. A brak realizmu był już widoczny podczas “Bitwy bękartów” i tam bardziej rzucał się w oczy. Natomiast to, co napisałeś jest po prostu zupełnie nielogiczne. Zrób krok do tyłu, ogarnij większy obrazek i wyluzuj.
          A tak BTW to gdyby to była naprawdę historia średniowiecznej Anglii to mielibyśmy zatrzęsienie łuczników z tzw. long-bow, którzy to niejednokrotnie uratowali angielskiej konnicy dupę lub po prostu przetrzebili przeciwników – vide bitwa pod Azincourt. Inna rzecz, która rzuca się w oczy to zupełne pominięcie prochu, który w Europie był w użyciu do XIII w. W GoT zupełnie go nie uświadczysz. O prochu sam piszesz w kontekście Husytów. Martin nie kreuje prawdy quasi historycznej, raczej swobodno-romantyczno-sensacyjne podejście do realiów batalistycznych. Taka konwecja, ot i wszystko.

    • Przesadzasz. Bitwa bękartów była w porządku, zwłaszcza sceny duszenia w tłoku i filmowana z góry szarża jazdy Littlefingera. Oczywiście, początek z głupawym wyskokiem Jona w odpowiedzi na dziecinną prowokację Boltona był fabularnie beznadziejny. Jednak nakręcony super. Jak i sama bitwa. Walka w ciasnym szyku tarczowników za pomocą pik to czysta historia. To samo łucznicy. Zacieśnianie kotła i stopniowe wyrzynanie bezradnego przeciwnika – klasyka. Rzecz jasna, z braku czasu i oszczędności stale są pomijane takie drobiazgi, jak wysunięte czujki, które ostrzegłyby przed zbliżającym się znienacka wrogiem, ale cóż, nie można mieć wszystkiego.
      Mnie szczególnie razi otoczenie wielkich zamków – wszystkie są na jałowych pustkowiach, zero wsi, pól, warsztatów, straganów itp., całej tej infrastruktury, którą oblegający musieli najpierw sfajczyć i ograbić (niekoniecznie w tej kolejności). Przecież takie Winterfell zdechłoby z głodu, gdyby musiało opierać sie na długich i rozporoszonych liniach zaopatrzenia. BTW – z zewnątrz Winterfell jest wielgachne niczym Malbork, a w środku – jak Golub-Dobrzyń :)

      • “Przesadzasz. Bitwa bękartów była w porządku”
        pod względem widowiskowym tak, ale nie jeżeli chodzi o strategię, szczególnie moment okrążenia, kiedy to Jon i jego ludzie stoją i czekają, aż zostaną okrążeni – bardzo grzecznie z ich strony, bo przecież armia podczas manewrów jest najłatwiejszym celem
        http://ksiazki.audio/blog/masters-of-war

        • Cała strategia wojsk Snowa sprowadzała się do frontalnego uderzenia “a potem zobaczymy”. Przeciwnik natomiast ewidentnie uknuł chytry plan i go zrealizował. Czy to prawdopodobne, że jedna strona leci na pałę za głupim dowódcą? Cóż, a mało razy tak było w historii? Nadmierna pewność siebie, brak doświadczenia, źle rozumiane pojęcie honoru – każdy pretekst dobry, by ponieść zaszczytną klęskę. Mnie osobiście bardzo dziwi jednak stosunek Jona do Petyra – w końcu gdyby nie wojska Doliny, Jon zszedłby z tego świata znacznie szybciej niż byśmy chcieli. A wojska te skłonił do interwencji nie kto inny, jak lord Baelish. Wypadałoby więc okazać mu przynajmniej minimalne względy, nie zaś pogardliwie podduszać w podziemiach Winterfell.

          • Ta część bitwy ma sens, Jon zamiast kierować wojną dał się ponieść emocją. Bez sensu jest natomiast moment gdy wraz ze swoimi wojskami czekają aż przeciwnicy ich okrążą.

  2. “W The Spoils of War pierwsze skrzypce grają: […] zachowująca ogromną
    godność aż do końca Lady Olenna”

    Obejrzałem cały odcinek – jak ja tę Olennę mogłem przegapić?

  3. Jestem pewien, że Jaime żyje. Z książek znamy przepowiednię dotyczącą Cersei, przepowiednię, która jak do tej pory dokładnie się sprawdzała (np. wszystkie dzieci Cersei zmarły). Ta sama przepowiednia mówi też, że zginie uduszona przez młodszego brata. W pierwszej chwili wydaje się oczywiste, że będzie to Tyrion, jednak Jaime (pomimo tego, że jest bliźniakiem Cersei) również jest jej młodszym bratem. Moim skromnym zdaniem, Tyrion jest zbyt oczywisty, a Jaime jest o wiele ciekawszym wyborem – jestem niemal przekonany, że to Jaime będzie zabójcą Cersei. Spodziewam się praktycznie powtórki z tego, jak Jaime zabijał Szalonego Króla, motyw zabójstwa z resztą też pewnie będzie podobny, jak wtedy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...