Amerykańscy naukowcy – Rotten Tomatoes jednak ma wpływ na widownię w kinach

Felieton/Film 03.08.2017
Amerykańscy naukowcy – Rotten Tomatoes jednak ma wpływ na widownię w kinach

Amerykańscy naukowcy – Rotten Tomatoes jednak ma wpływ na widownię w kinach

Choć kryteria ocen na Rotten Tomatoes nie są do końca miarodajne, to jednak najnowsze badania potwierdzają, że ichniejsze procenty mają bezpośredni wpływ na to, czy dany film stanie się przebojem czy nie.

Jak donosi THR, badania przeprowadzone przez Nielsen Research Group podają, że 7 na 10 kinomanów prawdopodobnie nie wybierze się na dany film, jeśli będzie miał on pomiędzy 0 a 25 procent pozytywnych opinii na Rotten Tomatoes.

Nie są pewnie jakoś specjalnie odkrywcze badania. Wystarczy spojrzeć na wyniki finansowe większości filmów z ocenami powyżej 70 procent na RT. Analogiczne, produkcje, które “poszczycić” się mogą wynikami na poziomie 20-30 procent przeważnie stały się klapami.

Idealnie pokazało to tegoroczne lato, kiedy niezbyt udane “Emoji Movie” (6 proc.), “Baywatch” (19 proc.), “Mumia” (16 proc.) czy “Król Artur” (28 proc.) dość mocno rozczarowały pod względem finansowym i nie tylko.

Z kolei dobrze oceniane filmy, takie jak “Dunkierka” (93 proc.), “Wonder Woman” (92 proc.) , “Baby Driver” (95 proc.) czy “Spider –Man: Homecoming” (92 proc.) przynosiły finansowe wyniki przeważnie powyżej nawet optymistycznych oczekiwań.

Póki co, jedynie filmom z uniwersum DC udało się oprzeć klątwie niskich ocen na Rotten Tomatoes i mimo tego zarabiać ogromne pieniądze. Ale to raczej wyjątek potwierdzający regułę.

Badania Nielsen Research Group podkreślają, że wynik na Rotten Tomatoes ma szczególny wpływ na ludzi w wieku poniżej 25 lat.

Warto doprecyzować, że dotyczy to głównie wielkich hollywoodzkich superprodukcji. Widownia bardziej ambitnego i niszowego kina zdaje się być o wiele bardziej świadoma i wiedząca czego chce, także w mniejszym stopniu polega na agregatach ocen.

Czy rola Rotten Tomatoes jest zatem pozytywna? Jednak nie do końca.

Agregaty ocen mają to do siebie, że stosują algorytm uśredniania.

Poza tym, nie ma nic gorszego niż ocenianie tworów szeroko rozumianej kultury i sztuki sztywnymi kryteriami bezdusznych procentów.

Sztuka, także popularna, wymyka się jednoznacznym ramom subiektywnej oceny. Każdy z nas ma różne gusta i fakt, że jedna osoba uważa, że np. “Spider- Man: Homecoming” jest wspaniały, nie oznacza, że innej osobie spodoba się on w takim samym stopniu.

Poza tym sam algorytm zliczania ocen jest, póki co przynajmniej, mocno niedoskonały. Często opinie neutralne albo zachowawcze, ale nie krytykujące otwarcie danego filmu jednoznacznie, zliczane są jako opinie negatywne.

Zawsze będę postulował za tym, by nie redukować danego filmu do numerka. Nawet najgorsza produkcja to setki godzin pracy tysięcy ludzi i często już sam fakt, że dany film dobiegł końca i doczekał się międzynarodowej dystrybucji, jest jakimś sukcesem. Zrobienie filmu jest naprawdę potwornie trudną pracą i nawet do tych najsłabszych mam względny szacunek. A już na pewno nie zgadzam się, by je podsumowywać w tak ograniczony sposób.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (7)

10 odpowiedzi na “Amerykańscy naukowcy – Rotten Tomatoes jednak ma wpływ na widownię w kinach”

  1. Zawsze będę postulował za tym, by nie redukować danego filmu do
    numerka. Nawet najgorsza produkcja to setki godzin pracy tysięcy ludzi i
    często już sam fakt, że dany film dobiegł końca i doczekał się
    międzynarodowej dystrybucji, jest jakimś sukcesem.

    No i? Wszystkie produkcje z duzych wytworni to masowka robiona z mysla o zarobku. Powstajaca glownie przy udziale grup fokusowych, specjalistow od odgrzewania kotletow i krecacych nosami decydentow. Rezyser sie nie liczy. Wizja sie nie liczy. Artyzm sie nie liczy. Licza sie numerki i predykcje zyskow oraz ksiegowe machinacje by nie wykazac zysku.

  2. Jeśli chodzi o filmy DC, no to BvS po prostu MUSIAŁ się dobrze sprzedać. Dwie najpopularniejsze legendy bardzo modnego ostatnio świata komików razem? Proszę was, nawet mnie się hype udzielił.

  3. Tak sobie myslę, że może to nie jest wina niskiej oceny na Rotten Tomatoes, tylko może to po prostu słabe filmy odnoszą klapę. Filmy które albo nie miały dobrej promocji, albo metodą sąsiedzką zostały okrzyknięte słabymi filmami, albo taki na które nikt nie czekał. Bo szczerze idea Baywatch z Johnsonnem i zajawkiem napakowanym wybuchami jakoś mnie nie porwała, natomiast na królu Arturze na który poszedłem bez żadnych oczekiwań bawiłem się świetnie, mimo że to jeden ze złych filmów. To, że Dunkierka odniesie sukcesy wynika już nie jako z nazwiska reżysera na którego część ludzi wybiera się w ciemno, jak i na tematykę gdzie druga połowa, zwłaszcza pokolenia 40+ pójdzie bo lubi filmy wojenne. Oceny na RT nie mają nic do rzeczy, tylko potwierdzają, że złe filmy są złe.

  4. Sztuka to bardzo szerokie pojęcie i wg mnie sztuka popularna to nie sztuka (aczkolwiek to oczywiście sztuka, tylko że popularna [no, po prostu brak nam drugiego słowa żeby to określić]).

    A poza tym jak można napisać, że sztuka wymyka się subiektywnej ocenie? Chyba obiektywnej, HALO!

    A poza tym sztuka popularna się nie wymyka żadnej obiektywnej ocenie (czy też subiektywnej zbiorowej, na jedno wychodzi). Przecież ona nawet w nazwie ma “popularna”, tzn. musi się podobać jak największej liczbie ludzi, bo inaczej jest do dupy.

  5. ” „Baywatch” (19 proc.), „Mumia” (16 proc.) dość mocno rozczarowały pod względem finansowym i nie tylko.” Hm, to nie prawda Baywatch – zarobiło na całym świecie 174 miliony dolarów – $174.0 ,a Mumia – prawie 400 milionów dolarów – $397.7. A budżety – Baywatch – ok. 69 milionów, a Mumia – 125 milionów więc bardzo dobre wyniki finansowe. Czasem warto sprawdzić za nim zacznie się udowadniać tezę. Król Artur – zgoda tu było kiepsko.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...