Gry wideo to samo zło? Właściciele kin mają inne zdanie

Felieton/Film 01.08.2017
Gry wideo to samo zło? Właściciele kin mają inne zdanie

Gry wideo to samo zło? Właściciele kin mają inne zdanie

Koledzy i koleżanki gracze, mam dla was dobre wieści. Wygląda na to, że sympatia do gier wideo wyzwala w nas łaknienie nowych opowieści. Na tyle mocne, że bardzo chętnie biegniemy do kina, by te nowe opowieści poznać.

Gry wideo praktycznie od samego początku swojego istnienia próbowały motywować nas do dalszej zabawy mniej lub bardziej wyszukaną narracją. Nie powstanie dobra gra RPG bez dobrej fabuły, wymaga się tego jednak coraz częściej nawet i w relatywnie prostych grach akcji. Warto przypomnieć tu chociażby klasyczne The Dig napisane wspólnie przez Orsona Scotta Carda i Stevena Spielberga czy niedawne Quantum Break, którego scenariusz był tak złożony, że twórcy zdecydowali się na fabularny serial, aby zamknąć wątki z gry.

Innymi słowy, lubimy grać w gry wideo nie tylko dlatego, że strzelanie do kosmitów jest takie fajne. Sam po sobie wiem, że wiele gier ukończyłem nie z uwagi na samą wciągającą mechanikę gry, a właśnie z pragnienia, by dowiedzieć się, jak zakończy się przedstawiona historia.

Powiem więcej, historia jest wręcz w stanie zatuszować problem lichej lub nieodpowiadającej mi mechaniki. Aktualnie swój czas wolny poświęcam trylogii remasterowanych BioShocków, których wspomniana mechanika – choć wiem, że ceniona przez innych – zupełnie mnie nie interesuje, wręcz męczy. Ale ta opowieść, ten klimat, ten świat… nie mogę się doczekać, żeby ponownie tam wrócić.

Gracz chce dobrych historii, więc szuka ich również i poza ekranem telewizora czy monitora.

Należąca do grupy Warner Bros. Machnima zleciła badanie, które miało sprawdzić, czy kina są atrakcyjnym miejscem spędzania wolnego czasu dla graczy. Rezultaty przeszły oczekiwania. Sto procent graczy odwiedziło w przeciągu roku przynajmniej raz kino. Dla porównania, tylko 71 proc. ogółu populacji zdecydowało się w przeciągu roku wyjść z domu na film.

17 proc. graczy wybiera się do kina przynajmniej 12 razy w roku, zaś jeśli chodzi o ogół to tylko 11 proc. Co więcej, gracz z większym o 34 proc. prawdopodobieństwem wybierze się na weekendową premierę filmu niż zwykły konsument i o 31 proc. chętniej obejrzy film science-fiction w kinie od zwykłej osoby.

Byle nie wyciągnięto z tego błędnych wniosków.

Wytwórnie filmowe od lat starają się przyciągnąć uwagę graczy posługując się metodami, które… no cóż, nie sprawdzają się za dobrze. Próbują bowiem nieudolnie przenosić historie znane z gier na duży ekran kina. Przytłaczająca większość tych filmów to gnioty. Trudno powiedzieć, czy z uwagi na złe podejście, czy też może narracji z gier nie da się dobrze przenieść na język filmu. Liczy się efekt, a ten jest mizerny.

Chciałbym, by filmowcy robili dalej to, co robić umieją. Czyli dobre filmy. Nie jestem pewien, czy potrebujemy ekranizacji przygód Zeldy, kapitana Sheparda czy Master Chiefa. Chcemy dobrego kina, bo kochamy dobre opowieści. Chcemy przenieść się na chwilę do innego świata i uczestniczyć w jakiejś przygodzie. Nie musi to być ta sama przygoda, którą znamy z gry.

Wręcz wskazane jest, by była czymś zupełnie innym. Czymś, czego jeszcze nie znamy. To nowe, nieznane i ciekawe nęci nas w grach wideo. I dokładnie tego samego szukamy, idąc na seanse filmowe.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (2)

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...