Szprycer od Taco Hemingwaya nie jest krokiem w tył. To rozbieg przed wielkim skokiem

Recenzja/Muzyka 31.07.2017
Nasza ocena:
Szprycer od Taco Hemingwaya nie jest krokiem w tył. To rozbieg przed wielkim skokiem

Szprycer od Taco Hemingwaya nie jest krokiem w tył. To rozbieg przed wielkim skokiem

“Dziewięć piosenek o niczym i o wszystkim”. Tak Filip Szcześniak podsumował swoją nową EP-kę o nazwie “Szprycer”. Trudno znaleźć trafniejsze określenie.

Nie jest to płyta łatwa, nie da się w nią po prostu wsiąknąć. Album przesłuchałem raz i nie zamierzałem do niego wracać. Uznałem, że Taco się skończył. W podobny sposób myśli zdecydowana większość internautów. W mediach społecznościowych przeważają opinie, które jasno wskazują, że Szprycer jest dla Taco Hemingwaya krokiem w tył. Zgadzam się z tym, ale tylko częściowo. Jestem przekonany, że Filip Szcześniak robi ten krok w tył wyłącznie po to, żeby za chwilę zrobić rozbieg i następnym razem wydać znacznie lepszy materiał. Żeby nabrać doświadczenia i pobawić się nowym stylem. Niestety, nie jest to eksperyment do końca udany.

Trójkąt Warszawski był szokiem, Umowa o dzieło i Wosk utwierdziły nas w przekonaniu, że Taco Hemingway nie znalazł się na scenie przez przypadek, zaś Marmur był cudowną opowieścią, w której muzyka wydawała się być tylko dodatkiem. To właśnie niesamowity talent do opowiadania historii, zabawa słowem oraz historie, w których każdy z nas mógł brać udział, były źródłem sukcesu młodego rapera. Każdy z dwudziestolatków przeżył kiedyś to samo co Taco.

Teraz… tego wspólnego doświadczenia brakuje.

Płyta nie wydaje mi się spójna. Karimata czy Tlen nieco przypominają dotychczasową twórczość rapera, ale już Nostalgii nie potrafię określić inaczej, niż jako przerost autotune’a nad treścią. Skąd tyle trapu? Podejrzewam, że Taco za mocno zapatrzył się na aktualne trendy. Ten styl jest obecnie modny, nie da się tego ukryć. Tak samo jak tego, że zbyt wiele efektów tego typu może irytować.

Boli to tym bardziej, że artysta nie do końca radzi sobie z nowoczesnymi brzmieniami. Zdarza mu się wypadać z rytmu i brzmieć drętwo. Nawet te niedoskonałości dałoby się przełknąć, gdyby warstwa tekstowa albumu prezentowała się lepiej. Nie ma tu już pasjonującego opowiadania historii o życiu w Stolicy, z którego słynął Taco Hemingway. Trochę tego brakuje, ale z drugiej strony jest to całkiem odświeżające doświadczenie. Gdyby artysta nagrał kolejną płytę o tym samym, na pewno zostałby oskarżony o monotematyczność lub o powielanie błędów O.S.T.R., który sztukę nagrywania miliona produkcji na jedno kopyto doprowadził do perfekcji.

W gruncie rzeczy cieszy mnie, że Taco bawi się muzyką i nie nagrał kolejnej identycznej płyty. Jego muzyka zaskakuje, ale to dobrze. Dzięki temu wnosi pewien powiew świeżości. Pojawia się pytanie, czy na pewno Szprycer spodoba się większości słuchaczy? Podejrzewam, że nie. Fanom nie przypadną do gustu eksperymenty muzyczne oraz miałka treść, zaś całej reszcie album nie podejdzie z powodu braków w formie. Taco Hemingway powinien trochę ostrożniej iść po cienkiej linii oddzielającej nowoczesny rap od tandety. Niestety mam wrażenie, że w tym przypadku Filip z niej zboczył, by nie pokusić się o stwierdzenie, że z tej linii go zwyczajnie wyrzuciło.

Szprycer nie jest najlepszą EP-ką w historii Taco Hemingwaya.

Ma swoje momenty, ale nie zapada w pamięć. Dlatego, po kilku muzycznych sesjach, najpewniej o niej zapomnę, a gdy następnym razem przypomnę sobie o Taco, włączę jedną z jego poprzednich produkcji. Mimo wszystko doceniam to, że raper nie boi się eksperymentów i cały czas szuka swojej nowej drogi. Bo nawet jeżeli chwilowo na niej się zgubił, to jestem przekonany, że szybko wróci na właściwe tory i ponownie wyda odkrywcze i zachwycające materiały, do których nas przyzwyczaił.

Mimo wszystko polecam zapoznać się ze Szprycerem i wyrobić sobie własną opinię na jego temat. Nic to was nie kosztuje, bo album dostępny jest za darmo. Można go znaleźć na YouTube, w serwisach streamingowych lub pobrać bezpośrednio ze strony artysty.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (35)

112 odpowiedzi na “Szprycer od Taco Hemingwaya nie jest krokiem w tył. To rozbieg przed wielkim skokiem”

    • Dziękuję za ogrom argumentów, którymi mnie przytłoczyłeś, wskazałeś, co zrobiłem źle i do czego masz zastrzeżenia. Postaram się wszystkie rady zawarte w tym komentarzu wprowadzić w życie. Jestem pewien, że dzięki temu moje następne teksty będą lepsze i spełnią wszystkie Twoje oczekiwania. A teraz kładę się spać szczęśliwy i spełniony. W końcu przeczytałem komentarz, który tak wiele wniósł do mojego życia i pracy. Pozdrawiam gorąco.

  1. Zgadzam się z recenzją. Byłem przestraszony po tym kawałku z teledyskiem, ale następne mi bardziej podeszły. Ogólnie płyta przeciętna.

  2. Taco nie jest od tego, żeby dwudziestoparolatkom z Warszawy usługiwać i opiewać na wasze ciekawe życia, pełniąc przy tym służalczą funkcję. Ta EPka jest bardziej “jego”. Obraca się w tych trendach na swój sposób – nie robi totalnej kalki (bo zarzucilibyście mu odtwórczość), ale i nie robi tego na modłę jakiejś poprawności (i jest nierówno, nie rymuje się, czasem jest za szybko), bo to nie byłby Taco. Zachował tożsamość, puszcza oczko do tych, na których mu zależy – a że słuchają tego wszyscy i w 2017 nadal mają problem z autotune – ja nie narzekam.

  3. Jak dla mnie ta płyta jest czymś innym niż pozostałe i dlatego bardziej mi się podoba niż poprzedni Marmur, który był tym samym Taco z wcześniejszych płyt co dało poczucie jakby to była cały czas jedna płyta od Trójkąta po Marmur. Producenci na tej płycie tzn. Szprycer wykonali bardzo dobrą robotę i dobrze, że Taco zaczął współpracować z innymi producentami.

  4. Co to za strona…mój wcześniejszy komentarz w odniesieniu do recenzji, który napisałam ok. trzech godzin temu, prawdopodobnie został uznany za spam i zniknął !! eh…ktoś tu ma rację, ogarnijcie technologię !!!

  5. Tworczosc taco i przygode z nim zaczalem od trójkąta, który bosko wpadl w ucho, następna byla umowa, jeszcze lepsza, potem pojawił sie wosk, do którego dlugo sie przekonywalem, ale w koncu siadl. Przyszedl czas na marmur, przy ktorym wrecz zmuszalem sie zeby przesluchac od poczatku do konca, pare piosenek bylo swietnych, ale reszta po prostu nie siadala, balem sie nowej plyty, balem sie, ze po prostu odejde od taco, albo zostane przy trójkącie i umowie, zapetlonej. Na szczescie szprycer siadl niemilosiernie, posluchalem go 30 minut po wyjsciu i sluchalem w kolko do 3 w nocy. Aktualnie od 2 dni go katuje w kolko i w kolko. Osobiscie uwazam ze umowy ani trojkata nie przebije, ale to trochę inny gatunek. Jak dla mnie przebija wosk i moocno deklasuje marmur

  6. Całkowicie nie zgadzam się z recenzją, choć oczywiście szanuję opinię,
    bo każdy ma prawo do swojej. Osobiście uważam, że jakościowo nowa epka
    nie jest ani gorsza ani lepsza od pozostałych, jest po prostu inna.
    Powody zmiany kierunku można by mnożyć. Każdy inteligentny artysta wie, a
    do takich należy Taco, że podążanie ciągle tą samą drogą, wcześniej czy
    później, kończy się źle i że dojść można co najwyżej do ściany. Musi
    więc eksplorować nowe obszary, by znaleźć odpowiedniejsze dla siebie i
    bardziej aktualne formy wyrazu własnej ekspresji, a że czasem nie
    wszystkim one pasują, to już inna kwestia. Cóż, w końcu sztuka rządzi
    się własnymi prawami. Drugi istotny powód to wymogi rynku, co do których
    artyści muszą się dostosować, czy chcą czy nie. Niewątpliwie, faktem
    jest, że tym razem team “Taco Hemingway” postawił na nowych odbiorców o
    trochę odmiennym guście muzycznym, których nie zadowala jedynie
    poprawnie wyrecytowany tekst, a którzy w zamyśle mają otworzyć się na
    tzw. inteligentny rap z górnej półki. To oni, moim zdaniem, docenią
    niebanalny aranż, wyrafinowane i najświeższe brzmienia miejskiego nurtu,
    których mam wrażenie, zabrakło trochę we wcześniejszej tworczości.
    Kolejna rzecz to treść warstwy tekstowej. Taco, niczym Banksy, ma
    niebywały talent do wychwytywania i następnie werbalizowania zjawisk
    społecznych związanych z wielkomiejską obyczajowością, które przekazuje
    odbiorcom również i w nowym projekcie, choć trzeba przyznać, iż
    faktycznie mamy tu tego w dużo mniejszej ilości. Przede wszystkim jednak
    nadal opowiada o sobie i swoim codziennym życiu, które z racji
    kilkuletniego już stażu w branży muzycznej, aktualnie różni się nieco od
    tego, jakie wiedzie przeciętny student. Fajnie, że jest w tym
    wiarygodny i nie sili się na kreowanie wizerunku przeciętnego kolesia z
    sąsiedztwa, co w moim rozumieniu według recenzenta jest chyba błędem.

  7. Kolejna rzecz to treść warstwy tekstowej. Taco, niczym Banksy, ma
    niebywały talent do wychwytywania i następnie werbalizowania zjawisk
    społecznych związanych z wielkomiejską obyczajowością, które przekazuje
    odbiorcom również i w nowym projekcie, choć trzeba przyznać, iż
    faktycznie mamy tu tego w dużo mniejszej ilości. Przede wszystkim jednak
    nadal opowiada o sobie i swoim codziennym życiu, które z racji
    kilkuletniego już stażu w branży muzycznej, aktualnie różni się nieco od
    tego, jakie wiedzie przeciętny student. Fajnie, że jest w tym
    wiarygodny i nie sili się na kreowanie wizerunku przeciętnego kolesia z
    sąsiedztwa, co w moim rozumieniu według recenzenta jest chyba błędem.
    Zupełnie nie zgadzam się z określeniem “miałka treść”. Teksty może i nie
    są głęboko wartościowe, ale w moim odczuciu zwracają uwagę na kilka
    istotnych problemów dzisiejszego pokolenia ludzi przed 30- tką, do
    którego zresztą należy sam artysta, mówią też dużo o pułapkach i
    wyzwaniach jakie stawia polski show biznes, czego autor powyższego
    artykułu chyba nie zauważył. Mam też odmienne zdanie co do stwierdzenia,
    że raper ociera się o kicz. Uważam, że największym atutem tejże
    produkcji jest właśnie jej oryginalność, nietuzinkowość zawarta zarówno w
    treści jak i formie, a z zarzucaną tu tandetą absolutnie nie ma żadnego
    związku.

  8. Ciekawe, że po raz kolejny zniknął mój komentarz…hahah dobre, może mi to ktoś wyjaśnić? bo nie przypuszczam, by był z premedytacją usuwany ? wklejam ostatni raz, dobrze , że wcześniej go skopiowałam, naprawdę zróbcie coś z tymi znikającymi komentarzami !! Btw. jak wogóle można napisać o kimś, że się skończył ?!! Panie redaktorze, niech się Pan zastanowi, co pisze dwa razy. To przecież Wy, dziennikarze, poprzez środki masowego przekazu, macie istotny wpływ na kształtowanie postaw, wyrabianie pogladów w ludziach, to na Was w dużej mierze spoczywa ta odpowiedzialność !!

  9. “Uznałem, że Taco się skończył. W podobny sposób myśli zdecydowana większość internautów.” Oceny pod nostalgią to aktualnie 52k łapek w górę i 3k w dół, oraz pierwsze miejsce w karcie na czasie od 3 dni. Z pewnością WIĘKSZOŚĆ sądzi, że się skończył.

  10. Macie tu spory problem z pierwszą osobą. Wszystkie te teksty z tytułem typu: Dlaczego nie kupiłem tego snartfona albo Nie czekam na nowe gwiezdne wojny są wątpliwej jakości, i tak jest też tutaj. Autorze, poczytaj recenzje płyt gdziekolwiek poza tego typu portalami(bo to nie tylko wasz problem) i zobaczysz różnicę. Tego tekstu wgl recenzją bym nie nazywał, raczej blogowymi przemyśleniami fana (a nie obiektywnego dziennikarza).

    Pozdrawiam, też się dopiero uczę.

  11. Oj Taco, z twoją twórczością to jako – tako. Poczynając od nieudanego pseudonimu mającego wskazywać na ostre gastro na meksykańskie potrawy po hemingwayowskich przygodach alkoholowych, na koszmarnej dykcji kończąc (nie ulegającej poprawie, należy dodać). Mocno zawiewa cebulą i odorem metabolizowanego żubra. I choćby nie wiadomo jak ekskluzywna wydawała się jego muzyka, przekaz w niej zawarty zawsze będzie utożsamiał sfrustrowanego Polaka.
    Któż więc Cię może słuchać? Wymagający słuchacz raczej nie, dlatego nie dziwmy się, że nawet na spiderswebie opinia zrodziła się… jako – taka.

  12. Całkowicie nie zgadzam się z recenzją, choć oczywiście szanuję opinię,
    bo każdy ma prawo do swojej. Osobiście uważam, że jakościowo nowa epka
    nie jest ani gorsza ani lepsza od pozostałych, jest po prostu inna.
    Powody zmiany kierunku można by mnożyć. Każdy inteligentny artysta wie, a
    do takich należy Taco, że podążanie ciągle tą samą drogą, wcześniej czy
    później, kończy się źle i że dojść można co najwyżej do ściany. Musi
    więc eksplorować nowe obszary, by znaleźć odpowiedniejsze dla siebie i
    bardziej aktualne formy wyrazu własnej ekspresji, a że czasem nie
    wszystkim one pasują, to już inna kwestia. Cóż, w końcu sztuka rządzi
    się własnymi prawami.

  13. Drugi istotny powód to wymogi rynku, co do których artyści muszą się dostosować, czy chcą czy nie. Niewątpliwie, faktem jest, że tym razem team “Taco Hemingway” postawił na nowych odbiorców o trochę odmiennym guście muzycznym, których nie zadowala jedynie poprawnie wyrecytowany
    tekst, a którzy w zamyśle mają otworzyć się na tzw. inteligentny rap z górnej półki. To oni, moim zdaniem, docenią niebanalny aranż, wyrafinowane i najświeższe brzmienia miejskiego nurtu, których mam wrażenie, zabrakło trochę we wcześniejszej tworczości.

  14. Kolejna rzecz to treść warstwy tekstowej. Taco, niczym Banksy, ma niebywały talent do wychwytywania i następnie werbalizowania zjawisk społecznych związanych z wielkomiejską obyczajowością, które przekazuje odbiorcom również i w nowym projekcie, choć trzeba przyznać, iż
    faktycznie mamy tu tego w dużo mniejszej ilości. Przede wszystkim jednak nadal opowiada o sobie i swoim codziennym życiu, które z racji kilkuletniego już stażu w branży muzycznej, aktualnie różni się nieco od tego, jakie wiedzie przeciętny student. Fajnie, że jest w tym wiarygodny i nie sili się na kreowanie wizerunku przeciętnego kolesia z sąsiedztwa, co w moim rozumieniu według recenzenta jest chyba błędem.

  15. Zupełnie nie zgadzam się z określeniem “miałka treść”. Teksty może i nie są głęboko wartościowe, ale w moim odczuciu zwracają uwagę na kilka istotnych problemów dzisiejszego pokolenia ludzi przed 30- tką, do którego zresztą należy sam artysta, mówią też dużo o pułapkach i wyzwaniach jakie stawia polski show biznes, czego autor powyższego artykułu chyba nie zauważył.
    Mam też odmienne zdanie co do stwierdzenia,że raper ociera się o kicz. Uważam, że największym atutem tejże produkcji jest właśnie jej oryginalność, nietuzinkowość zawarta zarówno w treści jak i formie, a z zarzucaną tu tandetą absolutnie nie ma żadnego związku.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...