Gra o tron psuje szyki każdemu, kto wzbudza sympatię widzów – recenzja 2. odcinka

Recenzja/Seriale 24.07.2017
Nasza ocena:
Gra o tron psuje szyki każdemu, kto wzbudza sympatię widzów – recenzja 2. odcinka

Gra o tron psuje szyki każdemu, kto wzbudza sympatię widzów – recenzja 2. odcinka

Ponury świat, który został stworzony przez George’a R.R. Martina, powrócił w zeszłym tygodniu za sprawą świetnego pierwszego odcinka. Czy drugi epizod siódmego sezonu utrzyma ten sam poziom?

To jest recenzja drugiego odcinka siódmego sezonu Gry o tron i mogą pojawić się tu spoilery.

Nie mam wątpliwości, że Gra o tron ma przed sobą bardzo trudne zadanie. Przez kilka lat emisji serialowi udało się zgromadzić niewyobrażalnie oddaną grupę fanów na całym świecie. Skomplikowane wątki, szeroka paleta bohaterów, miejsca, drastyczne wydarzenia – to wszystko powoli zbliża się do finału. Nie byłoby trudno spaprać zakończenia. Można by posłuchać fanów i spiąć serię w banalny sposób. Wydawało się, że Gra o tron zmierza właśnie w tym kierunku.

Drugi odcinek siódmego sezonu pokazał jednak, że ciągle możemy być zaskakiwani.

Bohaterowie niezmiennie starają się osiągnąć swoje cele. Daenerys debatuje na kolejnymi krokami, Cersei zbiera ostatnich sojuszników i stara się uczynić swoją pozycję odrobinę mniej beznadziejną. Jon Snow i Sansa mają odmienne zdania na temat najbliższych decyzji, ale wygląda na to, że potrafią się porozumieć.

gra o tron stormborn

Niezmiennie ogromne wrażenie robi na mnie złożoność tego świata.

Świetnie się to realizuje w małych, jak na rozmach Gry o tron, scenach. Samwell Tarly spotyka Joraha Mormonta i postanawia mu pomóc. Jego jedyną motywacją jest znajomość z ojcem rycerza, który był dowódcą Nocnej Straży. Nie mam wątpliwości, że jest to jeden z najbardziej przejmujących i najmocniejszych akcentów serialu. Doskonale mówi o tym, jak istotne są rodzina, nazwisko i krew. Tarly ryzykuje własnym życiem dla obcego człowieka, mimo że widmo utraty zdrowia jest wyjątkowo realne.

A przecież wydawało się, że honor umarł razem z Nedem Starkiem.

Zemsta jest chyba jednym z najsilniejszych uczuć, jakie sterują poczynaniami bohaterów. Zemsta popchnęła Olenę Tyrell i Ellarię Sand w objęcia Daenerys, zemsta nadaje bieg poczynaniom Aryi. Wydaje się, że czasem ta jedyna motywacja nie wystarcza i postacie zostają delikatnie spłaszczone. Miałem takie wrażenie, gdy obserwowałem naradę u Daenerys.

Nie mogłem pozbyć się uczucia, że taktyka obraną przez Smoczą Królową i tarcia, które pojawiają się wśród jej sojuszników i doradców, są tylko naciągane i płytkie. Nie skreślam ich całkowicie, bo zakończenie odcinka wskazało, że wszystko to jest fabularnie uzasadnione. Czuję tylko pewien niedosyt. Scenarzyści tak długo męczyli nas zawiłościami politycznej sytuacji w Meeren, które wcale nas nie interesowały, a teraz po macoszemu traktują finał drogi Dany? To trochę nieuczciwe i mało dojrzałe.

Finałowa bitwa, która rozegrała się w marynistycznej scenerii była niesamowitym dowodem, że w rozgrywce o Westeros nic nie jest jeszcze przesądzone. Ta krótka scenka – bo inaczej nie mogę nazwać tej rzezi na morzu – poprzewracała bardzo wiele pionków i znacząco zmieniła układ sił na kontynencie. Bardzo doceniam, że scenarzyści zdecydowali się na tak drastyczny krok. Oczywiście jestem wściekły i rozczarowany, bo znowu musieliśmy rozstać się z wieloma bohaterami dramatu. Ale towarzyszące mi emocje są znakiem firmowym serii i twórczości Martina.

Szkoda tylko, że walki nie udało się pokazać lepiej.

Szczerzę wątpię, aby tak ogromna flota nie była w stanie przynajmniej ochronić swojego najważniejszego okrętu. Rozumiem, że zaskoczenie, które wywołał ten atak, wcisnęło w fotel widzów, ale sądzę, że było to odrobię naciągane. Sama walka, mimo emocjonalnego charakteru, została zrealizowana bardzo przeciętnie. Zwłaszcza jeśli zestawimy ją z bitwą o Mur i bitwą bękartów.

Stormborn opinie

Nie mam wątpliwości, że siła tej serii opiera się znacząco na igraniu z emocjami widzów.

Wiem, że trudno jest szokować, kiedy zabijało się bohaterów bez opamiętania przez sześć sezonów. Drugi odcinek udowodnił jednak, że twórcy mają w tym wprawę i ciągle nie pieszczą się z postaciami, a wiele fanowskich teorii można włożyć między bajki.

Cieszy mnie niezmieniony charakter serialu i doceniam, że udaje się ciągle utrzymać tempo i zainteresowanie serią. Moje uwagi i zarzuty nie przekreślają odcinka i serialu, bo ta piekielna rzeź wciąga jak bagno. Coraz częściej zauważam jednak, że serii brakuje spoiwa silniejszego niż lubiani bohaterowie, którzy nagle mogą zginąć.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (13)

31 odpowiedzi na “Gra o tron psuje szyki każdemu, kto wzbudza sympatię widzów – recenzja 2. odcinka”

    • O mój boże jak oni mogą tak o każdym odcinku pisać?! No nie da się tego spidersweb czytać. Żeby to dzielić sie wrażeniami z PRZĘCIETNEGO serialu, który regularnie ogląda kilka/kilkanascie miliónow ludzi bez gustu (same przegrywy i zera). Nie do pomyślenia. Tragedia. Dobrze, że JA to jestem taki kwiatek co tego badziewia nie ogląda.

      • Sam oglądam GoTa więc twój argumenty trochę z dupy jest :) Po prostu zwróciłem uwagę iż jest to bez sensu no ale w końcu kliki muszą się zgadzać… ” :) “

      • To, że ogląda go tyle ludzi nie znaczy, że jest dobry. Jest przeciętny. Na dobrą sprawę sporo rzeczy kuleje. Lubię ten serial. Oglądam z zapartym tchem, jednak warsztatowo np. do pierwszego sezonu True Detective czy Breaking Bad… no sorry. Umywa się.

        I jeszcze cytat a propos Twojego argumentum ad populum : “Kłamstwo powtórzone tysiąc razy staje się prawdą.”

  1. Biorąc pod uwagę tempo mordowania kolejnych rodów w siódmym sezonie, w ostatnim odcinku zostaną nam tylko smoki i Nocny Król :D

      • Ta mini balista jest naciągana. Może i jest w stanie przebić czaszkę smoka… ale w warunkach laboratoryjnych. Sądząc po szybkości lotu pocisku i smoka, równie dobrze mogą rzucać kamieniami. No chyba że mają dobrych strzelców którzy wyczuli prototypową broń. Ale wciąż nie znają celu. Chociaż w sumie to serial. Znając życie to jednym pociskiem zabiją dwa mniejsze gady, drugim śmiertelnie ranią Drogona, i będzie wzruszająca scena z płaczącą Daenerys…

  2. Patrząc na grę aktora odgrywajacego Eurona stwierdzam, że ludzie nie mieli racji, że Żelaźni Ludzie nie mają z czego zbudować statków. Mają drewna aż nad to.

    • Tak jak Eurona nie czułem wcześniej, tak teraz, jako morski rzeźnik rządny krwi sprawdza się fenomenalnie. Morska bitwa tylko pokazała jaki z nigo psychol i że nie na darmo jest jednym z Żelaznych ludzi. Nadal go jakoś nie za bardzo lubię ale docenić muszę (i jako aktora i jako Eurona).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...