Baby Driver to nowe rozdanie w kinie akcji – recenzja Spider’s Web

Recenzje/Film 04.07.2017
Nasza ocena:
Baby Driver to nowe rozdanie w kinie akcji – recenzja Spider’s Web

Wyobraźcie sobie zapierającą dech mieszankę Pulp Fiction, Szybkich i wściekłych oraz… La La Land, a otrzymacie właśnie Baby Driver.

Najnowsze dzieło Edgara Wrighta nie wyważa może wszystkich drzwi, nie jest pionierskie, ale z pewnością wprowadza powiew świeżości do skostniałego gatunku kina akcji. Stanowi fascynującą, dosłownie i w przenośni, jazdę bez trzymanki.

Głównym bohaterem Baby Driver jest tytułowy Baby (Ansel Elgort), młody chłopak, który w dzieciństwie przeżył wypadek samochodowy (zginęli w nim jego rodzice). Od tamtego czasu zmaga się z uciążliwym szumem usznym. By go zagłuszyć słucha muzyki przez słuchawki ze swoich iPodów (jego playlisty są eklektyczne i imponujące, nie brak na nich ani funku, ani punk rocka).

Skutkuje to tym, że Baby i całe jego życie podporządkowane są rytmom piosenek, które cały czas odtwarza. Co z kolei sprawia, że chłopak odznacza się niebywałą precyzją, szczególnie objawiającą się w ponadprzeciętnym talencie do prowadzenia samochodów.

Ów talent zauważa u niego przebiegły i inteligentny boss mafii (w tej roli złowrogi, ale wzbudzający sympatię, Kevin Spacey). Zatrudnia on Baby, jako kierowcę, do napadów na banki. Nie jest to jednak świat, w którym poczciwy chłopak czuje się dobrze. Rozważa on odejście, tym bardziej, że poznaje dziewczynę swoich marzeń (Lilly James).

Edgar Wright przygotował widzom prawdziwą filmową petardę, która zachwyca swoim tempem i wirtuozerskim wykonaniem. Jest to zupełnie nowe spojrzenie na kino rozrywkowe.

Baby Driver to film zbudowany na muzycznej rytmice. Niemalże każde ujęcie, scena, ruchy bohaterów, pościgi czy strzelaniny tworzą audiowizualną symfonię. Ogląda się to kapitalnie!

Dzięki temu sceny akcji zyskują zupełnie nowego życia i dynamiki. Już sama otwierająca film scena pościgu samochodowego przebija (choreografią, pomysłem, efektownością i poczuciem prędkości) wszystkie pościgi z Szybkich i wściekłych 8 razem wzięte.

Zespojenie całego filmu z muzyką sprawia, że ma się poczucie jakbyśmy oglądali pierwszy w historii kina musical akcji.

Baby Driver jest pełen werwy i ciekawych pomysłów realizacyjnych, które w pełni wykorzystują poetykę kina. A przy tym jest zwyczajnie kapitalną rozrywką, bezpretensjonalną i świetnie zagraną. Englort Jon Hamm czy Jamie Foxx na drugim planie, nadali swoim bohaterom całkiem ciekawe rysy, choć są to postaci o dość komiksowym, trochę przerysowanym, charakterze. Też taki jest cały film, dlatego aktorzy idealnie wpasowują się w schemat.

Trudno nie wspomnieć o fantastycznym soundtracku, który towarzyszy Baby Driver. Pełen nieznanej klasyki popu, rocka, R&B i soulu głównie z lat 70. Muzyka stanowi niemalże dosłowną emanację obrazów, które oglądamy na ekranie.

A muzyka obecna jest nam prawie przez cały seans. Nie tylko w scenach akcji, ale też podczas momentów romantycznych, rozmów czy spacerów bohaterów ulicami, a widz słucha tego samego, co główny bohater. Pozwala to na immersję oglądającego z historią z filmu. Dzięki temu stajemy się poniekąd uczestnikami fabuły i udziela się nam rytm całego obrazu.

W Baby Driver nawet dźwięki wystrzałów z pistoletów, czy odgłosy dochodzące z pędzących samochodów, utrzymane są w rytmice odtwarzanych właśnie piosenek.

Edgar Wright to jeden z nielicznych wizjonerów kina rozrywkowego. Jego Hot Fuzz – Ostre psy uważam za jedną z najlepszych komedii akcji. Swego czasu żałowałem, że ostatecznie jego wizja nie spodobała się Marvelowi i nie udało mu się wyreżyserować Ant-Mana, ale teraz wiem, że jednak wyszło to na dobre, bo mógł poświęcić swój czas i kreatywność na stworzenie najlepszego dzieła w swojej karierze. Tym bardziej, że bez tego filmu kino akcji sporo by straciło.

Wright wspaniale bawi się kinem, parafrazuje takie klasyki jak Bonnie i Clyde czy Pulp Fiction. Chociaż operuje na znanych i ogranych schematach heist movies czy filmów akcji, to sprawia, że ogląda się je z ogromną frajdą. Gdy widzę tak imponujący i wirtuozerski spektakl dźwiękowo-wizualny, to trudno jest mi przejść obojętnie.

Baby Driver to obok Kingsman i Mad Max: Na drodze gniewu kolejny dowód na to, że zmienia się podejście do filmów akcji i twórcy są gotowi, by kreatywnie podejść do tego ignorowanego przez artystów gatunku.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (4)

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...