Serial, który mógłby nie powstać. Gypsy – recenzja Spider’s Web

Recenzja/Seriale 30.06.2017
Nasza ocena:
Serial, który mógłby nie powstać. Gypsy – recenzja Spider’s Web

Serial, który mógłby nie powstać. Gypsy – recenzja Spider’s Web

Już dzisiaj premiera nowej produkcji od Netfliksa. Gypsy to opowieść o kobiecie sukcesu, która burzy swoje dotychczasowe życie, ale ani ona, ani widz nie wiedzą po co.

Kiedy obserwujemy z daleka ludzi i ich życia, wydaje się nam, że chcielibyśmy być na ich miejscu. “Taki to ma życie…” – można usłyszeć głos spod parasola oznaczonego logiem koncernowego piwa, gdy szef lokalnego urzędu przetnie ulicę swoim nowym SUV-em. I mimo że nawet prosty człowiek wie, iż nikt nie może pochwalić się idealnym żywotem, to warto pomarzyć, że tam gdzieś na świecie toczy się prawdziwa sielanka.

W takiej właśnie sytuacji stawia widza serial Gypsy. Pozwala nam oglądać perfekcyjne życie idealnej rodziny 2+1, która osiągnęła prawie wszystko, o czym mogła zamarzyć. Idealna praca, awans do wyższej klasy społecznej, dziecko, piękny dom na przedmieściach. Małżeństwo, mimo swojego stażu, świetnie się ze sobą bawi, problemy rozwiązuje się głębokimi rozmowami, a seks przychodzi jako naturalna konsekwencja miłości i jest pełen pasji.

W tym idealnym obrazie pojawiają się pęknięcia. Główna bohaterka, Jean Holloway – w tej roli rewelacyjnie wypada Naomi Watts – jest psychoterapeutką. Pomaga ludziom wyjść z uzależnień i lokalizuje problemy, które zazwyczaj wynikają z toksycznych relacji z bliskimi. Bohaterka za fasadą profesjonalizmu skrywa swoją prawdziwą naturę. Wykorzystuje wiedzę o pacjentach do własnych celów, gra nimi. Nie obawia się zagrozić terapii, aby wejść w dziwny romans z byłą dziewczyną pacjenta. Korzysta z wiedzy, której nie powinna posiąść, aby pomóc nieudanej terapii i ocalić swoją pozycję zawodową.

Wracając na chwilę do naszego parasola, spod którego oglądamy lepsze, serialowe życia. Z punktu widzenia prostego widza, który obserwuje ten piękny świat na ekranie telewizora, problemy bohaterki są wyjątkowo nieangażujące. Trudno zrozumieć kłopoty, z jakimi się mierzy. Jean jest nie tyle antypatyczna, co skrajnie nieinteresująca, w jej idealnym życiu nie ma nic poza fasadą spełnienia zawodowego i dobrobytem materialnym. Nie widzę żadnego punktu zaczepienia, który umożliwiłby jakiekolwiek utożsamienie się z bohaterką.

Ponadto serial nie robi nic, aby zatrzymać mnie i przekonać, że zmiany w życiu Jean są czymś więcej niż tylko kaprysem. Oczywiście rozbudzona późno namiętność do osoby tej samej płci, czy rysujący się kryzys małżeński, mogą być tematami ciekawymi.

Szkoda tylko, że te wątki zostały zarysowane tak nieostro i wloką się do jakiegoś bliżej niesprecyzowanego końca.

Nie potrafię przypomnieć sobie, tak źle poprowadzonej wiwisekcji psychologicznej, wszystkie te wybuchy złości, romanse wydają się nawet nie tyle nieuzasadnione, co niezrozumiałe. Gdzieś tam w tle rysuje się niby konflikt między racjonalnym rozumem i światem emocji, ale zanim go spostrzeżemy, to bohaterka znika w jakiejś kiepskiej onirycznej wizji. Zwłaszcza, że jest serial, który potrafił pokazać bardzo podobną sytuację w znacznie ciekawszy sposób. The Affair przedstawia romans dwojga ludzi, skupiając się na ich psychologii i zrobił to tak, że rozumieliśmy działania i motywacje bohaterów, a przy okazji potrafił budować niewiarygodne napięcie.

Sytuację może uratowaliby pacjenci naszej terapeutki, gdyby ich historie nie stanowiły tylko punktu odniesienia do działań Jean. Historia matki, która osacza swoje dziecko i nie może pogodzić się z dorosłością pociechy, czy chłopaka niepotrafiącego poradzić sobie z emocjami po odejściu dziewczyny, to wątki uniwersalnie smutne. Gdyby tylko twórcy nie potraktowali tych osób, tak jak główna bohaterka – czyli instrumentalnie – to moglibyśmy mieć piękną polifoniczną opowieść psychologiczną.

Najbardziej uderza chyba bezcelowość Gypsy.

Po pierwszym odcinku byłem przekonany, że je jest to serial pokroju Upadku (po angielsku The Fall, nie mylić memogennym filmem o Hitlerze), że zobaczę świetnie zarysowaną psychologię i powolne odkrywanie kart, które przybliżą mnie do zrozumienia obcej mi perspektywy. Z każdym kolejnym odcinkiem coraz bardziej rozumiałem, że fabuła stoi w miejscu, a my oglądamy postać, w której życiu nie następuje żadna zmiana.

I chociaż możemy założyć, że serial pragnie pokazać ludzką codzienność w sposób wierny i realistyczny, to przy okazji udaje się mu zanudzić nas na śmierć.

Na docenienie zasługuje fakt, że serial jest świetnie zrealizowany, czułość i miłość są tu pokazane ze smakiem, a wielkomiejskie otoczenie wygląda bardzo przekonująco. Widać to zwłaszcza, gdy młoda kochanka zabiera Jean na niszowe koncerty i do modnych kawiarenek. Eleganckie wnętrza i przebitki na brudne bary i sale koncertowe stanowią naprawdę wysmakowany kontrast.

Czy warto?

Nie warto. Gypsy tworzy ogromny dystans między prostym widzem, a bogatą i piękną terapeutką. Dystans, którego nie udaje się sforsować piękną otoczką wizualną i genialnym aktorstwem. Jestem prawie pewien, że wynika to nie tylko z nieumiejętnego poprowadzenia psychologii postaci, ale również z tego, że twórcy nie starali się nawet dostarczyć widzowi takiej perspektywy, która pozwoliłaby wczuć się w sytuację bohaterki. A marzenie o lepszym życiu, które bije tak silnie z ekranu, pozostaje tylko marzeniem, któremu nie towarzyszy najmniejsze nawet zrozumienie.

Jeśli macie ochotę obejrzeć doskonałe seriale psychologiczne, to serdecznie polecam wspomniane wcześniej The Affair i Upadek (oba znajdziecie w Netfliksie). Obiecuję, że seans będzie znacznie bardziej satysfakcjonujący.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (7)

16 odpowiedzi na “Serial, który mógłby nie powstać. Gypsy – recenzja Spider’s Web”

  1. Dla mnie to najlepszy serial psychologiczny to “Breaking Bad” każda postać jest tak realna i prawdziwa że doskonale możemy się wczuć w motywy i co najważniejsze to dotyczy absolutnie każdej postaci w serialu. A ukazanie “rozwoju” osobowości na przestrzeni odcinków to prawdziwy majstersztyk sztuki filmowej. To jest trochę przykre, ale po “Breaking Bad” wszystko inne jest słabo zagrane i nudne.

  2. Najlepszym podsumowaniem tego serialu jest wg mnie ten fragment – “burzy swoje dotychczasowe życie, ale ani ona, ani widz nie wiedzą po co”.

    Dla mnie dodatkowo głupota i bezcelowość jej zachowań była wręcz niekomfortowa do oglądania – znasz pojęcie ,,czuć na sobie czyjś przypał” :) To właśnie się ze mną działo w trakcie oglądania.

  3. Cała ta recenzja opiewa w stwierdzenie, iż nie ma możliwości z utożsamieniem się z główną bohaterką o imieniu Jean. Oczywiście, że jest. Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Leży to w kwestii indywidualnych każdej poszczególnej osoby, czy widzi podobieństwa swojej osoby lub innych do postaci z serialu czy filmu. Weźmy pod uwagę chociażby nieumiejętność zaangażowania się. Jest ona widoczna u bohaterki. Pozornie dogaduje się z mężem. Już raz odpuściła ich wspólne życie, które miało być „na zawsze i na wieczność”. Już raz podjęła decyzje odmienną od tego, co teraz ma – stabilizacji, spokoju, majątku, kariery zawodowej. Już raz pokazała, że zadziorna z niej dziewczyna, która nie jest w stanie w pełni oddać się danej osobie. Potrzebowała przerwy, podjęła trudną decyzję. Można się zatem zastanawiać, czy drugi raz będzie miała z tym trudności? Historia często zatacza koło. Myślę, że wiele osób jest w stanie utożsamić się z takim postępowaniem. Pytanie jest, czy są w stanie utożsamić się taką cechą charakteru, bo bądź, co bądż, lecz jest to cecha niejakoko rzadko akceptowalna przez społeczeństwo.
    Jean to kłamliwa manipulatorka, która w pewnym momencie potrzebuje przebyć przygodę, niczego więcej nie pragnie niż rozkoszy, smaku minionych lat, skoku adrenaliny. W każdym aspekcie życia zdaje się, że postępuje niemoralnie. Zarówno zawodowo jak i prywatnie. Łamie kodeksy prawne, przekracza bariery zawodowe, zdradza, kłamie, gra ludziom na emocjach, jest kiepską przyjaciółką, wykorzystuje ludzi. Stawiam także tezę, iż jej wyjście z ram przyzwoitości jest przejściowe, to tylko chwilowy moment załamania, może kryzys wieku średniego. Mam taką nadzieję, gdyż jeśli jest w stanie zakochać się w osobie, która sama w pełni się jej oddała, to niech trwa w tym, co ma. Mogę się mylić. Możliwe, że teza o przejściowym stadium jej zachowania to jedynie moja złudna nadzieja, gdyż końcowa scena serii tegoż dramatu psychologicznego mogłaby świadczyć o dalszej pogoni za straconą wolnością. Może bohaterka liczy na trzecią szansę od męża lub potrzebuje radykalnych zmian i się ich nagle nie boi. Kto wie. Niezależne od obecnego statusu majątkowego, poczucia stabilności czy bezpieczeństwa każdy powinien moc decydować o swoim szczęściu i dokonywać wyborów, które doprowadzą go do momentu, w którym będzie czuł się komfortowo. Bo uważam, że jest oczywistym faktem, iż jeśli dana osoba potrzebuje zmian, decyzji, odcięcia od tej rutyny, to nie czuje się dobrze w obecnej sytuacji. Takie uczucie może być albo chwilowe, albo długotrwałe. Ważne, żeby ten ktoś spróbował myśleć o tym, żeby postępować w życiu tak, aby nie żałować swoich decyzji, wyborów czy zachowań.
    Myślę, że już potrzeba wejścia do Króliczej Nory skłania Jean ku refleksji nad swoją osobą, jaką była i jaką mówiono jej, że powinna być. Dwie skrajności. Nawet matka pozostawiła jej furtkę, wyjście ewakuacyjne w postaci jej starego mieszkania, bo wiedziała, że Jean może nie podołać misji stabilizacji i oddania się Michaelowi. W kawiarni, do której miała podświadomą potrzebę wejścia przez bardzo dobrze opisane emocje swojego pacjenta z terapii, Sama, poznaje niezwykle intrygującą ją osobę, w której widzi ułamek siebie sprzed lat. Po pewnym czasie Sydney przedstawia klucz do życia:
    „Przestań myśleć, czego chcą od Ciebie inni, bo w końcu się odpieprzą, a jedyne, co Ci zostanie, to wierność samemu sobie.” – Gypsy s1e6
    oraz
    „Kiedy skupiasz się na tym, co powinnaś czuć, nie wiesz, co naprawdę czujesz.” – Gypsy s1e7”
    Ważne jest tylko to, co jest prawdziwe i właściwie na Ciebie.

  4. Romans, który wynikał z kaprysu? Pan tak poważnie?! Michelle, proszę sobie przypomnieć o Michelle i o pierwszym seksualnym zbliżeniu D/J z S, padły wtedy słowa:
    – nie bój się, powiem Ci co robić – S.
    – Nie musisz. Doskonale wiem, co robić -D/J.
    Chyba nie muszę rozwijać, prawda?

    Druga kwestia, to stwierdzenie, ze nie można się zidentyfikować z główna bohaterka! M O Ż N A.
    Tutaj nie chodzi o utarte schematy…

  5. Być może dla osób dla których stan materialny jest szczytem szczęścia, serial może być niezrozumiały (bo coż można więcej chcieć niż domu na przedmieściach, reszta to przecież kaprys). Niemniej jednak recenzent wydaje się kompletnie nie rozumieć, że inne potrzeby również istnieją, a zwłaszcza potrzeba wolności, którą w prawdziwym życiu nie zawsze można pogodzić z posiadaniem męża, dzieci i stabilnej pracy. Bohaterka czuje że coś traci, przeżywając życie stabilnie, tęskni za całym spektrum emocji, które przynoszą jej pacjenci. Serial nie jest nudny, jest rozegrany w wolnym tempie, jednak główna postać zdecydowanie nie jest postacią nudną, a Naomi jest świetna (jak w mulholland drive). Być może jednak recenzent nie potrafi wbić się w perspektywę psychologii kobiecej, co jednak nie stanowi minusu serialu, lecz raczej minus recenzenta.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...