Nie powinniśmy brać serwisów streamingowych za pewnik. Obawiam się dnia, gdy wycofają się z Polski

Felieton/Film 28.06.2017
Nie powinniśmy brać serwisów streamingowych za pewnik. Obawiam się dnia, gdy wycofają się z Polski

Nie powinniśmy brać serwisów streamingowych za pewnik. Obawiam się dnia, gdy wycofają się z Polski

Korzystam już z wielu serwisów streamingowych i wpisały się one w moją codzienną rutynę. Obawiam się jednak dnia, kiedy wycofają się z Polski ze względu na małe zainteresowanie. Takie sytuacje się zdarzają na świecie cały czas. Teraz na tarczy do domu wraca Pandora.

Pandora to serwis do strumieniowania muzyki, którego historia sięga 2000 roku. To jeden z prekursorów współczesnych serwisów streamingowych, który pozostał w cieniu cieszącego się największą estymą szwedzkiego Spotify. Przez lata Pandora cieszyła sporym zainteresowaniem, ale nie udało się jej przekuć modelu biznesowego tak, by utrzymać się na topie.

Pandora musiała wycofać się z dwóch ważnych rynków po 5 latach działalności.

Amerykańska Pandora z początku działała na innych rynkach niż rodzimy, ale dekadę temu serwis musiał włączyć geoblokadę ze względu na zapisy w umowach licencyjnych. Po pięciu latach, czyli w 2012 roku, Pandora udostępniła dostęp do swojej usługi w Australii i Nowej Zelandii.

To miały być tylko dwa pierwsze kraje, w których Pandora będzie oferować swoje usługi. Niestety nie doczekamy się dalszego rozwoju serwisu. Po kolejnych pięciu latach podjęto decyzję, by zamknąć australijski i nowozelandzki oddział firmy.

Pandora da użytkownikom z tych krajów kilka tygodni na pożegnanie się z usługą.

Australijski rynek nie jest łaskawy dla serwisów muzycznych, a wcześniej wycofało się z niego kilka innych firm. A Pandora to serwis, któremu trudno jest konkurować z gigantami – jego twórcy przespali swoją szansę na monopolizację rynku. Niemniej jednak ta sytuacja daje do myślenia.

Serwisy do strumieniowania muzyki i wideo stały się dla mnie czymś naturalnym. Traktuję je jak pewnik – tak jak YouTube’a czy Facebooka. Za każdym razem, gdy chcę czegoś posłuchać, odpalam Apple Music. Seriale z kolei bardzo często mogę oglądać online już w dniu ich amerykańskiej premiery.

Jeszcze kilka lat temu było to nie do pomyślenia.

W przypadku muzyki byliśmy zdani na fizyczne albumy, a w przypadku wideo – na telewizję, nierzadko z wielomiesięcznym opóźnieniem. Nie oznacza jednak, że zawsze tak będzie i nie powinniśmy serwisów streamingowych brać za pewnik. Z niepokojem obserwuję wyniki kolejnych badań dotyczących zainteresowania tego typu serwisami w naszym kraju.

W przypadku muzyki sytuacja nie jest zła, ale w wypadku wideo jest nieco gorzej. Wykupując dostęp do Spotify, Apple Music czy Tidala użytkownicy dostają dostęp do milionów utworów w ramach niewygórowanego abonamentu. W przypadku serwisów z filmami i serialami mają one dość ograniczoną ofertę, a każdy z nich oferuje swój własny katalog treści.

To zniechęca ludzi do płacenia za wideo, bo robi się z tego spory wydatek.

Jeśli internauta chce oglądać nowe odcinki takich seriali jak Fargo, House of Cards, Gry o tron i Amerykańskich bogów, to nie ma wyboru – musi opłacić nie jeden abonament, jak w przypadku muzyki, a cztery – za ShowMaksa, HBO GO, Netfliksa i Amazon Prime. Cena za dostęp do treści wideo staje się wtedy dla wielu osób zaporowa.

Obawiam się, że obecny model okaże się na dłuższą metę nie do utrzymania – zwłaszcza w takich krajach jak Polska, gdzie ceny nie zawsze są dostosowane do siły nabywczej mieszkańców. Pandora przypomniała mi dziś, że jeśli zaś internauci uznają, że serwisy nie są warte ich pieniędzy, to szefowie wspomnianych usług mogą uznać, że nie ma sensu wykładać pieniędzy na obecność w Polsce.

A to byłaby niepowetowana strata, dlaa w rozwoju rynku VOD w Polsce, który tak naprawdę i tak dopiero raczkuje względem amerykańskiego, cofnęlibyśmy się o kilka lat.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (6)

30 odpowiedzi na “Nie powinniśmy brać serwisów streamingowych za pewnik. Obawiam się dnia, gdy wycofają się z Polski”

  1. póki co nic na to nie poradzisz choc cos tam próbują ujednolicić przynajmnie na terenie UE – zobaczymy co z tego wyjdzie. Jako małe pocieszenie można potraktowac informację że w USA i Kanadzie na netflixie nie będzie serialu Star Trek: Discovery a np u nas bedzie ;-)

  2. nie ma sie co dziwić jakby kupować co miesiac wszystkie interesujace nas streamy i abonamenty to byśmy zbanrutowali, wielu polaków nie zarabia az tyle by płacić 300-500 zł miesiecznie za pierdoły-tak pierdoły bo tak naprawde do zycia to niepotrzebne i na wszystko mozna znaleźć tansza alternatywe . Liczac na szybko spotify-20 zł netflix-40 zł, portal o interesujacej tematycie-20 zł, do tego przeciez abonamenty telefoniczne, internetowe, kablówka itd.
    Ale to może wyjdzie na dobre, przynajmniej pieniadze zostana w Polsce a nie pójdą to tych zagraniacznych dostawców treści którzy to podatki opłacają w innych krajach.
    pozdro

  3. No tak, ale mówimy o serwisie, który przez lata był dostępny w USA, później dołączyły do niego te dwa kraje, a w międzyczasie powstały bądź co bądź znacznie bardziej rozpoznawalne Google Music, Spotify, Apple Music i promowane przez artystów Tidal.
    To co napisałeś to coś takiego jak “Szwedzkie samochody odchodzą” w tytule, a w dalszej części, że Saab znika z rynku, mając się nijak do niezłej przecież kondycji Volvo.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...