Transformers: Ostatni Rycerz to godne pożegnanie Michaela Baya z Autobotami i Decepticonami

Recenzja/Film 23.06.2017
Nasza ocena:
Transformers: Ostatni Rycerz to godne pożegnanie Michaela Baya z Autobotami i Decepticonami

Transformers: Ostatni Rycerz to godne pożegnanie Michaela Baya z Autobotami i Decepticonami

Michael Bay po pięciu filmach kończy swoją przygodę z Autobotami i Decepticonami. Transformers: Ostatni Rycerz to pożegnanie reżysera z marką i zarazem obraz, który pod względem rozmachu przebija chyba wszystkie dotychczasowe części cyklu… razem wzięte.

Filmy z serii Transformers od zawsze były podręcznikowymi blockbusterami. Dzięki zawieszeniu niewiary przez 2 godziny z okładem można beztrosko delektować się scenami walk ogromnych robotów przy wtórze wybuchów, eksplozji i gradu spadających na ziemię palących się jeszcze szczątków. To wszystko oczywiście w lekko komediowej, familijnej otoczce.

transformers: ostatni rycerz - recenzja

Transformers: Ostatni Rycerz kontynuuje tradycję w myśl zasady: więcej, mocniej i z większą pompą.

Michael Bay zostanie dzięki tej serii zapamiętany jako reżyser, który nie miał żadnych oporów przed wykorzystywaniem efektów specjalnych. Przerysowane do granic możliwości sceny akcji, w których wszystko wokół fruwa i eksploduje, stały się jego znakiem rozpoznawczym.

Bay upodobał sobie widowiskowe wybuchy. Widzowie często się śmieją, że w jego filmach nawet woda potrafi efektownie wylecieć w powietrze. Jeśli ktoś się obawiał, że w piątym filmie z serii Bay zacznie eksperymentować z formą, to pragnę uspokoić: w świecie Transformerów wszystko zostało po staremu.

Film mógłby podzielić się wykorzystanym w nim CGI z kilkoma innymi wysokobudżetowymi blockbusterami, a widzowie pewnie nawet by się nie zorientowali, że czegoś brakuje.

Było tutaj po prostu wszystko: akcja ratunkowa w ruinach miasta, ogromna bitwa na wysypisku, ucieczka przez opuszczoną metropolię, oblężenie średniowiecznego zamku i kilka dynamicznych pościgów samochodowych… a wymienione sceny to tak naprawdę tylko wstęp do właściwej akcji filmu.

transformers: ostatni rycerz - recenzja

Transformers: Ostatni Rycerz wręcz ugina się od zawartości. Składa się na niego tyle różnorodnych sekwencji, że spokojnie na bazie każdego z kilku aktów opowieści można by było zrobić osobny pełnometrażowy film. Ogromne wrażenie robi liczba lokacji, które odwiedzili bohaterowie.

Transformers: Ostatni Rycerz pokazał nam do tego prawdziwą plejadę postaci.

Ziemia w uniwersum Transformerów nie jest przyjazna Autobotom. Optimus Prime zniknął, a rząd ściga wszystkich obcych niezależnie od tego, czy w przeszłości atakowali ludzi, czy też opowiadali się po ich stronie. Na antagonistów kreowani są członkowie organizacji TRF (Transformers Reaction Force).

Dotychczasowi sojusznicy Autobotów albo nie mają wpływu na działania TRF, albo otwarcie im się sprzeciwiają. Głównym bohaterem jest ponownie Cade Yeager, w którego wcielił się Mark Wahlberg. Towarzyszy mu wierny Bumblebee. Razem żyją poza prawem, ale ta para to tylko dwie figury na pełnej szachownicy.

transformers: ostatni rycerz - recenzja

W piątej części cyklu dostaliśmy kilka nowych postaci i powróciła masa znanych twarzy.

Córki głównego bohatera na ekranie niestety nie uświadczymy. Cade jest zbiegiem, ukrywającym się przed wojskiem – aby pomóc mechanicznym przyjaciołom musiał zrezygnować z tego, co dla niego było najważniejsze. Wśród bohaterów znalazła się zamiast tego dziewczynka Izabella, która po śmierci bliskich traktuje Autoboty jak przybraną rodzinę.

Na złomowisku, które stało się kryjówką dla przyjaznych ludziom Transformerów, rezyduje z kolei Jimmy. Sceny z jego udziałem miały za zadanie rozładowanie atmosfery. Oprócz tego są jeszcze żołnierze TRF – niestety dość jednowymiarowi. Część z nich chce eksterminować wszystkie Transformery, ale kilku ma obiekcje.

Do Cade’a w pewnym momencie dołącza Vivian Wembley (Laura Haddock) czyli roztrzepana profesor z Oksfordu.

Po krótkim prologu Cade spotyka swoją nową towarzyszkę za sprawą Sir Edmunda Burtona (Anthony Hopkins). Jest on członkiem tajnej organizacji chroniącej Autoboty od wieków. W kilku słowach uczony oznajmia bohaterom, jakie zadanie przed nimi stoi. Cade i Vivian ruszają na ratunek świata.

transformers: ostatni rycerz - recenzja

Pod względem konstrukcji fabularnej Transformers: Ostatni Rycerz to typowa baśń. Bohater o szlachetnym sercu zostaje wybrany jako czempion rasy ludzkiej. Musi wyruszyć w podróż i odszukać starożytny artefakt, który pozwoli pokonać mroczne siły planujące zagładę całego świata.

Ludzie w Transformers: Ostatni Rycerz to jednak dopiero początek.

Bohaterami tej produkcji są przede wszystkim ogromne roboty z kosmosu. Oprócz Bumblebee i Optimusa Prime’a na ekranie pojawiło się kilkanaście innych Autobotów i Decepticonów – z Megatronem na czele. Zarówno dorosłe Autoboty, jak i słodkie oraz urocze malutkie mechaniczne zwierzaczki zamieszkujące wysypisko, różnią się od siebie.

Michael Bay nie zawiódł w kwestii różnorodności cyfrowych modeli, a każdy kosmita ma swój własny charakter. Często Transformery są chodzącymi stereotypami, ale przynajmniej nie sposób ich ze sobą pomylić. Sporo pracy włożono nawet w to, by Deceptikony pojawiające się tylko w jednej krótkiej sekwencji były unikalne i ciekawe.

transformers: ostatni rycerz - recenzja

Liczba wątków, które poruszono w tej historii jest również przytłaczająca.

Fabuła filmu koncentruje się wokół historii Króla Artura i Rycerzy Okrągłego Stołu. Jak można się łatwo domyśleć, w tym uniwersum to przybysze z kosmosu byli źródłem potęgi czarodzieja Merlina i to od nich pochodził miecz Excalibur. W nowym filmie ta zapomniana historia wychodzi na światło dzienne.

Zwykle w takich filmach historia jest prostolinijna, a bohaterowie mają od początku jasno określony cel, do którego dążą. Transformers: Ostatni Rycerz znaczną część filmu poświęca natomiast na budowanie klimatu i wyjaśnienie sytuacji, w której znajdują się bohaterowie.

Niestety próba zmieszczenia w filmie tylu historii ma swoje złe strony.

Mile zaskoczyło mnie to, że fabuła Transformers: Ostatni Rycerz nie była wbrew pozorom prosta jak konstrukcja cepa. Niestety ze względu na to, że lwią część seansu wypełniały sceny akcji, każdy z wątków zaledwie liźnięto. Zabrakło po prostu czasu na to, by odpowiednio je rozwinąć.

transformers: ostatni rycerz - recenzja

Czy to poszukiwanie przez Izabelę przybranego ojca w głównym bohaterze, jak i wtłoczony na siłę romans pomiędzy Cade’em i Vivian, czy to zdradza Prime’a… To wszystko dobre pomysły na uatrakcyjnienie historii, ale po prostu zabrakło czasu na pokazanie emocji i wiarygodnej przemiany bohaterów.

Ze względu na ograniczenia czasowe większość z nich była tylko tłem, a dość blado wypadła bogini Autobotów.

Spłycona ją do generycznego złoczyńcy, którego jedyną motywacją jest podbój świata ludzki. Tyle dobrego, że przynajmniej wyjaśniono wreszcie, dlaczego Ziemia jest dla Transformerów tak istotna. Oczywiście to proste wyjaśnienie niczym z bajki, ale w tego typu filmie to jest w zupełności wystarczające.

Nieco razi jednak to, że nie udało się uniknąć pewnych uproszczeń i typowych zabiegów. Michael Bay wykorzystał MacGuffin w postaci talizmanu, który przypadkiem zdobył Cade. Wiele zwrotów akcji zawdzięczamy nie przemyślanej konstrukcji fabularnej, a stale obecnej w filmie deus ex machina.

transformers: ostatni rycerz - recenzja

Momentami film wyglądał w dodatku niczym dwugodzinny zwiastun.

Charakterystyczne dla trailerów jest wycinanie z filmu najlepszych scen i ich dynamiczne łączenie ze sobą. W tym wypadku miałem podobne wrażenie przez znaczną część seansu. Nie zdziwiłbym się, jeśli przyczyną tego był fakt, że po nakręceniu filmu wedle scenariusza Michael Bay dostał dwukrotnie dłuższy materiał niż ten, który trafił do kin.

Niewykluczone, że w tej sytuacji Bay zamiast podzielić Transformers: Ostatni Rycerz na dwie części lub wyciąć jeden cały akt, postanowił skrócić pojedyncze sceny do granic możliwości. Niektóre sekwencje dzięki temu przypominały widowiskowy teledysk, ale kilkukrotnie zabrakło pomiędzy kolejnymi rozdziałami związku przyczynowo-skutkowego.

Na szczęście nie przeszkadzało mi się to dobrze bawić.

Seria Transformers przyzwyczaiła nas do tego, że opowiadana historia ma drugorzędne znaczenie. Tak naprawdę scenariusz jest tylko po to, by dać bohaterom motywację do skakania sobie do gardeł i wysadzenia przy okazji w powietrze kolejnej części globu. Takie filmy nie mają mnie zmuszać do myślenia – wręcz przeciwnie.

transformers: ostatni rycerz - recenzja

Transformers: Ostatni Rycerz pod tym względem nie wynosi serii na nowy poziom. Doceniam natomiast to, że Michael Bay przynajmniej próbował sprawić, by jego nowy film niósł za sobą jakieś emocje. Podczas seansu dostrzegłem kilka momentów, które miały potencjał nadać obrazowi nieco głębi, jeśli tylko starczyłoby na to czasu.

Nie mam jednak za złe, że zamiast tego dostaliśmy jeszcze więcej wybuchów i walk ogromnych robotów niż ostatnio.

Jeśli chodzi o widowiskowość i różnorodność kolejnych potyczek, to piąta część serii potrafi zachwycić. Zdarzało mi się zgubić w tym, co akurat dzieje się na ekranie. W scenach akcji dbano o wszelkie szczegóły i raczej nic nie zostało pozostawione przypadkowi i w pełni wykorzystano diametralnie różniące się od siebie scenografie.

Kilka razy zgrzytałem co prawda zębami, bo niektóre absurdalne wręcz sceny psuły klimat, ale chociaż nie wszystko zagrało pod kątem fabuły i progresji postaci, a montaż filmu pozostawia nieco do życzenia, to jeśli chodzi o warstwę audiowizualną i wartość rozrywkową? Nie mam Transformers: Ostatni Rycerz nic a nic do zarzucenia.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (17)

20 odpowiedzi na “Transformers: Ostatni Rycerz to godne pożegnanie Michaela Baya z Autobotami i Decepticonami”

  1. Ojoj, są trzy opcje – albo autor nie zna się kompletnie na tym o czym pisze, albo nie widział filmu, albo jest to typowa recenzja na zamówienie. Właśnie wróciłem z kina i Ostatni rycerz to jeden z najgłupszych i najgorszych filmów jakie widziałem w ostatnich latach. Od razu zaznaczam, że nie jestem wrogiem twórczości Michaela Baya a pierwsze trzy części Transformersów mi się podobały. Ten film wygląda jakby był zrobiony przez 8-latka z ADHD. To zbiór bezsensownych scen, Bay nie potrafi utrzymać swojej uwagi na danej scenie dłużej niż 30 sekund, co chwila skacze od ujęcia do ujęcia… widzieć w tym bagnie Anthonyego Hopkinsa to jedno z najsmutniejszych przeżyć w moim życiu. Bay potrafi kręcić filmy, ale tym razem stworzył jakieś filmopodobne kuriozum bez ładu i składu, bo o sensie można zapomnieć. Ewidetnie robi te filmy już tylko dla kasy, trochę chyba jak autor tego tekstu. Bo ja wszystko mogę zrozumieć, ale gdzie autor widział te niby zabawne sceny oraz rozmach który przebija poprzednie części razem wzięte to ja nie wiem, dla mnie to czyste kłamstwo. To już dwójka miała 2 razy więcej akcji, rozmachu i ciekawszych scen niż tej syf…

    • 3 pierwsze części były ok (choć z tendencją spadkową), 4 to już była masakra nie do oglądania a przypuszczam, że rycerz jest utrzymany w podobnym tonie.

    • Zgodzę się z tym co pisze Optimus Secundus że ta część to jakaś pomyłka. Od 4 części Transformers to nie to samo co 3 pierwsze części już nawet muzyka nie jest tak dobra a efekty to jak by się cofneły o kilka lat.

  2. Jaws – początek gatunku blockbusterów
    Transformers 5 – książkowy przykład blockbustera.

    Spidersweb, rzetelność – oksymoron

  3. Całe 16% na Rotten Tomatoes – to musi być rewelacyjny film! A tak serio – pierwsze Transformery były w porządku. Głupawe, ale widowiskowe i były czymś świeżym. Później to już równia pochyła w temacie głupoty, pretensjonalności, taniego efekciarstwa i braku fabuły. Recenzja najnowszej części na Spidersweb jest chyba jedyną pozytywną, którą czytałem, więc wszystko wskazuje na to, że tendencja została utrzymana.

    • Mimo wszystkich wad, o których pisałem, dobrze się bawiłem – po prostu lubię blockbustery. I fakt, na RT ma bardzo mało, za to audience score to już 59%; na IMDb 5/3/10; sam wystawiłem 6/10.

  4. Jednak recenzje nie powinny być podpinane pod akcje partnerskie to trochę nie fair wobec czytelników, nawet jeśli jest to wyraźnie oznaczone.

  5. Co kto lubi. Ja uwielbiam serię Transformers. Masa akcji, genialne efekty, super dźwięk, ekstra samochody i to wszystko przeplatane strzelanie, pościgami i wybuchami. Prosta rozrywka i tyle. A jak ktoś chce kino bardziej ambitne to raczej nie chodzi na hollywoodzkie super produkcje.

  6. Jakaś akcja promocyjna sponsorowana tego filmu? Codziennie pojawia się u Was nowy wpis o Transformersach, to już chyba 4 albo 5…

  7. Wow to chyba jedyny pozytywny tekst o nowych transformersach. Przy takiej wyobrazni i lekkim piórze moze warto sie zastanowic nad powazniejsza forma literacka jak powiesc fantasy albo przynajmniej zbior bajek.

  8. Jestem ogromnym fanem filmów Transformers .Moim zdaniem Ostatni Rycerz mógł duzo duzo wiecej pokazać moglo być to troche lepiej zrealizowane, Bardziej bym widział ten film podzielony na 2 częsci a taki poprzycinany wygladał nienaturalnie brakowało mi rozwinięcia wątków, Moim zdaniem troszke za szybko akcja się potoczyła i było troszke za duzo efektów , mogli lepiej ukazać cybertron i “stwórcę” oraz wiele innych elementów mimo wszystko przy oglądaniu tego filmu bardzo dobrze się bawiłem. Warto też docenić wkład w tę serie.Jak dla mnie same Roboty zostały wykonane bardzo dobrze wszystko się dobrze komponuje z klimatem filmu. Fabuła nie jest też najlepsza ale i nie najgorsza.Wiecej Fabuły i mniej efektów.Mam wrażenie że pod tym wzgędem pierwsza część była najlepsza. :). Chętnie zobaczyłbym jeszcze jeden Film o tej tematyce tylko oby się do niego lepiej przyłożyli a nie robili “odgrzewanego kotleta”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Advertisement

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...