Czerwony żółw to piękna i mądra animacja, w której nie pada ani jedno słowo – recenzja Spider’s Web

Recenzje/Film 23.06.2017
Czerwony żółw to piękna i mądra animacja, w której nie pada ani jedno słowo – recenzja Spider’s Web

Wspólne dzieło Studia Ghibli oraz Wild Bunch pokazuje, jak wiele można powiedzieć samymi tylko obrazami.

W dobie kakofonii i miliardów ludzi, którzy koniecznie chcą nas poinformować o swoich przemyśleniach poprzez muzykę, filmy, social media, książki, seriale itp., czasem łatwo popaść w stan zmęczenia całym tym zgiełkiem. Dlatego tym bardziej się cieszę, że w zalewie głośnych widowisk o superbohaterach, filmów o potworach i animacjach pełnych zatrzęsienia barw i zawrotnego tempa, pojawiła się niepozorna perełka. A właściwie to perła, za którą, po części, odpowiada legendarne japońskie studi Ghibli.

Czerwony żółw to pierwsza kooperacja Ghibli ze studiem spoza Kraju Kwitnącej Wiśni, a mowa tu o francuskim Wild Bunch. Za kamerą stanął reżyser Michaël Dudok de Wit i dał światu przepiękny filmowy poemat o życiu, miłości i przemijaniu.

Bohaterem filmu jest rozbitek, który niesiony niespokojnymi falami ląduje na bezludnej wyspie pośrodku oceanu.

Jako, że nie chce zostać tam na zawsze, stara się znaleźć sposób by z owej wyspy uciec. Pomimo licznych prób okazuje się to jednak niemożliwe, gdyż tajemniczy i mistyczny czerwony żółw robi wszystko by do tego nie dopuścić…

Fabuła „Czerwonego żółwia” jest bardzo zwięzła i prosta, da się ją niemalże w całości opowiedzieć w kilku zdaniach. Ale to nie na fabule opiera się ta niezwykła animacja. Zarówno treść jak i jej forma to przepiękny poemat o cyklu życia oraz o siłach przyrody.

To cicha medytacja nad naszym losem, przypominająca nam, jak bardzo obecnie jesteśmy oderwani od natury.

Jest w tej animacji coś niesamowicie uspokajającego i kojącego zarazem. Jeśli przyjmiemy, że cała popkultura i mass media codziennie do nas krzyczą, to „Czerwony żółw” zaledwie szepce nam przyjemnie do ucha.

„Czerwony żółw” zachwyca swoją lekkością i zwiewnością. To film mądry, ale nie wymądrzający się. Opowiedziany skromnymi środkami obraz, bazuje na mistyce przyrody, dyskretnych metaforach, delikatnej baśniowości. Jak już wspomniałem wcześniej, w filmie nie padają żadne słowa, ale absolutnie nie czuć ich braku.

Powiem więcej, Czerwony żółw, pomimo licznych oszczędności w środkach, w 80 minut mówi o życiu więcej niż niejeden ponad dwugodzinny film, który sili się na intelektualny przekaz.

Narysowany prześliczną, tradycyjną kreską (z drobną pomocą animacji komputerowej w pewnych momentach) uwypuklającą stany emocjonalne głównego bohatera, mimo że on sam nakreślony jest dość pobieżnie i ogólnie – jego twarz to dwie kropki i kilka prostych kresek. Mimo tego, jakimś cudem, choć twórcy nawet nie próbowali oddawać wiernie ludzkiej mimiki, zarówno nasz bohater jak i cały film, tworzą przed widzem bogactwo emocji.

Film ten dla amatorów malarstwa i rysunku stanowić będzie nie lada gratkę.

Kolory w dziele de Wita po prostu zniewalają. Zarówno fauna i flora wyspy, jak i sceny pod wodą, zwyczajnie zapierają dech. W dodatku wrażenie to potęguje przepiękna muzyka.

„Czerwony żółw” to triumf minimalizmu udowadniający, że mniej często znaczy więcej. Że nie potrzebny jest nam potok słów, by przekazać dzieciom i dorosłym coś mądrego.

Nie twierdzę, że film de Wita przypadnie do gustu każdemu. Ma on swoje specyficzne tempo, więc zapewne fani widowisk Marvela i dzieciaki lubijące się w „Autach” uznają, że „Czerwony żółw” jest zbyt powolny i za mało treściwy, ale moim zdaniem warto dać mu szansę. Jego tempo, wbrew pozorom, nie jest takie wolne, a pomaga mu świetnie rozpisana dramaturgia i perfekcyjnie poukładane wątki.

To kolejny już przykład na to, że animacje nie muszą być tylko bajkami dla dzieci, ale mogą reprezentować wielką sztukę i przy tym być mądrą opowieścią dla młodszych i starszych widzów. Coraz mniej filmów sprawia, że po wyjściu z kina czujemy jakbyśmy wrócili z dalekiej podróży. „Czerwony żółw” daje nam takie właśnie doświadczenie, które sprawi, że z seansu wrócimy mądrzejsi, spokojniejsi i być może nawet zastanowimy się nad własnym życiem.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (2)

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...