Widziałem na żywo Guns N’ Roses w Polsce. Spełniło się moje największe muzyczne marzenie

Relacja/Muzyka 21.06.2017
Widziałem na żywo Guns N’ Roses w Polsce. Spełniło się moje największe muzyczne marzenie

Widziałem na żywo Guns N’ Roses w Polsce. Spełniło się moje największe muzyczne marzenie

Kilka godzin temu wróciłem z koncertu Guns N’ Roses w Gdańsku. Był to zdecydowanie najlepszy występ na żywo, jaki widziałem w życiu.

Axl i jego koledzy, choć młodzi już nie są, energią mogliby podzielić się z wieloma artystami, którzy całkiem niedawno zadebiutowali na scenie muzycznej.

Gdy jechałem na piękny gdański stadion, usłyszałem w radio, że organizatorzy spodziewają się nawet 40 tys. uczestników. Fala fanów od rana dała się zauważyć w wielu miejscach Gdańska. Widziałem ich na Westerplatte i wieży bazyliki mariackiej. Ten fakt nie dziwi, bo koncerty, w składzie zbliżonym do pierwotnego, przyciągają dziesiątki tysięcy ludzi w różnych miejscach globu. Członkowie zespołu są w życiowej formie. Niektórzy twierdzą, że Axl wypada lepiej na koncertach, niż w czasach, które dokumentuje dwupłytowy album Live Era ‘87 – ‘93.

Przez te lata, gdy Guns N’ Roses znacznie przygasło na firmamencie rockowego gwiazdozbioru, a świat zmienił się całkowicie. Gdy oglądałem na początku lat 90. zapis wideo koncertu w Paryżu, nie śmiałem nawet marzyć, że kiedykolwiek zobaczę zespół na żywo. Było to z punktu widzenia polskiego nastolatka z prowincji pragnienie z gatunku niemożliwych. Porównywalne być może z lotem w kosmos.

Wczorajszy koncert Guns N’ Roses w Polsce był zatem spełnieniem wielkiego marzenia. Nawet nie przypuszczałem, że zostanie ono zrealizowane w takim stylu.

Znajomi pytają mnie, czy widziałem koncert Dody, która jakimś cudem była supportem GNR. Zgodnie z prawdą odpowiadam, że nie zobaczyłem tego występu, bo stałem w kolejce po hot-dogi i konwersowałem z przyjaciółmi. Do drugiego wykonawcy, Killing Joke, mam elementarny szacunek, ale jego występ stawia, jak zwykle, pod znakiem zapytania sens zapraszania supportów na koncerty wielkich gwiazd. Brytyjczycy brzmieli jak grupa muzyczna grająca na powiatowym przeglądzie w remizie strażackiej. Cóż, przed Iron Maiden tak brzmiał nawet Slayer. Odwieczna bolączka zespołów rozgrzewających.

Zespół Guns N’ Roses wyszedł na scenę o godzinie 21:00, rozpoczynając swój set od It’s So Easy z płyty Appetite for Destruction. Trzygodzinne show to mieszanka utworów z dwóch najważniejszych wydawnictw: wspomnianego wyżej debiutu i Use Your Illusion (choć nie zabrakło też utworów z G N’ R Lies, The Spaghetti Incident i Chinese Democracy).

Prawdziwym początkiem koncertu było tak naprawdę Welcome to the Jungle. To pierwszy utwór, który wywołał wybuch niepohamowanego entuzjazmu fanów. Spora część uczestników czekała tak naprawdę na ballady. Potrzebę tę zaspokoiło najpierw wykonanie Estranged, wielowątkowej piosenki z niebieskiej odsłony Use Your Illusion.

Co jeszcze? Live and Let Die Paula McCartneya i Wings, Rocket Queen, You Could be Mine, Yesterday, November Rain. Wszystkich utworów nie sposób wymienić, bo w zasadzie trasa Not in this Lifetime to przegląd największych przebojów GNR.

Wieloletni fani grupy, znający jej wczesne dokonania koncertowe choćby z płyt i zapisów wideo, mogli poczuć się jak w domu. Axl i jego koledzy mocno nawiązują do tamtych czasów. Wystarczy wspomnieć temat z filmu Ojciec Chrzestny grany przez Slasha czy charakterystyczne wstępy do dylanowego Knockin’ On Heaven’s Door czy November Rain. Były też świeże elementy, jak Black Hole Sun w hołdzie zmarłego niedawno Chrisa Cornella.

Czego zabrakło?

Nigdy nie wybaczę Axlowi pominięcia Don’t Cry. Specjalnie przejrzałem setlisty z poprzednich koncertów i widziałem, że ten utwór był wykonywany. Owszem, floydowskie Whish You Were Here cieszyło ucho, ale oddałbym je za Don’t Cry bez żalu. To jedyny muzyczny zgrzyt.

Koncert Guns N’ Roses w Gdańsku to najlepiej spędzone muzyczne trzy godziny w moim życiu. Nie sądzę, by po trasie Not in this Lifetime zespół wrócił do regularnej działalności. Pojawiają się, co prawda pogłoski o nowej płycie, ale pamiętajmy, że Axl, Slash czy Duff nie są debiutantami. I choć Axl ma “dopiero” 55 lat, a Mick Jagger świetnie sobie radzi w wieku 73, to nie wiem czy chciałbym, by GNR wracali na stałe.

Zobaczyłem to, co najlepsze i takie wspomnienia chcę zachować.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (13)

87 odpowiedzi na “Widziałem na żywo Guns N’ Roses w Polsce. Spełniło się moje największe muzyczne marzenie”

  1. Słyszałem, że na koncercie były straszne problemy organizacyjne. Podobno na widowni wszyscy mogli siadać gdzie chcę, nikt tego nie kontrolował, dochodziło do sytuacji, że parę osób miało kupiony bilet na samo miejsce i jeszcze podobno na miejscach siedzących nagłośnienie było fatalne. Wiesz coś o tym?

    • Największe problemy organizacyjne to były z transportem po koncercie.
      Co do kontroli – hm, nie wiem, miałem miejsce stojące na płycie, na podstawie biletu wydawane były opaski.
      Nagłośnienie na początku było kiepskie- wokal ginął , po 2-3 utworach zostało to skorygowane.
      Koncert był świetny i długi, prawie 3 godziny na scenie. Przy takiej długości – brak Don’t Cry łatwo wybaczyć.

  2. Gratki dla autora, ważne aby spełniać swoje marzenia. Widać że to ‘oldskoolowy’ koncert bo bez dodatkowych efektów wizualnych. Nawet widzę nie zakryto niczym miejsc za sceną, aby nie wiało pustką.
    W ogóle to był muzycznie mocny tydzień bo niedzielny koncert Coldplay w Warszawie też wypadł genialnie.

  3. Tez bylem, tez spelnienie marzen, slucham tego zespolu od 12 roku zycia, a jestem prawie 40 latkiem, bardzo sie zawiodlem na naglosnieniu. Niektore kawalki jak live and let die brzmialy swietnie, ale night trian czy paradise city to byl jeden wielki zgielk, nowy gitarzysta byl lepszy od slasha, koncert by za dlugi, jedna z moich ulubionych piosenek coma na koncercie brzmiala mocno srednio, 2 kawalki z nowszych plyt totalnie do dupy, Axel poczatkowo dawal rade ale po kilku kawalkach sie zmeczyl.
    Generalnie moment w ktorym wchodzilem przez tunel na plyte a zespol rozpoczynal welcome to the jungle MEGA, ale im dalej w las tym wiecej drzew, generalnie sie wynudzilem.
    Porownania ze starymi koncertami nie na miejscu, niektore znam na pamiec i to jednak zupelnie inna historia.
    Pozdrawiam i zazdroszcze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...