To nie był udany pobyt w Litchfield, ale już teraz czekam na nowy sezon Orange Is the New Black

Recenzje/Seriale 12.06.2017
Nasza ocena:
To nie był udany pobyt w Litchfield, ale już teraz czekam na nowy sezon Orange Is the New Black

Ostatnie dni spędziłam w Litchfield. Trudno powiedzieć, żeby był to pobyt do końca udany. Co najmniej z kilku powodów.

Czytaj także: Bitchfield Is the New Litchfield – recenzujemy 5. sezon OITNB

W tekście znajdują się spoilery z 5 sezonu Orange Is the New Black, a także poprzednich.

5 sezon Orange Is the New Black to coś zupełnie nowego. No, może nie “zupełnie”, bo w końcu spotykamy te same bohaterki, ale już po otwarciu nowej serii czujemy, że mamy do czynienia z inną opowieścią. W pewnym sensie prezentowane wydarzenia i czas, w którym się rozgrywają, bo są to zaledwie trzy dni z życia więźniarek, sprawiają, że akcja wygląda na bardziej dynamiczną. W ciągu tych 72 godzin dzieje się dużo, a jeśli miałabym uściślić, napisałabym: dużo złego. Jednak o ile pierwsze epizody są obietnicą pewnego przyspieszenia i świeżości, pomysł, żeby pokazać zaledwie trzy dni w trzynastu odcinkach… cóż, zaczyna nużyć.

W miarę oglądania widz ma poczucie, że – paradoksalnie! – wszystko dzieje się za wolno.

Że chciałby szybciej się dowiedzieć, co stanie się z głównymi bohaterkami. Niektóre wydarzenia zostały – pozwolicie, że użyję tego słowa – “rozwleczone” trochę na siłę. Niespecjalnie z nich coś wynika, mają albo rozbawić publikę, albo spowolnić akcję, zajmując nam kolejne minuty. Cieszę się jednak, że nie zrezygnowano z charakterystycznych dla Orange Is the New Black retrospekcji.

Mogliśmy poznać różne wydarzenia z przeszłości osadzonych. Dowiedzieliśmy się o paru faktach z przeszłości Rudej czy Diaz. Te wspomnienia pozwalają nam lepiej zrozumieć bohaterki i ich motywacje. I przyznam, że w nowym sezonie Orange Is the New Black były dla mnie jednymi z najciekawszych fabularnie opowieści. Rewolucja więźniarek, próba znalezienia winnych i zadośćuczynienia śmierci Poussey, a także bezpośrednia walka ze strażnikami, stały się w pewnym momencie męczące.

Ten sezon Orange Is the New Black jest też wyjątkowo brutalny i momentami zdarzało mi się odrywać wzrok, by nie patrzeć na pewne sceny.

Nowa seria szokuje, zniesmacza, przeraża. I nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie fakt, że momentami przestajemy lubić główne bohaterki… Piper jest już irytująca od dłuższego czasu, ale chodzi o to, że wbrew pozorom, wbrew temu co one same chcą swoim buntem osiągnąć, nie stały się dla mnie bardziej ludzkie. Wręcz przeciwnie. Jedna z bohaterek mówi, że człowiek, żyjąc w więzieniu, staje się gorszy niż był, przychodząc odsiedzieć swoją karę. I nasze więźniarki są na to żywym dowodem. Walcząc ze strażnikami, stają się takie… jak oni sami. Bunt je przerasta, a system wartości kuleje.

Recenzja - Orange Is the New Black 5 sezon

W Litchfield jest naprawdę nieprzyjemnie. Padają strzały, giną ludzie. Przemoc jest wszechobecna. W więzieniu panuje prawo ulicy. Zdawałoby się, że rewolucja, która miała doprowadzić do pozytywnych zmian, powinna się udać i być przeprowadzona bez ofiar. Niestety, rzeczywistość jest inna. Giną ludzie, a ci, którzy zostają przy życiu, są ranieni, szantażowani i trzymani w nieludzkich warunkach. Trudno stwierdzić, kto jest tym złym, a kto tym dobrym. Bo jak ocenić tych, sięgających po metody, którymi podobno gardzą? Czy cel zawsze uświęca środki?

Nie jest jednak tak, że wszystkie osadzone przestają budzić sympatię.

Najciekawszą postacią tego sezonu jest Frieda. Kobieta coraz bardziej otwiera się na inne więźniarki. Szuka przyjaźni, ale jej skomplikowana natura nierzadko staje jej na przeszkodzie. Ciekawa jestem, jak rozwinie się ta postać, zwłaszcza, że w kolejnym sezonie ma być jej coraz więcej.

Jako że wydarzenia z 5 sezonu są bezpośrednią kontynuacją cliffhangera z 4 serii, ważnym wątkiem nowych odcinków jest ruch “Black Lives Mater”. Widać, że w imię wspólnej rewolucji znikają wśród bohaterek pewne podziały. Wszystkie dla wszystkich chcą lepszego traktowania, a pamięć o Poussey mimo że wraz z kolejnymi godzinami słabnie, nie opuszcza ich do końca.

Niebagatelną rolę w tym wszystkim na internet, który staje się jednym z bohaterów nowej serii.

Więźniarki w trakcie trwania buntu mają dostęp do telefonów z dostępem do sieci. Odcięte przez lata i miesiące od świata i nowinek próbują nadrobić zaległości i wykorzystać internet do opowiedzenia prawdy o śmierci Poussey oraz o tym, jak są traktowane. Wideo z ich nagraniem roznosi się wiralowo i est tematem dla mediów. Litchfield staje się sławne w całym kraju. Czy to pomoże zmienić los kobiet? Trudno tak naprawdę powiedzieć, bo 5 sezon zostawia nas z nowym cliffhangerem.

Orange Is The New Black 5 sezon recenzja

5 sezon Orange Is the New Black – co dalej?

Choć 5 sezon Orange Is the New Black nie spełnił do końca moich oczekiwań, pozostawił nas z wieloma niewiadomymi. Nie wiemy tak naprawdę, jakie skutki dla kobiet będzie miała ich rewolucja. Gdzie zostaną przewiezione? Czy niektóre z nich już nigdy się nie spotkają? Co dalej z Diaz? Co z von Barlow? Co z tymi, które uciekły?

Przyznam, że to właśnie chęć poznania odpowiedzi na pytania, które zadawaliśmy sobie w trakcie 5 sezonu Orange Is the New Black, sprawiają, że już nie mogę doczekać się nowych odcinków. Mam nadzieję, że tym razem akcja rozciągnie się na kilka miesięcy. Inaczej ponownie czułabym się dość rozczarowana i przytłoczona.

5 sezon Orange Is the New Black już w platformie Netflix.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (2)

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...