Sukces zgodności wstecznej w Xbox One mówi mi o jednym – coś jest nie tak z tą generacją konsol

Felieton/Gry 08.06.2017
Sukces zgodności wstecznej w Xbox One mówi mi o jednym – coś jest nie tak z tą generacją konsol

Każda generacja konsol to przejście na zupełnie nowy poziom jeśli chodzi o cyfrową rozrywkę. Możemy z sentymentem wspominać stare gry, ale to nowe produkcje powinny zajmować nam sporo czasu. Tymczasem, jak wynika z danych Microsoftu, jest nieco inaczej.

Jednym z najmilszych ukłonów w stronę społeczności graczy ze strony Microsoftu było zapewnienie zgodności wstecznej konsol Xbox One z grami z konsol Xbox 360. Nie ze wszystkimi, z uwagi na ograniczenia licencyjne, ale ze znaczną większością.

Przy czym działa to tak, jak byśmy sobie tego życzyli. Bez opłat, bez abonamentów. Wystarczy umieścić płytę z grą lub pobrać ją ze Sklepu Xbox (lub nawet kupić!) i już. Działa. Na dodatek abonenci Xbox Live Gold dzięki temu co miesiąc otrzymują nie dwie, a cztery gry za darmo. Dwie na Xbox One i dwie na Xbox 360, działające również na Xbox One.

Myślałem, że to przede wszystkim gra wizerunkowa. Myliłem się.

Miło jest posiadać konsolę od producenta, który dba o ciebie tak, byś nie musiał wyrzucać swoich gier z Xboksa 360 do kosza. Przyznam jednak szczerze, że poza polepszaniem mojego samopoczucia, funkcja ta nie zapewniała mi żadnych korzyści. Choć ciepło i czule wspominam wiele gier ze starej konsoli, tak przypiętych mam nadal siedem nietkniętych tytułów na bieżącą generację, które bardzo chcę przejść, a na co jeszcze nie miałem czasu.

W swoim rozumowaniu popełniłem zasadniczy błąd. Nie każdy ma taką pracę i rodzinę jak ja, nie każdy dzieli tak jak ja swój wolny czas na różne zainteresowania. Mają więc czas na stare gry, skoro co drugi posiadacz konsoli Xbox One je sprawdził, a od momentu premiery właściciele Xboksów One spędzili ponad 508 mln godzin bawiąc się w gry z poprzedniej generacji.

Mimo tego coś mi tu nadal nie pasuje. Stare gry równie świeże co nowe?

Przyjąłem już do wiadomości, że bardziej zaangażowani gracze mają więcej czasu na gry, więc mają też czas wracać do starszych gier. Lub, być może, odkrywać je po raz pierwszy. Ale dlaczego to robią? Nie wierzę w tak wielką siłę sentymentu. Twórcy nowoczesnych gier mają w przypadku Xboksa One 16 razy więcej pamięci i 5-krotnie szybszy procesor graficzny. Ich wyobraźnia nie jest tak ograniczana jak w przypadku Xboksa 360. Nowe gry powinny być lepsze.

No i bez wątpienia są. Są piękniejsze, bardziej złożone, jeszcze bardziej „immersyjne”. Niestety, wygląda na to, że na tym koniec korzyści. Jak sięgnę pamięcią wszystkie moje ulubione gry z ostatnich lat były sequelami albo nowymi markami, jednak wpisującymi się w szablon gatunku, który reprezentują. Czasem przesuwają jego granice, jak Wiedźmin III, czy też wracają do nieco zapomnianych korzeni, tak jak Doom.

Co porywa więc graczy, co staje się fenomenem? Są to jednorazowe strzały, jak Minecraft czy Zelda. Gry z nowym, świeżym podejściem. Które, o ironio, zdecydowanie mają w nosie wydajność Xboksa One czy PlayStation 4. Nawet ja, osoba, która tak kocha gry że nawet przy Mass Effect: Andromeda bawiła się świetnie, zauważam, że projektantom gier brakuje pomysłu.

Kinect i Move nie były odpowiedzią. Mam też coraz mniej wiary w VR.

Sony i Microsoft zainspirowane sukcesem ruchowych kontrolerów Wii zaproponowały swoje rozwiązania. Rozproszyło to na chwilę naszą uwagę, ale żadna z firm nie zrozumiała, o co chodziło firmie Nintendo i co faktycznie przyciągnęło do niej rzeszę fanów. Dziś o obu rozwiązaniach w zasadzie nie pamiętamy.

Teraz Valve, Facebook i Sony próbują znowu nas rozproszyć, tym razem goglami do wirtualnej rzeczywistości. Byłem wielkim entuzjastą tego rozwiązania, bo przecież obraz dookoła głowy to świetny pomysł. Niestety, nadal nikt nie jest w stanie zaoferować mi doświadczeń w jakości, dzięki której chciałbym zrezygnować z telewizora na rzecz VR.

stare gry

Nowe gry to ładniejsze tekstury, bardziej złożone wieloboki, bardziej szczegółowa oprawa graficzna, obsługa dźwięku Dolby Atmos, więcej pikseli na ekranie. I sequel spinoffu prequela. Bo przecież jak idziemy do „maka” po cheeseburgera, to chcemy, by smakował tak jak ostatnio.

Umiem się cieszyć cheeseburgerami i to robię. Mam jednak nadzieję, że na E3 2017 na wszystkie konsole do gier zobaczymy jakąś prawdziwie wizjonerską grę. Wiecie no… chociaż jedną?

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (9)

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...