7 klasycznych filmów o potworach, które powinieneś zobaczyć przed premierą nowej “Mumii”

Top/Film 07.06.2017
7 klasycznych filmów o potworach, które powinieneś zobaczyć przed premierą nowej “Mumii”

7 klasycznych filmów o potworach, które powinieneś zobaczyć przed premierą nowej “Mumii”

Kolejna inkarnacja filmu “Mumia”, którą można od piątku oglądać w kinach, otwiera nowe rozdanie w filmowym uniwersum potworów ze studia Universal. Korzystając z okazji, przypomniałem sobie najlepsze moim zdaniem filmy należące do świata Universal Monsters.

Dzwonnik z Notre Dame z 1923 roku

Kadr z filmu Dzwonnik z Notre Dame

Zaczniemy od filmu, dzięki któremu w ogóle powstało filmowe uniwersum potworów Universala będące przy okazji pierwszym filmowym uniwersum w historii kina. “Dzwonnik z Notre Dame” z 1923 to po dziś dzień najlepsza adaptacja powieści Victora Hugo. Piękna i dojmująco smutna zrazem opowieść o niespełnionej miłości i odrzuceniu z miejsca zachwyciła kinową widownię prawie 100 lat temu dając im jeden z najbardziej przejmujących doznań filmowych tamtej ery.

Historia garbatego, pół-ślepego i głuchego dzwonnika katedry Notre Dame, Quasimodo, który zakochuje się w pięknej Esmeraldzie, łączy w sobie elementy grozy i doniosłego morału, przypominającego nam, szczególnie w XXI wieku, że prawdziwa miłość i empatia pokonuje bariery,szczególnie te związane z wyglądem zewnętrznym. Poza tym, film, jak na swoje czasy, był naprawdę wystawnym i imponującym widowiskiem (znakomita scenografia, wspaniała muzyka i kostiumy oraz mistrz filmowych transformacji Lon Chaney w roli Quasimodo), a fakt, że powstał w erze kina niemego dodaje mu dodatkowej atmosfery niepokoju i tragizmu, szczególnie w przypadku tej konkretnej postaci.

Człowiek, który się śmieje z 1928 roku

Formułę kina grozy Universal opanował do perfekcji już kilka lat po premierze “Dzwonnika…”, a konkretniej w arcydziele kina niemego, czyli względnie mało znanym (w porównaniu z Draculą czy Frankensteinem) filmem “Człowiek, który się śmieje”. Bohaterem filmu jest Gwynplaine, któremu w dzieciństwie okrutny król James II wyrył na twarzy uśmiech, jako karę za poczynania jego ojca.

Film był jednym z nielicznych w swoich czasach, który tak udanie łączył różne gatunki – to w dużej mierze historia miłosna pomiędzy Gwynplainem oraz niewidomą Deą, chwilami przeradzająca się w melodramat, a także zahaczającą o produkcję z gatunku płaszcza i szpady. Natomiast tym, co odróżniało ten film od reszty, były z pewnością interesujące postaci dotknięte fizycznymi ułomnościami, które czyniły z nich wyrzutków i dziwaków oraz ewidentnie ekspresjonistyczna stylistyka nadająca całości klimatu horroru.

Gwynplaine - główny bohater filmu Człowiek, który się śmieje i inspiracja dla postaci Jokera

No i warto nadmienić, że Gwynplaine był główną inspiracją dla powstania postaci Jokera, czyli jednego z najbardziej znanych antybohaterów w kulturze masowej. Poza tym, wygląd Gwynplaine’a w “Człowieku, który się śmieje” stał się też punktem odniesienia dla budowania wizerunku Draculi w późniejszych filmach Universala.

Frankenstein z 1931

Kolejnym arcydziełem, które wyszło ze stajni Universala był “Frankenstein”. Jeden z najbardziej przerażających i pięknych zarazem dramatów jakie można było oglądać na dużym ekranie. “Frankenstein” jest przepięknie sfilmowany (istna wizualna perełka swoich czasów), znakomicie zagrany (Boris Karloff w roli potwora to absolutny panteon ikonicznych ról wszech czasów).

Filmy o potworach ze studia Universal zawsze nosiły ze sobą dość sporą dozę smutku i tragizmu, ale jak dotąd żaden film i żadna postać nie ucieleśniały tych motywów tak bardzo jak postać potwora Frankensteina. Do tego genialna rola Borisa Karloffa wyniosła ten film ponad i tak już wysokie pułapy artyzmu. Nadał on swojej postaci nie tylko rys grozy, ale też i prawdziwych emocji, subtelności sprawiających, że widz z łatwością darzy go empatią.

Niewidzialny człowiek z 1933 roku

“Niewidzialny człowiek” w reżyserii Jamesa Whale’a to dowód na to, że w swoich czasach uniwersum potworów wytwórni Universal było odpowiednikiem dzisiejszego Marvela. Studio dopracowało formułę produkcji kolejnych swoich filmów do perfekcji i w pewnym momencie zaczęło też przecierać nowe szlaki pod względem formalnym, eksperymentując z formą i prezentując przełomowe efekty specjalne. Najlepszym tego przykładem jest właśnie “Niewidzialny człowiek”, w którym zastosowano szereg oryginalnych rozwiązań, trików z kamerą, światłem i kątami widzenia. Film Whale’a był pionierski pod kątem patrzenia na efekty specjalne w kinie i poszukiwania możliwości ich wykorzystania, tak by jak najbardziej zachwycić widzów.

Mumia z 1932 roku

Trudno byłoby polecać filmy z uniwersum Universal Monsters przed premierą nowej “Mumii” bez odniesienia do oryginalnej “Mumii”. Ten film na dobre zacementował pozycję Borisa Karloffa w Hollywood, który był wówczas jedną z największych gwiazd. Pierwsza “Mumia” to jeden z najlepszych filmów grozy wszech czasów – zachwycający przede wszystkim tajemniczą i egzotyczną atmosferą, scenografią i kostiumami oraz osadzeniem całości w kręgu bliskowschodnich mitów – choć oczywiście trochę przekłamanych i podanych w dość sporym uproszczeniu. Są w tym filmie sceny, które zarazem hipnotyzują pięknem kompozycji kadrów jak i przerażają bez uciekania się do tanich trików.

Książę Dracula z 1931

O wilku (no, prawie) mowa. Choć nie tak genialny i nowatorski jak powstały prawie dekadę wcześniej “Nosferatu”, to właśnie “Książę Dracula” rozpoczął prawdziwą masową fascynację całym uniwersum potworów Universala. Fabularnie film ten chwilami trochę gubi tempo i grzęźnie w schematach i oczywistościach, ale nie sposób odmówić mu atmosfery, wspaniałej scenografii no i oczywiście genialnego Beli Lugosi w roli tytułowej. To właśnie jego wizerunek Draculi na dobre zaznaczył swoje miejsce w kulturze masowej.

Mumia z 1999 roku

A na sam koniec, w ramach post-scriptum, warto przypomnieć sobie “Mumię” z 1999 roku z Brendanem Fraserem w roli głównej, czyli wcześniejsze podejście do odświeżenia filmowego uniwersum potworów Universala.

Odejście od elementów kina grozy ku przygodowemu widowisku sprawdziło się nadzwyczaj dobrze w tym przypadku. Do tego Brendan Fraser świetnie poradził sobie jako główny bohater – zawadiacki i pełny charyzmy lekkoduch, który żyje łaknąc przygody i adrenaliny. Nie ma on może magnetyzmu Indiany Jonesa, ale mimo wszystko sprawdził się idealnie pośrodku przygodowej superprodukcji.

Film do dziś ogląda się dobrze, bo niewiele się zestarzał – ma wartką akcję, wciągającą (jak na tego typu kino) fabułę, dobre efekty specjalne, znakomite tempo oraz humor. W kategorii “komercyjne widowisko na wakacje” to jeden z lepszych filmów ostatnich 20 lat.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...