So long, Jack Sparrow. To była moja ostatnia piracka przygoda

Recenzja/Film 27.05.2017
Nasza ocena:
So long, Jack Sparrow. To była moja ostatnia piracka przygoda

So long, Jack Sparrow. To była moja ostatnia piracka przygoda

Pomimo szczerze pozytywnego nastawienia przed seansem kierowanego nadzieją, że może tym razem “Piraci z Karaibów: Zemsta Salazara” zdołają przełamać złą passę serii (i Johnny’ego Deppa), niestety z kina wyszedłem rozczarowany i znudzony.

“Piraci z Karaibów” powinni skończyć się na trzeciej części.

Tak, wiem, kto nie czerpałby ze skarbnicy złota jakiego dostarcza cała seria i nagle kończył jej produkcję. Nawet poprzednia, kompletnie niepotrzebna, nudna i rozwlekła część pomimo swoich wad zdołała zarobić na całym świecie miliard dolarów. Sam miałbym w takiej sytuacji dylemat. Tym niemniej jako widz, kompletnie straciłem już zainteresowanie całą serią, która dla mnie skończyła się wraz z napisami końcowymi “Na krańcu świata”. Już trzecia część pokazywała powolne symptomy zmęczenia materiału, ale mimo wszystko względnie dobrze się na niej bawiłem.

“Na nieznanych wodach” było fatalną odsłoną, po której miałem nadzieję, że franczyza się zakończy. Gdy dowiedziałem się, że jednak piąta część “Piratów…” powstanie, to po chwilowej rezerwie, uznałem, że po co zakładać najgorsze – może właśnie ta część uratuje dobre imię serii. Tak się jednak nie stało.

Jack Sparrow się skończył.

To on jest głównym motorem napedowym serii. To wokół niego zbudowany jest fenomen “Piratów z Karaibów”. Niestety w “Zemście Salazara” Johnny Depp wyraźnie z jednej strony gra na autopilocie, a z drugiej wydaje się jakby naprawdę spożył za dużo rumu, bo tym razem jego kreacja jest dość ślamazarna, mało wyrazista, zagrana po linii najmniejszego oporu. Chyba sam Depp zbyt pewnie poczuł się w tej skórze i uznał, że fani kupią cokolwiek byleby tylko założył swój rozpoznawalny kostium i wykonał parę znanych wszstykim gestów i ruchów. Jego powiedzonka, z jednej strony utrzymane są w typowej poetyce znanej fanom stylu bycia Sparrowa, ale z drugiej, napisane bez pomysłu, przez co słucha się ich dość obojętnie w większości przypadków.

Powoli spełnia się czarny sen tych, którzy obawiali się tego, że w momencie gdy powstawać zaczną kolejne części Piratów, zarówno postać Jacka jak i sam Depp zaczną się mocno wypalać. A że kariera Deppa jest już etapie schyłkowym (i to wyjątkowo smutnym), wiadomo nie od dziś…

Gdzie ta przygoda?

Cały film strasznie mi się dłużył (już pomijam kwestię tego, czy rzeczywiście powinien być aż tak długi). Przede wszystkim kompletnie zabrakło mi w nim ducha zawadiackiej przygody znanej  z pierwszych dwóch części. Sekwencja początkowa, w której Jack i jego kompania próbują ukraść sejf, ma znamiona tego, czego oczekiwałem od całego filmu. Jest tam rozmach, komediowa finezja, ciekawe logistycznie pomysły. Daleko tu do najlepszych scen z “Klątwy Czarnej Perły” i tym bardziej “Skrzyni Umarlaka”, ale jak na otwarcie filmu jest to całkiem udane podejście.

Niestety później akcja siada już kompletnie. Tempo jest dość niemrawe, fabuła ugrzęzła w zatoce schematów (znowu oczywiście tematem przewodnim jest poszukiwanie artefaktu z tematyką rodzinną w tle), bohaterowie są kompletnie nijacy, teksty słabe – jedynie finał, zarówno widowiskowy jak i dość emocjonalny, potrafi trochę poruszyć spragnionego rozmachu widza. Ale to wszystko za mało…

Bohaterowie są nudni.

Nie żeby w pierwszych częściach postaci z “Piratów z Karaibów” postaci były nadzwyczaj barwne, no ale nie licząc fantastycznych kreacji Deppa, Elizabeth Swann miała swój charakterek i całkiem niezłą chemię z Jackiem; kapitan Barbossa również spełniał się jako czarny charakter; nawet postać ojca Elizabeth jakoś utkwiła mi w pamięci.

W “Zemście Salazara” główna postać kobieca, Carina, stara się być pierwowzorem disnejowskiego modelu feminizmu jaki reprezentuje najwydatniej Rey w nowych “Gwiezdnych Wojnach”. Zadziorna, inteligentna, na każdym kroku podreślająca swoją samodzielność i to, że jest kobietą, przekonując usilnie wszem i wobec, że nie oznacza to, że jest gorsza. Zacny to przykład, szczególnie dla młodych dziewczynek i chłopców, szkoda tylko że Carina jest w tym totalnie bezbarwna oraz tak naiwnie napisana przez scenarzystów, którzy postanowili łopatologicznie i bez większej finezji wpleść te feministyczne wzorce w opowieść.

Jeszcze gorzej jest z postacią Henry’ego Turnera. Chłopak zapewne spodoba się co drugiej dziewczynce oglądającej Zemstę Salazara, ale charyzmy to on nie ma za grosz, gdyż, gdyby nie fakt, że jego istnienie napędza fabułę piątej części, to właściwie trudno byłoby mi znaleźć jakikolwiek powód, dla którego w ogóle znalazł się on w tym filmie.

Nudni są też wrogowie.

Kapitan Salazar i jego banda piratów to kolejny słaby punkt filmu, który ciężko mi wybaczyć twórcom. Na dobrą sprawę oglądamy tu powtórkę z “Klątwy Czarnej Perły”. Znowu mamy piratów, na których padła klątwa; znowu ich celem jest Jack Sparrow, znowu mają coś nie tak z anatomią… Scenarzyści powinni dostać jakieś kary finansowe za patentowane lenistwo. Javier Bardem to wielki aktor i jako Salazar robi wiele by się sprawdzić i dostarczyć dobre wykonanie. I udaje mu się to, ale tylko na tyle, na ile pozwala kiepski scenariusz.

To tylko dowodzi na to, że cała mitologia “Piratów z Karaibów” nie jest zbyt bogata i tym bardziej nie ma potrzeby budować z tego serii wykraczającej poza trylogię. Ile razy można szukać kolejnych magicznych artefaktów/skarbów mając na karku statki piratów z klątwą?

Oczywiście, czysto formalnie trudno cokolwiek zarzucić najnowszej odsłonie “Piratów…”. Piękne krajobrazy, panoramy statków na oceanie, dobre zdjęcia, charakteryzacja i efekty specjalne. Jednak ewidentnie czuć, że Disney nie ma kompletnie pomysłu na tę serię i trochę sztucznie podtrzymuje ją przy życiu póki jest jeszcze względnie duże zainteresowanie ze strony publiczności na całym świecie. Nie czuję jednak w tym wszystkim życia i energii oraz bezpretensjonalnego luzu jaki prezentowały “Klątwa Czarnej Perły” oraz “Skrzynia Umarlaka”, czyli jedyne w pełni udane odsłony całej serii.

Osobiście zostanę więc przy trylogii i od teraz odpuszczę już sobie kolejne części, no chyba, że będę musiał gdzieś o nich napisać…

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (31)

33 odpowiedzi na “So long, Jack Sparrow. To była moja ostatnia piracka przygoda”

  1. tak czy siak 1 czesc byla najlepsza, reszta to tak jak w innych seriach – im dalsza część tym gorzej (oczywiście ta reguła nie dotyczy serii obcego i terminatora2 ;) )

          • Nie :) 3 Ojciec Chrzestny nie może być doceniony. Nawet Pacino nie ratuje tego filmu. Strasznie drewniane postaci, w szczególności córka Corleone.
            Ojciec Chrzestny 3 był kręcony strasznie na siłę. Dużo później, dużo za dużo później i chyba nikt nie chciał jakoś szczególnie tego filmu. Nie wiem co doceniasz ten film, bo ja nie bardzo mam za co. Brakuje tej pasji jaką można było dostrzec w 1 i 2 części (nota bene 2 jest moją ulubioną), klimatu. Jest mdło, jest drewno i strasznie nijako. To mogłaby być świetna historia, gdyby nie to, że część do tego filmu nie chciała podchodzić, a druga zwyczajnie się do tego nie nadawała.

    • Jeśli brać pod uwagę animacje, to Shrek trzymał równy poziom przez 3 części. Ostatnia też na siłę robiona :/

    • PLEASE WATCH NEW MOVIES 2017 IN SITE HIGH QUALITY
      PLEASE COPY SITE HERE FOR WATCHING MOVIES >> MOMOMESHGO.BLOGSPOT.COM

  2. Chciałbym.miec inne zdanie, mam te same odczucia i spostrzeżenia, miałem nadzieję że już koniec jednak scena po napisach pokazuje co innego

  3. Czy tylko mi się wydaje, że włosy Bardema wyglądają wyjątkowo tandetnie? Zresztą graficy ogólnie się nie spisali, sądząc po trailerach.

  4. W ten sposób właśnie się zarabia na filmach – naiwność fanów, którzy sądzą, że jednak będzie lepiej. Zbyt wiele przykładów w tematyce filmowej się pojawia by nie móc wyciągnąć oczywistych wniosków. 4 część dobitnie pokazała, że tematyka przygód kapitana Sparrowa już się wyczerpała.

  5. Jak zobaczyłem załogę Salazara to pierwsze co mi się skojarzyło to ich podobieństwo do załogi Daviego Jonsa – nie są to może ryboludzie, ale gdybyś wyciął najbardziej charakterystyczne postacie Latającego Holendra i resztę pomieszał to by się zlali w jeden twór. No i Turner z rybią gębą, który przecież miał właśnie dobrze wykonywać robotę Daviego, żeby nie spuścić na siebie klątwy. No, może to się wyjaśnia w filmie, który pewnie obejrzę, ale nie wiem czy w kinie.

  6. Dla mnie 4 część była słaba a to głównie ze wględu, że nie było tam Keiry Knightley. Moim zdaniem jest biedna bo piersi to ona w ogóle nie ma ale poza tym ma przeuroczą kwadratową twarz i fajną mimikę :)

  7. Carina jest postacią, która przez cały film musiała udowadniać, że jest ważna dla fabuły. Depp praktycznie znikał z ekranu.
    Fabularnie to też naciągane strasznie.
    Czwarta część zdecydowanie lepsza.

  8. Moim zdaniem 4 część była najfajniejsza bo pojawiła się Angelika. Seria ,,Piraci z Karaibów” mogła by się skończyć na wspólnym końcu (Nie chodzi mi o śmierć) Jack’a i Angeliki. W 5 części jej brakowało, gdyż te osoby co oglądają jeszcze po napisach to wiedzą, że w 4 części Angelika nie skończyła jeszcze ze Sparrow’em.

    To jest tylko moja opinia jak komuś coś nie pasuje niech ominie ten komentarz.

  9. jest błąd z ta busolą jak ktoś woli kompasem bo w skrzyni umarlaka dowiadujemy sie że jack sparow otrzymał ja od wiedzmy z góry rzeki anie od kapitana statku

  10. ja zawiodłam się na “piratach…” już na 3 części kiedy to will turner(Orlando Bloom)został kapitanem latającego holendra tak mnie to dobiło że znienawidziłam te filmy! Jeśli ktoś też jest fanem/fanką Orlanda Blooma to wie jak można sie przy czymś takim czuć!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...