MCU, DCEU, MonsterVerse, Dark Universe… wszędzie uniwersum widzę…

Artykuł/Film 25.05.2017
MCU, DCEU, MonsterVerse, Dark Universe… wszędzie uniwersum widzę…

MCU, DCEU, MonsterVerse, Dark Universe… wszędzie uniwersum widzę…

Hollywood czasem przypomina mi 6-letnie dziecko, które gdy zobaczy coś fajnego, stara się to na siłę papugować w każdym możliwym przypadku. Tak też dzieje się w chwili obecnej. Niemalże każda duża produkcja musi należeć do filmowego uniwersum.

Dosłownie kilka dni temu Universal ogłosił, że Johnny Depp i Javier Bardem dołączą do ichniejszego Dark Universe, czyli serii filmów z postaciami klasycznych potworów Universal Pictures (m.in. Mumia, Frankenstein, Niewidzialny człowiek). Depp wcielić się ma w Niewidzialnego człowieka w filmie, którego premiera zaplanowana jest na 2019 rok. Z kolei Bardem zagra potwora Frankensteina w filmie “Narzeczona Frankensteina”. Film, który wyreżyseruje Bill Condon (obecnie świętujący sukces jako reżyser “Pięknej i Bestii”), trafi na ekrany kin w lutym 2019 roku.

Russell Crowe, Javier Bardem, Tom Cruise, Johnny Depp i Sofia Boutella, czyli aktorzy wcielający się w postaci z Dark Universe

Już w roku bieżącym, a konkretniej 9 czerwca,  Dark Universe oficjalnie wystartuje wraz z premierą filmu “Mumia” z Tomem Cruise’em w roli głównej.

W “Mumii” z 2017 roku, poza tytułowym stworem spotkamy też Dr. Jekylla, w którego wciela się Russell Crowe.

W ramach Dark Universe czekają nas poza tym jeszcze “Potwór z Czarnej Laguny”, nowy “Van Helsing” oraz “Wilkołak”. W “Mumii” mają się też pojawić wzmianki o wampirach, sugerujące istnienie hrabiego Drakuli w obrębie tego uniwersum.

Nie trzeba być specjalnym znawcą popkultury, by nie zauważyć analogii do komiksowych shared universe. Wszystko oczywiście zaczęło się od momentu premiery “Avengers” w 2012 roku, którzy kompletnie przemodelowali biznes plany oraz koncepty fabularne hollywoodzkich widowisk.

Ów model biznesowy, jaki zaproponował Marvel, jest oczywiście genialny w swoim założeniu. Jak wszyscy wiemy, polega on na samodzielnych filmach, które przedstawiają konkretnych bohaterów, i potem wszystkie postaci i wątki spotykają się w jednym, kulminacyjnym filmie kończącym daną fazę.

Przy okazji adaptacji komiksów działa to dość sprawnie i naturalnie, jako że w samych komiksach jeszcze w latach 70. i 80. poszczególne postaci i wątki przeplatały się pomiędzy różnymi zeszytami danego wydawnictwa (a czasem nawet pomiędzy różnymi wydawnictwami).

Kadr z komiksu Superman vs. The Amazing Spider-Man: The Battle of the Century z 1976 roku

Oczywiście można to zrobić dobrze (MCU) i niezbyt udanie, jak to widać w przypadku DCEU, które ewidentnie pędzi, próbując na siłę nadgonić Marvela, za cenę spójności i jakości poszczególnych filmów.

Nie trzeba było długo czekać aż Fabryka Snów podłapie ten motyw i nagle, jak grzyby po deszczu zaczęły wyrastać kolejne koncepty na to, jak by tu połączyć w podobne twory i inne postaci. I tak, poza MCU, DCEU oraz wspomnianym wcześniej Dark Universe, czeka nas jeszcze MonsterVerse, czyli filmy z Godzillą i King Kongiem, które podobnie jak “Avengers” prowadzą nas do kulminacji w postaci filmu “Godzilla vs. Kong”, który pojawić ma się w kinach w 2020 roku.

Wcześniej jeszcze czeka nas premiera “Godzilla: Król potworów” zaplanowana na 22 marca 2019 roku. Jak dotąd w tym uniwersum mogliśmy już oglądać “Godzillę” z 2014 roku oraz “Kong: Wyspa czaszki” z 2017 roku.

Osobiście mam drobny problem z shared universe, które wyrasta niepokojąco na nowy standard w Hollywood.

Jasne, biznesowo jest to żyła złota. MCU warte jest już miliardy dolarów, DCEU mimo wszystko radzi sobie finansowo również nieźle. Boję się jednak “klęski urodzaju”, w której to poszczególne filmy staną się jedynie środkami do celu jakim będzie “film kulminacyjny”. MCU było na tyle dobrze rozplanowane (plus przecierało nowe szlaki, nie wiedząc jeszcze czy to w ogóle wypali), że każdy z filmów stanowił udaną całość. DCEU idzie już trochę po łebkach, w ich przypadku ewidentnie widać pośpiech, niedbałość, brak zorganizowania i zbytnie skupienie się na doprowadzeniu do “Justice League”, przez co  filmy ją poprzedzające zdają się być ledwie przypisami/prologami do pełnej wersji jaką (miejmy nadzieję) będzie filmowa “Liga Sprawiedliwości”.

Póki co MonsterVerse też kształtuje się dobrze, bo i “Godzilla” i “Kong: Wyspa czaszki” mi się podobały, co poniekąd jest zasługą tego, że reżyserię powierzono ciekawym artystom z wizją oraz (przynajmniej w przypadku “Godzili”) nie myślano zapewne jeszcze o tworzeniu uniwersum.

Oczywiście tego typu łączenie filmowych światów nie jest specjalną nowością w ponad 100-letniej historii kina.

Kad z filmu Godzilla vs. King Kong z 1962 roku

Dracula spotykał się w jednym filmie z Frankensteinem, Obcy z Predatorem, Godzilla z King Kongiem itp. Jednak może się starzeję, ale gdy widzę że nagle kolejny nowy trend zostaje wszczepiany gdziekolwiek się da i na szybko to trochę się niepokoję.

Czy rzeczywiście nie dałoby się dziś zrobić zwykłego filmu o Mumii bez osadzania go w większym uniwersum z odniesieniami do kolejnych kultowych postaci ze studia Universal?

Pomijam już fakt, że nie wiem czy w XXI wieku masowa publika ma ochotę oglądać w kinie kolejny film o Frankensteinie czy Dr. Jekyllu i Mr. Hyde. Jeszcze całkiem niedawno, w 2010 roku powstała przecież nowa wersja “Wilkołaka”, która jednak stała się finansową klapą. Podobnie jak “Dracula: Historia nieznana” z 2014 roku, który we wstępnych planach miał być częścią Monster Universe.

Swoje obawy staram się jednak łączyć z nadzieją na to, że może uda się stworzyć z tego dobre kino rozrywkowe, bo koniec końców o to przecież chodzić powinno.

Mimo wszystko już teraz powoli zaczynam tęsknić za samodzielnymi filmami, które nie wymagałyby od widza oglądania poprzednich odsłon w obrębie danego uniwersum. Tworzy to sieci powiązań fabularnych, które na dłuższą metę stają się męczące i skomplikowane niczym brazylijskie telenowele. Pamiętam zresztą jak w latach 80. i 90. w komiksach te mieszanie światów i fabuł zaczęło przybierać monstrualne rozmiary, w których nawet zatwardziali komiksiarze zaczęli się gubić. Już dziś, obecne MCU powoli wyklucza oglądanie losowo wybranych filmów z serii bez znajomości chociażby kilku podstawowych wątków z poprzedników.

Nawet John Travolta jest skonfundowany fabułą Batman v Superman

Piszę to jako fan zarówno MCU jak i filmów rozrywkowych. Bo te powinny być  – jak sama nazwa wskazuje – lekką rozrywką, a ostatnio zbyt często jednak staje się dość skomplikowaną konstrukcją.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (1)

2 odpowiedzi na “MCU, DCEU, MonsterVerse, Dark Universe… wszędzie uniwersum widzę…”

  1. Kevin Smith tworzył tak zwane uniwersum już w latach 90. Teraz jak marvel zrobił z tego maszynę do pieniędzy to każdy chce mieć swoje. Inne zjawisko to sceny po napisach, które marvel spopularyzował.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...