Obejrzałem finał Belle Epoque. Nie kopie się leżącego, ale…

Recenzja/Seriale 20.04.2017
Nasza ocena:
Obejrzałem finał Belle Epoque. Nie kopie się leżącego, ale…

Obejrzałem finał Belle Epoque. Nie kopie się leżącego, ale…

Nareszcie koniec. I po zobaczeniu ostatniego odcinka Belle Epoque mam w zasadzie te same odczucia, jak po zobaczeniu odcinka numer jeden – polski telewidz nie zasługuje na dobry serial.

Za gud! Ajne fantastisze arbajt!”. Gdy już wytoczyłem się spod biurka, pod które wpadłem po tym wypowiedzianym przez pseudo-austriackiego komisarza i otarłem łezki śmiechu i zażenowania, zdałem sobie sprawę, że… to jedno zdanie, wypowiedziane w karykaturalny sposób z twardym, polskim akcentem idealnie obrazuje, jaki jest główny problem Belle Epoque. Ten serial bardzo chce, ale… nie może.

Tak, wiem, że znęcaliśmy się już nad kilkoma odcinkami hiciora TVN-u, a leżącego się nie kopie, lecz… twórcy obiecali nam coś innego. I zawiedli na całej linii.

W Belle Epoque nie udało się nic.

Dla tego serialu organizatorzy plebiscytu Węży powinni uwzględnić produkcje telewizyjne obok filmów pełnometrażowych. Belle Epoque zasługuje bowiem na statuetkę polskich anty-nagród w niemal każdej kategorii.

Scenariusz? Luźno powiązane ze sobą zagadki niby-kryminalne rozwiązywane przez protagonistów z subtelnością żelaznego młota i intrygi podane widzowi na tacy.

Gra aktorska? Nawet oryginalny „Wiedźmin”, który był istnym festiwalem mniejszych i większych kłód drewna, obfitował w bardziej wiarygodnie zagrane postaci.

Zdjęcia? Przeplatanie ciasnych, bliskich kadrów nagranych bardzo szerokim kątem z nadużywaniem żabiej perspektywy (i ustawicznym zaglądaniem aktorom w nozdrza) zdawało egzamin przez 15 minut pierwszego odcinka. Niestety, kinematograficznie Belle Epoqe nic więcej nie zaoferowało.

Realia? Belle Epoque teoretycznie wiernie trzyma się swej fabularnej epoki, ale konstrukcje dialogowe, miejsca i sceny to już Polska XXI wieku w ciuchach wypożyczonych z teatru. Wrażenie jest mniej więcej takie, jakby Kryminalnych wrzucić w okres początku ubiegłego stulecia.

Jest to tym bardziej bolesne, że twórcy chwalą się, iż przez dwa lata przejrzeli 10 tys. zdjęć, by jak najwierniej odwzorować realia. Pytanie tylko… po co? Skoro wrażenie wierności realiów kompletnie niweczą drętwe dialogi i pokraczny scenariusz.

Muzyka? Ten jeden element miałby szansę się obronić, gdyby nie wybór utworów zespołu Talking Heads na otwieracz i zejściówkę serialu. Naprawdę ktoś uznał, że klasyczny rock pasuje klimatem do tego serialu? A szkoda, bo muzyka tła naprawdę się broni i to jedyny pozytywny element pośród tego morza kiczu, chociaż… poszczególne utwory pojawiają się z kompletnie losowych miejscach i zazwyczaj nie oddają klimatu sceny. Ale cóż, to wina montażu, nie muzyków.

To wszystko sprawia wrażenie, jakby twórcy naprawdę chcieli stworzyć coś ambitnego, a potem sobie przypomnieli, że serial będzie emitowany tuż obok Trudnych Spraw i Na Wspólnej.

Scenariusz miał potencjał na naprawdę ciekawą opowieść. Mówię tu zarówno o fabułach poszczególnych odcinków, jak i spajającej całość historii pojedynku Jana z Łucjanem. Wystarczyła odrobina redakcji dialogów i więcej tajemnicy.

Zamiast tego ktoś jednak uznał, że docelowy odbiorca może nie wyłapać niuansików, więc lepiej podać wszystko na srebrnej tacy.

Przecież to rozrywka, nie wymagajmy od widzów myślenia, prawda?

Nie bardzo rozumiem, dlaczego gra aktorska w Belle Epoque jest tak dramatycznie zła, skoro ci sami aktorzy w innych produkcjach wielokrotnie pokazali, że potrafią znacznie więcej. Być może, gdy reszta obsady zobaczyła, jak duet Małaszyński-Cielecka gra znacząco poniżej swojego poziomu, to uznali, że im też wolno sobie pofolgować.

Przeciętny widz TVN-u, nawykły do paradokumentów i marnych telenoweli i tak nie doceni aktorskiego kunsztu, prawda?

Polscy filmowcy to czołówka, w setkach wielkich, hollywoodzkich produkcji za zdjęcia odpowiadają nasi rodacy, więc potencjał drzemie w nas ogromny. A jednak ekipa kręcąca Belle Epoque uznała, że dla widza naszej telewizji steadycam i szeroki kąt to wystarczające fajerwerki.

Nie ma co przesadzać z artystycznymi ujęciami i dopieszczać topornego montażu. Przy Lekarzach Belle Epoque to i tak wyższy poziom artyzmu, prawda?

Wierność epoce? Nie, nie, kostiumy dostatecznie mieszają w głowie. Miejsca i skojarzenia niech zostaną jak najbardziej współczesne, żeby widz TVN-u mógł się lepiej utożsamić z bohaterami.

I nie przesadzajmy już z tą wiernością języka. Wrzucimy gdzieniegdzie słowo „zawżdy” i wystarczy, prawda?

Z odcinka na odcinek było tylko gorzej. Finał – niestety – niczego nie zmienił.

Jeżeli ktoś przebrnął do końca przez wszystkie odcinki „superprodukcji” TVN-u, może sobie powinszować wytrwałości. Ten serial nie ma absolutnie nic do zaoferowania ponad bezmyślne zapchanie 40 minut życia telewidza.

Ostatni odcinek niestety tylko potwierdza to wrażenie, zamiast wybronić Belle Epoque w ostatnim rzucie. I znowuż – potencjał na kapitalne domknięcie fabuły był przepotężny. Konstancja współpracująca z rosyjską Ochraną? Wojna wywiadów, tajemniczy morderca? Możliwość wywołania „opadu szczeny” na sam koniec była ogromna – ale nie wyszło.

Belle Epoque, Odcinek 3, Paweł Małaszyński – Jan, Eryk Kulm – Kazanecki, Eryk Lubos – Henryk, Anna Próchniak – Weronika, Fot. TVN/Mirosław Sosnowski

Zamiast tego Belle Epoque żegna nas żenującą sceną, w której Konstancja w ostatniej chwili udaremnia ujawnienie Edigeyowi swojej prawdziwej tożsamości zabijając tajemniczego Rosjanina, a potem strzela do Jana i odjeżdża z kościoła, w którym mieli wziąć ślub.

Zamiast efektu „wow” zostaje tylko uniesienie brwi w wyrazie zdumienia. Rozumiem zamysł twórców, ale zamiast poczucia nierozwikłanej tajemnicy widz doświadcza chamskiego cliff-hangera, który (obym się mylił) otwiera drzwi do drugiego sezonu.

Mam tylko nadzieję, że zakończenie Belle Epoque było definitywne.

Jeżeli TVN zdecyduje się na kręcenie drugiego sezonu Belle Epoque, będzie to znaczyć jedną z dwóch rzeczy – albo stacja musi zainwestować w porządne narzędzie do monitorowania internetu, by być na bieżąco z falą krytyki, albo… „hajs się zgadzał”.

Choć Belle Epoque z odcinka na odcinek traciło na oglądalności, serial mogło obejrzeć dostatecznie wielu widzów, by TVN postanowił kontynuować dochodowe przedsięwzięcie, mimo miernego poziomu dzieła.

Mam nadzieję, że tak się nie stanie, ale nie będę też przesadnie zaskoczony. Ostatecznie… Kryminalni też nie byli dziełem sztuki, a jednak męczyli nas z ekranu telewizorów aż przez 8 sezonów.

Złaknionym nieco ambitniejszej rozrywki stanowczo odradzam Belle Epoque. Jeśli zobaczycie w telewizji powtórkę – zmieńcie kanał. Jeśli druga połowa zaproponuje obejrzenie odcinka do kolacji – przemyślcie ten związek. Jeśli ktoś ze znajomych powie, że mu się podobało – czas na zmianę otoczenia.

Belle Epoque jest zwyczajnie stratą czasu.

Jeżeli tak – zdaniem TVN-u – wygląda „ambitny, polski serial”, to znaczy, że mają naprawdę niskie mniemanie o swoich widzach i… nie oglądali Belfra.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (55)

163 odpowiedzi na “Obejrzałem finał Belle Epoque. Nie kopie się leżącego, ale…”

  1. Nie obrażać mi Kryminalnych :) To był dobry serial. Fajnie się go oglądało chic ostatni sezon to było błaganie o eutanazję. Tu sezon powstanie na 100% Tylko modlitwy pozostały by kolejny sezon był tym co obiecywano przed tym sezonem.

    • To ja chyba oglądałem innych “Kryminalnych”, bo aktorsko było dramatycznie źle, fabuła sprawiała wrażenie, że scenarzyści czerpali inspiracje z “Faktu”, a do faktycznych realiów pracy w policji to się miało mniej więcej tak jak “Czterej Pancerni i Pies” do historii II wojny światowej.

  2. Uważam, że artykuł ten to stek bzdur. Jak na Polski serial uważam, że jest ok, jak na budżet polskiego serialu. Fakt, scen było mało i często się pokrywały, dialogi ubogie, ale klimat miał. Niektóre odcinki nawet świetne – 7 lub 8. Takiego polskiego serialu nie było i wątpie żeby był. Fanów zagranicznych produkcji rozumiem, że ich rozczarował, bo tam jest więcej kasy na wszystko. Uważam, że ten serial to krok do przodu wśród polskich seriali.

    • Jak na polski serial jest ok? Chyba kpisz. Widziałeś Belfra? Watachę? Zbrodnię? Pakt? A ze starszych choćby Odwróconych lub jeszcze dalej Pitbulla. O tych serialach można powiedzieć że jak na Polskę to są ok. choć w stosunku do Belfra pewnie jest to za mało.

      Belle Epoque to porażka pełna gębą i strata czasu.

      • Scenariusze seriali, które wymieniłeś są zrealizowane w czasach współczesnych. Pakt(sezon I) i Belfer są prawie idealne. Nie można ich porównywać do serialu kostiumowego! W żadnym z tych seriali nie ma przepięknych epokowych scenografii, kostiumów itd. Żaden z nich nie ukazuje np Krakowa lub innego miasta jakiego my nie znamy. Omawiany serial pokazał mi przynajmniej cząstkę Krakowa w tamtych czasach. Oczywiście “BE” byłby też super gdyby mieli środki na poziomie zagranicznych produkcji. A nie budżetem ograniczeni do kilku miejscówek. Biorąc pod uwagę wszystkie walory seriali uważam, że jest ok. A to, że autor artykułu zdradza w tekście zakończenie to jakies nieporozumienie.

        • Celem seriali było pokazanie krakowa w tamtych czasach? Następnym razem niech autorzy zrobią wystawę w muzeum. Widziałeś może Tabu albo The knick

          • Rozmawiamy o polskich serialach. Porównywanie z zagranicznymi, by miało sens gdyby nasz kraj nie przetrwał tylu wojen i grabieży. A co do odpowiedzi, to uważam, że w przypadku tego serialu jest to jego jeden z większych atutów. Chwalmy swoje również, a nie ciągle krytykujmy.

          • Gdyż cała Polska jest zafascynowana klimatem Krakowa w tamtych latach, no cóż niech robią co chcą w końcu to prywatne pieniądze. Mogli zrobić 6 odcinków z większym budżetem, mniej scen w terenie a więcej w pomieszczeniach i wtedy byśmy zobaczyli coby wyszło

          • Chwalimy swoje. Jest wiele polskich seriali które zasługują na chwalenie. Parę wymieniłem w poście powyżej. Ale jeżeli wciskają Ci gówno i mówią że jest zajefajne to niestety nie można tego tak zostawić.

            Tak jak autor napisał, “BE” jest dla widza nie wymagającego, który ma się zrelaksować nie myśląc przy tym za dużo, dlatego zagadki same się rozwiązują w sposób banalny. Niestety, ale “BE” reprezentuje poziom “Dlaczego Ja?” lub “Trudne sprawy”. Tyle że w kostiumach z minionej epoki.

        • A co ma sceneria do scenariusza?

          Czy – jak twierdzisz – brak środków (nie sądzę by TVN nie miał kasy) na scenerię wpływa na grę aktorów? Na ich kunszt? Zdecydowanie nie. Nie twierdzę że “BE” jest do dupy bo kiepska sceneria w nim, tylko twierdzę że jest do dupy bo aktorzy grają drętwo a poziom intrygi jest dla nastolatka. A serial tak trzyma w napięciu jak sraczka na przystanku.

          A jeśli chcesz przykład polskiego serialu kostiumowego z grą aktorów na najwyższym poziomie to polecam Ci obejrzeć Karierę Nikodema Dyzmy. I był zrobiony za o wiele mniejszą kasę iż “BE” (w przeliczeniu).

  3. Faktycznie podobnie jak Paweł nie zgadzam się z artykułem. Serial miał świetna muzykę słychac było dialogi to rzadkość w polskich filmach. Ponadto nie wiem skąd pochodzi autor artykułu. Akurat klimat Krakowa I Małopolski jest mi nieobcy. I ten klimat austriacki. Chyba piszacy tego nie zauważył. Uważam ,że ten serial jest przełomowy. Ale niestety potomkom z rosyjskiego zaboru to trudno zrozumieć (123 lata zrobiło swoje)

    • “Potomkom rosyjskiego zaboru…”. Dodaj jeszcze lewaków, pedałów, cyklistów, wegan, lemingi. itp. Serial jest przełomowy, bo ktoś dobrze dograł postsynchrony, ma niezłą muzykę, a Kraków przypomina Kraków? To już tak nisko upadliśmy? I tak, jak ktoś wyżej wspomniał mamy na szczęście ten “debilny kosmopolityzm” i możemy się porównywać, nie tylko z “amerykańskim chłamem”. Dzięki temu nie musimy krzyczeć, że zachwyca, jak wcale nie zachwyca.

  4. Typowe polactwo – polak nie zasługuje, polak polskie krytykuje i obsrywa, polak kupi netflixa i zachwyca się amerykańskim chłamem. nk złe, gg złe, fabebook zajebisty, skype zajebisty. Debilny kosmopolityzm!

    • Kupi Netfliksa… porównajmy: Breaking Bed, The Crown, House of Cards, Strange Things, Better Call Saul, The Good Wife vs polskie produkcje tj: Belle Epoque, Na Wspólnej itd…. Cholera! Przecież polskie jest o wiele lepsze! Gdzie ja miałem oczy!!

      • Tylko że porównywać takie rzeczy to może filmowiec, scenarzysta, ktoś kto w ogóle ma pojęcie o temacie. Autor wpisu niewiele go ma. I weź też pod uwagę to, że ktoś może woleć coś nagrywane w Warszawie czy Krakowie – a nie w hamburgerownii. I woli oglądać polskie realia, a nie amerykańskie bzdety. I jeszcze jedno – jakby polacy nie oglądali Na wspólnej albo Ukrytej prawdy to już dawno by tego nie było na antenie. Widocznie ktoś to chce oglądać, co powoduje zajebisty ból dupy Netflixowych kosmopolitów :D Nie mówię że akurat oglądam, bo seriale jakie by nie były są dla mnie stratą czasu – ale takie osobniki jak autor wpisu muszą się pogodzić z faktami. TVN to nie TVP które będzie kręcić M jak Miłość za państwową kasę do 2050 roku, tu jak nie ma oglądalności to spada zramówki

      • Napisałem że nie uznaję czegoś takiego jak serial, i nie oglądam. Tak tylko z boku komentuje, jeden chuj co taki Kotkowski tu napisze – i tak zadecydują słupki oglądalności.

  5. Mnie szczerze bawi wierność epoce. Wszyscy w białych koszulach, marynarki nówka nie śmigane, wykąpani, buty aż świecą. Generalnie w XIX wieku ludzie myli się 3x dziennie, pilnowali uzębienia i co tydzień kupowali nowe ciuchy ;).

  6. nie mam zdania bo nie oglądałem.
    Po recenzji,film zasługuje aby obejrzeć i skonfrontować opinie krytyka ze swoją.
    ale kto normalny ma czas aby oglądać seriale?

  7. Artykuł napisany przez człowieka który wydał książkę która rozeszła się w mniej niż pięciuset egzemplarzach. Zapraszam do pracy w onecie!

  8. Panie Łukaszu,

    Szanuję Pana zdanie do własnej opinii, ale po przeczytaniu tego tekstu mogę tylko powiedzieć, że jest Pan dla mnie zwykły chuj.

    Nie pozdrawiam.

  9. Ile głów tyle pomysłów…mnie się podobał..oboje z mężem oglądaliśmy i będziemy czekać na sezon II…TV oglądamy sporadycznie ..jeśli film to w kinie…seriali unikamy raczej….a Belle Epoque oceniamy pozytywnie..Nie rozumiem dlaczego autor artykułu tak negatywnie się wypowiada..żby jeszcze ze swojego punktu widzenia..ale wkłada owe oceny w usta innych widzów..feee

    • Na studiach miałem zajęcia z profesorem, który powtarzał “prawda” dosłownie co kilka sekund. W ciągu niespełna kwadransa naliczyłem kiedyś kilkadziesiąt (albo i więcej, nie pamiętam dokładnie) przypadków użycia tego słówka, potem przestałem liczyć. :D

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Advertisement

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...