Ostatni sitcom, który potrafił rozbawić, nakręcono 13 lat temu

Felieton/Seriale 12.04.2017
Ostatni sitcom, który potrafił rozbawić, nakręcono 13 lat temu

Ostatni sitcom, który potrafił rozbawić, nakręcono 13 lat temu

Sporo czasu zajęło mi uświadomienie sobie, że tak naprawdę wcale nie lubię sitcomów. 

Sitcom Friends (Przyjaciele) jest prawdopodobnie moim ulubionym serialem, a przy okazji jedną z najzabawniejszych rzeczy, jakie widziałem w swoim życiu. Naprawdę trudno jest mnie rozbawić z perspektywy ekranu, ale Chandler (i reszta paczki) sprawiał, że turlałem się ze śmiechu przed ekranem telewizora.

Sitcom, czyli komedia sytuacyjna, w założeniu ma bawić. I w porządku, rzeczywiście kilka razy śmiałem się jeszcze przy The IT Crowd albo polskim (choć na amerykańskiej licencji) przeboju Miodowe lata.

Niestety zdecydowanie częściej sitcomy po prostu oglądałem w poczuciu relaksującego, ale wcale nie bawiącego, odmóżdżenia.

Na przykład wielki sitcomowy przebój ostatnich lat – How I Met Your Mother. Wprawdzie po ostatnim odcinku serialu przez trzy miesiące musiałem chodzić na psychoterapię, ale podobał mi się ten serial w pierwszych sezonach. Ani razu nie rozbawił mnie tak, jak Przyjaciele, ale lubiłem powiedzonka i teoryjki Barneya Stinsona.

Nigdy po drodze nie było mi z Chuckiem Lorre, który wyprodukował dwie z trzech najpopularniejszych sitcomowych marek ostatnich lat – Two and a Half Man oraz The Big Bang Theory, który – swoją drogą – doczeka się teraz swojego spin-offa. Ten pierwszy nie bawił mnie przesadnie, aczkolwiek obejrzałem go od początku do końca.

Podobnie z drugim – choć zaczynam odczuwać przyjemną ulgę w ostatnich latach, gdy nareszcie zrezygnowano z powtarzania w kółko tego samego żartu o neurotyczności Sheldona i w końcu dopisano mu jakieś ciekawsze zagadnienia fabularne, niż walkę o swoje miejsce na kanapie w każdym odcinku.

Nie cenię przesadnie sitcomów Lorre’a, ale z drugiej strony to ostatnie produkcję, których emisję w czasie antenowym rozmaitych telewizji jestem w stanie zrozumieć. Pod spodem znajduje się jeszcze cała masa sitcomów. Naprawdę – kręcą ich bardzo dużo. Tylko że im towarzyszy takie przedziwne uczucie zażenowania, że w połowie odcinka emitowanego przez Comedy Central lub inną stację, nagle przychodzi wam do głowy refleksja “a, to ja chyba pozmywam”, lub “dawno nie było odkurzane”.

Pamiętam i dobrze wspominam z dzieciństwa Alfa albo Pełną Chatę. Uważam zresztą, że netfliksowa kontynuacja tej ostatniej – Fuller House – wcale nie jest taka “ostatnia” i dobrze wpisuje się zarówno w kontekst sequeli/spin-offów/kontynuacji (nie do końca wiem, który wariant byłby tutaj poprawny), jak i kondycję dzisiejszych sitcomów – nie musi mieć kompleksów na tle rywali. Ale to nigdy nie była karuzela śmiechu.

Tym większy szacunek i uznanie dla scenarzystów oraz ekipy Przyjaciół, którym we właściwym czasie, przez równe 10 sezonów, udało się spotkać w jednym miejscu i – z punktu widzenia telewizji – stworzyć coś unikalnego.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (33)

50 odpowiedzi na “Ostatni sitcom, który potrafił rozbawić, nakręcono 13 lat temu”

  1. Mamy taki sam gust :). Przyjaciół znam na pamięć, oglądam przynajmniej kilka odcinków tygodniowo od wielu lat. Co jakiś czas robię sobie przerwę i znów do nich wracam. HIMYM i BBT były takim lekkim powiewem świeżości ale szybko się znudziły. Oglądanie nowych seriali zawsze kończę po kilku odcinkach. Nic nie jest w stanie mnie przyciągnąć na dłużej. Za to z przyjemnością wracam do klasyków.

  2. W pełni zgoda, ten serial się wybija. Oglądam czasem przez przypadek jakiś odcinek i to jest naprawdę dobre.
    Z innych seriali, które mi się podobały i bawiły – “Episodes”. Zresztą tam też gra Matt LeBlanc :) Samego siebie. Tylko to chyba nie sitcom, ale kogo to obchodzi.

  3. Faktycznie już takich sitcomow nie ma jak kiedyś ale dodałbym jeszcze dwa do tych “dobrych” Scrubs i ewentualnie Cougar Town oba tego samego twórcy/współtwórcy Billa Lawrencea.

  4. Przyjaciele ok. Ale najmocniejsze są bezwzględnie: 3 planeta od słońca oraz Różowe lata 70te. Potem długo nic i przyjaciele, scrubs i inne.

  5. Polecam Parks&Recreation. Pierwszy sezon trzeba znieść (krótko, bo raptem chyba 6 odcinków), ale reszta potrafi rozbawić do łez.
    A dodam, że Przyjaciele to mój ulubiony serial i problem w tym, że Parki również.

  6. serial przyjaciele też są mizerne, a w niektórych sytuacjach sceny są beznadziejnie po latach jak zacząłem oglądać 1 sezon ani razu się nie zaśmiałem ten serial to dno.

  7. That 70s show było zdecydowanie najlepszym sitcomem jaki oglądałem, może dlatego, że bohaterowie byli mi bardziej bliscy wiekiem niż friendsi

    • Tak, to był świetny serial. Poza ostatnimi – bodajże dwoma, a na pewno ostatnim – sezonami gdzie zaczęli mieszać po tym jak Eric Foreman (a raczej aktor go grający) zniknął.

  8. Przyjaciele są ok. Czasami można się co najwyżej uśmiechnąć i nic więcej. Little Britain to jest mój typ. Co prawda nie jest to klasycznie rozumiany sitcom, a raczej zlepek skeczy, ale to właśnie taki humor potrafi mnie solidnie rozbawić. Serial zdecydowanie nie dla każdego, ale jeśli ktoś oglądał i podziela opinię chętnie wybiorę się na piwo/kawę ;)

  9. Akurat wyjątkowo nie lubię tego serialu. Mało co mnie tam śmieszy – przy jego oglądaniu można co najwyżej się od czasu do czasu uśmiechnąć. Nie rozumiem zupełnie fenomenu jaki otacza “Przyjaciół”, tej kultowości. Przeciętny serial.

    A już pierwszych sezonów z początku lat 90tych zupełnie nie sposób dzisiaj oglądać. Za blisko do amerykańskich sitcomów z dekady wcześniejszej.

  10. Też nie rozumiem fenomenu Przyjaciół, taki tam klozetowy humor o dupie Maryni. Nikt tu nie pisze o polskich sitkomach a np. Świat wg Kiepskich niektóre odcinki genialne (zwłaszcza te środkowe bez Waldka).

  11. Też jestem fanem Przyjaciół, jednak zdecydowanie nie powiedziałbym, że to był najśmieszniejszy serial jaki ostatnich 13 lat. Sporo śmieszniejsze są w mojej opinie “Arrested Development” i “It’s always sunny in Philadephia” – te są moje ulubione, ale oprócz nich jest sporo innych dobrych i śmiesznych wg. mnie seriali: 30 rock, Parks and Rec, The office, Workaholics a to tylko przykłady. Polecam rozszerzyć horyzonty, bo chociaż również sentyment do Przyjaciół mam olbrzymi to świat sitcomów się na nim (serialu) nie kończy.

  12. Gusta gustom nierówne. Do Przyjaciół miałem jakieś cztery podejścia i za każdym razem kapitulowałem. W moim subiektywnym rankingu That 70s show biją Przyjaciół na głowę. Niezły był też IT Crowd i pierwsze sezony The Big Bang Theory. Teraz niestety nie jestem na bieżąco, chyba wyrosłem już z sitcomów.

  13. “According to Jim” z mistrzowskim Belushim jest bardzo bardzo dobre.. Jeśli jesteś mężem, ojcem i potrafisz się z siebie śmiać ;-)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...