Czary rzucane batutą. Harry Potter in Concert – relacja Spider’s Web

Relacja/Muzyka 10.04.2017
Czary rzucane batutą. Harry Potter in Concert – relacja Spider’s Web

Harry Potter in Concert dobitnie uświadomił mi jedno – że w filmach o młodym czarodzieju magia zawsze tkwiła w muzyce.

Cykl powieści J.K. Rowling na zawsze pozostanie w moim sercu jako opowieść prawdziwie niezwykła. Nie tylko ze względu na to, że w zasadzie dojrzewałem wraz z bohaterami powieści, lecz ze względu na swoją niebywałą (jak na standardy dzisiejszych powieści młodzieżowych) złożoność, uniwersalność i… co tu dużo mówić – duszę, której mogą jej tylko pozazdrościć rozliczne twory kultury, które w ciągu ostatniej dekady próbowały powtórzyć sukces Harry’ego Pottera.

Koncert odbył się w niemal całkowitej ciemności. Był ekran z filmem i lampki nad nutami.

To właśnie ze względu na tę „duszę” do oryginalnego siedmioksięgu wracam niemalże co roku i aż wstyd mi przyznać, jak wiele razy przeczytałem niektóre części. Jeśli jednak chodzi o filmowe adaptacje… cóż, ujmując rzecz delikatnie, nie darzyłem ich przesadną sympatią.

Przed koncertem wyświetlano na ekranie ciekawostki zza kulis. Zarówno "Kamienia Filozoficznego", jak i trasy koncertowej.

W filmach serii zawsze mi czegoś brakowało. I o ile w pierwszych trzech częściach pewne odstępstwa fabularne można było wybaczyć, tak zmiany scenariuszowe w części czwartek i piątek były już tak głębokie, że części szósta i siódma były co najwyżej marną namiastką książkowego pierwowzoru. Za to ścieżka dźwiękowa do każdej z części… tak, to w nich drzemała prawdziwa magia adaptacji. A szczególnie w pierwszych trzech, do których soundtrack skomponował John Williams.

Sala zapełniała się powoli. Ale gdy już wszyscy się zeszli, była wypchana niemal po brzegi.

Harry Potter in Concert w Ergo Arenie, czyli czarowanie batutą.

Oryginalny soundtrack Johna Williamsa jest jednym z najczęściej odtwarzanych albumów na moim Spotify i nie bez przyczyny. Ta ścieżka dźwiękowa wyniosła najwyżej przeciętny film na zupełnie inny poziom i ostatniej nocy w Ergo Arenie można to było poczuć.

Czym jest Harry Potter in Concert? To ni mniej, ni więcej, jak emisja filmu w towarzystwie ścieżki dźwiękowej granej na żywo przez orkiestrę – w przypadku polskich koncertów temu wyzwaniu we wspaniały sposób podołała Sinfonietta Cracovia.

Nim przejdę do subiektywnych wrażeń z koncertu chciałbym tutaj uhonorować muzyków, odtwarzających ścieżkę dźwiękową, gdyż podołali niemałemu wyzwaniu. Partytura Johna Williamsa to prawdziwy strukturalny potwór, wyciskający ostatnie poty szczególnie z sekcji smyczkowej zawiłymi pasażami, pochodami chromatycznymi i przewspaniałą melodyką.

Nie mniejsze wyzwanie leżało po stronie dyrygenta, który musiał na żywo idealnie zsynchronizować muzykę z obrazem. W tym celu na ekranie tuż przed partyturą widział specjalnie przygotowaną wersję filmu, na której bezpośrednio wyświetlały się informacje o tym, kiedy należy zacząć konkretny utwór.

Żółta belka przemykająca po ekranie sygnalizowała gotowość, zielona rozpoczęcie utworu, zaś czerwona – zakończenie. Nie wątpię, iż wszystkie sekwencje zostały przećwiczone setki razy, ale wystarczyłby jeden minimalny błąd, by synchronizacja z filmem się nie udała. Do tego na szczęście nie doszło i muzycy orkiestry w Ergo Arenie spisali się wzorowo.

Orkiestra podołała. Ergo Arena… niekoniecznie.

Nie pierwszy raz udałem się na koncert do trójmiejskiej Ergo Areny i niestety, nie pierwszy raz miałem wrażenie, że to miejsce nie bardzo lubi się z wydarzeniami muzycznymi.

Najważniejszy moment całego filmu - wieści, że Harry jest czarodziejem.

Siedząc na widowni już któryś raz w ogóle, nie czułem się tak, jak powinienem w czasie koncertu na żywo – porwany dynamiką muzyki, która nie jest dostępna w domowym zaciszu. Nie, brzmienie Ergo Areny jest płaskie, sterylne, do tego dość… ciche.

Dodajmy do tego fakt, że ścieżka dźwiękowa była dość mocno osadzona w miksie (po ludzku – nie dominowała nad narracją filmu) i całemu koncertowi niejako brakowało mocy. Nie czułem potężnego uderzenia orkiestry, które zwykłem czuć choćby w filharmoniach. Ba, jakby nie opuszczać wzroku poniżej ekranu wyświetlającego film, łatwo byłoby zapomnieć, że muzyka grana jest na żywo.

Być może w innych miejscach pod tym względem jest lepiej, ale Ergo Arena, jeżeli chodzi o „efekt wow”, nie zdała egzaminu.

Harry Potter wciąż łączy pokolenia.

Abstrahując od wszelkich technicznych niedostatków, wydarzeniu Harry Potter in Concert nie można odmówić jednego – łączy pokolenia tak, jak lata temu zrobiła to książka i jak do dziś robią to filmy.

Na widowni miałem pełen przekrój demograficzny. I wcale nie było tak, że to np. wnuki zaciągnęły dziadków na koncert. Nie. Widziałem pary w wieku mocno podeszłym. Widziałem młodych zakochanych. Widziałem rodziców z małymi dziećmi. Widziałem młodzież. Ludzi w garniturach i ludzi w dresowych bluzach. Panie w szykownych kreacjach i dziewczyny w totalnie luźnych ubiorach.

Szalik Gryffindoru był częstym widokiem.

Gdzieniegdzie na szyjach wisiały szaliki Domów Hogwartu, tu i ówdzie ktoś nawet przywdział szatę czarodzieja.

Brawo dla tej mamy! To była jedyna tiara na widowni.

Harry Potter, jako opowieść, pomimo dwudziestu lat na karku nadal pozostaje ponadczasowy i ponadpokoleniowy.

W tej historii coś dla siebie znajdzie człowiek zarówno bardzo młody, jak i mający wiele wiosen na karku.

Tę magię ponadpokoleniowości było czuć w powietrzu w Ergo Arenie. I chociażby dlatego warto wybrać się na Harry Potter in Concert – by doświadczyć, jak opowieść o młodym czarodzieju oddziałuje na ludzi niezależnie od ich wieku i statusu społecznego.

Tym, którzy chcą przeżyć to na własnej skórze i są gotowi wydać pieniądze na to, by obejrzeć w gruncie rzeczy przeciętny film w towarzystwie przepięknej muzyki, zostają jeszcze dwa terminy – 11.04 we Wrocławiu i 12.04 w Krakowie.

Potem trasa koncertowa „Kamienia Filozoficznego” zostanie zakończona, ale… przecież cykl ma siedem ksiąg. Dla tych, którzy nie zdążą się wybrać na koncert teraz, mam dobre wieści – „Komnata Tajemnic” zaczyna swój objazd po Polsce już w październiku tego roku, a po niej nastąpią oczywiście kolejne koncerty, przewidziane dla każdej z filmowych części Harry’ego Pottera.

Wydarzenie Harry Potter in Concert polecam przede wszystkim jako wydarzenie społecznościowe. Sposób na to, by raz jeszcze, z rodziną lub przyjaciółmi, dać się porwać magii opowieści o adeptach Hogwartu i niezwykłej muzyce Johna Williamsa.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (12)

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...