Budząca kontrowersje aktorska wersja “Ghost in the Shell” debiutuje w kinach już w tym tygodniu

Budząca kontrowersje aktorska wersja “Ghost in the Shell” debiutuje w kinach już w tym tygodniu

Budząca kontrowersje aktorska wersja “Ghost in the Shell” debiutuje w kinach już w tym tygodniu

Od początku powstawania “Ghost in the Shell”, film Ruperta Sandersa, reżysera, który na swoim koncie ma “Królewnę Śnieżkę i Łowcę”, budzi kontrowersje i ogromne emocje. Produkcję już za moment zobaczymy w polskich kinach i przekonamy się, czy te były uzasadnione. “Ghost in the Shell” swoją premierę ma już w ten piątek, 31 marca 2017 roku.

Podstawą powstania filmu jest japońska manga autorstwa Masamunego Shirowa. Ta powstała na początku lat 90. ubiegłego wieku i do tej pory doczekała się paru adaptacji. Ponad 20 lat temu, bo w 1995 roku, powstało pełnometrażowe anime wyreżyserowane przez Mamoru Oshiiego. W latach 2004, 2006, 2007 i 2008 powstawały kolejne produkcje na podstawie twórczości Shirowa. W 2002 nakręcono również serial oparty o mangę jego autorstwa, a dwa lata później stworzono jego kontynuację.

“Ghost in the Shell” jest jednak pierwszym filmem aktorskim, w którym na warsztat wzięto literacki pierwowzór powstały w Japonii.

I od początku budzi kontrowersje, które związane są – nomen omen – z jego aktorską częścią. Bohaterką “Ghost in the Shell” jest Motoko Kusanagi, dowódca w tajnej organizacji Sekcja 9, której specjalnością jest walka z przestępczością wykorzystującą nowoczesne technologie. Kusanagi jest cyborgiem, a jej umiejętności są nadludzkie – potrafi dokonywać rzeczy, które niedostępne są dla zwykłego człowieka.

W pierwowzorze ta postać jest Azjatką. W aktorskim filmie w główną bohaterkę wciela się jednak biała aktorka – Scarlett Johansson.

Fakt, że Johansson, urodzona w Nowym Jorku i mająca korzenie skandynawskie, żydowskie i polskie nie przypomina aktorki rasy żółtej. W filmie jednak jej charakteryzacja jest na naprawdę świetnym poziomie, co mogliśmy zobaczyć w licznych zwiastunach czy pierwszych pięciu minutach filmu opublikowanych w sieci. Jeśli wziąć jeszcze pod uwagę, że w mandze postaci przedstawiane są jednak inaczej niż wygląda społeczność rasy żółtej i że – przede wszystkim – film jest adaptacją, a co za tym idzie interpretacją literackiego pierwowzoru, zupełnie nie widzę miejsca na jakiekolwiek oburzenia.

Ghost in the Shell

Ale świat kina i literatury, a przede wszystkim fanów popkultury, nie po raz pierwszy znajduje okazję by sobie ponarzekać. Przypomnijmy choćby sytuację dotyczącą serialu Marvel’s “Iron Fist”, gdzie główny bohater, zresztą tak jak jego komiksowy protoplasta, jest biały, ale zna azjatyckie sztuki walki. Część fanów była zbulwersowana tym, że twórcy produkcji obsadzili w roli głównej białego aktora. Tak samo było z potencjalnie czarnym Jamesem Bondem, który nie może być czarny, bo przecież ten bohater w książkach przedstawiony był jako mizogin i rasista, czy czarną Hermioną, która pojawiła się w przedstawieniu na podstawie sztuki z uniwersum Harry’ego Pottera. Tłumaczenia Joanne K. Rowling w tej kwestii wydają mi się nieco pokraczne. Autorka stwierdziła, że nigdy nie określiła jakiej rasy jest Hermiona. To rzeczywiście prawda, choć brak akcentowania jej rasy na tle innych postaci, o których wiadomo było, że są czarne, jest nieco dziwny. Ale przecież nie o to tutaj chodzi.

Żebyśmy się dobrze zrozumieli, bo zaraz ktoś na pewno zauważy te pozorne rozbieżności, jestem po prostu za tym, aby dać swobodę twórcom i aby ci mogli interpretować pewne dzieła popkultury niekoniecznie tak, jak żądają tego fani.

Nie jestem, wbrew pozorom, co pewnie niektórzy wywnioskowali na podstawie wzmianki o czarnym Jamesie Bondzie, za poprawnością polityczną rozumianą w zły sposób. Dla mnie James Bond może być czarny, a Motoko Kusanagi biała, jeśli taka jest wola twórców. Zupełnie nie przeszkadza mi to w odbiorze danej produkcji. Może mi się podobać bądź nie ze względu na aktorskie umiejętności grających w filmie czy serialu, ale daleka jestem od posądzania kogoś o rasizm, bo zamiast Azjatki w jego produkcji wystąpiła Amerykanka.

Oczywiście, w takim podejściu kryje się pewna pułapka. Wybieranie białych aktorów zamiast tych innej rasy i nie uwzględnienie pewnych mniejszości etnicznych może przyczynić się do tego, że ci ostatni nie będą mieli wystarczającej reprezentacji w filmach i w konsekwencji będą w dziełach popkultury przedstawiani stereotypowo. Chodzi jednak o zachowanie zdrowego rozsądku i po prostu niepostrzeganie człowieka przez pryzmat jego koloru skóry i dalej: orientacji, religii czy… sposobu w jaki lubi jeść pizzę.

Fakt, że Scarlett Johansson tłumaczy się właściwie z tego, jaka się urodziła… wydaje mi się po prostu absurdalny.

Niezależnie jednak od tego, jakiej rasy jest aktorka wcielająca się w główną rolę w “Ghost in the Shell” – choć trudno zapomnieć, że to Johansson, bo wygląda rewelacyjnie – mam wrażenie, że szykuje się kawałek naprawdę dobrego kina. Mimo że nie jestem specjalną fanką cyberpunkowego kina, po zobaczeniu jednego ze zwiastunów na wielkim ekranie, stwierdziłam: muszę to zobaczyć!

“Ghost in the Shell” zadebiutuje w polskich kinach już 31 marca.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (13)

49 odpowiedzi na “Budząca kontrowersje aktorska wersja “Ghost in the Shell” debiutuje w kinach już w tym tygodniu”

  1. Byłem, widziałem i niestety z Ghost in the shell został tylko shell, sam ghost gdzieś zniknął wśród efektów specjalnych i bardzo słabej muzyki. Spodziewałem się, że będzie to klasyczny, efekciarski film akcji, ale żeby chociaż muzyka nawiązała choć trochę swoją jakością do pierwowzoru. Niestety nie nawiązała, a puszczenie podczas napisów końcowych ścieżki z oryginału nie wypaliło, zanim można było poczuć klimat mangi 3/4 widzów już ubierała kurtki i wychodziła :(

  2. Dobra ale gdzie te kontrowersje z tytułu? Autor wydumal sobie jakiś problem, że główną aktorka nie jest azjatka, a James Bond czarny i na tej podstawie napisał bloga. Ręce opadają jak się na to patrzy.

  3. Cześć.
    To bodajże najbardziej bezsensowny, niespójny i nie związany z żadną myślą przewodnią wpis, jaki tutaj widziałem.
    Czy myśleliście o tym, aby przestać “wyrabiać normy” narzucane przez SEO-wców i innych?

      • Mmm… Z pewnością wyjdzie to na dobre kołu wzajemnej adoracji. Podobnie jak nie czytanie tekstów przed publikacją.

        Pani Joanno, czy na pewno przeczytała Pani mój komentarz, czy po prostu miała Pani ochotę wybuchnąć, bo ktoś napisał “swoją” prawdę na temat Pani tekstu, która niestety jest inna od Pani prawdy?
        I czy przeczytała Pani swój tekst pod kątem tego, co on wnosi i jak się ma do tytułu nagłówka?
        Ponieważ trochę tekstów (konkursy ogólnopolskie, teksty sprzedażowe, scenariusze rozmów, recenzje, książki, opowiadania, piosenki i takie tam) już napisałem, to na tej podstawie stwierdzam, że chyba nie.
        Moja uwaga była bardzo, bardzo rzeczowa. Tekst nie ma sensu: przeczytałem tytuł, potem tekst w dużej części poświęcony kolorom skóry i stwierdziłem, że jedno z drugim ma wspólną tylko podstronę, na której się znalazły. Tekst jest niespójny: tu manga, tu kolory skóry, tu opinia o tym, co napisała/powiedziała Pani Rowling… A gdzie temat, pytam po raz kolejny? Ostatnia uwaga jest podsumowaniem dwóch pierwszych.

        Być może potrzeba Pani jeszcze nieco lat, a być może doświadczenia lub dystansu do z pewnością wielokrotnie przez Panią słyszanych opinii na temat tego, jak świetnie Pani pisze. Bo bez tego Pani teksty mogą pozostać równie “niedoskonałe” (skoro Pani woli), zaś Pani postawa równie “dyskusyjna”.

        Jeśli to Pani poprawi nastrój, to możecie mnie zbanować. Ja nie stracę. Ale czy to sprawi, że Pani teksty będą lepsze? Czy tylko samouwielbienie będzie większe?

        (Edycja: a między jednym tekstem a drugim naprawdę warto pomyśleć, czy nie pójść na spacer bądź założyć lokatę [zamiast wyrabiać normę w ilości uderzeń o klawiaturę]. Szkoda, że do tej pory nie było podobnych refleksji. Szkoda dla jakości tekstów.)

          • Pani uwagi są nie tyle nie na temat, co już poniżej nie odpowiadającego mi poziomu.
            Życzę dalszego zadowolenia z własnej pracy.

  4. W sumie mogliby nakręcić autorską wersję “Amistad” z samymi białymi aktorami… Uważam, że obsadzenie w większości Murzynów to jest jakiś skandal.
    A tak serio, Bond powinien być biały i koniec. Chociaż aktualne filmy (poza ostatnim może) tak już odpłynęły od literackiego pierwowzoru, że nic by mnie nie zdziwiło.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...