Jak daleko posunie się Remigiusz Mróz, by utrzymać uwagę czytelnika? “Inwigilacja” – recenzja Spider’s Web

Recenzje/Książki 21.03.2017
Nasza ocena:
Jak daleko posunie się Remigiusz Mróz, by utrzymać uwagę czytelnika? “Inwigilacja” – recenzja Spider’s Web

Jak daleko posunie się Remigiusz Mróz, by utrzymać uwagę czytelnika? “Inwigilacja” – recenzja Spider’s Web

“Jak daleko posunie się władza, by chronić obywateli?” – takim pytaniem wita nas okładka nowej powieści Remigiusza Mroza. Odpowiedź na nie znajdziemy przy końcu “Inwigilacji”. Mnie natomiast bardziej interesuje inna kwestia: jak daleko posunie się Remigiusz Mróz, by utrzymać uwagę czytelnika?

“Inwigilacja” to piąta już część przygód Chyłki i Zordona – wziętej prawniczki i jej nieco nieogarniętego podopiecznego, mierzących się z głośnymi, trudnymi sprawami z ramienia kancelarii Żelazny & McVay. W poprzednich częściach mieliśmy już bogaty przekrój (niekoniecznie) czarnych charakterów, począwszy od rasowych gangsterów na Romach skończywszy. Tym razem Kordianowi i Chyłce trafia się jednak sprawa muzułmanina podejrzewanego o planowanie zamachu terrorystycznego.

Sprawa wydaje się z góry przegrana, ale prawniczka podejmuje wyzwanie, licząc na potężne zainteresowanie mediów. Szybko jednak okazuje się, że w przypadku Fahada Al-Jassama nic nie jest takie, jakim się wydaje. Dochodzi więc do tego, że kancelaria Żelazny & McVay zmuszona jest zawrzeć sojusz z konkurencją.

Jakby tego było mało, Joanna Chyłka jest w ciąży, co znacząco wpływa na jej postępowanie, choć ona sama nie chce tego przed sobą przyznać. Nie ma też pojęcia, kto jest ojcem dziecka. Potencjalnych sprawców jest trzech i żadna z perspektyw nie napawa prawniczki optymizmem.

Musicie mi wybaczyć to bardzo pobieżne streszczenie fabuły. Powiedzenie czegokolwiek więcej równałoby się spoilerom, których nie wybaczyli by mi fani prawniczego duetu, tym bardziej, że najnowsza powieść Mroza jest w istocie pełna niejasności, a zakończenie, którym uraczył nas autor, to prawdziwa petarda.

Gwarantuję, że czytając “Inwigilację” będziecie się dobrze bawić. To zdecydowanie najlepsza część z całego, dotychczasowego pięcioksięgu.

Sam pochłonąłem ją za jednym zamachem, bo – w klasycznym, mrozowym stylu – kartki tej książki przewracają się same, a tempo akcji nie pozwala przestać czytać.

“Inwigilacja” utrzymuje szalone tempo poprzednich części.

Remigiuszowi Mrozowi udało się osiągnąć coś, co wielu uznałoby za niemożliwe – pisać thrillery prawnicze jeszcze bardziej angażujące, niż powieści Grishama. Akcja u Mroza ani na moment nie zwalnia, a nawet gdy dochodzi do momentów łapania oddechu, to są one tak krótkie, że nie wytrącają czytelnika z narzuconego przez autora rytmu. Są jak pauzy w zapisie nutowym – nie służą przerwie, lecz wykorzystaniu ciszy jako środka wyrazu.

“Inwigilacja”, jak jej poprzedniczki, to w znakomitej większości jeden wielki dialog. Założę się, że jakby wyciąć wszelkie rozmowy z tej powieści, zostałoby może ze 100 stron czystej narracji. Nie ma w tym jednak absolutnie nic złego, bo to szybkie, cięte wymiany zdań pchają opowieść do przodu w tak szaleńczym tempie.

Przyznaję, momentami debaty Zordona i Chyłki wydają mi się nazbyt… przerysowane i inteligentne. Kto wie, może po prostu nie obracam się w aż tak dobrze wykształconym otoczeniu, by móc przysłuchiwać się podobnym dyskusjom, ale jednak mam wrażenie, że jakby człowiek w każdej chwili starał się być tak błyskotliwy, jak para protagonistów u Mroza, toby się zwyczajnie zmęczył.

Tym niemniej dialogi czyta się świetnie, a Remigiusz Mróz bawi się przy tym słowem w taki sposób, że co chwila na twarzy czytelnika gości uśmiech.

Research utrzymany jest na najwyższym poziomie.

Ogromna pochwała należy się autorowi za dogłębny research opisywanych przez siebie kwestii. To, że doktor prawa potrafi pisać o prawie, to oczywistość. Jednak szczegółowość, z jaką Remigiusz oddaje informacje o innych poruszanych w powieści kwestiach, jest godna podziwu.

Na szczególną uwagę zasługują wszelkie fragmenty traktujące o tytułowej „inwigilacji” i nowych technologiach. Widać, że Remigiusz doskonale wie, o czym pisze. Podobnie rzecz się ma ze stanem wiedzy autora na temat Islamu i Katolicyzmu, o których na kartach “Inwigilacji” poczytamy całkiem sporo. Bardzo się starałem przyłapać Mroza na choćby jednym, drobnym potknięciu, ale poległem sromotnie. Od strony merytorycznej nowym przygodom Chyłki i Zordona nie sposób nic zarzucić, a przynajmniej ja nie znalazłem takiego elementu.

Remigiusz Mróz kolejny raz udowadnia, że potrafi pisać na „medialne” tematy.

Jednym z elementów gigantycznego rynkowego sukcesu cyklu prawniczych thrillerów Mroza jest fakt, iż w niemal każdym przypadku doskonale wpisują się one w aktualne nastroje społeczne. Remigiusz porusza w swoich książkach kwestie, które w rzeczywistości rozpalają debatę publiczną i popychają do skrajności. Można wręcz uznać, że Remigiusz Mróz z premedytacją podejmuje te tematy, które się najzwyczajniej w świecie “sprzedają”.

Nie potrafię jednak zganić za to autora, jak robi to wielu krytyków, nawet jeśli w istocie posunął się do celowego pisania na wybrane tematy, by książki lepiej się niosły. Podejmowanie takich, a nie innych tematów świadczy tylko o tym, że Mróz doskonale rozumie rynek i wie, jak wiele dziś trzeba, aby przykuć uwagę czytelnika. Sądząc po rekordowych wynikach sprzedaży i rzeszy wiernych fanów, strategia dostarczania rynkowi tego, na co jest popyt, przyniosła też podaż. Może więc zarówno ci krytycy, jak i autorzy, którzy mają to Mrozowi za złe, powinni po prostu brać przykład, miast jojczeć, że w Polsce się nie czyta.

Ogromnie żałuję jednak, że nieco brak tym powieściom uniwersalności.

Temat uchodźców i zagrożenia terrorystycznego jest na językach dziś, ale czy będzie równie aktualny za 10 lat? Dążę do tego, że cykl o Chyłce to absolutnie doskonała rozrywka, ale po autorze tego kalibru spodziewam się czegoś więcej. Liczę na oddźwięk. Coś, co zostanie ze mną po dotarciu do końca opowieści. Coś, co sprawi, że będę chciał książkę przeczytać po raz drugi.

“Inwigilacja” niestety nie dała mi ani jednego powodu, by chcieć do niej powrócić. Zapewniła mi kilka godzin świetnej rozrywki, ale też… rozrywki jednorazowej. Nie twierdzę, że to wada. Takie książki też są nam potrzebne. Jednak po znakomitym „Behawioryście” wiem, że Remigiusza Mroza stać na napisanie powieści, przy której czytelnik będzie się nie tylko dobrze bawił, ale która będzie też głębiej rezonować.

Fani będą dreptać w miejscu, czekając na kolejną część.

Sam autor przyznaje, że po zakończeniu “Inwigilacji” chciał pisać dalej. Nie dziwię się. Docierając do końca, zrozumiałem, co czują moje koty, gdy skończą jeść, ale węszą jeszcze dookoła misek w poszukiwaniu kolejnego kęsa. To, co dzieje się na ostatnich kartkach powieści sprawia, że czytelnik chce od razu wiedzieć, jaka będzie kontynuacja.

Na tę przyjdzie nam jeszcze trochę poczekać, bo nim Chyłka i Zordon po raz szósty trafią z ręce czytelników, dostaniemy od Remigiusza Mroza kontynuację politycznego „Wotum Nieufności” i – znając jego tempo pracy – pewnie jeszcze z 5 innych książek w tym roku.

Zasmuconych tą wiadomością mogę pocieszyć tylko w jeden sposób – seria prawniczych thrillerów Remigiusza Mroza trafi niebawem do kin.

Nie znamy jeszcze szczegółów, ale zapowiedź na okładce “Inwigilacji” nie pozostawia żadnych wątpliwości.

Czekając więc na to, by dowiedzieć się, co się stało z Chyłką, możemy umilić sobie czas nie tylko jedną z zyliona powieści Remigiusza, ale też, niebawem, wybrać się do kina i zobaczyć, jak ten przebojowy duet poradzi sobie na wielkim ekranie.

Prawdę mówiąc, sam nie mogę się doczekać.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (11)

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...