Carrie Fisher i jej pamiętnik księżniczki: romans, uzależnienia i wielkie Hollywood – recenzja Spider’s Web

Recenzje/Książki 10.03.2017
Nasza ocena:
Carrie Fisher i jej pamiętnik księżniczki: romans, uzależnienia i wielkie Hollywood – recenzja Spider’s Web

The Princess Diarist to nowa książka zmarłej Carrie Fisher i jej ostatnia próba rozliczenia się z przeszłością i grzechami młodości. Tym razem aktorka i pisarka wspominała okres, w którym kręciła pierwsze Gwiezdne wojny i przeżyła swój pierwszy hollywoodzki romans. Oczywiście wszyscy tę dwójkę o to podejrzewali, ale dopiero na kartach tej książki Fisher tak otwarcie o tamtych wydarzeniach opowiada.

Bardzo długo zbierałem się do przeczytania najnowszej autobiograficznej książki Carrie Fisher. Niedługo po jej premierze aktorka zmarła, a ja pozostałem z uczuciem, że na moim czytniku wgrane są jej ostatnie spisane słowa przed śmiercią. Jak tylko je przeczytam, to zamknę coś więcej niż pewien rozdział – jej kolejnych nowych słów
już więcej nie przeczytam.

Po kilku tygodniach po informacji o jej śmierci wziąłem się do lektury i pochłonąłem The Princess Diarist w jeden wieczór.

Dla osób obeznanych z dziełami literackimi Carrie Fisher formuła jej ostatniej powieści nie powinna być żadnym zaskoczeniem. Kolejne wydawnictwa ociekają humorem i mają zwykle autobiograficzny charakter. Nie inaczej było tym razem. The Princess Diarist pełne jest anegdot, mniej lub bardziej wyszukanych żartów i wspomnień wydarzeń sprzed kilku dekad.

Impulsem dla Carrie do napisania tej książki było odnalezienie jej starych pamiętników, które jakimś cudem nie zaginęły w mrokach dziejów. Fisher postanowiła opowiedzieć o początkach swojej kariery i pokazała jak wyglądał start w Hollywood okiem nastoletniej jeszcze dziewczyny. To było przyczynkiem do opowiedzenia o genezie powstania Odległej Galaktyki.

No i ten romans…

Oczywiście wiele osób podejrzewało, że Carrie Fisher i Harrisona Forda – odtwórcy dwóch z trzech głównych ról w pierwszym epizodzie Star Wars – mieli romans. Takie historie nawet w tamtych czasach nie były czymś
zaskakującym w świecie kina, ale mimo wszystko związek nastolatki z żonatym mężczyzną nie był czymś, czym oboje chcieliby chwalić się publicznie.

Fisher jak sama przyznaje nie do końca wie, jakim cudem doszło do tego romansu. Była zdeterminowana, by uwieść kogoś z Hollywoodu, ale bynajmniej nie chciała, by był to żonaty facet. Sama historia, przynajmniej w jej relacji, brzmi jak nieco odrealniona. Nie chodzi o to, że była jak z bajki – bo do bajki wiele brakowało.

W tygodniu para udawała, że się nie zna, by w weekendy oddawać się miłosnym igraszkom – zazwyczaj w domowym zaciszu.

Znacznie starszy Ford onieśmielał Carrie. Wydawać by się mogło, że to temperamentna kobieta o silnym charakterze, ale z jej relacji wynika, że w młodości była raczej pełna kompleksów. Nie pomagało z pewnością uzależnienie od narkotyków i niezdiagnozowana wtedy jeszcze bipolarność.

Para poznała się tak naprawdę dopiero na imprezie firmowej, gdzie nastoletnia Carrie za namową kolegów o niecnych intencjach przesadziła z alkoholem. Ford stanął w jej obronie i zaoferował się odwieźć ją do domu, a finał tej historii jest taki, jak można było się spodziewać.

Fisher była dość wylewna w opisie ich relacji, a chociaż nie stroniła nigdy od kloacznego humoru, to granicę postawiła przed drzwiami sypialni.

Romans z Fordem stanowi główną treść ostatniej książki Fisher, ale nie przytłoczył jej całkowicie. Carrie zdobyła się na opisanie wielu innych wspomnień, a z uśmiechem na twarzy czytałem rozdział poświęcony uczestnictwu w konwentach i zmieniającemu się podejściu do podpisywania autografów za pieniądze.

Dużym atutem The Princess Diarist jest zawarcie w książce treści pamiętników, które były dla Carrie impulsem do spisania tej opowieści. Umieszczono je też w idealnym momencie – już po opisaniu “mięska”, czyli
romansu Fisher z Harrisonem Fordem, a swoistym epilogiem. Nadało to im kontekstu, ale też nie oderwało od głównej treści

Trudno mi jednak teraz patrzeć na The Princess Diarist w innym kontekście niż śmierci Carrie.

The Princess Diarist to ciekawa lektura dla wszystkich fanów Star Wars. Chociaż przeczytałem już wiele opracowań traktujących o kręceniu Nowej nadziei, to Fisher wygrzebała ze wspomnień mnóstwo informacji i przypowiastek, do których nigdy wcześniej nie dotarłem.

Książkę Fisher kupiłem jeszcze przed jej śmiercią, ale zanim zdążyłem się za nią zabrać gruchnęła wiadomość o śmierci aktorki. W tym kontekście czytanie jej jest dość dziwnym doświadczeniem. Carrie wyjaśniła bowiem, czemu zdecydowała się o tym opowiedzieć.

Nie chciała po prostu, by ta sprawa wyszła na jaw po jej śmierci, kiedy nie mogłaby już opisać swojej wersji tych wydarzeń. Nie mogła sobie raczej zdawać sprawy, że podzieliła się tymi wspomnieniami w niemal w ostatnim możliwym momencie. Tyle dobrego, że udało się jej to zrobić.

Teraz można tylko gdybać, jak wiele rzeczy pozostało niedopowiedzianych i jak wiele interesujących historii Carrie Fisher zabrała ze sobą do grobu…

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...