Suits to serial skończony, przynajmniej w moich oczach – recenzja 6 sezonu

Recenzja/Seriale 06.03.2017
Nasza ocena:
Suits to serial skończony, przynajmniej w moich oczach – recenzja 6 sezonu

Suits to serial skończony, przynajmniej w moich oczach – recenzja 6 sezonu

Suits (W garniturach) się skończył i niestety nie mam tu na myśli tego, że ledwie kilka dni temu obejrzeliśmy ostatni odcinek szóstego sezonu. Skończyła się pewna epoka, w której serial ten był jedną z najlepszych telewizyjnych produkcji.

Doskonale zdaję sobie sprawę, że produkcja USA Network miała swoje wady, ale to, co dzieje się od przynajmniej trzech sezonów, musi przyprawiać fanów serii o mdłości.

Od początku. Przypomnijmy, co było punktem wyjścia dla szóstego sezonu Suits

W poprzednim sezonie (uwaga spoiler – dla tych, którzy nie są na bieżąco) wyszło na jaw, że Mike Ross jest oszustem i musi trafić do więzienia. Po tym, jak wsadzili go za kratki, wydawało się, że mimo przewidywań Mike spędzi w więzieniu więcej, niż jeden odcinek i tak faktycznie było. To był plus. Niestety, jeden z nielicznych.
Mimo wszelkich problemów Mike wyszedł z więzienia bez szwanku i mógł zająć się szukaniem dla siebie nowej drogi w życiu, bo zgodnie z wszelkim pojęciem jako skazaniec nie mógł być przecież prawnikiem.

Mike szukał nowej drogi życia i w trakcie śledzenia jego poszukiwań mieliśmy do czynienia z jedynym wartym uwagi epizodem.

W jednym z odcinków Mike wrócił do swojego mentora i prowadził szkolne zajęcia w zastępstwie innego, ciężko chorego nauczyciela. Z całą pewnością to był moment przełomowy; czułem, że kariera dydaktyczna głównego bohatera może być powiewem świeżości, a Mike niczym Michelle Pfeiffer w Młodych gniewnych zmierzy się z problemami. Niestety…

Życie szybko zweryfikowało moje marzenia, a serial wrócił na swoje tory (czyt. niewłaściwe tory).

Okazało się, że scenarzystom zabrakło jaj i otrzymaliśmy papkę, która pod koniec sezonu była tak ciężkostrawna, że aż niejadalna.

Romanse i relacje osobiste zastąpiły potyczki słowne na sali sądowej. Problemy Pearson Specter Litt zostały zastąpione problemami jednostek. Porzucono wspólne dobro na rzecz realizacji indywidualnych celów i to był gwóźdź do trumny Suits.

Ten serial się skończył i mam kilka argumentów za i tylko jeden przeciwko tej tezie.

Ścieżka dźwiękowa do każdego odcinka 

Muzyka z każdego odcinka mogłaby ukazywać się w wydaniach płytowych jako składanki najlepszych numerów i jestem niemal pewny, że byłyby to jedne z lepiej sprzedających się płyt. Nie bez przyczyny nasz redakcyjny ulubieniec Jakub Kralka stworzył playlistę na Spotify poświęconą opisywanemu serialowi.

Sytuacja zaczęła się jednak zmieniać i w ledwo zakończonym sezonie na palcach jednej ręki można było policzyć kawałki, które wpadają w ucho. Co z resztą widać po tym, że wspomniana playlista już dawno nie była aktualizowana.

Harvey, bohater który stał się chłopcem do bicia

Człowiek niepokonany. Nieustraszony prawnik i postać, której bał się cały Nowy Jork. Przystojny, zawsze elegancki mężczyzna, który z każdej opresji wychodził obronną ręką.

Do czasu. Widocznie twórcom serialu znudziło się (bo widzom znudzić się nie mogło) kreowanie Harveya Spectera na Supermana w garniturze. Najpierw problemy ze stanami lękowymi, później problemy z klientami, aż w końcu bezradność w finale ostatniej serii.

Na pewno nie takiego Harveya chcemy oglądać.

Mistycyzm głównych bohaterów

Nie tylko Harvey stracił swój urok. Litt był najbardziej irytującą postacią każdej serii, ale mimo to budził sympatię. Po zmianach fabularnych nie ma w tym bohaterze już nic, co taką sympatię mogłoby utrzymać.

Mike błyszczał intelektem, Rachel urodą. Katrina robiła kolejne psikusy. Jessica ratowała sytuacje w najmniej spodziewanym momencie i z reguły na ostatnią chwilę.

A dzisiaj? Mike z sezonu na sezon wydaje się wytracać swoją inteligencję. Rachel przestała był słodka i tak urodziwa jak w poprzednich sezonach, a Jessica… Filar najlepszej kancelarii prawniczej w Nowym Jorku postanowił odejść z firmy.

Ale to nie wszystko, bo na koniec doszło morderstwo

Zabili Donnę. Uśmiercili tę postać w formie, jaką znaliśmy z pierwszych sezonów. Donna była święta. Donna była najmądrzejsza i zawsze potrafiła doradzić. W każdym temacie.

Nieważne, jaki problem należało rozwiązać. Jeżeli którykolwiek z bohaterów potrzebował pomocy, mógł liczyć na rudą sekretarkę. Oczywiście Donna popełniała błędy i – podobnie jak główny bohater – była bliska osadzenia w więzieniu, ale jak to bywa w Suits, obyło się bez odsiadki.

W nowym sezonie scenarzyści uznali, że Donna jest postacią nudną i trzeba ubarwić jej historię. Zrobili to na siłę i nigdy im tego nie wybaczę.

Zrobili z Donny odbicie polskiego startupowca. Człowieka bez pojęcia o biznesie, ale marzącego o wielkich pieniądzach. Co z tego wyszło?

Absolutnie nic. Biznes nie wypalił, marzenie sekretarki o tym, by zdobyć świat, spaliły na panewce i raptem kilka odcinków wystarczyło, by w jej życiu wszystko wróciło do normy. Tylko po co komu był ten kompletnie niepotrzebny epizod?

Fabuła stała się nie do zniesienia

Historie opowiadane w serialu zawsze były naiwne i to był główny zarzut przeciwników tej produkcji.

Często, gdy chwaliłem Suits, słyszałem w odpowiedzi: ta, jasne. W ciągu jednej rozmowy rozwiązali kolejny spór sądowy. Niemożliwe.

Może i było to niemożliwe, ale ten serial zawsze miał to “coś”. Suits nigdy nie należało brać na poważnie i taki był jego urok. Urok, który gdzieś przepadł.

I tak naprawdę jedynym co przemawia za tym, że Suits się jednak nie skończył jest fakt, że producenci zapowiedzieli już, że powstanie siódmy sezon. 

Jego premiera odbędzie się 21 czerwca i szczerze mówiąc uważam, że absolutnie nie ma na co czekać.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (23)

63 odpowiedzi na “Suits to serial skończony, przynajmniej w moich oczach – recenzja 6 sezonu”

  1. Przecież ten serial skończył sie na 3 sezonie. Nierealne sytuacje, razem z zakończeniami z dupy.
    Po pierwszym sezonie zrobiła sie z tego telenowela

  2. Gdyby ten serial skończył się na odcinku co mike idzie do paki to ciepło wspominałbym tą produkcje a tak… szkoda klawiatury.

  3. Dobrze jest, może brakuje trochę świeżego powiewu i ultra bystrych dialogów, ale liczę ze wyjdą z tego. Kto nie chce niech nie ogląda.

  4. Moim zdaniem – i tak uważałem już wtedy – suits skończył się gdy Mike poszedł do więzienia. Oczywiście – zapewniło to powiew świeżości i parę ciekawych odcinków, ale tym samym scenarzyści związali sobie ręce, bo jak sam powiedziałeś, po pobycie w więzieniu nie można być prawnikiem.

  5. Nie wiem kiedy serial się dla was skończył, jak dla mnie ten serial to dr house w świecie prawników, i jest bardziej strawny od wspomnianego doktorka. Jedyny minus tego sezonu to egzaltowana dona, a reszta była właśnie świeżym powiewem, który mam nadzieje skończy się częściowo w następnych dwóch sezonach wraz z całą serią. Wracając do słów autora ” a Mike niczym Michelle Pfeiffer w Młodych gniewnych zmierzy się z problemami. Niestety…” proszę być poważnym, szkoda, że Mike niczym w banshee nie zostanie fałszywy policjantem i nie zacznie rozwiązywać z nadmiarem brutalności lokalne konflikty.

  6. Mogę się zgodzić jedynie częściowo. Dla mnie ten serial to przede wszystkim opowieść o przyjaźni, o relacjach. Pod tym względem sezon 6 również jest na plus. Nie zgodzę się również z twierdzeniem, że “Na pewno nie takiego Harveya chcemy oglądać” – otóż wolę właśnie takiego Harveya. Nudziło mnie to, że zawsze wpadał na genialny pomysł, zawsze wygrywał, nieraz po trupach i zawsze był najlepszy. Jego kryzys emocjonalny i trudności, którym nie sprostał w końcu jakoś go uwiarygodniły.
    Natomiast sprawy sądowe to fakt, że od kilku sezonów są mało prawdopodobne a najbardziej zawsze mnie rozśmiesza jak dana osoba dostaje teczkę z pozwem i po rzuceniu okiem na pół sekundy od razu wie co jest w tym dokumencie. Co do Mike’a to też raczej bym wolał, by nie wrócił do palestry, bo nie jest to fair, ale rozumiem, że to serial prawniczy więc ciężko mi sobie wyobrazić w przypadku kontynuacji żeby miał być nauczycielem albo kimś innym. Wtedy serial dopiero straciłby swój pierwotny sens.

  7. A ja powiem to, co zawsze w kontekście Suits – chcecie dobry serial prawniczy to obejrzyjcie The Good Wife. Nie bez powodu to on był nagradzany a nie Suits.

    • The Good Wife też nie wytrzymała ilości sezonów. Schemat: Peter w kłopotach, założenie nowej kancelarii, odejście z nowej do jeszcze nowszej, Peter w kłopotach i tak do ostatniego odcinka :)

      • Dla mnie 6 i 7 to był spadek kondycji, ale też uważam, że serial sam w sobie przewyższa Suits i w najgorszych chwilach był wciąż lepszy niż Suits na początku.

        • A to dobrze wiedzieć – bo jeszcze nie oglądałem Suits i się powoli zabierałem :) Ale jak to takie nie za dobre, to sobie daruję :)

          • On nie jest jakiś zły, jest bardziej lekkostrawny. I ma mniej doskonałych postaci drugoplanowych.

  8. Przecież ten serial od początku był dokładnie taki, jak jest teraz. Może tylko trochę obniżył loty. To my się przyzwyczailiśmy do niego. Nie ma ani jednego serialu, który przy 5-6 sezonach trzymałby poziom do samego końca. Większość seriali kończy się na drugim lub jak dobrze pójdzie trzecim sezonie. House of Cards, Ray Donovan, Shameless, Orphan Black czy nawet Black Mirror. Ciężko o powiew świeżości po 30. odcinkach.

    “Harvey, bohater który stał się chłopcem do bicia

    Człowiek niepokonany. Nieustraszony prawnik i postać, której bał się cały Nowy Jork. Przystojny, zawsze elegancki mężczyzna, który z każdej opresji wychodził obronną ręką.

    Do czasu. Widocznie twórcom serialu znudziło się (bo widzom znudzić się nie mogło) kreowanie Harveya Spectera na Supermana w garniturze. Najpierw problemy ze stanami lękowymi, później problemy z klientami, aż w końcu bezradność w finale ostatniej serii.”

    Przecież w ostatniej scenie 6. sezonu została pokazana ta lepsza strona Harveya. A że mniej efektowna to już inna sprawa. Gdyby nie jego altruizm, nie byłoby Jessiki, a więc i Mike’a w palestrze. To zachowanie odczytałem raczej jako przejaw powrotu do “wielkiego” Harveya.

  9. Ja powiem jedno – serial nadal mi się podoba, ale osobiście nienawidzę producentów za to, że główna “umiejętność” majka została kompletnie zapomniana. Przecież na samym początku to dzięki niej został prawnikiem, to głównie wokół tego kręciły się sprawy/sytuację. Czemu już tego nie ma? Nie wiadomo.

  10. Jedyne co było mega słabe w tym sezonie to motyw z Donną… ten “wynalazek” też był do bani. Ale cały sezon spoko. A opowiedziana historia musiała iść w takim kierunku aby dać możliwość powrotu na prawnicze tory w kolejnym sezonie.
    Z jednej strony autor pisze, że szkoda że Majka nie zostawili przy nauczaniu jak w Młodych Gniewnych, a za chwilę stawia zarzut że serial zamiast na sprawach prawniczych skupiał się na prywatnych historiach bohaterów. No to gdyby go zostawili w tej szkółce niedzielnej to raczej ciężko byłoby wymyślić pomost łączący na sali sądowej kancelarie korporacyjne z nauczaniem w kościele. Więc wg mnie scenarzyści całkiem sprytnie to rozegrali i teraz z kolejnym sezonem mogą startować “od zera”.
    A do wszystkich od “z wyrokiem nie można zostać prawnikiem”… u nas podobno też osoby skazane nie mogą zasiadać na najwyższych państwowych stanowiskach… no chyba, że PAD podpisze jakieś uniewinnionko ;)

  11. Świetny artykuł. Trafiony w punkt. Idealnie oddaje co się stało z tym serialem, który był genialny, ale niestety stał się beznadziejny.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...