Wojna w The Walking Dead nadchodzi wielkimi krokami, czyli recenzujemy s07e10

Recenzja/Seriale 20.02.2017
Nasza ocena:
Wojna w The Walking Dead nadchodzi wielkimi krokami, czyli recenzujemy s07e10

Wojna w The Walking Dead nadchodzi wielkimi krokami, czyli recenzujemy s07e10

Przygotowania do wojny z ze Zbawcami i Neganem nabierają impetu. Rick uśmiechał się pod koniec poprzedniego odcinka The Walking Dead, bo znalazł nowych najlepszych przyjaciół – a przynajmniej tak mu się wydawało.

Pierwsza połowa siódmego sezonu The Walking Dead wymęczyła widzów. Śmierć Glenna i Abrahama z ręki nowego łotra złamała grupę bohaterów, których perypetie w Ameryce opanowanej przez tytułowe Żywe Trupy. Rick Grimes uznał wyższość przerażającego Negana i przez osiem odcinków godził się na dociskanie butem do ziemi.

The Walking Dead S07E10 New Best Friends recenzja

To się wreszcie skończyło, a zbawcy muszą się mieć na baczności.

Negan łamiący wolę Ricka to coś, czego The Walking Dead potrzebowało. Bohaterowie stali się zbyt pewni siebie. Jak tylko poczuli się pewni siebie przyszedł ktoś, kto pokazał im miejsce w szeregu. Z panów świata stali się trybikami w okrutnej machinie zbudowanej na zgliszczach cywilizacji.

Patowa sytuacja ciągnęła się przez osiem odcinków. Z ekranu wręcz wylewał się przygnębiający klimat, gdy obserwowaliśmy jak Rick i spółka są tłamszeni przez samozwańczych Zbawców pustkowi. Pora jednak powiedzieć dość. Serial, w którym główni bohaterowie zostali sprowadzeni do roli popychadła po prostu źle się ogląda.

Negan to nie jest przeciwnik, którego można pokonać w jednym odcinku.

Zbawcy to liczna i dobrze uzbrojona grupa, która przyzwyczaiła się do wyzyskiwania okolicznych osad. Rick wraz z towarzyszami podjęli wreszcie decyzję, by z nimi walczyć, ale Negan wzbudza zbyt duży strach w mieszkańcach osad wybudowanych niedaleko przejętej przez naszych bohaterów Aleksandrii, by się mu otwarcie przeciwstawili.

The Walking Dead S07E10 New Best Friends recenzja

W poprzednim odcinku widzieliśmy, jak fiaskiem zakończyły się negocjacje z przywódcami Hilltop i Królestwa. Gregory i Ezekiel nie są gotowi, by wejść na wojenną ścieżkę z Neganem. Rick spotkał jednak podróżując po pustkowiach grupę uzbrojonych ludzi z innego miejsca, a ponieważ celowali w niego z broni, to się uśmiechnął: znalazł potencjalnych sojuszników.

Oczywiście tym uśmiechem musiał wszystko zapeszyć.

W tym tygodniu okazuje się, że tak jak można było podejrzewać, ci uzbrojeni ludzie nie staną się z miejsca członkami armii Ricka. Wręcz przeciwnie – mają naszym bohaterom wiele do zarzucenia, a Rick jak przywódca zostaje niemal zabity w bardzo nierównej walce.

Nowa społeczność w świecie The Walking Dead nadal pozostaje enigmą, ale mogliśmy na nią przynajmniej rzucić okiem. Ekscentrycznych władców wysypiska śmieci nie przekonała górnolotna przemowa Ricka. Zignorowali jego argumenty i postanowili krwawo zabawić się jego kosztem.

The Walking Dead S07E10 New Best Friends recenzja

Cieszy mnie, że The Walking Dead znów pokazuje nam całą grupę bohaterów.

Odcinki skupiające się na jednej bądź dwóch postaciach były najmniej angażującymi w historii całej serii. Drugi tydzień widzimy odwrót od tego trendu. Mieszkańcy Aleksandrii trzymają się razem, a ich perypetie przeplatają sceny z innych regionów tego pełnego zombie świata.

Po raz pierwszy od dawna widzieliśmy Daryla i Carol w tej samej scenie, a ich ponowne spotkanie było wzruszające – tak samo jak pozyskanie przez Daryla kuszy po tym, jak swoją dawno temu stracił. Mocna była też scena, w której poróżnił się z Richardem, który mógł być jego istotnym sojusznikiem.

The Walking Dead S07E10 New Best Friends recenzja

Dostaliśmy też kolejny powód do tego, żeby nienawidzić zbawców, gdy odwiedzili królestwo i pokazali jego mieszkańcom, kto tutaj naprawdę rządzi.

Jak na razie rozstawienie pionków na szachownicy mi się podoba. The Walking Dead staje się przy tym znacznie bardziej komiksowe i podąża za duchem oryginału, a chociaż rozpisuje własną historię to znacznie mocniej niż jeszcze kilka sezonów temu inspiruje się komiksami Roberta Kirkmana.

Obym tylko nie zapeszył, a kolejne odcinki utrzymały poziom The Walking Dead S07E09 Rock in the Road i S07E10 New Best Friends. Jak na razie jest dużo lepiej niż przez całe osiem odcinków wyemitowanych w zeszłym roku, chociaż ciągle jestem zdania, że za mało tutaj Negana!

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (7)

9 odpowiedzi na “Wojna w The Walking Dead nadchodzi wielkimi krokami, czyli recenzujemy s07e10”

  1. Sporo osób od dłuższego czasu jara się tym serialem. W zasadzie nie wiem dlaczego, bo nie miałem okazji przekonać się czy jest taki dobry.
    Jest szansa, żeby gdzieś go dostaś/oglądnąć od 1 sezonu?

  2. oglądać można na zalukaj, podejrzewam ze na cda też można, co do serialu mi odpowiada. Tematyka post apokaliptycznego świata zombie, do tego dochodzi wielowątkowość, na minus na pewno działa to że w roku kalendarzowym uzbiera się tylko 1 sezon, a więc 1 odcinek średnio oglądamy co 3/5 tygodni, a jak do tego dodamy fakt, że sezon składa się z 4 bardzo dobrych, 2 średnich z 2 no jako tako i reszty zapychających odcinków to szału nie ma. To tak jakby rocznie zjadać 16 jabłuszek. Gdy nie chcemy to choćby z jakiejś konieczności je zjemy, a jak 16 się wyczerpie to czekaj znowu na kolejne transze.
    Jeśli ktoś wacha się czy oglądać twd to proponuję takiej osobie narazie ten serial olać, poczekać do chociażby 10 sezonu i wtedy sobie oglądać, a mówię tak dlatego, że ponad 5 lat temu jak byłem w technikum kumple mówili o twd, ponad 5 lat, a niecałe 7 sezonów. Produkcja ma rozmach ale jest strasznie ograniczona. Jako widz twd czuję się jak wygłodniałe zwierzę, któremu coś od czasu do czasu rzucą. Pozdro

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...