Na Powidoki do kina pójść wypada, ale… – recenzja Spider’s Web

Film 16.01.2017
Na Powidoki do kina pójść wypada, ale… – recenzja Spider’s Web

Na Powidoki do kina pójść wypada, ale… – recenzja Spider’s Web

…nie wyjdziemy z seansu poruszeni ostatnim filmem Mistrza Wajdy. W Powidokach wszystko jest w zasadzie perfekcyjne. Realizacja, kreacje aktorskie, zdjęcia, pieczołowite oddanie realiom historycznym. Tylko scenariusza zabrakło.

Zanim zacznę spisywać swoje wrażenia, muszę się przyznać do jednego. Niestety, moje chamstwo, ignorancja i prostactwo stoją mi na przeszkodzie, by prawdziwie docenić dorobek Mistrza Wajdy, laureata Oskara za całokształt twórczości. Udałem się więc do kina pełen rezerwy i, po prawdzie, niechęci wobec perspektywy spędzenia dwóch godzin na sali kinowej, w której na dobrą sprawę znaleźć się nie chciałem.

O dziwo, wyszedłem z sali kinowej całkiem zadowolony. Nie z uwagi na zawistną satysfakcję, że znowu miałem rację i że Andrzej Wajda bezbłędnym filmowcem jednak nie jest. Na pewno też nie dlatego, że spędziłem w cudowny sposób dwie godziny mojego życia, bo powidoków z Powidoków mieć nie będę. Zły film to jednak z pewnością nie był.

Powidoki docenią fani historii Polski i miłośnicy perfekcyjnej realizacji filmowej.

Bo film jest nakręcony, od strony technicznej, w sposób bezbłędny. Nie mam pojęcia, ile w tym zasługi samego pana Wajdy, a ile powinni sobie przypisać fachowcy, którzy z nim pracowali. Zdjęcia Pawła Edelmana są wręcz perfekcyjne. Kadry, montaż, udźwiękowienie tego filmu to również wysoka, światowa klasa.

Nie inaczej jest z aktorami. Bogusław Linda jest absolutnie bezbłędny. Mimo że trudno o bardziej charakterystycznego polskiego aktora, przez cały film na ekranie nie widzimy pana Lindy, a Władysława Strzemińskiego. Dręczonego przez komunistycznych pachołków artystę, którego duszy złamać im się nie udało aż do samego końca.

Chciałbym tu napisać też równie pochlebną opinię o reszcie obsady. Niestety, nie mogę. Nie dlatego, że jakakolwiek kreacja aktorska była w filmie nieprzekonująca. Wręcz przeciwnie, od samego początku pan Wajda i jego ekipa bardzo umiejętnie przenoszą nas do powojennej Polski i tworzą perfekcyjną, filmową iluzję. Problem leży zupełnie gdzie indziej.

W scenariuszu.

Przy jego braku trudno jakiejkolwiek drugoplanowej postaci się wybić. Film bardzo umiejętnie kreuje swoje tło historyczne, a realiom jest wierny w sposób absolutny. To, jak rządy komunistycznych patałachów walczą ze sztuką, elitą kulturalną i szeroko pojęta inteligencją. Wiem, co piszę, bo na film poszedłem z moją babcią, autorytetem dla mnie w tych kwestiach absolutnym. Ani myślę go podważać i wam też nie radzę.

Jednak jak już wsiąkniemy w to socrealistyczne piekło, jak już przyzwyczaimy się do estetyki dręczonego przez komunizm kraju i zaczniemy się interesować samą opowieścią, którą film ma do opowiedzenia, zdajemy sobie sprawę, że to wszystko jest strasznie… miałkie.

Co więcej, najprawdopodobniej z uwagi na szacunek do postaci, którą film miał portretować, pominięto taktownie te mniej górnolotne fragmenty życiorysu malarza Strzemińskiego. Opowiadając fabułę Powidoków, mam swobodę w spoilowaniu, bo wystarczy zajrzeć do archiwów Internetu (czy innej biblioteki), by z tą historią się zapoznać.

A historia ta brzmi, ta filmowa, mniej więcej, tak. Strzemiński natchnionym artystą był. Niestety, był też nonkomformistą i wierzył w artystyczną wolność twórcy, co jest sprzeczne z komunistyczną doktryną. Ubecja niszczy więc życie Strzemińskiego, który pod wpływem tego dręczenia i nękającej go choroby umiera. Kurtyna w dół.

I nie, nie pominąłem żadnych niuansów.

Nie ma po drodze żadnych rozterek, żadnych punktów zaczepienia. Nie licząc budzącego grozę i odrazę aparatu ówczesnej władzy, bo ten portret jest dużo ciekawszy niż samego Strzemińskiego. Powidoki to przepięknie zrealizowany film. Wspaniała rola Lindy, ze świetnymi zdjęciami, scenografią i wyjątkowo realistycznym, przekonującym wizerunkiem wczesnej komuny.

Niestety, jest to też film pusty w środku. Warto go obejrzeć, to wszak ostatnie dzieło najbardziej utytułowanego polskiego twórcy filmowego. Dzieło poprawne, a nawet niezłe. Do annałów historii kina trafi jednak głównie ze względu na nazwisko szanowanego filmowego artysty. Bez tych nazwisk, Lindy i Wajdy, Powidoki byłyby przez Polskę i świat bardzo szybko zapomniane.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (21)

33 odpowiedzi na “Na Powidoki do kina pójść wypada, ale… – recenzja Spider’s Web”

  1. “Niestety, moje chamstwo, ignorancja i prostactwo stoją mi na przeszkodzie, by prawdziwie docenić dorobek Mistrza Wajdy, laureata Oskara za całokształt twórczości.” – w tym miejscu można spokojnie przestać czytać i uznać, że twój opis będzie skrzywiony:)

    Osobiście uważam, że na film powinno się iść. Nie jest to jakiś pseudo historyczny chłam typu miasto 44, 1910 bitwa warszawska, czy nawet Wołyń, który jest dnem…
    Dlaczego warto iść? “Powidoki to przepięknie zrealizowany film. Wspaniała rola Lindy, ze świetnymi zdjęciami, scenografią i wyjątkowo realistycznym, przekonującym wizerunkiem wczesnej komuny.” – 100 procent prawdy, i tym bardziej warto, bo coraz mniej jest filmów które w ten prawdziwy sposób pokazują ten jeden z najgorszych okresów naszej historii, i Linda faktycznie gra świetnie, zdecydowanie lepiej niż się spodziewałem (w pitbulu to była płytka, nudna, niz nieznacząca postać).

    Większość filmów zostanie zapomnianych i większość jest bardziej napompowanych, a okazują się totalnie pozbawionym sensu chłamem, jak tytuły, które wymieniłem powyżej :)

    • “Nie jest to jakiś pseudo historyczny chłam typu miasto 44, 1910 bitwa warszawska, czy nawet Wołyń, który jest dnem”

      Jeżeli dla Ciebie tematy rzezi wołyńskiej, bitwy o niepodległość Rzeczpospolitej czy wreszcie Powstania Warszawskiego to chłam, to nawet nie wiem jak to skomentować, oprócz pogardy dla twojej osoby.

      • nie napisal ze te tematy to dla niego chlam, tylko filmy. z tych trzech, ogladalem tylko miasto 44 i szczerze mowiac nie zrobil na mnie wrazenia, nudnawy, ale oceniam film, nie powstanie warszawskie i ludzi w nim uczestniczacych

      • I widzisz.. właśnie dlatego jesteś głupi… Oceniasz mnie, dlatego, że ja krytykuję FILMy.
        Widziałeś je chociaż? Pewnie nie, albo masz bardzo spłycony umysł.
        Właśnie dlatego, ze te filmy poruszają niezwykle istotne elementy naszej historii, należało dołożyć wszelkich starań, aby do były filmy dobre, aby każdy kto je obejrzy, wiedział o czym to jest.
        Weźmy na warsztat taki Wołyń, bo najnowszy. W jednym zdaniu mógłbym powiedzieć – film antypolski. Generalnie opowiada historię Polski “przechandlowanej” za krowy, świnie i konia…
        Film jest nakręcony tak, że przedstawia ukraińców jako naród uciśniony, przez bezwzględnych polaków, gdzie wybuch II wojny światowej staje się okazją dla “zniewolonego narodu ukraińskiego” na odzyskanie niepodległości…
        Całej “rzezi” jest tam kilka scen, w których ukraińcy “w imię wolności” zabili kilka osób… TAK WYGLĄDA FILM.
        Nie ma nawet dokładnie nakreślonych ram, kiedy sie zaczyna , kiedy kończy… Nie ma Żadnej informacji, odnośnika to bestialstwa i ogromu wymordowanych polaków, przez ukraińców. Nic nie ma na ten temat i ktoś, kto na temat rzezi wołyńskiej wiedział tyle, że kiedyś była, po tym filmie nie dowie sie nawet, w którym byłą roku…
        Z tego filmu nie można wyciągnąć absolutnie niczego. I właśnie dlatego jest beznadziejnym chłamem, nie dlatego, że temat to chłam (jak w ogóle doszedłeś do tak idiotycznego wniosku), ale dlatego, że film jest krzywdzący dla Polski.

        Obejrzyj sobie teraz genialne kino, jakim jest przełęcz ocalonych… Wchodzisz do kina, nie wiedząc o czym będzie film, wychodzisz i wiedząc wszystko, wszystko wliczając daty, dokładne ramy czasowe, liczbę uratowanych osób, nawet wywiady z osobami które w tym uczestniczyły.

          • Cieszę się, że masz az tak wiele do powiedzenia. Twoja odpowiedź jest niezwykle głęboka i wyczerpująca, doskonale oddaje twój punkt widzenia…

          • Nie wiem jak dyskutować z tak wątłą argumentacją co do Wołynia. A już stawianie obok niego Hacksaw Ridge, dobre kino ale tak odmienne w tonie, sposobie opowiadania, poruszanych problemach, wierności gatunkowym schematom… Jakaś krytyczna paranoja z trollowym zadęciem, chore ideolo z patrzeniem na coś, czego nie ma (“antypolskość”, “krzywdzący dla Polski”).

          • Co z tego, ze odmienne w tonie, skoro jeden jak i drugi ma czegos nauczyc, uswiadomi, przekazac pewna wiedze o konkretnych sytuacjach, czego wolyn nie robi kompletnie, natomiast przelecz ocalonych wrecz doskonale.

            “Jakaś krytyczna paranoja z trollowym zadęciem, chore ideolo z patrzeniem na coś, czego nie ma”- to juz zabrnaes w szalenstwie zbyt daleko. Film jest krzywdzacy dla Polski, natomiast o samej rzezi na Wolyniu, z filmu nie dowiadujemy sie absokutnie niczego.

          • Nie jest krzywdzący dla Polski, dowiaduję się wiele, ale celem filmu Smarzowskiego nie jest edukacja, lecz przywołanie konkretnych emocji, konkretnych wydarzeń w konkretnym miejscu. Ponadto to nie dokument, a film fabularny. Fikcja osadzona w historii.

            “Film ma czegoś nauczyć, uświadomić” – jeśli w ten sposób pojmujesz właściwości sztuki czy ogólnie kultury, to zbliżasz się niebezpiecznie do krzewienia PRL-owskiej propagandy, która na językach miała dokładnie te same wartości. Nie tędy droga. Niby widziałeś “Powidoki”, a nic z postawy Strzemińskiego, jego twórczości nie zrozumiałeś, jakby chodziło wyłącznie o spięcie na linii PRL-Strzemiński. A jednak pada tam wiele bardzo istotnych kwestii odnośnie sztuki i jej roli.

            Kino może uczyć i uświadamiać, lecz nie musi, bo często jest nośnikiem emocji, o których wspominam i to one mogą pomóc w zrozumieniu pewnych problemów. Nie trzeba dogłębnej, dokumentalnej analizy, aby zrozumieć. Film nie musi bazować na tysiącach faktów, nie musi być podbudowany historyczną bibliografią – czasami wystarczy, że działa na wyobraźnię, że zaczynasz pewne mechanizmy czuć, rozumieć je. Jeśli jest w tym wszystkim jakaś zgodność z historią, to jeszcze lepiej, ale na owa zgodność to jedynie element filmu, nie jego podstawa.

          • Problem jest taki, że Wołyń nie działa, nie wywołuje tych emocji. Jest po prostu nudny, opowiada historię Polski latającej od chałupy do chałupy, gdzieś tam w tle wojna i w ciągu jednej nocy zabito kilku polaków…
            Przywołanie jakich wydarzeń? W którym miejscu ktoś, kto nie słyszał o rzezi wołyńskiej dowie się, ze cos takiego miało miejsce? W żadnym…

            “”Film ma czegoś nauczyć, uświadomić” – jeśli w ten sposób pojmujesz właściwości sztuki czy ogólnie kultury, to zbliżasz się niebezpiecznie do krzewienia PRL-owskiej propagandy, która na językach miała dokładnie te same wartości. Nie tędy droga. Niby widziałeś “Powidoki”, a nic z postawy Strzemińskiego, jego twórczości nie zrozumiałeś, jakby chodziło wyłącznie o spięcie na linii PRL-Strzemiński. A jednak pada tam wiele bardzo istotnych kwestii odnośnie sztuki i jej roli.” – uważam, że film, który jest osadzony w prawdziwych realiach, konkretnych ramach czasowych, który powinien przedstawiać wydarzenia, które miały miejcie (a tego nie robi), powinien pokazać ludziom co się wtedy wydarzyło, gdzie dokładnie, kiedy dokładnie, kto to zrobił itd… Przełęcz ocalonych to w zasadzie ten sam gatunek filmowy, tyle że ejst w nim element biograficzny, wiec odnosi się do konkretnej osoby a nie wydarzenia.
            Jeśli będę chciał filmu fikcyjnego, który ma pobudzić emocję, to obejrzę sobie listy do M:) Niestety filmy takie jak Wołyń powstają, bo mogą.
            Jak sma teraz pokazujesz – z tragedii Polskiego narodu, z ludobójstwa robi się… lekki, fikcyjny film. To źle, że tak jest. Można było zrobić podobny film umieszczony w innych ramach czasowych, gdzie jedna wieś przeganiała by i mordowała drugą – efekt byłby ten sam:)

          • ale ja ci mówię, że Wołyń działa, wzrusza i obchodzi. Być może pochodzimy z różnych światów, ale w moim nie znam osoby, której Wołyń nie ruszył w taki czy inny sposób. Ciebie nie obchodzi, nie wywołuje emocji – ok, twoje życie, twoje oglądanie. Popatrz jednak na recenzje, które się pojawiły, opinie, które są obecne w różnych miejscach. Film Smarzowskiego oceniany jest co najmniej dobrze, wiele razy znakomicie, a są również określenia typu “arcydzieło” (i to uzasadnione). Przypadek? Oceny negatywne, taka jak twoja, są w zdecydowanej mniejszości, mają zawsze jakieś podłoże ideologiczne, wylewa się z nich jakaś (polityczna?) gorycz i rozczarowanie, że Smarzowski nie pocisnął po Ukraińcach jak Tarantino po nazistach. Cóż za strata dla sprawiedliwości dziejowej! Ech…
            Jak dla mnie inny kosmos, pomieszanie z poplątanie i niezrozumienie tego, czym film / sztuka / kultura jest i może być. EOT z mojej strony, bo to do niczego nie prowadzi.

          • Widać mam zbyt wysokie oczekiwania, jak na polskie kino, trudno.
            Nikt nie mówi by “cisnąć” po ukraińcach, tylko uświadomić ludziom co sie działo, i nie wiem jakie emocje moze wywoływać tak płytki film pozbawiony fabuły i gry aktorskiej, ale jak słusznie napisałeś – na tym koniec, bo to do niczego nie prowadzi.
            Pozdrawiam

  2. “Bo film jest nakręcony, od strony technicznej, w sposób bezbłędny. Nie
    mam pojęcia, ile w tym zasługi samego pana Wajdy, a ile powinni sobie
    przypisać fachowcy, którzy z nim pracowali. Zdjęcia Pawła Edelmana są
    wręcz perfekcyjne. Kadry, montaż, udźwiękowienie tego filmu to również
    wysoka, światowa klasa.” Uwierz mi Zasługi Reżysera w filmie są nieocenione…zwłaszcza że to reżyser decyduje z kim pracuje.

  3. Ojtam, ojtam…
    Po prostu – Wajda aluzyjnie opowiada, jak ciężkie było *jego* życie w tamtych czasach “socrealistycznego piekła” :)
    Wszyscy powinni zrozumieć, że to *on* cierpiał i był ofiarą ;)
    .
    Ale wracajmy do naszych baranów…
    “W ciągu zaledwie kilku lat znalazł się w czołówce rosyjskiej awangardy, współpracując m.in. z El Lissickim i Aleksandrem Rodczenką. ”
    .
    Oczywiście, Autor o nich nie słyszał…
    “Koncepcja bloku mieszkalnego z przywiązanymi do niego podstawowymi usługami zainspirowała najbardziej radykalne skrzydło awangardy w porewolucyjnej Rosji do stworzenia „domów-komun”. Zachłyśnięcie się zmianami społecznymi doprowadziło do wykrystalizowania poglądów skrajnych. Boris Arwatow pisze w „Lefie” w roku 1923 o romantyzmie komuny, a nie idylli zacisznego gniazda, a El Lissitzky w 1930 roku głosił: Punkt ciężkości przesuną się z intymności i indywidualności na momenty ogólne i na wielość.”
    .
    Socrealizm był – w porównaniu z tym – niczym innym, jak powrotem do normalności…
    Z normalnymi mieszkaniami…
    .
    (Ostatnim podrygiem – nie socrealistycznej – nowoczesności były sławetne budynki w Gdańsku „na Szuwarach”, ze wspólnymi klozetami. Tak, to nie był socrealizm…

  4. Nie zgadzam się ze zdaniem, że nie ma żadnych rozterek i potyczek w filmie. Jedną z nich jest relacja ojciec – córka . Ciekawa scena jest wtedy, gdy Strzemiński malując obraz nie zauważa córki wyprowadzającej się z mieszkania. Na pewno zostały ciekawie pokazane potyczki z komunistami, którzy spychają Strzemińskiego na samo dno z jego wysokiej pozycji przez to, że miał odmienne zdanie w sprawie sztuki i nie chciał malować w stylu socrealistycznym.
    Oglądając recenzje w internecie, dostrzegłem zdanie, jakoby ten film miał być doskonałą opowieścią o życiu Strzemińskiego od narodzin do śmierci razem z wizerunkiem żony. Moim zdaniem jest ona postacią, która tylko w mały sposób oddziałuje na temat filmu, którym jest jak już wspomniałem walka z ustrojem komunistycznym. Uważam jednak, że film mógł być o co najmniej 30 minut dłuższy, ponieważ jednak historia pod koniec jest za bardzo zapędzana, aby zdążyć wszystko pokazać. Na pewno film ten nie będzie zapomniany nie tylko ze względu na nazwiska ale również dlatego, żę historia, którą opowiada jest niesamowicie pasjonująca.

  5. Można dyskutować przyglądać się oceniać i tak dalej , lecz jedno jest pewne – fantastyczny film . W innych komentarzach czytałem ,że jest za doskonały , no cóż można i tak . W prosty sposób zostało pokazane wszystko co trzeba .

    • Kim jest i był Wajda będzie wiedziało znacznie więcej osób niż to kim jest i będzie ta osoba, która wyszła i posłem się zowie.

  6. Genialny film “Powidoki”. Jestem właśnie po seansie. Nie przepadam za kinem polskim, ale parę perełek jest. Film “Powidoki” zalicza się do nich. To dzieło opisuje czasy, które minęły. Jednak nawiązania są wyraźne nawet do czasów obecnych.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Advertisement

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...