“Za niebieskimi drzwiami” to nie polska Narnia. To polska “Gęsia skórka”!

Film 07.11.2016
“Za niebieskimi drzwiami” to nie polska Narnia. To polska “Gęsia skórka”!

“Za niebieskimi drzwiami” to nie polska Narnia. To polska “Gęsia skórka”!

Zabytkowy pensjonat oddalony od świata. Stary, pełen sekretów pokój. No i szafa, przenosząca do zupełnie innej rzeczywistości. Za niebieskimi drzwiami zapowiadało się na polską kalkę hollywoodzkiej Narni. Wyszło coś znacznie, znacznie lepszego.

Na seans szedłem jak na ścięcie. Polskie kino masowe miewa ostatnimi czasy niezwykle zwyżkową formę. “Bogowie”, “Wołyń” czy “Ostatnia rodzina” są tego najlepszymi przykładami. Jeżeli jednak chodzi o kino familijne – cóż, ten obszar lepiej przemilczeć. Polskie produkcje dla dzieci wiele łączy z polskimi komediami – lepiej, gdyby ich po prostu nie było.

“Za niebieskimi drzwiami” całkowicie zrywa z tym trendem.

Produkcja Mariusza Paleja jest wyjątkowa z dwóch powodów. Po pierwsze, ktoś nareszcie podjął się wyniesienia polskiego kina familijnego do współczesnych standardów światowego rynku. Po drugie, polskie dzieło to żadna tam lukrowana bajeczka o wakacyjnych przygodach, ale pełna surrealizmu fantastyka, mieszająca baśń z horrorem.

Za niebieskimi drzwiami posiada oznaczenie wiekowe od 9 lat. Nigdy jednak nie wysłałbym pociechy w takim wieku do kina. Polska produkcja familijna jest zdecydowanie zbyt przerażająca. Niektóre kostiumy są straszne, a choreografia zapożyczona z popularnych azjatyckich filmów grozy.

Temu filmowi znacznie bliżej do popularnej “Gęsiej skórki”, niżeli Narni. Świat zbudowany wokół jeleniogórskiego pensjonatu przypomina jedną z rzeczywistości Tima Burtona. To trochę “Soku z żuka”, szczypta “Edwarda Nożycorękiego”, kawałeczek “Rodziny Adamsów”, fragment “Alicji w Krainie Czarów”.

Połączenie jest zaskakująco przyjemne, ale dla nieco starszego widza. Dla takiego, który jest w stanie przełknąć historie, które nie zawsze kończą się dobrze. Takiego, który rozumie, że życie nie musi być sprawiedliwe, tragiczne przypadki się zdarzają, a rzeczywistość to nie bajka – czasami bywa bajkowa, a czasami wręcz odwrotnie.

“Za niebieskimi drzwiami” żongluje ważkimi tematami i daje solidną lekcję życia.

Dzieci wychodzące z kina mogą mieć wiele trudnych pytań do swoich rodziców. I bardzo dobrze. “Za niebieskimi drzwiami” to solidna szkoła życia, podana dla szkrabów wchodzących w nastoletni wiek. Zgaduję, że właśnie z tego powodu tytuł ma w sobie tak wiele telewizyjnego horroru pokroju “Gęsiej skórki”.

za-niebieskimi-drzwiami

Szkoda tylko, że za myślą przewodnią, wątkami grozy, baśniowymi elementami i morałem nie nadążają efekty specjalne. Za niebieskimi drzwiami może nie odrzuca komputerową technologią, ale na pewno nie prezentuje tej samej jakości, co hollywoodzkie produkcje. Z jednej strony było to do przewidzenia. Z drugiej, warte jest odnotowania.

Biorąc jednak pod uwagę, jak ograniczonym budżetem dysponował Mariusz Palej, ostateczny efekt jest bardzo zadowalający. To świetne, że w produkcji tego typu, będącej u nas na wymarciu, znalazło się miejsce dla Żebrowskiego, Ferency i masy efektów specjalnych.

“Za niebieskimi drzwiami” to bardzo pozytywne zaskoczenie. Chociaż mam silne wrażenie, że z produkcją lepiej będą bawić się wcześni nastolatkowie i dorośli, niżeli małe szkraby.

Dołącz do dyskusji (14)

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...