Najstraszniejsze horrory wszech czasów – TOP 11

Film 31.10.2016
Najstraszniejsze horrory wszech czasów – TOP 11

Najstraszniejsze horrory wszech czasów – TOP 11

Każdy z nas, raz na jakiś czas, potrzebuje pewnej dawki emocji i adrenaliny, stąd też tak wielka popularność horrorów. Nie ma chyba lepszej pory roku na oglądanie posępnych filmów grozy niż smutna i szara aura jesienna. Dlatego też zebrałem horrory wszech czasów. Dominują filmy z lat 70., tak więc dla wielu będzie to, mam nadzieję, ciekawa lekcja (albo przypominajka) z historii strasznych filmów.

Nosferatu –symfonia grozy z 1922 roku

Zacznijmy może od samego poczatku, a konkretnie od filmu “Nosferatu – symfonia grozy”, który uchodzi za jeden z pierwszych horrorów w historii i protoplastę wszystkich filmów o wampirach. Siłą rzeczy, biorąc pod uwagę fakt, iż dzieło F.W. Murnau liczy sobie już prawie 100 (!) lat, nie straszy może tak jak w momencie swojej premiery, ale spróbujmy sobie wyobrazić, jakie musiał wywoływać wrażenie na ludziach, którzy nigdy wcześniej czegoś takiego nie widzieli. A pamiętajmy, że w 1922 roku kino nadal było dla wielu nowinką technologiczną, tak jak, powiedzmy, dziś VR.

Poza tym, nawet oglądając Nosferatu w 2016 roku trudno nie dać się ponieść jego niepokojącej atmosferze grozy. No i Max Schreck wcielający się w pierwszego kinowego wampira był tak sugestywny jak tylko można sobie wyobrazić. W chwili obecnej, ze względu na swój wiek, “Nosferatu – symfonia grozy” należy do tzw. domeny publicznej, co oznacza, że możecie go sobie legalnie obejrzeć, np. na YouTubie, gdzie dostępny jest w całości i to w wersji Blu-ray.

Noc żywych trupów z 1968 roku

Być może niewielu z was zdaje sobie sprawę, ale “Noc żywych trupów” to jeden z najważniejszych filmow w historii horrorów. Nie tylko przedstawił on światu zombie, ale przede wszystkim, przeniósł akcję filmów grozy z murów posępnych zamczysk czy laboratoriów szalonych naukowców na rzecz współczesnych domów, osiedli i przedmieść. W dodatku siłą tego filmu jest jego dojmująca surowość. George Romero miał na niego praktycznie zerowy budżet, stąd też praca kamery uproszczona do poziomu “paradokumentalnego” oraz w dużej mierze improwizowane kreacje aktorów-amatorów.

Tak więc prosty fakt, polegający na braku pieniędzy, w tym wypadku został przekuty w wartość dodatnią, coś co nadało filmowi jego sugestywną atmosferę i poziom realizmu jakiego nikt wcześniej nie widział. Zresztą po latach, w dzisiejszych horrorach należących do pogatunku “found footage” (m.in. “Rec” czy “Paranormal Acitvity”) możemy zobaczyć swoistą kontynuację takiego podejścia, z tymże dziś to już bardziej poza czy sposób na wyróżnienie, podczas gdy u Romero było to podyktowane prozaicznym brakiem pieniędzy. Poza tym, “Noc żywych trupów” to też film, który pod wieloma względami wyprzedzał swoje czasy, zarówno jeśli chodzi o poziom przemocy i brutalności, jak również pod względem komentarza społeczno-rasowego, na jaki sobie wówczas pozwolił.

Teksańska masakra piłą mechaniczną z 1974 roku

“Teksańska masakra piłą mechaniczną” przez wielu uważana jest za najlepszy i najbardziej przerażający horror. Z tym się oczywiście zgadzam. Wielu natomiast pomija fakt, iż jest to też bodajże pierwszy art-house’owy horror w historii. Odkładając na chwilę jego brutalność i przemoc w nim zawartą, film ten wygląda po prostu wspaniale jeśli chodzi o zdjęcia czy kadrowanie. A mimo wszystko w horrorach twórcy nieczęsto przykładają wagę do faktury swoich filmów, bardziej skupiając sie raczej na typowym straszeniu widza i prześciganiu się w wymyślaniu przerażających scen. Oczywiście, takowych w “Teksańskiej masakrze piłą mechaniczną” nie brakuje. To jeden z tych filmów, które się w ogóle nie postarzały, niezmiennie wżerają się w psychikę i zostają w niej na długo po seansie.

Coś z 1982 roku

Ten film, przez wielu niesłusznie wrzucany do szufladki “kino klasy B”, zawiera wszystkie ulubione przeze mnie motywy filmowe w jednym. Jest tu i horror i science-fiction jak i elementy dramatu psychologicznego; genialna muzyka (Ennio Morricone!), niepowtarzalna amtosfera oraz efekty animatroniczne, które wzbiły się na poziom sztuki. Cały koncept filmu jest szalenie prosty, ale zarówno sugestywny jak i szalenie efektowny. Filmowe arcydzieło.

Lśnienie z 1980 roku

Nawet pomimo faktu, iż sam autor książkowego pierwowzoru, Stephen King, nie lubi za bardzo tego filmu, ja osobiście uważam “Lśnienie” w reżyserii Stanleya Kubricka za filmowe arcydzieło, nie tylko gatunku, ale w ogóle. Kubrick był mistrzem obrazów i choć jego filmografia nie jest zbyt obszerna, to zdołał zrobić fenomenalne dzieła w prawie każdym gatunku. Udało mu się to z sci-fi, z komedią, z filmem kostiumowym czy wojennym – udało się też z horrorem. Duża w tym zasługa kapitalnie wymyślonych i skonstruowanych scen (poszczególne kadry filmu wyglądają jak dzieła sztuki) oraz oczywiście niesamowitego Jacka Nicholsona w roli opętanego Jacka Torrence’a. Ilość kultowych scen zawartych w tym filmie, którze przeszły do historii popkultury, świadczy tylko o wyjątkowości “Lśnienia”.

Egorcysta z 1974 roku

Cóż można by dodać na temat jednego z najpopularniejszych horrorów wszech czasów? “Egzorcysta” w swoich czasach przełamywał bariery tabu i przerażał do tego stopnia, że w wielu krajach był zabroniony. Nie przeszkodziło mu to jednak stać sie popkulturowym fenomenem i jednym z najbardziej kasowych filmow w historii kina (biorąc pod uwagę inflację dziś zarobiłby na całym świecie ok. 1,8 miliarda dolarów).

Świt żywych trupów z 1978 roku

“Noc żywych trupów” przyniosła rewolucję do gatunku horrorów i przedstawiła światu zombie, ale to własnie “Świt żywych trupów” (również w reżyserii niezastąpionego George’a Romero) spopularyzował żywe trupy i na stałe wpisał je w światową popkulturę. Ten film to biblia dla wszystkich fanów zombie oraz serialu “Walking Dead” zarazem. A przy okazji szalenie celna metafora konsumpcjonizmu, zgrabnie ukazana poprzez przeniesienie akcji w sam środek centrum handlowego, w którym nagle zaczęły pojawiać sie zombie. Nie wiem jak dla was, ale dla mnie zombie w galeriach handlowych to nawet nie tyle metafora, co spełniona przepowiednia.

Dziecko Rosemary z 1968 roku

Na liście arcydzieł horrorów znajduje się też polski akcent, czyli “Dziecko Rosemary” w reżyserii Romana Polańskiego. To jeden z najważniejszych filmów w historii kina. Po dziś dzień przerabiany jest na studiach filmowch oraz w szkołach na całym świecie. I to nie tylko jako klasyka horroru. “Dziecko Rosemary” to film, który miał ogromy wpływ na amerykańskie kino – głównie thrillery i dramaty psychologiczne. Tak fabularnie jak i formalnie (pod względem konstrukcji fabularnej oraz inscenizacji) stał się punktem odniesienia dla kolejnych pokoleń filmowców.

Omen z 1976 roku

Pomysł na to, by wcieleniem zła uczynić dziecko, czyli istotę kojarzącą nam się ze słabością, niewinnością i potrzebą opieki, był strzałem w dziesiątkę. “Omen” w reżyserii Richarda Donnera po dziś dzień straszy jak mało który film. Oczywiście, gdyby nie grający Damiena Harvey Stevens cały koncept poszedłby do kosza. Chłopak zagrał Antychrysta tak przekonująco i przerażająco sugestywnie, że za każdym razem jak oglądam “Omen” mam ciarki na plechach. Film Donnera rozpoczął trwającą do dziś modę na horrory, których bohaterami są dzieci, jednak żaden z nich nie zbliżył się poziomem wykonania i grozy do “Omena”. Jego kapitalne zdjęcia i muzyka, potęgujące strach w widzu to praktycznie dzieło sztuki samo w sobie.

Nie oglądaj się teraz z 1973 roku

Kto by pomyślał, że wąskie zaułki Wenecji aż tak dobrze spiszą się jako tło do jednego z najlepszych filmow grozy wszech czasów. Piorunujące wrażenie jakie zrobił na mnie “Nie oglądaj się teraz” jest tak duże, że, mieszkając w Wenecji przez kilka miesięcy, miewałem potężne poczucie niepokoju, przechadzając się tamtejszymi zaułkami. Pozornie w tym filmie dzieje się niewiele. Obserwujemy piękne, wysmakowane kadry wspaniała muzyka Pino Donaggio i dajemy się ponieść mrocznej, tajemniczej i niepokojącej atmosferze klaustrofobicznych weneckich uliczek.

Nie oglądaj się teraz to bardziej dramat psychologiczny, opowieść o żałobie po śmierci córki wykorzystujący jedynie motywy i elemetny rodem z horrorów, ale robiący to w taki sposób, że przerażają one o wiele bardziej niż w większości typowych straszaków. W dużej mierze dzięki temu, że tematyka filmu jest na tyle osobista, że łatwo się nam z nią identyfikować.

Halloween z 1978 roku

Era nowoczesnego horroru zaczęła się właśnie od tego filmu. “Halloween” Johna Carpentera ukształtowało pojęcie młodzieżowego straszaka i z miejsca zdobyło sobie miejsce w popkulturze i annałach kina. Wszystkie schematy jakie znacie z takich filmów jak “Koszmar z ulicy wiązów”, “Krzyk” czy “Piątek 13-ego” swoje źródło mają własnie w “Halloween”. O jego wielkości świadczy też fakt, że z biegiem lat “Koszmar z ulicy Wiązów” oraz cała reszta plejady horrorów dla nastolatków z lat 80 i 90, dość mocno się zestarzała i straciła swoją siłę rażenia, podczas gdy “Halloween” pozostaje horrorem ponadczasowym, z prostą, ale wystarczająco spójną historią, zaskakująco dobrymi kreacjami aktorskimi, świetnie zainscenizowanym i wyreżyserowanym. No i nie zapominajmy o Michaelu Myersie, czyli pierwszym z serii kultowych “maskotek-straszycieli”, które wkrótce potem stały się wizytówką każdego nowoczesnego horroru dla nastolatków.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (17)

17 odpowiedzi na “Najstraszniejsze horrory wszech czasów – TOP 11”

  1. Czy to oznacza, że od kilkudziesięciu lat nie powstał naprawdę dobry horror? Tzn. rozumiem, ze to top, ale biorąc pod uwagę rok najmłodszego z zestawienia taki wniosek mi się nasunął.

  2. Kwestia motywacji i osobistych preferencji.
    Bo na przykład dla mnie, bardzo dobrym horrorem jest World War Z. Choćby racji racjonalności, zasadności i realizmu powstania i istnienia zombiaków w tym filmie. Dodatkowo, mimo ONZ-owych herosów klimat beznadziei, poczucia przegranej i upadku świata. Normalnie dobry horror klasy b. Jeden z moich najulubieńszych.

  3. Brakuje tu horrorów azjatyckich: Shutter, Ring, Grudge. Co by nie mówić zapisały się w historii kina. No i Koszmar z Ulicy Wiązów bym też dopisał. i przede wszystkim… GDZIE JEST HELLRAISER?!

    • Dorzucam dwa wilkołacze klasyki: “Skowyt” i “Amerykański Wilkołak w Londynie”. “Suspiria” i sporo od Fulciego z drugiej strony – powalają klimatem.

      Szacun dla autora za “Dawn of the Dead”. Moje TOP 5 wszechczasów ;) Mogłeś wspomnieć w opisie o soundtracku grupy Goblin. Dla mnie 1/4 kultowości dzieła.

  4. Po przeczytaniu książki “Lśnienie”, nie wiem, czego do końca spodziewałem się po filmie, ale niestety totalnie mnie on zawiódł. Kreacja matki była wręcz tragiczna, grała i zachowywała się, jak upośledzona, bez ładu i składu, nie mówiąc już o jej wyglądzie. Fabuła filmu jest jak kiepskie streszczenie i zawężenie do jakichś 10% wątków powyrywanych żywcem z książki. Na dodatek jeszcze ta męcząca muzyka. Nie wiem, może nie zrozumiałem ‘głębi’ tego filmu, ale zawiodłem się po całości.

    “Coś” za to jest rewelacyjny :-) Pamiętam, jak pierwszy raz oglądałem będąc dzieckiem, jeszcze w takiej baaardzo kiepskiej jakości, na przegrywanych po kilkanaście razy kasetach wideo, to był dopiero mega klimat :-) Zrobił na mnie przeogromne wrażenie. Zresztą nadal robi. Poza tym uwielbiam kino SF.

  5. A gdzie “Taniec diabła”?!!! Ja będąc dzieckiem, po obejrzeniu przez miesiąc dochodziłem do siebie. Póżniej powstawały tylko remake tego horroru, nie mniej rówież udane. Sam Raimi miał polot.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...