“Black Mirror” przenosi nas w przeszłość. I nadal potrafi genialnie opowiadać o przyszłości

Seriale 18.10.2016
“Black Mirror” przenosi nas w przeszłość. I nadal potrafi genialnie opowiadać o przyszłości

“Black Mirror” przenosi nas w przeszłość. I nadal potrafi genialnie opowiadać o przyszłości

“Black Mirror” to mistrzowski serial. I na tym w sumie mogłaby się zakończyć recenzja każdego epizodu tej produkcji. Netflix postanowił zreaktywować opowieść o niedalekiej przyszłości. 21 października, czyli już w piątek, w platformie pojawi się sześć nowych odcinków “Black Mirror”. Widziałam już pierwszy z nich i mój zachwyt nie osłabł.

Pierwszy epizod nowej serii “Black Mirror” konfuduje. Właściwie przez większość godzinnego odcinka czekamy na wyjaśnienie sprawy. Próbujemy dowiedzieć się, gdzie jest ta przyszłość, gdzie są te wszystkie niezwykłe technologie, które są przecież nadrzędnym tematem serialu. Każdy epizod “Black Mirror” przenosi nas do niedalekiej przyszłości i pokazuje, jakie zmiany nastąpiły i następują w społeczeństwie, w relacjach międzyludzkich w związku z rozwojem nowych technologii.

W “San Junipero” przenosimy się natomiast do lat 80. XX wieku.

To znaczy… tak nam się wydaje, bo właściwie całkowicie nie możemy być pewni. Może to przyszłość, w której do łask wróciła muzyka, stroje i fryzury rodem z czasów świetności Michaela Jacksona? A może naprawdę jesteśmy w rzeczywistości sprzed kilkudziesięciu lat, bo przecież nikt nie używa telefonów komórkowych, nie ma znaków jakiejkolwiek nowoczesności?

Tytułowe San Junipero jawi nam się więc jako średniej wielkości miejscowość w Stanach Zjednoczonych, gdzieś nad oceanem. Poznajemy życie nocne w mieście i klub, w którym królują rytmy disco i pop. Nasz wzrok przykuwa jedna z głównych bohaterek, Kelly. Kelly jest seksowną i pewną siebie Afroamerykanką, która chce się po prostu dobrze bawić. Zupełnie przypadkowo na jej drodze staje Yorkie, niesmiała dwudziestoparolatka, która ani nie jest przebojowa, ani specjalnie nikogo nie interesuje. Jak wiadomo jednak, przeciwności mają to do siebie, że się przyciągają.

Między kobietami zawiązuje się nić porozumienia…

Black Mirror
“Black Mirror”, odc. “San Junipero”. Na zdjęciu Gugu Mbatha-Raw jako kelly i Mackenzie Davis jako Yorkie

…która doprowadzi je do jednoznacznej sytuacji.

Yorkie i Kelly
Yorkie i Kelly / “Black Mirror”, odc. “San Junipero”

Pierwszy odcinek “Black Mirror” będzie kilkoma tygodniami wyjętymi z życia Yorkie i Kelly. Kiedy między kobietami już wszystko zaczyna się układać, nagle psuje się i właściwie ma się wrażenie, jakby ta relacja miała skończyć się nieodwracalnie. Yorkie jest zagubiona, a jej znikoma pewność siebie zdaje się bezpowrotnie zanikać.

Black Mirror
Zagubiona Yorkie / “Black Mirror”, odc. “San Junipero

Oglądając “San Junipero” mamy wrażenie, że śledzimy historię o miłości. O przywiązaniu i o braku przywiązania. O ludziach, którzy mają inny światopogląd, ale którzy z jakiegoś powodu nie mogą lub nie chcą o sobie całkowicie zapomnieć.

Gdzieś z tyułu głowy zastanawiamy się, jakie będzie rozwiązanie tej zagadki. Bo przecież “Black Mirror” bez technologii nie istnieje. I kiedy już czujemy się naprawdę zdezorientowani, następuje przełom. Twist w pierwszym odcinku jest rewelacyjny i wywraca wszystko zupełnie do góry nogami. Nagle pojawiają się nowe, ważne pytania.

Spokojnie, nie zepsuję wam przyjemności oglądania, zdradzając je.

Powiem tylko jedno – wszystko to, co do tej pory widzieliśmy nabiera głębszego sensu. Wyjaśnia pewne niezrozumiałe zachowania postaci, ich motywacje, które kierują ich poczynaniami. Nagle na całą sprawę możemy i – przede wszystkim – musimy spojrzeć szerzej. Nadal jednak, mimo wielu nowych wątków, możemy powiedzieć, że historia przedstawiona w “San Junipero” jest historią o miłości. O końcu i początku. O tym, co może być wieczne, a co nie powinno być. I kto powinien o tym decydować.

Po pierwszym odcinku “Black Mirror” jestem pozytywnie nakręcona na dalszą część serialu.

Oby kolejne epizody okazały się jeszcze lepsze niż pierwszy. Epizody, które są właściwie pełnoprawnymi filmami, zwłaszcza, że odcinki “Black Mirror” trwają od około godziny do półtorej. Już dziś zobaczę, co nowego jeszcze zgotował nam twórca serialu, Charlie Brooker. Wy musicie poczekać do 21 października, czyli najbliższego piątku. W następnych dniach wypatrujcie kolejnych wpisów o “Black Mirror”. Taki powrót trzeba uczcić!

Zobacz także:

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (5)

5 odpowiedzi na ““Black Mirror” przenosi nas w przeszłość. I nadal potrafi genialnie opowiadać o przyszłości”

  1. Dobrze, że nie psujesz nam nadchodzącej radości z oglądania. To może ja zepsuję swoimi domysłami.

    NIE CZYTAĆ PONIŻSZEGO TEKSTU

    Rzeczywistość wirtualna bazująca na podłączeniu elektroniki bezpośrednio do mózgu, ale co za tym idzie – podłączeniu mózgu bezpośrednio do elektroniki? Co nam to da? Da nam to istny “Matrix”. I w tymże, to znaczy w jego “czarno-lustrzanej” odmianie przyjdzie istnieć obu dziewczynom? Bo obie wybrały akurat “program” z latami 80tymi i tak się przypadkowo spotkały?

    A najlepsze jest to, że ta dziewczyna taka pewna siebie “w matrycy”, jest w rzeczywistości taka jak jej nowa przyjaciółka i odwrotnie. Bo chciały zobaczyć jak to jest. Bo może są jakieś podprogramy wspomagające bycie takim jakim się chce być. Może. Nie wiem. Przypuszczam. Bo jak inaczej wpleść technologię w tą historię? I jak inaczej może zaskoczyć końcówka?

    Morał? Może taki – czy w internecie jesteśmy dokładnie tacy jak w rzeczywistości i jak to się przekłada na nasze późniejsze relacje z innymi gdy z dwóch loginów tworzą się dwie połówki jednej całości, zwane parą?

    Ale to by było zbyt oczywiste. Raczej twórcy nowej odsłony serii “Black Mirror” pójdą inną ścieżką. Tylko jaką w takim razie? Obie dziewczyny to programy komputerowe? Wszak już podobno SI potrafi muzykę tworzyć i scenariusze.

      • Możliwe. I ma sens.

        NIE CZYTAĆ PONIŻSZEGO TEKSTU

        Ale teraz przyszła mi do głowy taka myśl, że jedna z nich jest androidem. Chyba ta nieśmiała czyli Yorkie ale równie dobrze Kelly. A klimat miasta lat 80tych jest dla zmylenia widza, bo jakby pokazali futurystyczne city, to by człowiek prędzej mógł zorientować się, co jest grane. Taki swego rodzaju “Test Turinga”. W odcinku przeprowadzony na jednej z dziewczyn. A przed ekranem – na nas czyli widzach. Jedna z nich. Tylko która? A co jeśli obie?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...