Chyba czas na muzyczną emeryturę. Agnieszka Chylińska “Forever Child”, recenzja sPlay

Muzyka 11.10.2016
Chyba czas na muzyczną emeryturę. Agnieszka Chylińska “Forever Child”, recenzja sPlay

Chyba czas na muzyczną emeryturę. Agnieszka Chylińska “Forever Child”, recenzja sPlay

Najnowsza płyta Agnieszki Chylińskiej ukazała się nagle i niespodziewanie, ale jest to raczej niemiła niespodzianka.

Z pewnością należę do większości słuchaczy, którzy preferowali zdecydowanie bardziej rockowe szaty Chylińskiej. Jej ostry, mocny głos wprost idealnie nadaje się do równie mocnego repertuaru. Ja rozumiem, że wizja komercyjnego sukcesu nie jest łatwa do tego by się jej oprzeć, ale mimo wszystko, wokal Agnieszki jest ostatnim, który nadaje się do szeroko rozumianej muzyki klubowej.

chylinksa_forever_child_plyta

No, ale dobrze, jej życie, jej kariera i jej głos – niech robi z tym co chce. Szkoda tylko, że potencjał ten marnuje w tak dotkliwy sposób.

“Forever Child” to podręcznikowy przykład na to, co jest nie tak z polską muzyką rozrywkową.

Oczywiście na pierwszy plan wychodzi ślepe zapatrzenie na „zachodnie trendy”. Tym co uderza od jej pierwszych taktów, to nadmiernie rozbuchana produkcja (za wielką wodą mówią na to “overproduced”). Brzmi to wszystko tak, jakby za konsoletą usiadł gość, który dopiero stawia swoje pierwsze kroki w branży jako producent i nie mógł się powstrzymać od wykorzystania tych wszystkich muzycznych zabawek jakie dostał do dyspozycji.

Pierwsze trzy utwory to istna katorga. Przeładowane motywami dubstepowymi i kiepskim dance’em.

Ubrane jest to wszystko w tandetne melodie i słabe teksty o trudnych związkach i rozczarowaniach miłosnych. Nie dość, że jest to wtórne, to jeszcze ocieka banałem. Chylińska brzmi tutaj jakby na siłę starała się odmłodzić. Taki kawałek jak Rozpal nadawałby się do repertuaru jakieś 19-latki, a nie 40-letniej wokalistki, matki, kobiety, która wywodzi się z ciężkiego rocka i pół życia spędziła w branży muzycznej i telewizyjnej. Poza tym, jednak taka Rihanna czy Taylor Swift potrafią (no, w sumie nie tyle one, co ich producenci) bardziej wyważyć całość, nie zalewać słuchacza nadmiarem dźwięków, które wpadają jednym uchem i wypadają drugim.

Później jest już trochę lepiej, w singlowym Królowa łez elektronika łączy się z rockowym sznytem; jest całkiem fajna solówka, znośne zwrotki, ale już refren ocieka banałem i słabą melodią. Ten kawałek ma być jak rozumiem ukłonem w stronę rockowych fanów, szkoda tylko, że skomponowany jest na pół gwizdka.

Jeśli już, to bardziej spodobał mi się klubowo-elektroniczny Mona Liza Moich Snów z fajnym rytmem, popwym feelingiem i całkiem niezłym tekstem.

To spokojnie mógłby być pierwszy singiel “Forever Child”. Zostaw też jest dobry. Ma nieptorzebne wstawki elektroniczne i dubstepowe (czy naprawdę znakiem nowoczesności musi być wrzucanie wszędzie dubpstepu, który skończył się już przynajmniej ze trzy lata temu?), ale ma świetny tekst (chcesz za mnie oddych i toczyć moją krew), mocne riffy i trash metalowy ciężar wraz z krzyczanymi wokalami Chylińskiej (takie kawałki jak wół dowodzą, że ona stworzona jest do tej stylistyki).

Fajerwerk to chyba zbyt ewidentny dowód na to, że Agnieszce marzy się kariera Katy Perry czy Taylor Swift. I nie jest to w żadnym razie pochwała.

Jako całość, “Forever Child” to pomieszanie z poplątaniem. Jedni powiedzą, że „eklektyzm”, że Chylińska sięga po różne brzmienia i świadczy to o jej szerokich horyzontach muzycznych, ja jednak uważam, że paradoksalnie świadczy to raczej o jej niedojrzałości muzycznej i o tym, że nie ma w tym wszystkim swojego własnego głosu. Za bardzo ogląda się na muzyczne mody, za bardzo stara się nagrać przebój – dziwi to tym bardziej, że w branży muzycznej jest nie od dziś, jest już dojrzałą kobietą i nie musi zapatrywać się na młodsze koleżanki i kolegów. Myślałem też, że jest na tyle świadomą artystką, że będzie potrafiła okiełznać jakoś skorego do przesady producenta. I że nagra mniej chaotyczną i bardziej spójną płytę, a nie zbieraninę trochę przypadkowych klubowych „hiciorów”. Jednak nie. Prawa podażu i popytu jednak potrafią skutecznie przekonywać.

Na plus dodam, że poza koszmarnymi pierwszymi trzema kawałkami, resztę płyty słucha się nawet bezboleśnie, jest krótka (niecałe 40 minut) i pewnie zagości na klubowych parkietach. W sumie to dziwię się, że nie miała swojej premiery latem, bo to ewidetnie letnia płyta.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (15)

18 odpowiedzi na “Chyba czas na muzyczną emeryturę. Agnieszka Chylińska “Forever Child”, recenzja sPlay”

  1. Pierwszego paragrafu nie da się czytać. wygląda jakby był kilka razy poprawiany, no i błąd logiczny – autor nie jest z nielicznej (sic!) grupy którzy preferują jej rockowe produkcje a w następnym zdaniu uważa że nie nadaje się do klubowego brzmienia. To w końcu do czego się nadaje?

  2. Z całości jedynie dwa utwory wywołały u mnie ciary “Królowa łez” i “Fajerwerk” reszta to dla mnie bełkot, innych może zadowoli,przecież ilu ludzi tyle zdań.Myślę,że ta płyta zrobiona była zbyt chaotycznie takie odnoszę wrażenie nie słyszę spójności słowa – muzyka,tak jakby jedno sobie a drugie sobie. Nie dopełniają się dając uczucie euforii jak to się czuje w hitach,które powodują niemal omdlenia emocjonalne i taką po prostu radość we wnętrzu.Lubię nawet tą kobietę,choć uważam,że dojrzała kobieta i zachowanie małolaty świadczą o jakimś jej wewnętrznym boju i bardzo romantycznej naturze,którą koniecznie chce ukryć za wulgarnymi zachowaniami i brak poczucia własnej wartości,którą ktoś skutecznie podkopał.

  3. Ten madrala,co “zrecenzowal” plyte i sama Chylinska niech przeczyta swoj tekst i sie zastanowi, co tam nabazgral, Pan bezbledny… Hicior recenzyny (moze sobie dac na singla, choc kilka innych polotow jezykowych tez sie nada): jak wol dowodzi. Kurwa! Haruj jak wol, to moze z polskiego choc raz dostaniesz troje z plusem, a nie patrzysz jak wol na malowane wrota w swoj pierwszy elementarz i… nic nie kumasz. Wol, to w koncu wykastrowany samiec bydla. No coz. Wspolczuje Panu Recenzynie. Brzmi to wszystko tak, jakby za klawiatura usiadł gość, który dopiero stawia swoje pierwsze kroki w branży jako Krytyk-Recenzent-Opiniowystawiacz i nie mógł się powstrzymać od wykorzystania tych wszystkich plastikowych przyciskow, jakie dostał do dyspozycji. (Sorry, nie moglam sie powstrzymac, by nie postawic tego przecinka).

  4. Tęsknie za O.n.a,i zespołem sygnowanym jej nazwiskiem: “Chylińska” który spłodził płytę “winna”,ale ma prawo robić co chce,i nikt jej nie zabroni.

  5. “Taki kawałek jak Rozpal nadawałby się do repertuaru jakieś 19-latki, a nie 40-letniej wokalistki, matki,” – moim zdaniem na scenie jest przede wszystkim wokalistką, nie matką. matką jest w domu…

  6. Kiedy pierwszy raz usłyszałam piosenkę “Królowa łez”, to wprost nie mogłam uwierzyć, że taka artystka jak Chylińska stworzyła taką tandetę i dziadostwo. To chyba jej najgorszy utwór, że w ogóle udało się zmieścić taką ilość banału w jednej piosence to prawdziwy cud. I tylko porównać to dziadostwo z ponadczasowymi utworami typu “Koła czasu” czy “Mimo wszystko” – to aż niesamowite, że śpiewa je ta sama osoba.

  7. Ja tam się akurat nie zgadzam z tą opinią, pierwsze dwa kawałki to najlepsze kawałki na płycie, rzeczywiście za dużo na niej miłości i innych bzdetów. Pamiętam jak poszedłem na koncert Rammstein w Łodzi i jako support wystąpił Combichrist, nie miałem pojęcia o chorej elektronicznej muzyce. Elektro dead metal hehe! Nie myślałem, że coś mnie będzie w stanie jeszcze zaskoczyć w muzyce. Chylińska ma stworzony głos do wycia i akurat do elektro poje………….nej muzyki pasuje.

  8. Całkowicie się zgadzam z tą opinią. Słuchając jak wszyscy dookoła pieją z zachwytu nad dojrzałością muzyczną, która dopiero teraz się u Agnieszki objawiła, zaczęłam mieć wrażenie, że chyba to ja mam oklapnięte uszko i po prostu nie jestem jeszcze gotowa, żeby chłonąć ten fenomen oraz zrozumieć głębie tekstów – które według mojej opinii są jak mix Dody i Beaty Kozidrak z nutką elektro i dubstepowego brzmienia. Słuchając “Królowej łez” i “KCACNL” uważam, że do kariery Kate Perry jest jeszcze daleka droga i chyba obrana w złym kierunku a szkoda, słuchając starych mrocznych, ciężkich, rokowych utworów, do których Agnieszka jest absolutnie i bezdyskusyjnie stworzona – ciary po plecach idą.

  9. Ja pierdolę, kiedyś taka muzyka dostałaby 1/10 i pies z kulawą nogą by się nią nie przejmował, dziś jest serio analizowana i odnosi sukces. Wyrzyg. Ta baba to największy koszmar polskiej muzyki, niewazne w jakim wydaniu, o.n.a. to obleśny post grandż a jej solowe wyziewy, no szkoda gadać. Precz z moich oczu, posłuchać od razu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...