Przeczytałem pierwszą książkę z uniwersum WoW. “Illidan” to zdecydowanie nie jest łatwa lektura

Książki 28.09.2016
Przeczytałem pierwszą książkę z uniwersum WoW. “Illidan” to zdecydowanie nie jest łatwa lektura

Od kilkunastu dni gram w World of Warcraft. Pierwszy raz w życiu, pomimo ponad 10 lat obecności tej produkcji na rynku.

Jako fanatyczny zwolennik poszerzania wiedzy o fikcyjnych światach i stojących za nimi historiach, szybko sięgnąłem po szeroko reklamowaną książkę “Illidan”. Ta jeszcze kilka tygodni temu znajdowała się na sklepowej witrynie każdej księgarni, razem z “Durotanem” i “Warcraftem: Początek”.

“Illidan” opowiada historię jednej z najbardziej wyrazistych postaci całego World of Warcraft.

Tytułowy Illidan to postać niejednowymiarowa. Taka, którą osoby po „dobrej stronie mocy” mają za zło wcielone, z kolei demony traktują jako zawziętego rywala oraz obrońcę życia. Pół elf, pół demon jest postacią o szczytnych ideach i przerażających metodach, od którego uczyć mógłby się sam Machiavelli.

Właśnie ze względu na niebanalność (anty)bohatera sięgnąłem po książkę. Mając w pamięci postać Illidana jeszcze ze strategii Warcraft III, byłem ciekaw, co dla tej postaci przygotowali spece z Blizzarda. Jakąż nową przygodę mu sprawili, wypuszczając po go tysiącach lat niewoli spędzonej w elfim więzieniu.

illidan

Niestety, książka to nie gra wideo. Szybko napotkałem na silny opór.

“Illidan” to jedna z gorzej przełożonych publikacji, jakie ostatnimi czasy miałem w rękach. Nagminne literówki, zjedzone znaki i pomyłki formy to w przypadku tej książki powszechna sprawa. Czuć, że ktoś się bardzo spieszył, aby wydać „Illidana” na premierę dodatku Legion do gry World of Warcraft. Misja zakończyła się sukcesem, ale ze szkodą dla samego łowcy demonów.

“Illidan” był dla mnie problematyczny również ze względu na bogactwo nazw własnych. Te zostały odpowiednio przetłumaczone i oddają klimat oraz aurę angielskich oryginałów. Problem polega na tym, że sama gra, w świecie której “Illidan” został silnie osadzony, wciąż pozostaje w języku królów. Dla weteranów gry wideo to pewnie żaden problem. Dla mnie jednak, całkowitego żółtodzioba World of Warcraft, było to niczego sobie wyzwanie.

Siedziałem więc z tymi mapami w języku angielskim, anglojęzyczną Wikipedią poświęconą serii gier, a także książką w polskim przekładzie, strona po stronie zanurzając się w historię wielkiego konfliktu, który niechybnie skończy się zniszczeniem wszystkich ludzi, elfów, krasnoludów, orków, nieumarłych, trolli i innych ras. Oczywiście, o ile nasz (anty)bohater wcześniej nie podejmie żadnych działań.

“Illidan” zdecydowanie nie jest książką dla każdego. To nawet nie jest książka dla doświadczonego czytelnika fantasy.

Publikacja jest pisana tylko i wyłącznie pod fanów gry World of Warcraft. Od samego początku, do samego końca. Ci znajdą tutaj prawdziwe skarby. Cenne zdania o nowych, niespotkanych nigdy wcześniej zagrożeniach, bytach zwiastujących zupełnie nowy wymiar konfliktu, a także ulubionych bohaterów gier wideo. Ci są rozpisani bardzo prosto i bardzo powierzchownie, ale wątpię, aby wielkim fanom World of Warcraft to przeszkadzało.

Książkę trawi ten sam wirus, co film “Warcraft: Początek” – w większości niewyraźne postaci, miałkie pobudki, patetyczne dialogi oraz drewniane interakcje między postaciami. Czyli dokładnie wszystko to, co znajduje się w grze komputerowej. O ile jednak tam zdaje to egzamin, książka i film to zupełnie inne narzędzia ekspresji.

Jeżeli znajdujesz się poza ścisłym kręgiem Warcrafta, jeżeli nie wiesz kim jest Kil’Jaeden, jak wyglądają Nathrezimowie ani gdzie leży Ouland, nazwany tutaj Rubieżą, odpuść sobie. Jeśli jednak posiadasz tego typu wiedzę – oj, bracie łowco, będzie pan zachwycony.

Nie stylem, nie fabułą i na pewno nie opowieścią, ale wiernością względem gry wideo.

Teksty, które musisz przeczytać:

Strażnicy zrewolucjonizowali opowieści o superbohaterach. Nie sądzę, żeby serial HBO powtórzył ten sukces

Prace nad pilotem serialu Watchmen od HBO posuwają się do przodu. Popularność oryginalnego komiksu i gwiazdorska obsada gwarantują, że produkcja całego sezonu zostanie zrealizowana. Strażnicy Alana Moore’a i Dave Gibbonsa przebili balonik superbohaterskich komiksów. Mam jednak wątpliwości, czy to samo jest celem HBO. A skoro tak, to po co robić serial?

Artykuł/Seriale 27.06.2018

Dołącz do dyskusji (8)

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...