Zagraj to jeszcze raz, czyli najlepsze filmy o muzykach

Film 02.09.2016
Zagraj to jeszcze raz, czyli najlepsze filmy o muzykach

Zagraj to jeszcze raz, czyli najlepsze filmy o muzykach

Jeśli kochacie filmy oraz muzykę, to powinniście uwielbiać też i filmy o muzykach. Dobre i ciekawe produkcje tego typu można policzyć na palcach obu rąk, tak więc z okazji kinowej premiery filmu „Miles Davis i ja” postanowiłem zebrać najlepsze znane mi filmy o muzykach właśnie.

Amadeusz z 1984 roku

Zaczynamy z wysokiego C. Film o muzycznym geniuszu wszech czasów jest też i jednym z najlepszych filmów w historii kina. Amadeusz Milosa Formana to niesamowita podróż w głąb muzyki i barwnej osobowości Wolfganga Amadeusza Mozarta (i jego śmiechu, ponoć wiernie odwzorowanego z rzeczywistości).

To także kapitalnie zarysowany od strony psychologicznej portret rywalizacji dwóch osobowości, dwóch wielkich artystów, czyli Mozarta i Salieriego. Tak właściwie, to równie dobrze można uznać, że to właśnie Salieri jest głównym bohaterem tego arcydzieła, a Mozart gra tam postać “tego złego”. W każdym razie, niesamowita muzyka, genialne aktorstwo i porywające sceny sprawiają, że “Amadeusz” nie bez powodu jest klasyką światowego kina.

The Doors z 1991 roku

Oliver Stone swego czasu miał niezłego farta i nosa do tworzenia filmów o największych i najciekawszych postaciach z historii XX wieku. Jedną z nich była biografia Jima Morrisona, czyli kultowego wokalisty i frontmana legendarnej grupy The Doors.  Nawet jeśli, według fanów grupy, film ten odbiega od prawdy, to nie sposób odmówić mu fantastycznych scen żeniących obrazy i muzykę; do tego Val Kilmer, którego nigdy wcześniej nie podejrzewałem o bycie ponadprzeciętnym aktorem, jako Jim Morrison po prostu powala na łopatki.

Film Stone’a, jak mało który pozwala nam wejść w psychikę i emocje muzyka, jego proces twórczy; pokazuje ciemne strony bycia artystą, czyli narcyzm, egocentryzm oraz niezdrową fascynację śmiercią. Pozycja obowiązkowa nie tylko dla fanów The Doors.

Love & Mercy z 2014 roku

Trzymając się ciągle biografii znanych muzyków nie sposób pominąć filmu, który niestety ominął polskie kina. Love & Mercy to opowieść o skomplikowanym życiu i twórczości Briana Wilsona, jednego z członków grupy The Beach Boys.

Niewiele widziałem filmów o muzykach, które tak głęboko i dokładnie potrafiły wejść w proces tworzenia muzyki i pokazały go widzom. W “Love & Mercy” nie brakuje scen, w których Wilson komponuje muzykę, próbuje i wymyśla nowe dźwięki, i potem próbuje nagrywać je w studiu. Pod tym względem to jeden z nielicznych filmów, które zadowolą profesjonalnych muzyków.

Do tego historia Briana Wilsona jest jedną z najbardziej fascynujących. On sam uważany jest za jednego z największych innowatorów w historii muzyki pop, jednak za swój geniusz i wrażliwość zapłacił dość wysoką cenę, jaką były problemy psychiczne – liczne załamania nerwowe, halucynacje czy wstępne fazy schizofreniczne.

Akcja filmu rozgrywa się podczas powstawania “Pet Sounds”, opus magnum Wilsona, który do dziś uważany jest za jeden z najlepszych albumów w historii.

Oto Spinal Tap z 1984 roku

Oto jeden z najbardziej odjechanych i udanych żartów w historii kina. I przy okazji jeden z pierwszych (wówczas) mockumentów, czyli parodii filmów dokumentalnych.

Historia fikcyjnego zespołu heavy metalowego Spinal Tap zawiera w pigułce wszystkie przywary i warte obśmiania schematy rock n’ rolla i muzycznego życia w trasie. Genialnym w swojej prostocie zabiegiem było stworzenie Spinal Tap, w którym można było do woli umieszczać nawiązania do wszelkich wieśniackich zachowań heavymetalowców, jednak bez wskazywania palcem na konkretne osoby (choć oczywiście trudno nie mieć skojarzeń z Def Leppard, Iron Maiden, Ozzy Osbourne’em podczas oglądania).

Ale przy tym wszystkim, “Oto Spinal Tap” to prostu świetna komedia o muzykach, która z biegiem lat tylko i wyłącznie zyskuje na wartości, także historycznej.

Rok diabła z 2002 roku

Zostańmy chwilę w konwencji mockumentu. Jak widać, gatunek ten przypasował mocno muzykom. W 2002 roku, jeden z najlepszych czeskich reżyserów Petr Zelenka zrealizował fikcyjny dokument o prawdziwej postaci, znanym także w Polsce bardzie Jaromirze Nohavicy. Założenie tego filmu jest więc nawet bardziej odjechane i pokrętne niż w przypadku Spinal Tap. W “Roku diabła” fikcja miesza się z rzeczywistością, absurd z realizmem, komedia z dramatem. I to stanowi właśnie o jego niezwykłości.

Control z 2007 roku

Tym razem już prawdziwa biografia prawdziwego muzyka. Ian Curtis, frontman post punkowej grupy Joy Division jest bohaterem świetnego obrazu “Control”. Niewiele filmów o muzykach potrafiło tak dobrze wejść w ich psychikę, bo to w większości bardzo skomplikowane osobowości, pełne sprzecznych emocji, egocentryzmu zmieszanego z kompleksami i stanami depresyjnymi. Taką cenę płaci się za wrażliwość muzyczną, która ma w sobie coś z mistycyzmu i magii, choć trzeba mieć do niej odpowiednie predyspozycje psychiczne.

O tym poniekąd jest właśnie “Control”. Ian Curtis rozdarty był pomiędzy swoimi marzeniami o sławie, a szarym przyziemnym życiu i pracy, której nie znosił. Pomiędzy muzyką, a życiem od wypłaty do wypłaty, za które i tak ledwo starczyło mu na życie. Pomiędzy życiem rodzinnym z żoną i córką, a kochanką. A gdy dołączymy do tego depresję i nadwrażliwość – dostajemy mieszkankę wybuchową.

8 mila z 2002 roku

Współczesna, surowa i szorstka wersja bajki o Kopciuszku zmiksowana z filmem “Rocky”, w wersji rapowej z Eminemem w roli głównej. To opowieść o marzeniach ludzi przygniecionych przez brutalną rzeczywistość. Eminem wciela się tu (o dziwo, bardzo udanie) w chłopaka mieszkającego w starej przyczepie samochodowej razem z matką i młodszą siostrą. Za dnia ciężko pracuje w fabryce, a nocą włóczy się z kumplami po hip-hopowych klubach i bierze udział w rapowej bitwie na słowa, marząc o wielkiej karierze.

Dla fanów hip-hopu pozycja obowiązkowa. A dla całej reszty, po prostu dobre kino.

Whiplash z 2014 roku

Ten film dosłownie miażdży emocjonalnie. To chyba pierwszy obraz, który pokazuje nam jak wygląda praca muzyka (w tym wypadku jazzowego) zza kulis. Muzyka kojarzy nam się z eteryzmem, emocjami, delikatnością i ulotnością, ale często nie zdajemy sobie sprawy z tego, ile potu, łez i krwi (dosłownie!) trzeba wylać, by osiągnąć wielkość i finezję muzycznego geniusza. Treningi muzyków pokazane zostały w tym filmie niemalże jak treningi sportowców.

Whiplash to też w dużej mierze poruszający dramat psychologiczny o tym, jak wiele jesteśmy w stanie poświęcić dla naszych marzeń i pasji.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (9)

9 odpowiedzi na “Zagraj to jeszcze raz, czyli najlepsze filmy o muzykach”

  1. Widziałem większość z nich. Z tym że scenariusz Whiplash to oczywście gruba przesada, choć film zrobiony nieźle.

    Swoją drogą gratuluję autorowi fajnego zestawienia, choć jeszcze kilku istotnych pozycji brakuje.

  2. Ja dodałbym tu jeszcze (nawet to są lepsze filmy niż te co podaliście, oprócz Whiplasha) “Tenacious D: Kostka Przeznaczenia”, “Szkoła Rocka” (w obu filmach gra zajebisty Jack Black) oraz “Gwiazda rocka”, “Bandslam”, “Będzie głośno” czy “Rocker” z 2008 roku. Pozycje obowiązkowe! :)

  3. Whiplash to raczej słaby żart, a nie porządny film. Bez przesady, ale nie mogłem wysiedzieć, taki był fajny. Może i ma jakąś tam głębie, ale kończy się bez większego sensu, a te emocje wykreowane są raczej na podstawie grania na uczuciach prymitywnymi sztuczkami, a nie grze na instrumentach. Jedynie rola Simmonsa zasługuje na uznanie, bo reszta jest, cóż… nijaka?

  4. Tekst traktuje temat TAK BARDZO po macoszemu, że ciężko go w jakikolwiek sposób ocenić. No ale dobra – wróćmy do filmów. Autor pominął chociażby “Ray’a”, nagrodzonego Oscarami, “Airheads” (jeden z pierwszych opartych o fakty filmów o rockmanach), jeśli szukać klasycznych biograficznych filmów, to filmy o Johnym Cashu, czy “Get on up” o Jamesie Brownie. Z filmów fikcyjnych, to choćby “The legend of 1900″… Autor kompletnie nie przyłożył się do tematu, już komentarze więcej wnoszą w tej materii :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...