Ominął cię OFF Festival? Tej muzyki musisz posłuchać!

Muzyka 08.08.2016
Ominął cię OFF Festival? Tej muzyki musisz posłuchać!

Cztery sceny, czasem słońce, czasem deszcz, świetne odkrycia i niemało odwołanych wizyt – tak można podsumować tegoroczny OFF Festival, który odbył się w miniony weekend w Katowicach. I choć w sieci wiele rozżalonych głosów, że The Kills odwołane, GZA też nie wystąpił, Zomby nie dojechał, a ANOHNI jednak się rozchorowała, dla mnie tegoroczny OFF Festival to festiwal miłych muzycznych odkryć, które od dziś będą mi towarzyszyć.

Nie będę nikogo oszukiwać, że cały line-up OFF Festivalu miałam w małym palcu. Trzy czwarte artystów, o ile nie więcej, nigdy nie słyszałam. Ba, nie tyle nie słyszałam ich twórczości, co prawdopodobnie nawet nie zdawałam sobie sprawy z tego, że istnieją. Ale, tak jak powiedziała podczas swojego koncertu Brodka na scenie – właśnie o to chodzi w tym festiwalu. To jest jego magia, że przychodzimy tam, nie znając kompletnie niektórych muzyków i otwieramy się na nowe dźwięki. Tak było i w moim przypadku.

Co więc po OFF-ie będę słuchać?

CLUTCH

Choć nazwa gdzieś obiła mi się o uszy i zespół ma już swoje lata (za parę lat stuknie im trzydziestka), nigdy Clutch nie słuchałam. Trzeba sobie jasno powiedzieć – to nie jest zespół w jakikolwiek sposób wyjątkowy, nie jest to granie jedyne w swoim rodzaju (gdzieś w tłumie usłyszałam nie do końca nieprawdziwe stwierdzenie, że właściwie każdy kawałek brzmi podobnie), ale to właśnie Clutch naładował mnie pozytywną energią, bo to od niego w piątek swoje festiwalowanie zaczęłam. Clutch to zespół pochodzący ze Stanów Zjednoczonych i grający stoner rocka. Mamy tu też heavy metalowe brzmienie, trochę bluesa i alternatywnego rocka. Bardzo przyjemnie się tego słucha, jest moc i energia. Idealne dźwięki, jeśli ktoś chce się wyszaleć. Ale i dla tcyh, którzy nieco mniej zaangażowanie podejdą do tej muzyki, będzie ona dobrym tłem do spotkania z przyjaciółmi, piwkowania czy imprezy przy ognisku. Ja przed Sceną Miasta Muzyki tupałam tylko nóżką.

THE FERAL TREES

The Feral Trees, czyli polsko-amerykańska alternatywna mieszanka jest mi znana od jakiegoś czasu. W ubiegłym roku premierę miał ich pierwszy album studyjny, który przypadł mi do gustu. The Feral Trees to połącznie rocka, folku. To mroczne i przejmujące dźwięki, które najlepiej – tak po prawdzie – brzmiałyby wieczorem. W skład zespołu wchodzi część muzyków z grupy Hidden World, a także wokalistka, Moriah Woods. Posłuchajcie sobie ich kawałka The Desert – usłyszycie tam, bez dwóch zdań, Dolores O’Riordan z The Crainberries. Niesamowita barwa!

RYSY

Pierwsza z dwóch gwiazda sceny T-MOBILE Electronic Beats. RYSY to polski zespół, który również, tak jak The Feral Trees, uświetnił mój poprzedni muzyczny rok. Ich debiutancki album studyjny, “Traveler”, to prawdziwa rewelacja i gratka dla fanów elektronicznych, chilloutowych brzmień. Do tego świetny głos Justyny Święch, jednej druiej zespołu The Dumplings i jesteśmy w domu. RYSY urzekają, odrealniają. Idealnie słucha się ich w zupełnej ciszy, leżąc z zamkniętymi oczami. Choć życzę im, aby koncertowali jak najwięcej, mam dziwne wrażenie, że najlepiej odbiera się ich w pojedynkę, gdy nikt nam nie przeszkadza. Choć nie powiem, że czasem nie chce się przy nich pobujać. I coś drgnie.

BASIA BULAT

O Basi Bulat nie słyszałam absolutnie nic. Kiedy brytyjski zespół Lush pod sceną okazał się zupełnie nie moją stylistyką, udałam się pod Scenę Trójki, by posłuchać tej Kanadyjki o polskich korzeniach. Serce mi urosło! Dźwięki, które usłyszałam przywiodły mi na myśl moją ukochaną Tracy Chapman! Absolutna rewelacja. Ta dziewczyna na scenie jest po prostu świetna. Bezpretensjonalna, nieposkromiona, naturalna, żywiołowa. Jej gatunek to freak folk i to rzeczywiście idealnie ją określa. Cudowne odkrycie, choć jeszcze nie odkrycie wieczoru, bo o tym za chwilę.

JAMBINAI

W tym roku wydali swoją trzecią studyjną płytę. I zachwycili mnie na OFF-ie. Jambinai to koreński zespół i jednocześnie mieszanka post-rocka, metalu i koreańskiego folku. Coś pięknego. W ciemnościach, kiedy człowiek siedzi bądź leży na trawie brzmią wyśmienicie. Jest w nich coś wyjątkowego, coś, co zapiera dech w piersiach. To przejmujące, mocne dźwięki. Zdecydowanie nie przypadną do gustu każdemu, ale na pewno warto dać im szansę. Kolejne odkrycie, ale jeszcze nie miejsce pierwsze.

BRODKA

Nie ma chyba nikogo w Polsce, kto by o Brodce nie słyszał. Jej ostatnia płyta, “Clashes”, która miała swoją premierę w maju tego roku, jest jednocześnie świeża i dojrzała, pełna wrażliwości. Brodka zmienia się, tak jak i jej muzyka. Z dziewczyny przerodziła się w kobietę, która tworzy świadomie. Która dba o każdy szczegół. Na jej koncert przyszło całe mnóstwo osób, które wraz z nią przeżywało “Clashes”. Największe uznanie zdobyło Horses, choć osobiście nie jest to mój ulubiony numer z jej najnowszej płyty (wolę Santa Muerte czy Holy Holes). Cieszy, że Brodka powróciła też do starych numerów – wielkie oklaski za Grandę! Jeśli jeszcze nie słuchaliście jej najnowszej płyty, odpalcie ją dziś wieczorem. Kiedy pozbędziecie się wszystkich obowiązków. Wczujcie się. Warto.

ISLAM CHIPSY

Czekaliście na odkrycie wieczoru? Oto przed wami: Islam Chipsy, prawdziwie najlepszy podwieczorek. Egipcjanie to istna rewelacja tegorocznego OFF-a. Wystąpili dwa razy (pierwszy raz na scenie T-MOBILE Electronic Beats, drugi na Scenie Miasta Muzyki), zastępując jedną z gwiazd, która odwołała swoje przybycie na festiwal i po prostu porwali tłum. Jestem absolutnie zachwycona występem i niezmiernie szczęśliwa, że udało mi się trafić na te dźwięki. To alternatywne brzmienie, połączenie folku z syntezatorami i drum’n’bassem… magia! Po prostu posłuchajcie. Niezpomniane wrażenia.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (2)

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...