Parszywa dwunastka, czyli najlepsze filmy akcji w historii kina

Film 31.07.2016
Parszywa dwunastka, czyli najlepsze filmy akcji w historii kina

Parszywa dwunastka, czyli najlepsze filmy akcji w historii kina

Kino akcji jeszcze niedawno przeżywało swoje chude lata, ale ostatnio z sukcesem powraca do łask widzów. Z okazji premiery filmu “Jason Bourne” przygotowałem zestawienie najlepszych moim zdaniem filmów akcji wszech czasów. 

Szklana pułapka z 1988 roku, reż. John McTiernan

Być może mało kto zdaje sobie sprawę, że perypetie Johna McClaine’a w budynku Nakatomi Plaza, (które obok “Kevina”, są świąteczna telewizyjną tradycją), ale “Szklana pułapka”, to najlepszy film akcji, jaki kiedykolwiek powstał. Począwszy od kapitalnego rozmieszczenia akcji na piętrach wieżowca; genialnego czarnego charakteru (Alan Rickman!), po kultowe teksty (Yippie-Kai-Yay, Motherfucker), a na rewelacyjnym luzaku-twardzielu w wykonaniu Bruce’a Willisa (rola życia) i wirtuozerskich scenach akcji i strzelanin kończąc. Do tego dochodzi fantastycznie budowane napięcie oraz fakt, że główny bohater naprawdę jest śmiertelny i krwawi (a swego czasu w Hollywood nie było to takie oczywiste). Czysta perfekcja.

Terminator 2 z 1991 roku, reż. James Cameron

Podręcznikowy przykład idealnego sequela. Pierwszy “Terminator” to skromny, niskobudżetowy thriller sci-fi, który stał się nieoczekiwanym fenomenem i uczynił gwiazdami zarówno Arnolda Schwarzeneggera jak i reżysera Jamesa Camerona. Część druga powstała 7 lat później, z wyraźnie większym budżetem i większą wprawą Camerona w kręceniu hollywoodzkich widowisk, przez co, “Dzień sądu” po dziś dzień zniewala i wbija w fotel swoim tempem, rozmachem, przełomowymi efektrami specjalnymi i zawrotnymi scenami akcji, które w ogóle się nie zestarzały.

Dzieci Triady z 1992 roku, reż. John Woo

Możnaby książkę napisać o tym, ile Hollywood zawdzięcza inspiracji (głównie wizualnych i związanych z choreografią scen akcji) John’owi Woo. Już jego filmy z lat 80., wyprzedzały swoje czasy i wprawiały w zdumienie pod względem rozmachu i pomysłów formalnych. Swoje opus magnum nakręcił w 1992 roku. “Dzieci Triady” to Woo w absolutnie szczytowej formie i prezentujący w jednym filmie wszystko, co najlepsze w jego stylu. Sceny strzelanin to czysty, zwariowany i krwawy balet przemocy. Nikt nigdy wcześniej nie potrafił wymyslić i nakręcić aż tak dynamicznych i szalonych pojedynków. Do tego Woo sprawnie i świadomie wprowadza techniczne nowinki do produkcji, bawiąc się formą poprzez spowolnienia czasu (prekursor kultowego bullet time) jak również kręcąc, bodajże jako pierwszy, sceny akcji na jednym ujęciu. Ten niezwykle trudny w osiągnięcu efekt, choć nieoczywisty, nadaje akcji jeszcze większej dramaturgii i płynności, przez co oglądanie go gwarantuje o wiele większe emocje.

Obcy 2: Decydujące starcie z 1986 roku, reż. James Cameron

Seria “Obcy” jest jedną z najlepszych w historii kina, nie tylko ze względu na jej walory artystyczne i rozrywkowe, ale również dlatego, że każda z poszczególnych odsłon powstawała pod okiem innego reżysera, przez co odznaczała się odmienną poetyką. I tak, o ile pierwszy “Obcy” to klaustrofobiczny horror w scenografii science-fiction, to już jego kontynuacja zmieniła (a właściwie to rozwinęła) dość mocno ramy gatunkowe i okazała się być filmem akcji pełną gębą. Akcji z ogromną dozą strzelanin, krwi, atmosfery strachu i nieokiełznanego niebezpieczeństwa oraz emocji, z perfekcyjnie rozłożonymi akcentami i do bólu satysfakcjonującym finałem.

Matrix z 1999 roku, reż. Andy i Larry (wówczas) Wachowscy

Gdyby nie wspomniany wyżej John Woo i jego “Dzieci Triady” nie byłoby “Matrixa”, a nawet jeśli by był, to wyglądałby zupełnie inaczej. Jeszcze wówczas bracia Wachowscy całymi garściami czerpiąc z westernów, filmów akcji, anime, filozofii, religii, mitologii oraz właśnie z filmów Johna Woo, upichcili potrawę idealną, perfekcyjnie mieszając składniki i odpowiednio je dozując. Pierwszy “Matrix”, to poza wciągającą i inspirującą do myślenia (co jest rzadkością w tym gatunku) fabułą, zachwycał przede wszystkim przełomową warstwą wizualną, niestandardowymi ujęciami pod nietypowymi kątami, kreatywnym użyciem efektów komputerowych oraz specjalnych, które zmieniły na zawsze kino i sztuki wizualne w ogóle. Bullet time, będący usprawnioną i w pełni dopracowaną wersją tego, co wymyślił John Woo, przeszło do historii, bo robiło kolosalne wrażenie w momencie premiery Matrixa i w sumie robi wrażenie do dziś.

Gorączka z 1995 roku, reż. Michael Mann

Już sam fakt, że po raz pierwszy na jednym ekranie spotkali się dwaj najwięksi żyjący aktorzy (Al Pacino i Robert DeNiro wówczas, gdy nie grali jeszcze hurtowo w takich syfach jak obecnie) kwalifikuje “Gorączkę” jako film wyjątkowy. Ale jest to też obraz przełomowy pod względem podejścia i filmowania scen akcji, skupiający się na szczegółach, precyzyjnej choreografii i logistyce strzelanin oraz surowości obrazu oraz wydźwięku poszczególnych scen. “Gorączka” wprowadziła kino akcji do XXI wieku. To tym filmem w dużej mierze inspirował się Christopher Nolan tworząc “Mrocznego Rycerza”.

Krucjata Bourne’a z 2004 roku, reż. Paul Greengrass

Jeszcze przed Christopherem Nolanem, to właśnie Paul Greengrass z zabierając się za filmy o Jasonie Bourne stworzył pierwszą filmową serię akcji na miarę XXI wieku, która odwoływała się do surowego realizmu. Zamiast pomocy komputerów, większość wybuchowych scen powstała w wyniku pracy techników oraz kaskaderów, a wcześniej w głowie samego Greengrassa. To też jeden z pierwszych filmów, który na taką skalę wprowadził w mainstreamie korzystanie z kamery z ręki w celu jak najwierniejszego oddania realiów pościgów i bijatyk.

Kill Bill vol.1 z 2003 roku, reż. Quentin Tarantino

Tarantino powiedział kiedyś, że najlepszych reżyserów poznaje się po tym, czy i jak potrafią nakręcić film akcji. Taki był też powód, dla którego on sam chciał się sprawdzić w tym gatunku. Od strony reżysera bowiem, dobrze zrobione kino akcji, to ciężka robota, której nie każdy podoła. Najbardziej zachwycające filmy akcji odznaczają się wręcz inżynierską pracą i precyzją podczas ogarniania całej logistyki oraz choreografii. A kręcąc “Kill Billa”, Tarantino udowodnił (także i sobie) że jest fenomenalnym reżyserem. W kategorii widowiska akcji, “Kill Bill” to majstersztyk. Wiadomo, że skoro to film Quentina, to bedziemy mieli do czynienia ze świetnym scenariuszem, mocnymi dialogami i odniesieniami do klasyki kina, w tym wypadku westernów, filmów zemsty oraz przede wszystkim kung-fu, natomiast pod względem konstrukcji i sfilmowania “Kill Bill” po prostu wgniata w fotel, od pierwszych do ostatnich minut. Ukoronowaniem całości jest jatka w Domu Błękitnych Liści, w której pada rekordowa liczba trupów i leją się hektolitry krwi, do tego stopnia, że w wersji kinowej pokazana ona została w czerni i bieli (i nie w całości).

Mad Max 2: Wojownik szos z 1981 roku, reż. George Miller

Oto kolejny przykład idealnego sequela, który w dodatku przebija pod każdym względem oryginał. Drugi “Mad Max” jest jeszcze bardziej szybki, szalony, głośny, brutalny i bezwględny. To dzika jazda bez trzymanki. I co ważne, film ten nadal zachwyca tempem, nawet na tle niedawnego “Mad Max: Na drodze gniewu”, który jest równie szalony i pędzący zwariowaną prędkością.

Kingsman: Tajne służby z 2015 roku, reż. Matthew Vaughn

Ten film był totalnym zaskoczeniem. Pojawił się niewiadomo skąd, totalnie niepozornie, w dodatku z fabułą o szpiegach w garniturach, funkcjonując jako pastisz filmów o Bondzie. Tyle, że szybko okazało się, że jest to zwiariowany, absurdalnie krwawy i brutalny (oraz zabawny) pastisz filmów o Bondzie. Kto by pomyslał, że ubrany w szykowny garnitur Colin Firth, kompletnie niekojarzący się z filmem akcji (mnie on nawet średnio pasował do scen z szybciej jadącym samochodem) okaże się takim madafaką, i to jeszcze robiącym mega rozróby za pomocą swojej… parasolki. A to tylko wstęp. Bo czego tu nie ma! Piękna morderczyni Gazela, z śmiertelnymi ostrzami zamiast stóp, wybuchające głowy, ćwiartowanie ludzi na kawałki no i scena w kościele. Rany boskie! Jak to jest sfilmowane! To, w jaki sposób prowadzona jest kamera podczas tej jatki, to czysta ekwilibrystyka i nowatorska wirtuozeria w jednym.

John Wick z 2014 roku, reż. Chad Stahelski, David Leitch

Kino akcji w ostatnich latach nie miało tak silnej reprezentacji jak przed laty. Gatunek ten trochę zamiera na rzecz wielkich widowisk o superbohaterach, trochę tak jak swego czasu westerny, na rzecz właśnie kina akcji dekady temu. Ale dobrze wiedzieć, że nadal są ludzie, którzy potrafią tchnąć życie w stare, dobre akcyjniaki. To jest właśnie przypadek cudownego “Johna Wicka”. Ależ ten film wspaniale wygląda! Wysmakowane ujęcia, stylowa kolorystyka scenografii, pomieszczeń, kostiumów oraz sceny walk i strzelanin wyglądające jak piękny taniec. Prosta, acz bezpretensjonalna historia, wraz z kapitalnie dobraną ścieżką dźwiękową, idealnie pasowała do tego wizualnego dzieła sztuki.

Rambo 2 z 1985 roku, reż. George P. Cosmatos

Choć druga część “Rambo” nie jest tak dobrym filmem jak pierwsza, to jednak w kategorii czystej akcji, to prawdziwe siódme niebo dla fanów staroszkolnej rozwałki. To niesamowite w jaki sposób Sylvester Stallone potrafił zbudować z prostych schematów równie proste i bezpośrednie postaci, które przeszły do kanonu kina. Czasem aż trudno uwierzyć, że był kiedyś świat bez Rambo. O ile pierwsza odsłona jego historii to w dużej mierze dramat psychologiczny, tak druga to już bez większych ceregieli, ostre i konkretne kino akcji na całego. Niewiele jest filmów z taką ilością strzelanin, wybuchów, pościgów, karabinów, bazook, noży i bitew helikopterami.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (20)

20 odpowiedzi na “Parszywa dwunastka, czyli najlepsze filmy akcji w historii kina”

  1. Arnold zapłakał jak przeczytał, tylko Terminator 2 :) ale że na listę nie załapali się Bruce Lee, Van Damme, Stathama czy Dwayn Johnson musi go cieszyć. Dobrze, że nie ma nic Seagala i Vin Diesela :)

  2. Ale kolega zapomniał napisać że nowa wersja Bonda której cześć 1 i Craig, to mistrzostwo ekranu, a mamy jeszcze 3 części – wgniata w fotel i sprawiła że “mission impossible” to tylko film dla 15 latków.

    • Mission impossible to zawsze był film dla nastolatków :)
      A z nowych Bondów, to Casino Royale i Skyfall bardzo świetne, Spectrum już słabsze, bo wiadomo, że Bond jednak jest niezniszczalny, a Quantum to lekka kiszka…

  3. Do tego pozostaje Łowca Androidów ridley scott to mistrzostwo akcji i naprawdę warty wspomnienia. Ale może jest on bardziej epickim obrazem przyszłości.

    • Moim zdaniem Łowca Androidów nie pasuje to tego zestawienia tak samo jak Czas Apokalipsy, Ojciec Chrzestny czy Władca Pierścieni. Mimo tego, że we wszystkich tych filmach jest dużo akcji.

  4. Jednak nie mówić o Batmanie w nowej odsłonie z genialnym przeciwnikiem w Mrocznym Rycerzu, takich fajnych filmów było wiele, sequele są czasami kiepskie ale czasami naprawdę wgniatają.

    • Mroczny rycerz jest tak genialny, że będąc na premierze w kinie zasnąłem w połowie, a w trakcie drugiego podejścia już w domu – też zasnąłem ;)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...