48 h z Pokémon GO: Już wiem, na czym polega fenomen tej gry

Mobile 22.07.2016
48 h z Pokémon GO: Już wiem, na czym polega fenomen tej gry

I choć pewnie będzie trudno niektórym wytłumaczyć, co jest ekscytującego w łapaniu Zubata, Pidgeya czy Psyducka, Pokémon GO daje tyle radości, co góra prezentów pod choinką albo worek słodyczy na Dzień Dziecka. Ostatnie 48 godzin spędziłam z pokami i zakochałam się w nich bez reszty, choć – przyznam bez bicia – początkowo byłam dość sceptyczna, a trzydziestolatkowie uganiający się za dziwnymi stworkami wywoływali mój śmiech.

Pokémon GO w ostatnich tygodniach stało się światowym hitem. Zewsząd dobiegają nas informacje na temat gry, porad z nią związanych, kwitnącym interesie (e-biznes zawsze budzi moje przerażenie i podziw jednocześnie), urządzeniach mających namierzać pokemony, a także głupocie użytkowników, którzy bez żenady wyciągają telefon w Aushwitz czy giną, ponieważ… akurat próbowali złapać pokemona. Obwinianie gry czy twórców gry o takie przypadki – umówmy się, że nikt nie nanosił na mapę każdego pokemona, ani nie pcha pod koła samochodu żadnego nastolatka, będącego na tropie Pikachu – to czysta głupota. Dobrze ktoś to ujął w liście otwartym, broniącym Pokémon GO – czytając “Magazyn Wędkarski” na ulicy, też można skończyć tragicznie. No, ale o tym się nie mówi i na pewno nie dostanie się za to Nagrody Darwina.

Z Pokémon GO jest inaczej. Gra budzi wiele emocji i kontrowersji.

Przede wszystkim dlatego, że to Pokemony, które od dwudziestu lat z przerwami są cały czas na fali popularności. Po drugie dlatego, że to produkcja, która daje olbrzymie pole do popisu graczom jak i twórcom kolejnych gadżetów czy nawet zwykłych poradników, próbujących przechytrzyć grę, a po trzecie dlatego, że wiąże się, najzwyczajniej w świecie, z dużymi pieniędzmi. Duże znaczenie ma też fakt, że Pokémon GO nie jest grą skończoną, zamkniętą i sprawdzoną. Tu może zaskoczyć każdy element, ponieważ co i rusz możemy eksplorować nowe miejsca pod kątem szukania poków.

Ale o co w ogóle chodzi w Pokémon GO? Jeśli jeszcze nie wiecie (choć przyznam, że wydaje mi się to mało prawdopodobne), to gra polega na tym, żeby – uwaga – łapać pokemony. Te znajdują się wszędzie w teoretycznie realnym świecie – za krzakiem, na ulicy, na pagórku czy przy wodzie. W naszym smartfonie (iOS lub Android) musimy mieć włączoną lokalizację (i oczywiście pobraną aplikację Pokémon GO) i spacerując po mieście możemy łapać pokemony. Kiedy jakiś znajdzie się w naszym promieniu, liczącym kilka, kilkanaście metrów, wówczas próbujemy go schwytać do naszego Poké Balla. Kiedy łapiemy pokemona, widzimy obraz z kamery smartfona (tak, można złapać pokemona na twarzy naszego przyjaciela, który stoi przed nami) z nałożonym nań stworem.

Brzmi fajnie, co? I takie w istocie jest.

Pokémon GO ma wiele zalet, które również składają się na jego femomen. Przede wszystkim frajda ze znalezienia jakiegoś stwora jest ogromna (tym większa im lepszy i rzadszy to pokemon i taki, jakiego jeszcze nie mamy). Możecie się śmiać, ale popiskiwanie, podskakiwanie i przyjmowanie pozycji bojowej (lekko ugięte kolana, wypięty kuper) nie są niczym dziwnym. Co prawda dziwnie to wygląda, co widzisz po twarzach innych przechodniów, ale co tam! To, co również podoba mi się w Pokémon GO to fakt, że mamy jakiś fajny nowy cel i dodatkowe zajęcie podczas spaceru. Naprawdę, aż chce się ruszyć z domu. A żeby wyhodować złapane w Poké Stopie jajo (Poké Stopy to miejsca, gdzie uzupełnia się Poké Balle i można zgarnąć też inne itemy) trzeba przejść 2, 5 czy 10 kilometrów. I nie ma oszukiwania podczas jazdy autem – twórcy gry wprowadzili ograniczenia prędkości. Jeśli jedziemy szybko samochodem licznik nie zmienia się. Kiedy jest napisane “walk”, naprawdę trzeba chodzić.

Świetne jest też zarażanie innych Pokémon GO. Wczoraj z grupą znajomych wybrałam się na wycieczkę. Zamiast komentować, że po prawej stronie za oknem jest ładny widoczek, informowaliśmy się o tym, że już za chwilę, już za momencik po lewej będzie Poké Stop.

pokemon-go-jajo
Pokemon, który wykluł się z jaja

Jasne, można się z tego śmiać i narzekać, że przed totalnym wejściem w wirtualną rzeczywistość nie ma już ratunku. Oczywiście, Pokémon GO pokazuje doskonale jak sieć może nami zawładnąć, ale ta gra ma też pozytywne aspekty, wiążące się z pewnym otwarciem na innych i na świat zewnętrzny. Możemy razem spacerować, odwiedzać nowe miejscowości, walczyć w jednym teamie. Możemy odkryć nowe miejsca w swoim mieście i spotkać innych fanów pokemonów podczas wyprawy do jakiegoś Poké Stopu. To jest naprawdę fajne! A kwestia jak do tego podejdziemy… cóż, to zależy tylko i wyłącznie od nas.

Gra jest intuicyjna i choć początkowo możemy uważać, że jest za łatwa, w miarę pokonywania kolejnych poziomów, robi się coraz trudniej i stawiane są przed nami nowe wyzwania (walki pokemonów!). Właściwie trudno mi specjanie narzekać na cokolwiek, choć oczywiście jest parę niedociągnięć i minusów grania w Pokémon GO. Przede wszystkim, jeśli wybieracie się na dłuższy spacer i chcecie łapać pokemony, wyposażcie się w mocnego powerbanka. A najlepiej dwa. Poki zżerają baterię w zawrotnym tempie. I mówię serio, co chwilę widzimy jak moc naszej baterii zmniejsza się o kilka procent. Irytujące są też lagi i brak możliwości uruchomienia gry. Zwykle dzieje się to w okolicach godziny 22:00 naszego czasu.

pokemon-go-ewolucja
Jeden z momentów ewolucji pokemona

Nie dziwię się, że mania na Pokémon GO ogarnęła cały świat. Trudno mi stwierdzić samej na ile utrzyma się u mnie zajawka na poki, ale na razie jestem podekscytowana na myśl o tym, że odwiedzę nowe miejsca z włączoną grą na smartfonie.

I nie jest frajdą dla mnie próba “oszukania” gry, znalezienia wskazówek, gdzie co się ukrywa (szczerze mówiąc, właśnie dowiedziałam się, gdzie w mojej okolicy jest Pikachu i choć pewnie wybiorę się tam, by spróbować go złapać, wolałabym dojść, dosłownie, do tego sama), ale właśnie samo spacerowanie z włączoną aplikacją i natykanie się nieoczekiwanie na różne stwory.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (8)

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...