W końcu dobry shark movie! “183 metry strachu”, recenzja sPlay

Film 21.07.2016
W końcu dobry shark movie! “183 metry strachu”, recenzja sPlay

W zalewie wielkich franczyz i filmowych uniwersów coraz rzadziej na ekranach kin goszczą klasyczni przedstawiciele tzw. kina wakacyjnego. Na szczęście film “183 metry strachu” idealnie wypełnia tę lukę.

Fabuła jest tak samo prosta i bezpretensjonalna jak cały film. Nancy (Blake Lively), niedługo po śmierci swojej mamy wybiera się na opuszczoną plażę w Meksyku. Jest to jej swego rodzaju hołd dla matki, gdyż ona sama surfowała w tym miejscu, gdy dowiedziała się, że była w ciąży z Nancy. Krótko po dotarciu na miejsce, nasza protagonistka napawa się pięknymi widokami, po czym zakłada kostium, bierze w ręce deskę i sama wyrusza surfować po cudownych falach. Resztę możecie sobie dopowiedzieć sami.

Aż dziw bierze, że Hollywood tak nieczęsto sięga po tego typu opowieści, gdyż to w nich tak naprawdę tkwi esencja i siła kina jako medium wizualnego przede wszystkim.

Jasne, 183 metry strachu nie jest żadnym arcydziełem, ale jako szeroko rozumiane kino rozrywkowe spisuje się znakomicie.

Jego prostolinijna konstrukcja i świetnie budowane napięcie są uniwersalne i ponadczasowe, także jest to film, który z łatwością dotrze do każdego widza. Od początku wiemy o co w nim chodzi i to dostajemy. Trailery i wszelkiej maści zapowiedzi budują konkretne oczekiwania, które w 100% zostają spełnione, co nie jest takie częste w dzisiejszych czasach, kiedy to zwiastuny i kampanie marketingowe (a czasem nawet i plakaty) robią lepsze wrażenie niż cały film.

Reżyser Jaume Collet-Serra doskonale wie jakie są oczekiwania publiczności, przy okazji zdając sobie sprawę z tego, że nie kręci dramatu egzystencjalnego, tylko wakacyjny film rozrywkowy.

Dostajemy więc całą masę mocnych wrażeń, efektownych ujęć, jak i również przepiękne panoramy wyspy oraz jej okolicy. Spore wrażenie robi też sposób, w jaki reżyser filmuje wodę, która wygląda tu niemal jak żyjący organizm. Jest w “183 metrach strachu” kilka ujęć unoszących się fal i podwodnych scen, które nieprędko zapomnicie.

183_metry_strachu_recenzja

A, i zapomniałbym o nieziemsko seksownej Blake Lively. Jaume Collet-Serra świadomie wykorzystuje jej ciało.

Choć zdarzają się momenty, że kadruje ją, jak gdyby brali udział w fotosesji dla Playboya, to jednak wystrzega się traktowania jej przedmiotowo, jako tylko i wyłącznie obiektu seksualnego, na którym głównie męska część widowni ma zawiesić swoje oko.

Michael Bay powinien zobaczyć ten film i sporządzić sobie w tym temacie parę notatek. Nancy w wykonaniu Lively potrafi obudzić w sobie instynkt przetrwania i być tzw. twardą laską, która zrobi wszystko by przeżyć i stawić czoła polującemu na nią rekinowi. Im bliżej końca filmu, tym bliżej jej do postaci Lary Croft.

Skoro juz przy Blake Lively jesteśmy, to przyznaję, że dotąd zwracała na siebie uwagę głównie jako żona Deadpoola, eee, to znaczy Ryana Reynoldsa, ale sądzę, że są spore szanse, iż “183 metry strachu” może okazać się przełomem w jej karierze. Jej wcześniejsze role były dość sztywne delikatnie mówiąc, a ona sama dała się poznać jako aktorka jednej miny albo ozdoba drugiego planu. Tymczasem w “183 metrach strachu” spisuje się znakomicie. Jest naturalna, nie czuć ani nuty fałszu w jej grze, zarówno w spokojnych scenach jak i w tych dramatycznych.

A to dość wymagająca rola, nie tylko fizycznie, ale i emocjonalnie, poza tym, to na jej barkach spoczywa dosłownie cały film.

Poza kilkoma epizodycznymi postaciami (oraz rekinem) nie ma w tym filmie nikogo poza nią i obłędnymi krajobrazami.

Nie licząc gatunkowych parodii w stylu “Sharknado” czy potraktowania tematu z przymrózeniem oka w “Piranii 3D”, “183 metry” strachu to, zrobiony na całkiem poważnie, najlepszy film o rekinie od czasu “Szczęk”. Do dzieła Spielberga oczywiście mu daleko, ale nie zmienia to faktu, że jest solidnym, świadomym siebie produktem kina klasy B, które ogląda się znakomicie trzymając się mocno fotela.

183_metry_strachu_plakat

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (3)

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...