Z duchem czasu. “Ghostbusters. Pogromcy duchów”. Recenzja sPlay

Film 15.07.2016
Z duchem czasu. “Ghostbusters. Pogromcy duchów”. Recenzja sPlay

Z duchem czasu. “Ghostbusters. Pogromcy duchów”. Recenzja sPlay

Nowi “Pogromcy duchów” są OK. Tylko i aż OK. Zależnie od punktu widzenia (i siedzenia) jest to i wadą i zaletą tej produkcji.

Zaczyna się tak, jak można się tego było spodziewać. W Nowym Jorku dochodzi do niewyjaśnionych zdarzeń paranormalnych i domniemanych spotkań z duchami. W związku z tym, czwórka kobiet (z czego trzy z nich są doktorami parapsychologii) postanawia przyjrzeć się bliżej tym zjawiskom, z czasem zakładając własną firmę zajmującą się tropieniem i łapaniem duchów.

Mniej więcej dostajemy fabularną powtórkę z tego, co mogliśmy oglądać w oryginale z 1984 roku. Oczywiście tym razem, idąc z duchem czasu (i poprawności politycznej) zamiast czterech mężczyzn w rolach głównych są cztery kobiety. Z tym problemu akurat nie mam. “Pogromcy duchów” są w, nomen omen, duchu, komedią z grupą komików w rolach głównych, a w ostatnich latach na „rynku” filmowym pojawiła się pokaźna grupa kobiet, które świetnie sobie radzą z tym gatunkiem. Do tego trend kobiet jako bohaterek kina akcji nadal funkcjonuje, no i filmy rozrywkowe rzeczywiście potrzebują większej ilości żeńskich bohaterek i franczyz.

Poza tym, trudno narzekać na obsadę nowych “Pogromców duchów”, skoro panie spisują się rewelacyjnie. Melissa McCarthy jest praktycznie taka jak zawsze, czyli zabawna i bezpośrednia, więc same plusy. Kristen Wiig również powiela swoje emploi, po raz kolejny wcielając się w trochę niezdarną i lekko dziwną postać, która swoim zachowaniem wnosi mnóstwo elementów komediowych. Leslie Jones serwuje nam luz i zdecydowanie, a Kate McKinnon to absolutne odkrycie sezonu. Słowem – jest dobrze.

ghostbusters_recenzja

Film jest naprawdę zabawny. Szczególnie pierwszy akt robi bardzo pozytywne wrażenie.

Ekspozycje postaci, zawiązanie akcji, świetne dialogi i gagi słowne – ogląda się to kapitalnie. Niestety już w środku tempo znacznie siada, humor już tak nie chwyta, a akcja przestaje wciągać. Ale na osłodę dostajemy efektowny finał, który wygląda tak, jak powinni wyglądać “Pogromcy duchów” XXI wieku.

Także w kategorii wakacyjnej komedii akcji “Ghostbusters. Pogromcy duchów” spisują się dobrze. Ale nic ponadto. Jest i zabawnie, i czasem trochę strasznie, ale całość nie wyróżnia się specjalnie na tle innych komercyjnych hitów tego lata. Nowi “Pogromcy…” nie bardzo starają się uzasadnić, czemu powstali właśnie teraz, a nie 10, 15 czy 20 lat temu.

Największy problem jaki osobiście mam z tym filmem, to fakt, że kompletnie nie uznaje on poprzednich dwóch części i rozgrywa się w innym, niejako alternatywnym uniwersum, w którym świat nigdy wczesniej o Pogromcach duchów nie słyszał.

Dość dziwny to zabieg, bo kompletnie burzy ciągłość serii, która przecież ma już swoją historię i miejsce w popkulturze (uwzględniając inflację, pierwsza część “Pogromców duchów” to najbardziej kasowy film lat 80. i jeden z najbardziej kasowych w historii kina). Także, ja rozumiem opcję zamiany obsady na totalnie nową,  żeńską, ale nie do końca łapię czemu postanowiono zignorować istniejący już świat z poprzednich filmów. Przecież nic nie stało na przeszkodzie, by stworzyć po prostu dalszy ciąg “Pogromców…” z zupełnie nowymi postaciami, które kontynuują działalność poprzedników. Na takim schemacie zbudowany jest przecież znakomity “Creed”, jak i chociażby “Gwiezdne Wojny: Przebudzenie Mocy”. Wygląda to trochę tak, jakby wytwórnia celowo chciała rozdrażnić fanbojów serii i wywołać hejt w internecie, byleby tylko zdobyć rozgłos. Dodatkową szpilą w tej sferze są epizodyczne role oryginalnych Pogromców duchów, czyli Dana Aykroyda, Billa Murraya, Ernie’ego Hudsona, a także Sigourney Weaver, tyle że w tym razem wcielających się w kompletnie inne postaci, w dodatku każda z nich (poza Sigourney) kompletnie nie wierzy w duchy. Dla fanów serii to cios prosto w serce.

Ale poza tym, narzekać nie będę, bo nie ma za bardzo na co.

“Ghostbusters. Pogromcy duchów” to przyjemne kino rozrywkowe, które pomimo obaw i słabych trailerów, wypadło całkiem nieźle. Oczywiście, że wolę oryginał, chociaż pewnie jest tak dlatego, że po prostu jest to jeden z fimów, na których się wychowywałem, a animowany serial “Pogromcy duchów” (pamiętam, że funkcjonował on z początku jako “Duchołapy”) to jedna z pierwszych bajek jakie namiętnie oglądałem jako dzieciak. Być może dzisiejsze najmłodsze pokolenie przyjmie nowych “Ghostbusters” tak jak ja starych? Tak czy siak, z czystym sercem polecam, bo to dobra zabawa, tyle że na jeden raz i bez nastawiania się na niewiadomo co.

ghostbusters_plakat_recenzja

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (3)

3 odpowiedzi na “Z duchem czasu. “Ghostbusters. Pogromcy duchów”. Recenzja sPlay”

  1. Poziom żartów – żenada.
    Wizualnie OK
    Postaci są do bólu stereotypowe. Gdyby grali to faceci, feministki by oszalały ze wściekłości.

    Jeśli nie oglądałeś, nie masz czego żałować. Lepiej sobie pooglądać stare filmy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...