Najlepsze filmy science-fiction w historii kina

Film 10.07.2016
Najlepsze filmy science-fiction w historii kina

Najlepsze filmy science-fiction w historii kina

Gdybym miał wybrać swój jeden ulubiony gatunek filmowy, to chyba jednak zdecydowałbym sie właśnie na science-fiction, bowiem żaden inny nie jest w stanie przenieść mnie w tak odległe w czasie i przestrzeni miejsca, których raczej na pewno nigdy nie przyjdzie mi zobaczyć na własne oczy. Z okazji premiery filmu “Star Trek: W nieznane” wybrałem swoje ulubione pozycje sci-fi w historii kina.

2001: Odyseja kosmiczna z 1968 roku, reż. Stanley Kubrick

Arcydzieło Stanleya Kubricka to nie tylko najlepszy film sci-fi, ale też (moim zdaniem) najlepszy film jaki kiedykolwiek powstał. Poruszający szereg kwestii filozoficznych, społecznych, kulturowych. Bogaty w symbolikę i emocje (scena “umierania” Hala 9000 po prostu łamie sercę, pomimo faktu, że jest on komputerem ze sztuczną inteligencją). Zachwycający przełomową jak na swoje czasy warstwą wizualną, która do dziś się niewiele zestarzała (a przypominam, że za dwa lata film ten skończy pół wieku!). To jak wielkim kamieniem milowym w rozwoju kinematografii była “Odyseja kosmiczna” najlepiej zdałem sobie sprawę, gdy 2 lata temu oglądałem odświeżoną wersję tego filmu ponownie na dużym ekranie i zobaczyłem, że nakręcona rok wcześniej “Grawitacja” wcale nie wyglądała o wiele lepiej! To tylko potwierdza jakim geniuszem był Stanley Kubrick. Jest w “Odysei…” cała masa nowatorkskich ujęć i kadrów, które zachwycają nawet współczesnego widza wychowanego na widowiskach CGI. No i nie można zapomnieć o tym, ze jeśli uznamy “Gwiezdne wojny” za ojca współczesnego kina rozrywkowego, to “Odyseja kosmiczna” kwalifikuje się jako jego dziadek, bowiem to ten film zainspirował George’a Lucasa do stworzenia swojej kosmicznej sagi najbardziej. Nie wspominając o całych zastępach filmowców (od Ridleya Scotta po Christophera Nolana), którzy wymianiają “Odyseję…” jako swoją główną filmową inspirację w całej karierze.

Metropolis z 1927 roku, reż. Fritz Lang

To doprawdy niewiarygodne jaki ten film miał rozmach. Jego scenagrafia, plany, lokacje – gdyby to wszystko dziś odtworzyć, nawet w CGI, powstałby z tego najdroższy film w historii kina. Choć na pewno nie miałby w sobie tej samej duszy co oryginał. W przyszłym roku będziemy świętować 90-lecie powstania “Metropolis”, filmu, bez którego współczesne science-fiction (zarówno w filmach jak i literaturze) wyglądałoby zupełnie inaczej. Fritz Lang pokazał przyszłym pokoleniom filmowców jak formalnie oraz tematycznie zabrać się za gatunek science-fiction, którego sam był pionierem, jako że “Metropolis” to jeden z pierwszych pełnometrazowych filmów w tym gatunku w historii. I choć oczywiście, film się już dawno postarzał, to jednak nadal potrafi robić wrażenie, pobudzać wyobraźnię i być żywym świadectwem historii kina.

Blade Runner z 1982 roku, reż. Ridley Scott

Ten film ma za sobą trudną drogę. Powstały na fali rosnącej popularności sci-fi na przełomie lat 70. i 80., nie spotkał się jednak z gorącym przyjęciem publiczności. Twórcy spodziewali się przeboju, ale okazało się, że na tle “Gwiezdnych wojen” “Blade Runner” jest zbyt mroczny i ciężki. Dopiero po latach zyskał status kultowego. I choć rzeczywiście, na tle zawadiackich opowieści o kosmicznych bitwach, “Blade Runner” jawi się jako ambitne, artystyczne science-fiction, to nie sposób odmówić mu tego, że to jeden z najlepszych filmów w historii kina. Fabuła jest mroczna i wciągająca, w dodatku porusza wiele kwestii filozoficznych, moralnych i psychologicznych. Warstwa wizualna jest po prostu olśniewająca. Niedawno oglądałem “Blade Runnera” na blu ray i ten film wygląda jakby był zrobiony raptem parę lat temu! Scenografia, kostiumy, charakteryzacja to istne dzieła sztuki, przyprawiające każdego fana sci-fi o ślinotok. No i te kapitalnie napisane postaci. Rick Deckard brawurowo grany przez Harrisona Forda i replikant Roy Batty grany przez Rutgera Hauera, absolutnie jeden z moich ulubionych czarnych charakterów wszech czasów.

Star Trek z 2009 roku, reż. J.J. Abrams

W mojej prywatnej opinii seria “Star Trek” znajduje się wyżej niż saga “Gwiezdne wojny”. Przede wszystkim dlatego, że dzieło George’a Lucasa to bardziej przygodowa baśń rozgrywająca się w odległej galaktyce z mieczami świetlnymi i statkami kosmicznymi, podczas gdy “Star Trek” to esencja tego, czym jest gatunek science-fiction. To opowieść o eksploracji kosmosu, różnorodności gatunkowej, o tym w jakim kierunku rozwija się ludzkość zarówno technologicznie jak i ideowo. No i nie należy zapominać, że chronologicznie “Star Trek”, a konkretnie telewizyjny serial, który rozpoczął całą serię, miał swoją premierę na długo przed “Gwiezdnymi wojnami” i to po cześci właśnie “Star Trek” stanowił jeden z impulsów, który zadecydował, że Lucas postanowił stworzyć swoją własną gwiezdną sagę. Z całej imponującej historii serii opiewającej na kilkanaście filmów i kilka serii telewizyjnych, moim zdaniem najlepszą jak na razie odsłoną jest stosunowo jedna z nowszych cześci, czyli “Star Trek” z 2009 roku, który na nowo zdefiniował sagę, inteligentnie zabawił się z formułą sequeli i przedstawił niezwykle ciekawą fabularnię opowieść scalającą w jedno praktycznie całą mitologię “Star Treka”.

Akira z 1988 roku, reż. Katsuhiro Otomo

“Akira” Katsuhiro Otomo to dzieło wręcz legendarne. Ci, którzy zostali zmyleni być może przez fakt, że to animacja i nie obejrzeli jeszcze tego arcydzieła, absolutnie mają co nadrabiać. Japońska animacja dała światu jedne z najbardziej przekonujących, poruszających i niesamowitych wizualnie wizji przyszłości, a “Akira” jest tego koronnym dowodem. To właśnie film Otomo w dużej mierze otworzył japońskie anime na cały świat i pokazał, że to nie tylko rysunkowe bajki, ale ambitne opowieści, które wizualnie są dziełami sztuki. Animacja do dziś dnia się nie postarzała; to z jaką ilością detali i wyobraźnią stworzone zostało Tokyo przyszłości cały czas robi niesłychane wrażenie. A sama historia jest pełna akcji, dramaturgii i kultowych scen, które ciągle inspirują kolejnych filmowców (od twórców “Matrixa” po “Loopera”).

Gwiezdne wojny IV: Nowa nadzieja z 1977 roku, reż. George Lucas

O tej serii powiedziano i napisano już więcej niż wszystko. Bez “Gwiezdnych wojen” nie tylko współczesne sci-fi byłoby w zupełnie innym miejscu, ale też kino mainstreamowe wyglądałoby zupełnie inaczej. Oczywiście ma to swoje dobre i złe strony, tym niemniej, nie da się zaprzeczyć, że “Star Wars” to kamień milowy właściwie w całej historii kina. George Lucas idealnie wymieszał motywy kina przygodowego, baśni, opowieści samurajskich i westernów i wszystko to umieścił w sztafażu space opery. Co tu dużo mówić – klasyczne pojedynki na miecze świetlne, bitwy gwiezdne pomiędzy siłami rebelii i Imperium, kultowe postaci Jasnej i Ciemnej Strony Mocy, a na dodatek szczypta filozofii w postaci nauk rycerzy Jedi. “Gwiezdnych wojen” ciężko nie polubić. Świadczy o tym fakt, że saga ta nadal bije rekordy popularności, a na dodatek każego roku przybywa jej nowych fanów wśród najmłodszego pokolenia dzieciaków. No i te napisy początkowe. Niewiele zostało obecnie takich magicznych symboli kina, które przenoszą widzą do zupełnie innego świata.

Obcy: 8 pasażer Nostromo z 1979 roku, reż. Ridley Scott

Tutaj mamy genialny przykład, w którym poetyka science-fiction jest tłem dla przerażającego horroru (jednego z najlepszych jakie widziałem). Ale jest tłem niezwykle ważnym i znakomicie wykorzystanym. Przede wszystkim akcja rozgrywa się na statku dryfującym w przestrzeni kosmicznej, co sprawia, że widz już od samego poczatku wie, że stamtąd nie ma ucieczki. Gdy bohaterowie horrorów są zamknięci w celi, w piwnicy czy w jakimś domu, to zawsze jest cień nadziei na to, że komuś uda się uciec. Po drugie, fakt, że polem akcji jest kosmos rozszerza nam spektrum tego, kogo mogą na swojej drodze spotkać bohaterowie. W typowym “ziemskim” horrorze byłby to jakiś szaleniec, w najlepszym wypadku przebrany w dziwaczny kostium. W “Obcym” dostaliśmy za to jednego z najbardziej niesamowitych i przerażających stworów jakie stworzyła kinematografia. Do tego kapitalna reżyseria i atmosfera klaustrofobicznego niepokoju po prostu zniewala widza.

Wall-E z 2008 roku, reż. Andrew Stanton

Powodów, dla których “Wall-E” jest wielkim dziełem sztuki filmowej można znaleźć z tuzin. Odwaga i pewność siebie magików z Pixara, która pozwoliła im na to, by w dzisiejszych, głośnych czasach stworzyć film w połowie będący niemym, do tego otwarcie krytykującym konsumpcjonizm i bezduszność obecnego świata oraz to, jak coraz bardziej polegamy na technologiach, doprawdy budzi szacunek. Jest tu miejsce i na uroczy romans i na pełną akcji przygodę oraz humor. Są nawiązania i do “Gwiezdnych wojen” i do klasycznych komedii Bustera Keatona czy Charliego Chaplina. A warstwa wizualna to odrębne dzieło sztuki.

Strażnicy Galaktyki z 2014 roku, reż. James Gunn

Marvel nie przestaje mnie zadziwiać. Nie dość, że ze stosunkowo mało znanej serii komiksów udało im się upichcić wielki przebój, to przy okazji stworzyli jeden z najlepszych filmów sci-fi co najmniej ostatniej dekady. Tak powninien wyglądać przygodowy film z zawrotną akcją rozgrywającą się w kosmosie. Jest humor, luz, wartka akcja, znakomite efekty wizualne, podróże w przeróżne miejsca galaktyki i przede wszystkim, świetne postaci. Co ważne, różnorodne rasowo. W “Gwiezdnych wojnach” po dziś dzień mamy naiwną wersję bajki, której głównymi bohaterami zawsze są ludzie i dopiero na drugim planie pojawiają się jacyś przedstawiciele innych planet. W “Strażnikach…” tylko Peter Quill jest Ziemianinem, cała reszta barwnej ekipy to kolorowi reprezentanci przeróżnych światów. Są tu postaci o zielonej i niebieskiej skórze; mamy też szopa oraz humanoidalne drzewo. To jest prawdziwe, rozrywkowe sci-fi, od którego nowe “Star Warsy” powinny czerpać inspiracje.

Raport Mniejszości z 2002 roku, reż. Steven Spielberg

O tym filmie pisałem przy okazji tekstu o najlepszych filmach Stevena Spielberga, który można przeczytać TUTAJ. Starając się więc nie powtarzać zanadto, nadmienię tylko, że do “Raportu…” wracam niezmiernie często, bo film ten odznacza się kapitalnym tempem, świetną warstwą wizualną pokazującą chyba jedną z najbardziej realnych wizji przyszłości jaką można oglądać w filmie. Do tego fabuła jest świetnie rozpisana, pełna zwrotów akcji, z ciekawym punktem wyjścia, który sam w sobie pobudza widza do przemyśleń. Słowem – idealne science-fiction.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (54)

54 odpowiedzi na “Najlepsze filmy science-fiction w historii kina”

  1. 2001: Odyseja kosmiczna to dla mnie niedoścignione mistrzostwo.

    Na swojej liście bym umieścił jeszcze Coś (The Thing) w reżyserii Johna Carpentera oraz któryś z filmów Camerona (Obcy: Decydujące starcie (Aliens), Avatar, Terminator 2).
    Gdzieś w czołówce tez jest Matrix

  2. Świetne filmy ale nie da się uniknąć aneksu w komentarzach :) Nie omieszkam dorzucić kilku swoich propozycji:

    1. Matrix – bez komentarza :)
    2. Ghost in the shell – wielowymiarowa epicka opowieść, wysmakowana wizualnie i muzycznie genialna animacja
    3. Brazil – film Terrego Gilliama. “Rok 1984” nie ma szczęścia do ekranizacji na szczęście jest Bazil
    4. Piąty element – Luc Besson w genialnej formie

    i pewnie można by tak długo np. Donnie Darko, A Scanner Darkly, Mechaniczna pomarańczy, Incepcja, Dystrykt 9 czy O-bi, o-ba: Koniec cywilizacji i Seksmisja żeby nie szukać daleko.

  3. Właśnie dowiedziałem się, że film Strażnicy Galaktyki jest jednym z najlepszych filmów s-f w historii kina. Rzuciłem więc okiem na imdb, żeby zobaczyć jaką ten film ma średnią przy ilu głosach i dowiedziałem się, że ma nie mniej i nie więcej, tylko 8,1/10 przy 671477 głosach.

    Szkoda, że (tak jak napisał obok SRP 11) Terminator i Matrix zostały pominięte.

    Ale to nic, bo jest Wall-E!

    Weźmy zobaczmy jak to wygląda! Klasyki gatunku, kultowe filmy, najlepsze dzieła światowego science-fiction takie jak 2001 Odyseja Kosmiczna, Blade Runner i… Wall-E.

    W zasadzie, to nie chce mi się dalej pisać tego komentarza.

    • Ale Wall-E jest naprawdę świetnym filmem SF z motywem miłosnym, Ziemią po apokalipsie itp. Ja rozumiem, że dla fana SF tylko hardSF się liczy, ale lżejszy kaliber naprawdę aż tak boli? Czy powinien znaleźć się w zestawieniu? Cholera… też bym go nie wstawił do najlepszej 10. :)

      O wiele łatwiej jest wybrać 1-3 najlepsze filmy SF, albo… 50 najlepszy filmów SF. Brak Terminatora czy Matrixa w tym zestawieniu to oczywiście jakieś nieporozumienie. Powinni być zamiast Strażników Galaktyki, nowego Star Treka czy Raportu mniejszości (choć tym wszystkim trzem filmom jako kinu rozrywkowemu nic ująć nie sposób). GitS – WTF? Jakim cudem nie ma w zestawieniu?

      • Tak sobie myślę, że w okolicach polskiej premiery (ponad miesiąc po premierze światowej) filmu Randka na weselu, na splay.pl pojawi się lista komedii.

        Wtedy znów zacznie się jazda o to, jakie filmy do owej listy pasują, a jakie mniej czy też wcale. Ale nasuwa się pytanie – jak taka lista jest tworzona? Czy na podstawie listy danych filmów, wybierane są te, które w uznaniu autora są “best of the best” z określonej kategorii czy też autor z głowy rzuca tytułami, mając oczywiście w tej głowie dziesiątki filmów, ale ŚWIADOMIE wybierając takie, a nie inne, bo TAKIE, A NIE INNE uważa za najlepsze? Jak to działa? Nie wiemy i się nie dowiemy. Nieważne. Chociaż ten aspekt ciekawi. I przy kolejnym zestawieniu pewnie do tego wrócimy.

        Przydał by się jakiś ranking utworzony tutaj – przez nas i potem podsumowanie. Ale to nie przejdzie. Więc nie pozostaje nic innego jak czekać na listę najlepszych komedii na świecie.

        • Jazda jest dobra… dla klikalności. Czasem mam wrażenie, że dorzucane są punkty (filmy, albumy – bo sytuacja zawsze się powtarza w przypadku jakichkolwiek rankingów) z tzw. “dupy”, żeby podnieść klikalność, żeby wywołać dyskusję. :)

  4. Trochę za bardzo sztampowo jak dla mnie.
    No i jak już jest Akira, to gdzie Ghost in The Shell (powiedziałbym, że bardziej na tym się wzorowali twórcy Matrixa), albo Paprika (a tutaj znowu twórcy Incepcji sobie zapożyczyli sporo). :>

    A o One Point O ktoś słyszał? Zupełnie jakby nie z hambuergerlandii.

    • Mi się Incepcja nie kojarzy specjalnie z Papriką, grzebią w umysłach w zupełnie innym stylu i celu. Oba filmy są na mojej liście “The Best of s-f”. Nie mogę sobie przypomnieć tytułu jeszcze jednego anime. Nie wygląda na japońskie (ale jest mimo kreski raczej w stylu europejskim), główny bohater ma telewizor zamiast głowy, jest mocno zakręcone i brutalne. Ktoś pomoże?

      • Zakręcone anime (ale nie brutalne), bohater z telewizorem zamiast głowy (ale nie główny bohater) — brzmi jak FLCL. Podejrzewam, że niekoniecznie o to Ci chodziło, ale polecam :)

        • Faktycznie nie to, ale FLCL wygląda ciekawie. To, o którym myślę to jeden film około godziny. Momentami obrzydliwy i patologicznie brutalny z nieszczęśliwą miłością w tle. Coś jak “Prawdziwy romans” ale dużo bardziej krwawa i naprawdę ciężko psychodeliczna animacja. Oglądałem wiele lat temu i byłem zdziwiony, że to japońska produkcja. Fabularnie pasuje ale kreska zdecydowanie nie anime.

          • W takim razie pewnie miałeś na myśli “Dead Leaves”. A przynajmniej pasuje do tego, w jaki sposób opisałeś anime, którego szukasz (pomijając odniesienie do “Prawdziwego romansu”, bo nie oglądałem).

          • Tak, dokładnie to! Właśnie znalazłem na YT, muszę się tylko zastanowić czy na pewno chcę to znowu oglądać :) Raczej się skuszę. Dzięki bardzo.

  5. Terminator 2, The Dark Knight, Empire Strikes Back > New Hope, Incepcja (!), Mad Max …
    Strażnicy Galaktyki jako mainstream jest dobry, ale wszyscy o nim zapomną za kilka lat.
    Wall-E, ok,
    Minority Report? IMO die zasługuje. Podobnie jak Star Trek.

  6. Poniżej znajdują się filmy wymienione na liście w tym artykule. W nawiasie podana jest ich pozycja w rankingu http://www.filmweb.pl/rankings/film/country/genre/33 żeby zobaczyć jak się ma ta lista do tamtego rankingu:

    2001 Odyseja Kosmiczna (22)
    Metropolis (4)
    Blade Runner (23)
    Star Trek (-)
    Akira (14)
    Gwiezdne Wojny IV Nowa Nadzieja (6)
    Obcy 8 Pasażer Nostromo (12)
    Wall-E (46)
    Strażnicy Galaktyki (75)
    Raport Mniejszości (88)

    A teraz sortując te filmy pod kątem miejsc w rankingu:

    Metropolis (4)
    Gwiezdne Wojny IV Nowa Nadzieja (6)
    Obcy 8 Pasażer Nostromo (12)
    Akira (14)
    2001 Odyseja Kosmiczna (22)
    Blade Runner (23)
    Wall-E (46)
    Strażnicy Galaktyki (75)
    Raport Mniejszości (88)
    Star Trek (-)

    Jak widzimy – Strażnicy Galaktyki oraz Wall-E nie są zbyt wysoko na liście. Za nimi jest (co dziwi) Raport Mniejszości. Star Trek w rankingu nie występuje. Pozostałe filmy – kwestia dyskusyjna, jeśli chodzi o ich pozycję w owym rankingu. Ale to wszystko jest przecież kwestią gustu każdej z tysięcy czy dziesiątków tysięcy osób oceniających, co wpływa na ostateczną pozycję.

    Dlaczego w tamtym rankingu “Top 100” widzimy filmy, które aż się proszą, żeby pojawić się tutaj na liście, jednak się na niej nie pojawiają? Chyba znów kwestia gustu.

    Ale żeby Matrix był dopiero na 43 miejscu, Coś na 57, a pierwszy Terminator na miejscu 99?

    A na 1 miejscu? Incepcja!

    Kwestia gustu!!!!!!!!!!

    • Olśniło mnie, że nie należy brać pod uwagę listy “Top 100” filmów s-f na filmwebie w sposób typowo rankingowy dla filmów s-f!

      Ze wszystkich filmów na filmwebie, wycięte są te z kategorii s-f i punktowo posortowane. Więc to nie jest ranking pod względem hardkorowości gatunkowej (w tym przypadku s-f) tych filmów!

  7. Owszem, Odyseja bezkonkurencyjna (chociaż obejrzałem ją o dziwo po przeczytaniu książki, która została napisana na podstawie filmu(sic)). Jednak ostatnio wracam do Atlasu Chmur – filmu, który (odnoszę takie wrażenie) nie podoba się nikomu oprócz mnie ;)

    • Słuchaj, na tej liście znajdują się Strażnicy Galaktyki, więc samo to już wymownie świadczy o wartości tej listy. No i Wall-E. Prawdziwe twardo rdzeniowe połączenie nauki z fikcją. Żeby było, że “najciekawsze – lista subiektywna”. To ok. Spoko. Ale nie, że “najlepsze filmy s-f w historii kina”! No na potęgę posępnego czerepu! Jak można?

    • Riddick to bardziej akcja, niż s-f. Ale mam świadomość tego, że jestem w błędzie z takim poglądem. Jednak takie skojarzenie mi się nasunęło.

      Właśnie! A film Kontakt z 1997 roku z Jodie Foster? A Kula? Tak często i gęsto puszczane w telewizji dekadę temu. Na swój sposób przełomowe, zapisane w pamięci.

      • Kontakt był bardzo fajny, ale z Kulą to mam kosę za zakończenie i za sposób, w jaki zrzutowali język na klawiaturę, by się porozumieć.

  8. Chyba sobie żartujecie z tą listą… Wall-e? Strażnicy Galaktyki? Chyba specjalnie piszecie takie słabe teksty, żeby prowokować komentarze. A gdzie Ghost In The Shell? A gdzie Event Horizon? Nie wspomnę o klasykach typu Terminator, Predator, a z nowszych choćby District 9?

    • Można brać pod uwagę, że zrobiono tak jak napisałeś. Ale po co wprowadzać złą atmosferę i o tym pisać? Olać to. Dostaliśmy listę filmów i wycinamy z niej w komentarzach te, które mają się do owej listy nijak. Oraz proponujemy te, które powinny się w tej liście znaleźć. Jesteśmy w tym generalnie jednogłośni.

      Miały być komentarze i są. Większe odwiedziny strony też. To dla splay.pl zysk. Ale dla nas też, bo możemy dyskutować i to, co wyżej napisałem – zabierać z listy i dodawać.

      Jest ok.

  9. To od siebie dorzucę obok tych co już były wymienione jeszcze Kokon, Powrót do przyszłości, Bliskie spotkania 3-go stopnia, Mad Max, Delicatessen i Barbarella :)

  10. Zamiast shItu pokroju:Akira, Strażnicy, Star Trek czy WallE proponuję “Matrix”, “Stalker” Tarkowskiego, “Moon” i “Interstaller”

  11. WYJAŚNIENIE WSZYSTKIEGO

    http://iv.pl/images/48097795528550329015.jpg

    Autor napisał w artykule takie oto zdanie:

    “Z okazji premiery filmu „Star Trek: W nieznane” wybrałem swoje ulubione pozycje sci-fi w historii kina.”

    I to jedno zdanie, które przeoczyłem (albo wszyscy przeoczyliśmy) podczas czytania, wyjaśnia dlaczego na liście są takie filmy jakie są. To są autora ulubione pozycje filmowe s-f. Ma do tego prawo. Podzielił się z nami tą listą. Spoko!

    Tutaj biję się w pierś i wycofuję moje czepianie się listy. Mea culpa!

    Ale – do jasnej cholery – w nagłówku widnieje:

    “Najlepsze filmy science-fiction w historii kina”

    I to właśnie w połączeniu z ową listą powoduje podniesienie ciśnienia u miłośników s-f.

    Tu jest pies pogrzebany. A właściwie to chyba tam -> http://www.spidersweb.pl/2016/06/tekst-o-tytulach.html

    Grafika: pixabay.com

  12. Dałbym jeszcze drugiego i trzeciego Aliena oraz dwa pierwsze Terminatory :)

    Oraz Matrixa! A Strażników to wywalił z zestawienia jak najdalej. Fajnie się toto oglądało, ale wstyd stawiać to w jednym rzędzie z takimi klasykami jak Star Wars.

    PS
    I gdzie do cholery jest Serenity?!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...