Gdy czytam, czym miało być Star Wars: Underworld, to bardzo żałuję, że serial nigdy nie powstał

Seriale 22.06.2016
Gdy czytam, czym miało być Star Wars: Underworld, to bardzo żałuję, że serial nigdy nie powstał

Gdy czytam, czym miało być Star Wars: Underworld, to bardzo żałuję, że serial nigdy nie powstał

Przedstawiciele LucasFilmu wielokrotnie wspominali o serialach z aktorami, które miały poszerzać uniwersum Gwiezdnych wojen. Ostatecznie nic z tego nie wyszło, a firma trafiła w ręce Disneya. Wielka szkoda, bo pomysł na Star Wars: Underworld był moim zdaniem fenomenalny.

Gdybym dostawał złotówkę za każdym razem, gdy LucasFilm wspominał o serialach z prawdziwymi aktorami na licencji Gwiezdnych wojen, to mógłbym już iść na dobre piwo. Mieliśmy dostać przygody młodego Hana Solo, mieliśmy otrzymać projekt skupiony wokół rebeliantów albo wręcz przeciwnie – łowców nagród polujących dla tych, kto da największą cenę.

Ostatecznie fani Gwiezdnych wojen nie dostali niczego. Jedyne seriale, jakie powstały, to seriale animowane, produkowane po dziś dzień (Star Wars: Rebelianci). Wielka szkoda. Zwłaszcza, gdy czytam, czym miało być Star Wars: Underworld.

Za historię do Star Wars: Underworld odpowiadali scenarzyści 24 godzin.

Produkcja miała cofać widza w czasie, aż do wydarzeń sprzed filmu kinowego Gwiezdne wojny: Epizod I – Mroczne Widmo. Serial z prawdziwymi aktorami stanowił więc coś na kształt prequela do kosmicznej sagi, jaką znamy i kochamy. Prequela niezwykłego, ponieważ nie opowiadającego o przygodach Zakonu Jedi czy młodziutkiego Obi-Wana. Wręcz przeciwnie.

Głównym bohaterem Star Wars: Underworld miał być Palpatine. Tak, ten sam Palpatine, który stanął na czele Republiki, a następnie przekształcił ją w Imperium. Ten sam, który przybrał tytuł Imperatora, okazując się mistrzem Sithów. Ten sam, który raził swoich wrogów piorunami, nie miał litości dla przeciwników, a do tego zamienił Anakina Skywalkera w nienawistną maszynę do zabijania.

star wars underworld 2

W tym miejscu pojawia się najciekawszy wątek dotyczący Star Wars: Underworld.

Palpatine, jakiego poznalibyśmy w serialu, wcale nie jest zły. Nie jest symbolem wszystkiego, co mroczne i niegodziwe w galaktyce. To młody, prawy człowiek, przejawiający silne połączenie z Mocą. Ktoś jak Anakin Skywalker – biała karta, która zostaje zapisana i ukształtowana nadchodzącymi wydarzeniami.

Nim Anakin Skywalker został Vaderem, niewolnik natrafił na Jina oraz Kenobiego. To oni ukształtowali jego wczesny pogląd na świat, jego ideały, jego charakter i przekonania. Palpatine… cóż, nie miał tego szczęścia. Młody mężczyzna z Naboo trafił w ręce kogoś, kto krok po kroku wysysał z niego człowieczeństwo, dobro i współczucie.

star wars underworld palpatine 2

Przełamywanie kolejnych moralnych i etycznych barier pod okiem swojego zepsutego do szpiku kości mistrza miało być głównym motywem Star Wars: Underworld. Widzowie serialu mieli spojrzeć na Imperatora z zupełnie nowej perspektywy. Mieli w nim dostrzec postać tragiczną. Ofiarę, która znalazła się w złym miejscu w złym czasie. Człowieka, który został zabity przez kogoś innego, pozostając zaledwie skorupą dawnego „ja”.

Musicie przyznać, że to bardzo ciekawa perspektywa. Filmowy Palpatine to postać dosyć jednowymiarowa. Archetyp szwarccharakteru, będący w równym stopniu jedną z postaci, co wręcz symbolem. Czymś tak trwałym w źle i niegodziwości, że wręcz niezmiennym. Ukazanie przyszłego Imperatora jako młodego, przepełnionego wartościami człowieka, zatrzęsłoby chyba każdym fanem.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (2)

2 odpowiedzi na “Gdy czytam, czym miało być Star Wars: Underworld, to bardzo żałuję, że serial nigdy nie powstał”

  1. W “Legendach” Palpatine miał także dobry powód by wprowadzić rządy terroru, rozwijać armię i eksperymentować z superbroniami – przygotowywał on galaktykę do odparcia inwazji Yuzzhan Vongów. Tak przynajmniej wynika z “Poza galaktykę” Timothiego Zahna i łączy się z kilkoma innymi książkami jak choćby “Planeta życia” gdzie także pojawia się wątek tajemniczych obcych spoza galaktyki, czy “Pakt na Bakurze” gdzie dowiadujemy się o próbie zawiązania sojuszu z Ssi Rukami. A jeśli ktoś się interesował okresem po 6 epizodzie sagi filmowej, to pewnie wie jakie zniszczenia spowodował niespodziewany atak Vongów. A gdyby w trakcie tego ataku mieli gwiazdę śmierci, Eclipse, niszczyciele światów, “orbital nightcloak” (nie jestem pewien jak przetłumaczono nazwę tych satelit zdolnych odciąć planecie dostęp do światła gwiazdy), czy inne superbronie oraz potężną armię i ograniczenie paniki wcześniejszymi rządami terroru, wojna mogłaby się skończyć znacznie szybciej. I właśnie tego mi trochę brakuje w nowym kanonie – wytłumaczenia co kierowało niektórymi postaciami.

    • Wszystko fajnie, ale należy pamiętać, że te dobre intencje są dopisane później. Palpatine należał do szerego Sithów, którzy mieli zawsze jednego ucznia, który później gdy sam został mistrzem (z reguły po zabiciu swojego) brał jednego ucznia. Ich celem był od zawsze rządzenie galaktyką. Wstawianie szlachetnych celów jest robione trochę na siłę.
      Tyrani często mieli własne powody do sięgania po władzę (najczęściej żądza władzy), ale publicznie ogłaszali inny powód (najczęściej obrona przed wspólnym wrogiem).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...