10 filmów na podstawie gier wideo, na które najbardziej czekam

Film 12.06.2016
10 filmów na podstawie gier wideo, na które najbardziej czekam

Z okazji premiery filmu „Warcraft: Początek” postanowiłem zebrać w całość „listę życzeń”, czyli 10 najbardziej przeze mnie wyczekiwanych adaptacji gier wideo. Poniższa lista powstała z uwzględnieniem filmów, które już są w produkcji albo za niedługo będą miały swoją premierę.

Assassins Creed

Zaczynamy od filmu, którego premiera kinowa odbędzie się najwcześniej, bo za około pół roku. O filmowej adaptacji “Assassins Creed” mówi się od momentu sukcesu komercyjnego pierwszej części gry, a wraz z sukcesem artystycznym części drugiej, było właściwie pewne, że takowy powstanie. W sumie, to dziwne, że w ogóle “Assassins Creed” nie powstało najpierw jako pomysł na film, gra ma w sobie bowiem wszystkie najlepsze elementy kina przygodowego jakie można sobie zamarzyć. Historyczne lokacje, mistyczne tajemnice, podróż do przeszłości, zakon asasynów i masę teorii spiskowych umiejętnie zmieszanych z postaciami oraz wydarzeniami znanymi z kart książek do historii. A do tego, na deser, akrobatyczne i parkourowe umiejętności mistrzów skrytobójstwa. Ale jak to mówią, lepiej późno niż wcale. Po latach przymiarek, filmowcom w końcu udało się zabrać za adaptację, którą firmuje swoim nazwiskiem Michael Fassbender (jako aktor w głównej roli i jeden z producentów), a za reżyserię odpowiada Justin Kurzel, który niedawno zrobił z Fassbenderem fantastyczną wizualnie filmową wersję “Makbeta”. Pierwsze trailery zapowiadają nie tylko widowiskowe kino akcji z historią w tle, ale również wydają się bliskie poetyce gry, także istnieje spora szansa, że choć tym razem adaptacja gry video okaże się artystycznym sukcesem.

Metal Gear Solid

To jedna z pierwszych tak ewidentnie “filmowych” gier jakie pamiętam. Zarówno jeśli chodzi o linie dialogowe czy choreografię scen akcji oraz poszczególne ujęcia, tak podczas rozgrywki jak i w trakcie przerywników filmowych. “Metal Gear Solid” powstało w dużej mierze z miłości do kina i fascynacji Hideo Kojimy X muzą. Pierwsza częśc gry to swoisty hołd dla hollywoodzkich superprodukcji, a następne to już właściwie superprodukcje same w sobie. W dodatku często bardziej “filmowe” niż niejeden… film. Najnowsze odsłony serii, m.in. ze względu na poziom graficzny oraz długie (czasem nawet kilkudziesięciomunitowe cut-sceny), to na dobrą sprawę interaktywne filmy, tym niemniej, na pewno dla każdego fana byłoby nie lada gratką zobaczenie przygód Solid Snake’a w wersji skondensowanej na dużym ekranie. “Metal Gear…” to jedna z nielicznych serii gier video, która idealnie nadaje się na dwugodzinną superprodukcję akcji, trzymającą widza w napięciu, bez żadnej większej straty dla fabuły czy nakreślenia postaci względem oryginału.

Uncharted

W tym przypadku mamy z kolei do czynienia z grą, której “filmowość” nie tylko jest znakiem charakterystycznym, ale też jest posunięta do granic perfekcji. Ekspozycje bohaterów (i antybohaterów), kadrowanie scen akcji oraz rozwiązań typowo platformowych w samej rozgrywce i przede wszystkim oś fabularna to motywy żywcem wyjęte z serii “Indiana Jones” i umiejętnie zmieszane ze współczesnym kinem akcji. Do tego główny bohater, Nathan Drake, wizualnie wzorowany był na osobie aktora znanego z serii “Jackass”, Johnny’ego Knoxvilee’a. Najnowsza, czwarta część serii podniosła poprzeczkę niesamowicie wysoko, wprowadzając nowe pułapy w sposobie narracji w grach. O tym, że Hollywood szykuje się do adaptacji “Uncharted” słyszymy już od jakiegoś czasu. Jak na razie ciągle brakuje konkretnych informacji. Nie wiemy kto zagra główną rolę ani kto ostatecznie podejmie się reżyserii. Wiadomo jednak, że nad scenariuszem pracuje aż sześć osób, a data premiery została wyznaczona na lato 2017 roku.

Wiedźmin

Biorąc przykład z arcydzieła Tolkiena i opartego na nim filmowego majstersztyku wyreżyserowanego przez Petera Jacksona, widać wyraźnie, że aby stworzyć wybitne fantasy na dużym ekranie, przede wszystkim trzeba uzbroić się w solidną podstawę w postaci pierwowzoru literackiego. To w końcu z niego bierze się całe bogactwo świata i postaci „Władcy Pierścieni”. Tak samo jest w przypadku “Wiedźmina” Andrzeja Sapkowskiego. O tym, jak wspaniały i obszerny jest to świat dobitnie dali nam znać ludzie z CD Projekt Red, którzy z magiczną fantazją przenieśli go w krainę elektronicznej rozrywki. Już same trailery do “Wiedźmina 3” były tak filmowe, że rozbudziły wyobraźnie i apetyty fanów na całym świecie na to by przenieść przygody Geralta także i na ekran kinowy. Po olbrzymim sukcesie trzeciej odsłony gry, za nową adaptację wzięło się studio Platige Image z Tomaszem Bagińskim na czele. Premiera zaplanowana jest na 2017 rok. Oby był to film, który zastąpi w naszej pamięci pamiętnego “potworka” rodzimej kinematografii z Michałem Żebrowskim w roli Geralta.

Mortal Kombat

Niezwykle popularna (i brutalna) bijatyka to bardzo wdzięczny temat na film. O tym jakim wielkim sukcesem było “Mortal Kombat” na początku lat 90. niech świadczy fakt, że zaledwie kilka lat po premierze gry w kinach pojawił się pełnoprawny, pełnometrażowy hollywoodzki film. Hype związany z grą oraz jeszcze wówczas popularny gatunek kina kopanego sprawiły, że po dziś dzień film “Mortal Kombat” z 1995 roku jest jedną z najbardziej kasowych adaptacji gier video. Niestety, kontynuacja, czyli “Mortal Kombat: Unicestwienie” (jeden z absolutnie najgorszych filmów jakie widziałem) dosłownie “skopała” cały temat. I dopiero całkiem niedawno w sieci miała miejsce premiera internetowej mini-serii “Mortal Kombat: Legacy”, przedstawiającej bardziej współczesne wersje postaci i mitologii całej serii gier, które tchnęły w nią nowe życie i na nowo pokazały potencjał, który można wykorzystać. Przymiarki do rebootu “Mortal Kombat” są. Ponoć James Wan (reżyser m.in. “Piły”, “Obecności” oraz “Szybkich i Wściekłych 7”) został zatrudniony jako producent, co wydaje się dobrym ruchem. Czekamy w takim razie na kolejny. Get over here!

The Last of Us

“The Last of Us” powstało w tym samym studio co seria “Uncharted”, także trudno się dziwić, że jej twórcy do perfekcji opanowali przenoszenie filmowych motywów w realia gry video. Tym razem udało im się podnieść je do rangi sztuki. I to nie tylko sztuki pod względem grafiki czy nawet mechaniki, ale narracji. Nie brak w “The Last of Us” scen akcji, lecz jest  to przede wszystkim poruszający dramat psychologiczny, pełne emocji studium relacji głównego bohatera z młodą dziewczyną, z którą przyszło mu podróżować w postapokaliptycznym świecie. Temat w sam raz na powieść, a przede wszystkim na film. I znowu mamy do czynienia z grą, która sama w sobie jest praktycznie interaktywnym filmem, jednak potencjał tej historii jest tak wielki, a w samą grę nie trzeba grać by ją przeżywać (znam przypadki ludzi uwielbiających ją po prostu oglądać w czasie gdy gra w nią kto inny), że aż się prosi, by opowiedzieć tę historię także w bardziej tradycyjnych ramach fabularnych masowemu widzowi. O ile oczywiście zabiorą się za to sprawni filmowcy.

Mass Effect

Żyjemy w całkiem dobrych czasach dla fanów sci-fi. Zarówno w literaturze, w kinie jak i w grach video można zaobserwować całkiem sporo pozycji, z którymi można i warto się zapoznać. Na pewno jednak X muzie nie zaszkodzi kolejna wielka franczyza, o ile oczywiście zostanie pieczołowicie przygotowana. Przygody komandora Shepparda mają w sobie wszystko to, co kochają widzowie filmowych widowisk sci-fi. Wielki rozmach, międzyplanetarne intrygi, niezwykle wciągającą fabułę, interesujące postaci i przede wszystkim całe masy kosmicznych ras i światów jakie napotykają na swojej drodze bohaterowie w trakcie swoich podróży. Pomijając wątki poboczne wydaje mi się, że spokojnie główne wątki fabularne z każdej części gry dałoby się sprawnie skondensować w formę około 120-minutowego widowiska. Oby takie za jakiś czas powstało.

Skyrim

Fani sci-fi nie mają na co narzekać, ale z kolei fani fantasy już tak. Poza “Władcą Pierścieni” praktycznie nie mieliśmy żadnego wartego uwagi widowiska fantasy w kinie. Na siłę rozciągnięty do trylogii i kompletnie niepotrzebny (z perspektywy widza) “Hobbit” do udanych dzieł się nie zalicza, nawet jeśli był w miarę przyjemny w oglądaniu. Tak więc, korzystając z fali popularności “Gry o Tron” oraz popkulturowej fascynacji smokami, warto chyba sięgnąć po bogaty i rozległy świat Elder Scrolls stworzony przez studio Bethesda. “Skyrim”, który przed paru laty bił rekordy popularności wśród graczy stanowi chyba dość oczywisty wybór na filmową adaptację. Gra posiada tyle wątków oraz tak rozbudowaną historię (można też przecież sięgnąć do poprzednich cześć Elder Scrolls), że, pod warunkiem dobrego scenariusza i obsadzenia sprawnego reżysera, “Skyrim” stanowi właściwie samograj.

Red Dead Redemption

Było już o sci-fi, było o fantasy, ale o fanach prawie że martwego westernu zapominamy najbardziej. A przecież jest to gatunek, z którego całymi garściami czerpią twórcy współczesnego kina akcji i sensacji. Co jakiś czas pojawia się na ekranie filmowy western, raz bardziej raz mniej udany, natomiast praktycznie zawsze przechodzi totalnie niezauważony. Może więc warto zwrócić się ku arcydziełu gatunku, które dość nieoczekiwanie pojawiło się właśnie w formie gry video. Mowa tu oczywiście o “Red Dead Redemption”. Dla wielu jest to jedna z najlepszych gier wszech czasów. Niesamowicie wciągająca, wielowątkowa i imponująca rozmachem opowieść stała się wielkim przebojem. Nie tylko dlatego, że za jej powstanie odpowiadają twórcy kultowej serii GTA, ale przede wszystkim ze względu na jej fabułę, postaci, rozbudowane wątki garściami czerpiące z całego gatunku oraz wspaniały, ogromy i żywy świat Dzikiego Zachodu.

God of War

Tu przyznaję, filmowcy, którzy podejmą się zadania ekranizacji “God of War”, będą mieli przed sobą nie lada wyzwanie. Pozornie, fabuła wydaje się prosta, a sama rozgrywka polega na tym by brutalnie rozprawiać się ze stojącymi na naszej drodze przeciwnikami. Tyle że, unikalność “God of War” polega na jej ogromnym, wręcz abstrakcyjnym chwilami, rozmachu. Efektowne i często efekciarskie sceny po prostu wbijają w fotel kiedy wchodzimy w poetykę samej gry, natomiast oglądanie czego takiego w kinie może groźnie zbliżyć się do kampu. Bogowie, Tytani, potwory, magiczne bronie – oglądaliśmy to wszystko chociażby w “Gniewie Tytanów” i nie był to zbyt udany seans. Tym niemniej, może kiedyś ktoś wpadnie na pomysł, jak na dużym ekranie przedstawić dziką akcję tej mocarnej serii z najbardziej wkurzonym głównym bohaterem ever.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (11)

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...