Oto Marijuanaman. Ziggy Marley – “Ziggy Marley”. Recenzja sPlay

Muzyka 27.05.2016
Oto Marijuanaman. Ziggy Marley – “Ziggy Marley”. Recenzja sPlay

Oto Marijuanaman. Ziggy Marley – “Ziggy Marley”. Recenzja sPlay

Odstawmy na chwilę dziwaczny twór jakim jest „polskie reggae” i skupmy się choć na moment na reggae, które jest o wiele bliżej swoim jamajskim źródłom.  Swoją nową płytę wydał Ziggy, najstarszy syn Boba Marleya.

O wpływie reggae na współczesną muzykę pop możnaby spokojnie podręcznik napisać. Podobnie w przypadku wpływu na popkulturę jaką wywarł nieodżałowany Bob Marley. Od kilku lat ten gatunek przeżywa swój renesans, w dużej mierze za sprawą Rihanny, która przemyca jamajskie rytmy do swoich przebojów. Nie trzeba było długo czekać aż po te same motywy zaczną sięgać inni wykonawcy (ostatnio choćby Ariana Grande) oraz DJ’e i producenci. Nie wspominam już o setkach mniej czy bardziej profesjonalnych zespołów, które nagle poczuły powołanie by grać właśnie reggae. I oczywiście nie ma w tym nic złego, to muzyka tak bardzo pełna pozytywnej energii i afirmacji życia, że im jej więcej tym lepiej. Tyle że w sytuacji, gdy rynek reggae został tak bardzo „zalany” różnościami, trzeba umieć się jakoś w tym odnaleźć i wyselekcjonować to, co naprawdę warte jest poznania i naszego czasu.

Ziggy z pewnością odziedziczył po ojcu kapitalny zmysł do śpiewania cwytliwych melodii, które łatwo wpadają w ucho i zostają tam na jakiś czas. Jego najnowszy krążek to wspaniała wyprawa śladami reggae zmieszanego z popem oraz nowoczesnymi brzmieniami. Najwyraźniej słychać to w kawałku Ceceil, Nie brak również rockowych motywów, szczególnie w Heaven Can’t Take It jak i bardziej soulowych odniesień (Marijuanaman). Okazuje się, że reggae można sprawnie łączyć z innymi gatunkami nie tracąc przy tym jego charakterystycznego brzmienia i feelingu. Ziggy swoją nową płytą pokazuje również, że reggae nie musi ciągle tkwić w tych samych schematach, ale też może wychylić się lekko w stronę popu, zachowując przy tym swoją duszę i pozytywną, szczerą energię.

“Ziggy Marley” to płyta na wskroś nowoczesna i oldschoolowa zarazem. Nie jest to oczywiście wielce odkrywczy album, tak po prawdzie, to dość średni krążek, ale za to dorze brzmiący, lekki i przyjemny w odsłuchu, tak więc idealny zarówno dla fanów gatunku, jak i dla tych, którzy wcześniej nie byli do niego zbyt przekonani.

Oczywiście, można słuchać Kamila Bednarka i tym podobne popkulturowe twory (jak mniemam stworzone z pasji do tej muzyki i szacunku dla legendy Marleya), ale równie dobrze można zbliżyć się trochę do korzeni brzmienia samego Marleya, wsłuchując sie w to co ma do zaśpiewania jego syn pierworodny . Ziggy nie jest może szeroko znaną gwiazdą, ale jego dorobek solowy opiewa obecnie na 6 studyjnych płyt. Ma on na koncie m.in. nagrodę Grammy za „Najlepszy Album Reggae” (przyznany jego poprzedniej płycie „Fly Rasta”). Także, niech będzie to jakimś świadectwem jakości.

 

 

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...