Głos dorosłego dziecka. Włodek Markowicz – „Kropki”. Recenzja sPlay

Książki 27.05.2016
Głos dorosłego dziecka. Włodek Markowicz – „Kropki”. Recenzja sPlay

Głos dorosłego dziecka. Włodek Markowicz – „Kropki”. Recenzja sPlay

Włodek Markowicz. Współtwórca kultowego internetowego show Lekko Stronniczy, od roku działający na YouTubie pod własnym „szyldem”. Twórczość prezentowana na jego kanale zdobyła uznanie „zwykłych widzów”, jak i „branży” (dwie nagrody Grand Video Awards 2015 magazynu Press; Twórca Roku, Twórca Video Roku i Twórca Video Roku: Vlog na Gali Twórców 2015). Od niedawna – pisarz. W ubiegłym tygodniu nakładem wydawnictwa Znak ukazała się jego debiutancka książka pt. “Kropki”. Czy solowy debiut w świecie literatury jest równie udany jak ten youtube’owy?

Nie płakałem po LSie. W pełni rozumiejąc i uznając jego fenomen, nigdy nie byłem fanem tego formatu. Tym bardziej kanał Włodka Markowicza był dla mnie odkryciem. “Flashback” (program traktujący o istotnych zjawiskach młodości YouTubera) z miejsca kupił mnie odpowiednim miksem wrażliwości i nostalgii; produkcje takie jak obie części „Jak zostać YouTuberem” czy (szczególnie mi bliska) „Introwersja” imponowały mi autentycznością i rozwagą. Wszystkie filmy zachwyciły mnie techniczną stroną wykonania.

W bardzo krótkim czasie kanał Włodka stał się moim ulubionym miejscem na polskim YouTubie, a niejednorodność konwencji materiałów oraz nieregularność w ich publikowaniu tylko podsycały moje uczucie oczekiwania na kolejny filmik. Mniej więcej od momentu publikacji najpopularniejszego dzieła Włodka pt. “Kropki” pojawiały się głosy krytyki zarzucające banał w przesłaniu produkcji Markowicza. Mimo, iż jestem w stanie zrozumieć ten punkt widzenia – nie podzielam go; choć moim zdaniem w kilku swoich filmach twórca niebezpiecznie zbliżył się do granicy kiczu, nigdy jej nie przekroczył.

Informację o tym, że Włodek pisze książkę przyjąłem z mieszanymi uczuciami. Zawsze podziwiam decyzje blogerów/vlogerów o podjęciu próby pisania książki, która w swojej formule nie będzie wspomnieniami i/lub poradnikiem. Jako fan cieszyłem się również na nowy materiał od twórcy, którego podziwiam. A jednocześnie obawiałem się – na POWAŻNYCH_OSTATECZNYCH_ZAGADNIENIACH (a tak chyba można było interpretować temat książki, nawiązującej tytułem do najpopularniejszego wideo Włodka) wyłożyli się nawet najwięksi myśliciele i pisarze w historii dziejów. Czy Markowiczowi uda się udźwignąć temat i uciec od przesłania opartego na frazesach?

Na bazie zapowiedzi oraz blurba ciężko jednoznacznie określić formułę książki. Czym w takim razie są “Kropki”? Książka Markowicza to zapis szeregu przemyśleń youtubera na różne tematy. “Kropki” w swojej strukturze i tematyce kojarzą mi się nieco z publikacjami Anthony’ego de Mello – lecz tam, gdzie u autora „Modlitw żaby” dane zagadnienie było podejmowane w formie krótkiej, metaforycznej przypowiastki, u Włodka tę rolę pełni mini-esej – zwykle bez „storytellingowej” otoczki. Choć w książce pojawiają się elementy autobiograficzne – fakty i sytuacje z życia Włodka pełnią rolę trampoliny do jego przemyśleń i wniosków (lub są ich zobrazowaniem). Sam autor przyznaje, że praca nad książką miała dla niego wartość terapeutyczną; całość tekstu powstała w przeciągu 2-3 tygodni i bardziej przypominała „wyrzucenie” treści z głowy niż typowe pisanie.

Podczas spotkania autorskiego Markowicz ujawnił, że jako cel swojej działalności (nie tylko pisarskiej) obrał „mówienie o niepłytkich rzeczach”. Szybki rzut oka na spis treści “Kropek” pozwala stwierdzić, że swoją deklarację traktuje poważne. „Miłość”, „Szczęście”, „Pośpiech”, „Walka z systemem”, „Zrozumienie” – to tylko kilka z tytułów rozdziałów i jednocześnie zagadnień stanowiących podstawę rozważań Markowicza. Jeden z ostatnich tematów to, jakżeby inaczej, „Sens życia”.

Z częścią tez zawartych w “Kropkach” mogę się zgodzić. Część zdecydowanie odrzucam. Natomiast z olbrzymią przykrością muszę stwierdzić, że treść książki w większości składa się z komunałów, z którymi trudno w ogóle polemizować i co do których trudno sensownie się odnieść, gdyż same w sobie znaczą wszystko i nic.

Średnia truizmów, złotych myśli i podniośle brzmiących fraz przypadających na stronę tekstu jest przerażająco wysoka. Jeśli dla kogoś w youtube’owych filmach twórcy granica kiczu w postaci podnoszenia ogólników do rangi epokowych odkryć została kiedykolwiek przekroczona – do “Kropek” nie powinien nawet zaglądać.

Przykłady? Proszę bardzo:

Prawdziwa tolerancja to zrozumienie. Zawsze wynika ona ze świadomości, że drugi człowiek ma prawo do błędu, do bycia sobą i decydowania o sobie. Ma prawo robić wszystko, co sprawia mu przyjemność, pod warunkiem, że nikogo nie krzywdzi.

Nikomu niczego nie udowadniaj – tylko samemu sobie. Udowodnij sobie, że ten świat jest też twoją własnością. Kawałek tego świata należy się tobie. Masz prawo zrobić z nim, co ci się tylko podoba.

Myślisz, że jesteś ważny. Nie jesteś. Myślisz, że jesteś wyjątkowy. Nie jesteś. Myślisz, że wszystko co osiągnąłeś, zawdzięczasz sobie. Nieprawda. Jesteś sumą wszystkich ludzi których spotkałeś, sumą wszystkich przeczytanych książek.

Z takich fragmentów składa się przynajmniej 80 proc. treści książki…

Banalne treści idą w parze z nieporadnością formy. Pół biedy, gdy chodzi o zwykłe stylistyczne zgrzyty, wynikające z (jeszcze niewyrobionego) warsztatu pisarskiego. Gorzej, że wywody Markowicza często są chaotyczne i niespójne – co pozycji, która w swoim założeniu ma pobudzać do myślenia, trudno wybaczyć. Przykładowo – Włodek pisze: Może zrozumiesz kiedyś, że problem jest zawsze w twojej głowie. Nigdy na zewnątrz. Zmień siebie, a zmienisz świat dookoła.” Dwie strony dalej stwierdza: „Co jak co, ale na charakter nie mamy aż takiego wpływu jak nam się wydaje.

Wiedza dotycząca tematów, których podejmuje się autor, momentami bywa mocno powierzchowna. W toku swoich rozmyślań Markowicz przywołuje postać Osho – przedstawiając go jako hinduskiego guru potrafiącego dzięki medytacji całkowicie odciąć się od świata. W rzeczywistości Osho okazał się być szarlatanem i założycielem sekty, w dodatku ceniącym sobie życie w luksusach (posiadał ok. 100 Rolls Royce’ów). Nie znam się na Kabale oraz Zen (które to zagadnienia również pojawiają się w „Kropkach”); biorąc jednak pod uwagę powyższy przypadek – czemu miałbym w tych kwestiach ufać sądom autora?

Niełatwo pisać mi te słowa, ale znając twórczość Markowicza wiem, że autentyczność ceni sobie ponad wszystko. “Kropki” to 300 stron przez które przebrnąłem z trudem – i nie był to trud wynikający z przegrzania zwojów mózgowych na skutek intensywnych rozmyślań. Mimo jednoznacznie negatywnego wrażenia jakie wywarła na mnie książka, doceniam jedno: w „Kropkach” nie czuć megalomanii autora; przekonania, że tworzy arcydzieło. Wierzę, że Markowicz pisze to, co myśli – i robi to z potrzeby serca. Z tego powodu, mimo podobnego ładunku kiczu, nie zestawiłbym tej pozycji np. z twórczością Coelho, która w swoim grafomaństwie jest dla mnie cyniczna.

Włodku, cieszę się, że pielęgnujesz w sobie wewnętrznego nastolatka. To on decyduje w dużej mierze o sile twojej twórczości. Jeśli jednak zdecydujesz się napisać kolejną książkę – proszę, dopuść do głosu również dojrzalszą stronę swojej osobowości, która spojrzy z dystansem na to, co twoje „dorosłe dziecko” stworzyło. Intuicyjnie sądzę, że mogłoby to przynieść dużo dobrego. Powodzenia! Czekam z niecierpliwością na twoje kolejne projekty. Trzymam kciuki za wszystko co robisz.

(podpisano: Jasiek – wewnętrzny nastolatek Jana Lipeckiego)

[buybox-widget category=”book” name=”Kropki” info=”Włodek Markowicz”]

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (17)

17 odpowiedzi na “Głos dorosłego dziecka. Włodek Markowicz – „Kropki”. Recenzja sPlay”

  1. Kropki były tak naprawdę bańkami, które pękły, gdy twórca wyszedł zza ekranu do świadomości czytelnika. Mam takie wrażenie, że część tego to cytaty w stylu internetowych mądrości wrzucanych na tablicę przez ludzi zbyt mało aktywnych w życiu by dojść do nich drogą działań i hartowania swojego charakteru. Jednocześnie, zachodzi tu mały dysonans, bo ani nie są to złe cytaty, ani nie dało się tego jakoś specjalnie umieścić w inny sposób. A Włodek zapewne pisał to, co czuł. Tego typu rozważania są przydatne, ale przydałoby się więcej życia w tym.

    • To co napisałeś oddaje sens publikacji i twórczości Włodka na tym etapie. Jest to też krytyka jaka się należy. Pierwsza książka siłą rzeczy nie jest opus magnum w każdej kategorii ale powstać musiała by oczyścić umysł autora. Trochę się dziwię ludziom którzy albo śmieją się z najprostszych prawd albo sądzą, że mogą sypać porównaniami i używać słów kluczy typu “kicz” “Coelio” “banał” itp bo przeczytali ileś tam książek uznanych za dobre, klasyczne czy też przełomowe i teraz każda która jest w podobnym tonie ale płynie z wnętrza autora i nie jest ekscytująca, odkrywcza, zaskakująca itp jest nazwana słabą. Jeżeli publikacja Włodka chociaż jedną osobę na świecie popchnie do działania, zrobienia czegoś ze swoim życiem lub po prostu czegoś dobrego to jej istnienie ma sens. Dla oczytanych w podobnych publikacjach wałkowanie tego samego ale napisanego troszkę inaczej nic raczej nie zmieni. Bo jak by miało zmienić to by to się stało po pierwszej lub drugiej książce, a tak są tylko czytelnikami kolejnych i kolejnych tomiszczy. A może jednak… Oczekiwania kontra rzeczywistość.

      • No ale tu wchodzi też ten bardziej “przyziemny” argument. Włodek zarobi na recyklingu tego, co znamy i do nas dociera i wypada mi wierzyć, że rzeczywiście chodzi o rzeczone “oczyszczenie myśli i wypuszczenie z siebie wszystkiego” aniżeli wydojenie swoich fanów póki jest zainteresowanie.

        • Z tym dojeniem fanów to bym się rozpędzał bo empik trzyma cugle i nie tylko fani mogą dostać tą pozycję a hajs musi się zgadzać nie koniecznie Włodkowi. Doić to Tomczyk T. potrafi ze swoim self wydawnictwem, publiszingiem i grupką napalonych wiernych licealistek i innych istot które łykną każde wydane coś nie ważne co by to było i czy to im jest do czegokolwiek potrzebne. Zresztą wszyscy dziś doją dając wybór kup lub nie kup, twój wybór. Chociaż wyboru nie daje google, microsoft, apple, …, …, …, …

          • Od kiedy marketing silnie wkroczył na etap “kreowania popytu” coś takiego jak kupić czy nie kupić zostało dosyć mocno ograniczone, zwłaszcza u słabszych mentalnie jednostek.

  2. W sumie nawet cieszy, że idioci, którzy potrzebują tego typu “życiowych porad”, wydali jednak kasę na książkę.
    Zawsze to coś. Może pójdą za ciosem i następnym razem przeczytają coś wartościowego. ;)

  3. Mnie najbardziej zaciekawiła notka o Osho autora wpisu, fajnie jest pisać o czymś nie mając o tym zielonego pojęcia. Takimi wtopami niszczysz Waść cały Twój tekst, czyniąc mój cenny czas zupełnie straconym. Żenada

    • Naprawdę? W rzeczywistości było jeszcze z 10 razy gorzej niż pisze polska Wikipedia. Dość przeczytać angielską, lub choćby książkę The Rajneesh Chronicles Wina McCormacka.

      • Co znaczy gorzej? Skąd masz takie informacje? Z jednej książki? Bardzo szybko wystawia się taką czy inna laurkę nie znając w ogole tematu

  4. Widać, że Włodek potrzebował tej książki, ale czy potrzebowali jej czytelnicy…? Jednym z ciekawszych tematów na YT był ten o Introwersji, próba analizy, zrozumienia, wytłumaczenia innym jak to wygląda od środka, widać, że Włodek potrafi o tym bardzo ciekawie opowiadać. W przypadku książki to wszystko podszyte jest niestety “banałem”. Może to za mocno słowo, ale tak to widzę – coś co miało swoją formę i treść i pomysł przed kamerą, nagle jako książka trąci strasznym frazesem. Doceniam jego trud i pracę – wszak to jego osobiste dzieło – ale jestem na nie. Czekam na filmy…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...