Jak to jest z tą nierównością płac w branży filmowej (i nie tylko)?

Film 20.05.2016
Jak to jest z tą nierównością płac w branży filmowej (i nie tylko)?

Jak to jest z tą nierównością płac w branży filmowej (i nie tylko)?

Czy rzeczywiście kobiety zawsze i wszędzie są „cenione” mniej od mężczyzn? Ostatnio aktorka Robin Wright poruszyła ponownie ten temat w odniesieniu do swojej gaży za serial „House of Cards”, która była wyraźnie mniejsza niż jej ekranowego partnera, czyli Kevina Spacey’ego. Korzystając z okazji, postanowiłem bliżej się przyjrzeć zagadnieniu.

Sednem wypowiedzi Robin Wright był fakt, że jej ekranowa bohaterka, Claire Underwood jest równorzędną i tak samo ważną postacią serialu jak jej mąż, Frank Underwood, grany przez Kevina Spacey’ego. Nawet w pewnym momecnie, Claire stała się bardziej popularna od niego i wysunęła się na pierwszy plan w serialu. A jednak, według raportów, Spacey otrzymywał za każdy odcinek „House of Cards” 500 tysięcy dolarów, podczas gdy Wright dostawała 420 tysiecy dolarów.

Temat równouprawnienia i nierówności płciowych jest na tyle śliski i niebezpieczny, że pewnie tak czy siak, opowiadając się za którąkolwiek ze stron, doczekam się lawin krytyki. Tym niemniej, na wstępie chciałbym zaznaczyć, że uważam się za (rozsądnego) feministę. Co więcej, nie zwracam nadmiernie uwagi na to, czy dana postać jest kobietą czy mężczyzną; gdy widzę film bądź serial, w którym jest albo przewaga kobiet albo mężczyzn nie stanowi to dla mnie problemu, bo przede wszystkim dla mnie istotne jest to, czy dane postaci są interesujące.

Idąc dalej tym tropem, uważam, że każdy powinien otrzymywać taką samą zapłatę za wykonywaną pracę, pod warunkiem oczywiście, że jest to praca porównywalna pod względem trudności wykonania oraz poświęconego na nią czasu, bez względu na pochodzenie, wyznanie czy płeć.

Jakakolwiek dyskryminacja, na przykład płciowa, jest dla mnie tak samo abstrakcyjną głupotą, jak to, że miałbym komuś zapłacić mniej, tylko dlatego, że ma rude włosy albo nie pasuje mi jego/jej kolor włosów. Dlatego też absolutnie staję po stronie Robin Wright, która w tym wypadku ma totalną rację. Natomiast całe zagadnienie nierówności płac to temat trochę bardziej złożony.

Na początek zadajmy sobie jednak podstawowe pytanie – ile super przebojowych hitów kinowych z kobietami w rolach głównych jesteśmy w stanie wymienić?

Wystarczy tylko spojrzeć na cyferki w box office i zobaczymy, że na liście najbardziej kasowych filmów wszech czasów (jak i w danym roku) są przede wszystkim filmy, których bohaterami są meżczyźni. Ktoś oczywiście powie: „No, ale tak jest dlatego, że nikt nie robi filmów z kobietami w rolach głównych”. Ok, racja. Rzeczywiście, filmów z żeńskimi bohaterkami jest mimo wszystko mniej, jak również znacznie mniej jest ciekawych postaci kobiecych (w kinie, bo w serialach naprawdę aktorki nie mają na co narzekać).

Tylko, że tutaj zaczyna się cała spirala. Jednym z najbardziej popularnych i kasowych gatunków są wielkie, rozbuchane widowiska pełne akcji. Kierowane w dużej mierze do młodzieży płci męskiej. Trudno więc oczekiwać, by w większości tych filmów, głównym bohaterem, z którym ma się ów młody mężczyzna identyfikować, była kobieta/dziewczyna. Siłą rzeczy, kobiety masowo wolą oglądać trochę inny rodzaj filmów. I tu nawet nie chodzi o stereotypowe komedie romantyczne czy romanse. Po prostu, na nowe Transformersy, Żółwie Ninja czy Kapitana Amerykę prędzej pójdzie grupka chłopaków niż grupka dziewczyn. Nie przeczę, że i kobiety lubią oglądać wielkie widowiska, ale jednak nikt nie przekona mnie, że jest ich więcej.

box_office_artykul
Lista 15 najbardziej kasowych filmów wszech czasów (stan na maj 2016), źródło: Boxofficemojo.com

Ostatnio w dodatku Hollywood zaczyna nadrabiać swoje błędy z przeszłości i silne (czasem zbyt silne) postaci kobiece zaczynają pojawiać się (chwilami aż do przesady) w co drugim blockbusterze. Głównymi bohaterkami najnowszych Gwiezdnych Wojen są kobiety. Rey, grana przez świetną Daisy Ridley, dźwiga na swoich barkach całą nową trylogię. Z kolei Felicity Jones wciela się w Jyn Erso, centralną postać spin-offu „Rouge One”. Po ogromnym sukcesie pierwszych „Igrzysk Śmierci” i znakomitej roli Jennifer Lawrence, możemy zaobserwować prawdziwy wysyp adaptacji dystopijnych powieści dla młodzieży, których bohaterkami są mniej bądź bardziej udane kopie Katniss. Lada moment zobaczymy „Pogromców duchów 3”, którzy w imię „poprawności politycznej” tym razem zostaną pokazani w wersji totalnie żeńskiej, idąc trochę na przekór fanom serii, którzy zapewne bardziej oczekiwali powrotu swoich ulubionych postaci. Ostatnio krążą plotki o solowym filmie Czarnej Wdowy, czyli granej przez Scarlett Johansson bohaterki Marvela. W przyszłym roku zobaczymy pierwszy (dopiero) film superbohaterski, z kobietą w roli głównej, mowa tu o „Wonder Woman” z Gal Gadot. Mówi się też wstępnie o tym, że być może za niedługo zobaczymy żeńską wersję Wolverine’a.

x_23_wolverine
X 23, żeńska wersja Wolveine’a

Pojawia się przy tym pytanie, na ile owe produkcje będą hitami porównywalnymi kasowo z „męskimi”? Piszę o pieniądzach, bo to od nich zależą trendy w branży, a także gaże dla aktorów/aktorek.

Tak na zdrowy rozum, to wydaje mi się, że żaden aktor (czy aktorka) nie powinien zarabiać za jedną rolę 20, 30 czy 50 milionów dolarów.

Tu nawet nie chodzi o to, że jest pełno głodujących dzieci w krajach trzeciego świata, których nie stać nawet na kubełek wody, bądź takich, które muszą harować całe dnie, by dostać miskę ryżu. Nie chodzi też o miliardy zwykłych ludzi, którzy za swoją pracę zarabiają tyle, że czasem ledwo co wystarcza im na podstawowe potrzeby i utrzymanie. Większym problemem jest to, że aktorstwo nie jest tego typu zawodem, który zasługuje na aż tak wielkie pieniądze. Bardziej w końcu potrzebujemy lekarzy, hydraulików, prawników itp.

Rekordowe 55 milionów dolarów, które Johnny Depp otrzymał za to, że zgodził się po raz czwarty wcielić się w kapitana Jacka Sparrowa w filmie „Piraci z Karaibów: Na nieznanych wodach” to czysty absurd. W 2014 roku ogłoszono, że Robert Downey Jr. został najlepiej opłacanym aktorem na świecie, zarabiając przez cały rok 80 milionów dolarów. Za takie kwoty możnaby spłacić zadłużenia paru niewielkich krajów, bądź zlikwidować bezrobocie w co najmniej paru regionach. To są pieniądze, które, gdyby były rozsądnie rozdysponowane, starczyłyby na życie w dostatku na kilka ładnych pokoleń. A Depp taką kwotę otrzymał w ciagu jednego roku. I nikt nie ukrywa specjalnie faktu, że jest zdecydowanie mniej kobiet, które za swoje role dostają tego typu wielkości pieniędzy.

Ale jak pisałem wcześniej, jest to wypadkowa popularności i pieniędzy jaki dany film czy seria, dźwigana przez konkretnego aktora zarabia. 50 milionów to chore pieniądze, ale jeśli spojrzymy na to, że dany odcinek „Piratów z Karaibów” jest w stanie zarobić około miliarda dolarów, to taka gaża jest po prostu w miarę uczciwym procentem z zysku, który otrzymuje aktor będący twarzą i poniekąd „sprzedawcą” danej serii.

Poza „Igrzyskami Śmierci” nie ma jak dotąd równie kasowej serii filmowej z żeńską bohaterką w roli głównej. Za pierwszą część Jennifer Lawrence otrzymała milion dolarów, ale po tym jak seria stała się popkulturowym fenomenem, za ostatnią część, aktorka skasowała już 15 milionów dolarów. W 2003 roku Julia Roberts otrzymała rekordowe 20 milionów dolarów za rolę w filmie „Uśmiech Mony Lizy”. W tym roku, Roberts za dosłownie 4 dni pracy na planie filmu „Dzień matki” otrzymała 3 miliony dolarów. Od 15-20 milionów za rolę zarabiają m.in. Angelina Jolie, Sandra Bullock, Jennifer Aniston. Oczywiście, że jest ich mniej niż mężczyzn zarabiających takie pieniądze, ale wynika to z faktu, że globalnie filmy z kobietami zarabiają mniej pieniędzy.

Kolejną kwestią w temacie mniejszej ilości filmów z ciekawymi bohaterkami i opowiadajacymi o postaciach kobiecych jest prosty fakt, a mianowicie to, że scenarzystami, którzy piszą filmy w Hollywood (i poza nim) są w większości mężczyźni.

Niektórym oczywiście udaje się pisać wspaniałe role dla kobiet i genialnie wejśc w ich psychikę (wystarczy wymienić filmy Pedro Almodovara czy Woody’ego Allena), ale nie każdy to potrafi i chce. A czemu nie ma więcej kobiet scenarzystów? Powodów jest pewnie co najmniej kilka. Kobiety są trochę bardziej społecznymi istotami (oczywiście uogólniając), więc odizolowana od świata praca pisarki nie zawsze jest tym, o czym marzy przeciętna młoda dziewczyna. Jest też temat związany z biologią. Kobiety, o wiele bardziej niż mężczyźni są od niej uzależnieni. Sam wieloktrotnie spotkałem się z artystkami, aktorkami, początkującymi reżyserkami, które w pewnym momencie odpuściły sobie karierę w branży filmowej, bo postanowiły poświęcić się rodzinie.

Nie jest to jakiś mój „patriarchalny” czy genderowy wymysł – piszę tylko o tym z czym się osobiście spotkałem. Zresztą, wystaczy spojrzeć na liczne kariery hollywoodzkich aktorek, które w pewnym momecnie zaszły w ciążę i postanowiły poświecić się wychowaniu dzieci znikając przy tym ze „świecznika”. Halle Berry, Julia Roberts, Catherine Zeta-Jones to tylko niektóre z przykładów. Branża filmowa to wbrew pozorom wymagający kawałek chleba, niezależnie od tego, po której stronie kamery się stoi. Trzeba ciągle walczyć o swoje, dążyć do celów, które się sobie postawiło; a gdy się na chwilę choćby odpuści, to na twoje miejsce pojawia się setka innych ludzi z podobnymi ambicjami. Hollywood to bezwzględna machina, która nie toleruje próżni.

Są to surowe zasady gry, być może powinny zostać zmienione, ale nawet jeśli, póki co ciągle obowiązują, więc albo ktoś sie do nich dopasuje, albo nie. Spora cześć kobiet w pewnym momencie pasuje i poświęca się rodzinie, i to jest fakt. Ta praca wymaga ciagłych wyjazdów, bycia poza domem przez wiele miesięcy. Stołek reżysera jest dodatkowo bardzo stresujący i odpowiedzialny; o ile aktor pracuje nad filmem co najwyżej parę miesiecy, tak reżyser musi poświęcić od roku do dwóch lat (w normalnych warunkach) na całościowe nakręcenie filmu (wliczając w to okres preprodukcji, nakręcenia, montażu i całej postprodukcji). Jest to więc jeden z powodów, dla których mamy tak niewiele kobiet reżyserów. Oczywiście nie jest to jedyny powód, ale często bywa on lekceważony i przemilczany w imię poprawności politycznej.

kathleen_kennedy_star_wars
Kathleen Kennedy, szefowa Lucasfilm

Oczywiście, nie udaję, że jest idealnie, że w przeszłości nie popełniano błędów i nie dyskryminowano kobiet (albo przedstawicieli odmiennych niż biała ras). Obecnie branża powoli stara się naprawić to, co wcześniej było niewłaściwe, chociażby poprzez rosnącą z każdym rokiem liczbę kobiet na najważniejszych stanowiskach w wielkich hollywoodzkich wytwórniach. Wystarczy wymienić  Donnę Langley, która jest obecnie szefem jednego z gigantów, czyli Universal Studios albo Kathleen Kennedy (jedna z najbardziej wpływowych prodecentek w historii Hollywood), która jest już od kilka lat prezesem Lucasfilm, odpowiedzialnym za nową serię filmów z cyklu Gwiezdnych Wojen oraz nadchodzącego Indianę Jonesa. W tej sytuacji, ewentualne pretensje o zaniżone gaże dla aktorek siłą rzeczy będą musiały być pewnie nieraz kierowane także pod adresem wyżej wymienionych pań. Co z kolei oznacza, że to niekoniecznie musi być kwestia genderowa. Po prostu, takie są realia rynku.

Za niedługo przekonamy się, czy wszystkie wyżej wymienione filmy z kobietami w rolach głównych odniosą porównywalnie kasowo wielke sukcesy, jak podobne filmy z meżczyznami i wtedy będziemy już mieli koronny dowód na to, czy rzeczywiście kobiety są dyskryminowane czy jest to zwyczajnie rynkowa prawidłowość.

Teksty, które musisz przeczytać:

„Czarownica 2” to „tylko” przeciętny film. Ale pokazuje też, dlaczego Disney absolutnie nie potrafi robić sequeli

„Czarownica” z 2014 roku rozpoczęła modę na przekształcanie klasycznych animacji Disneya na filmy aktorskie z komputerowym CGI. I choć remaki wytwórni stały się ostatnio synonimem odtwórczego kopiowania, to film z Angeliną Jolie zmieniał całkiem dużo w opowieści o Śpiącej Królewnie. Szkoda, że sequel postanowił to wszystko wyrzucić do kosza.

Recenzja/Film 18.10.2019

Dołącz do dyskusji (28)

28 odpowiedzi na “Jak to jest z tą nierównością płac w branży filmowej (i nie tylko)?”

  1. Nie zauważa się jedno w tym: popularność, to jest to co podbija cenę. w aktorstwie mężczyźni mają lepiej, ich wartość z czasem rośnie. Jedyne co może zaszkodzić aktorowi utalentowanemu, to jego własne zachowanie. Wiek działa tylko na korzyść. W przeciwieństwie do kobiet. te są najatrakcyjniejsze w pewnym okresie, potem otrzymują już mniejsze role matek, ciotek, babć. Albo główne role w filmach “artystycznych”, które nie mają szans w starciu z najbardziej kasowymi filmami. Jedynym seksizmem jest to że nie chcemy oglądać starych kobiet na ekranie. Są te wyjątki, nie wszystkie poddały się rynkowi, ale w porównaniu z męską częścią branży, jest to “nic”. Inną kwestią jest “dostępność” aktorek. Ile mamy tak naprawdę nowych aktorek w najgłośniejszych produkcjach? Lawrence, Johanson, to chyba tyle. Obecnie to chyba tylko Disney mocno stawia na “nowe” twarze w swoich najgłośniejszych produkcjach. I nie robi tego bezinteresownie. Biorą dobrego, ale nie znanego szerzej aktora, któremu za główną rolę zapłacą mniej niż “gwieździe” za kilka minut w produkcji.

    • To prawda co mówisz, ale to też się zaczyna zmieniać. Coraz częściej mówi się, że dzisiaj czterdziestka to nowa trzydziestka i jak patrzę na niektóre aktorki, to zaczynam się z tym zgadzać. Taka Jennifer Aniston mająca teraz 47 lat została wybrana przez magazyn People najpiękniejszą kobietą świata w tym roku. W Igrzyskach Śmierci Kosogłosie czy serii Niezgodna czarnymi charakterami były Julianne Moore i Kate Winslet. O największej aktorce hollywoodzkiej, która swoje najlepsze role zagrała jako dojrzała kobieta, czyli Meryl Streep nie wspomnę. Spójrz jak wygląda Helen Miren, Judi Dench, Jane Fonda (genialna w epizodzie w filmie Młodość). Dziś wcale nie jest tak, że facet jest długo młody i witalny, a potem starzeje się jak wino i wszyscy się zachwycają, a kobieta jest piękna w wieku 20-30 lat, a potem tylko schnie i jest odstawiana na boczny tor. Wystarczy spojrzeć na Jennifer Lopez, Halle Berry, Penelope Cruz czy Charlize Theron (genialną w Mad Maksie) żeby przekonać się, że wcale nie zawsze jest tak, jak mówisz. Nie mówiąc już o tym, że też wielu starych aktorów, którzy kiedyś zamiatali w filmach akcji wycofuje się z rynku. Taki Robert DeNiro wczoraj był Taksówkarzem, a dziś jest tatusiem na kanapie wydającym córkę za mąż w Poznaj mojego tatę.
      Także skończcie z tym biadoleniem, dzisiaj kino zaczyna proponować kobietom coraz więcej naprawdę fajnych ról, nie tylko mam i babć :)

  2. Widzę że lewica teraz uderza w Hollywood. Równouprawnienie to mit, nigdy nie będzie równości kobieta=mężczyzna. Sztuczne zawyżanie gaży nie podbije ich prawdziwej wartości, za to osłabi całą branżę. Jak już autor poleciał po całości, to co jest złego w wychowywaniu dzieci i odpuszczeniu kariery? Kobiety zarabiają mniej, bo ich praca jest mniej warta. Poczynając już od prac fizycznych gdzie kobieta nie wykonuje takiej samej pracy jak mężczyzna, po prace intelektualne i w zarządach gdzie trzeba było wprowadzić je ustawą, bo nikt o zdrowych zmysłach nie zatrudniłby ich na tych stanowiskach. Coraz częściej się zdarza że takie stanowiska są fasadą, bo tak naprawdę nadal całością sterują faceci z tylnego fotela. Super równouprawnienie.
    W tym momencie nie ma równouprawnienia, tylko nadawanie przywilejów kobietom.

    Co do wysokości zarobków, to widzę że rozdawnictwo także przemawia przez autora “to czysty absurd. “, widać tyle jest warte zatrudnienie w tej branży, nie płacą tej gaży podatnicy tylko ludzie którzy chcą go oglądać. Tak jak kiedyś czarni chcieli stworzyć programy tylko dla siebie w których występowaliby sami czarni. Okazało się że nikt tego nie chciał oglądać, nawet oni sami. Tak teraz chce się wprowadzać kobiety na siłę do filmów.

  3. Lada moment zobaczymy „Pogromców duchów 3”

    jeśli w ogóle wejdzie do dystrybucji kinowej, bo zapowiada się tak gniot, że pewnie trafi prosto na DVD i do TV.

  4. Dyskryminacja kobiet w filmie? Dajmy na wierzch porno, to też przecież film, a wierzyć mi się nie chce, że mężczyźni zarabiają w tej branży przynajmniej tyle samo co kobiety.

    • Czytałam kiedyś bardzo fajny wywiad z gościem, który jest filologiem czeskim i tłumaczył polskie gazety i filmy porno na rynek czeski. Okazało się, że w naszym kraju gorzej się sprzedawały, a laickie Czechy chętnie je kupowały. Okazało się, że w tej pornogazetce był nawet dział do korespondencji i on tłumaczył listy, które później były tam zamieszczane. Mówił, że bardzo uderzało go, jak w okresie przedświątecznym kobiety pisały, że byłyby ewentualnie skłonne zagrać w jakimś lekkim filmie czy rozebrać się do zdjęć, bo brakuje im pieniędzy na prezenty dla dzieci. Natomiast panowie oferowali swoje usługi “pro publico bono”, wielu było takich, którzy mieli nadzieję, że zakiszą gratis. Tak jakoś mi się przypomniało, jak przeczytałam ten komentarz.

      • Twój tok rozumowania jest stricte feministyczny. Według Ciebie kobiety grają w porno żeby zarobić, ale faceci już chcą tylko “zakisić” za darmo. Jak to możliwe, że bohater może nie drugoplanowy ale też nie pierwszoplanowy ma zarabiać tyle samo co właśnie pierwszoplanowy, jeżeli na planie występujesz mniej czasu masz mniejsze wynagrodzenie, to chyba logiczne, tak samo jeżeli chodzi o pracę np na produkcji, jeżeli osoba A przeniesie mniej rzeczy niż osoba B, to dlaczego ma zostać tak samo wynagrodzona? Ja z kolei kiedyś czytałem zażalenia pewnego faceta odnośnie rekrutacji do jakiegoś przedsiębiorstwa, odbywało się to na zasadzie punktów, za bycie kobietą dostawało się więcej pkt niż za doktorat. Kobieta na starcie dostawiała więcej pkt tylko dlatego, że ma waginę niż mężczyzna z doktoratem. To jest dla Ciebie równouprawnienie? Dla mnie to jest sztuczne nadawanie przywilejów kobietom i dyskryminacja właśnie mężczyzn, a nasze europejskie feministki najchętniej wysłałbym do Arabii Saudyjskiej lub Iranu, tam mogą walczyć o prawa (a nie przywileje) kobiet.

        • To nie jest feministyczny tok myślenia i nie uważam, że kobiety grają w filmach porno tylko po to, żeby zarobić. Tak po prostu przypomniał mi się ten artykuł i go przytoczyłam. Tylko tyle i aż tyle. Bez drugiego dna.

  5. Pierwszy raz w historii, nie było kłopotów z zakupem biletów na finał US Open.
    Stało się tak dlatego, że do ostatniego meczu awansowali zawodnicy, których nikt tam nie widział.
    Choć wszyscy kibice marzą o niespodziankach, to w meczu finałowym chcą jednak zobaczyć murowanych faworytów, najlepiej w pięciu setach.

    Podobnie jest z przemysłem filmowym. Teoria o równouprawnieniu ras czy płci sprawdza się do momentu podliczenia wpływów.

      • To byłaby przesada. Zdrowy feminizm nie polega na tym, żeby na miejsce mężczyzn powstawiać kobiety. Chyba nie ma opcji żeby ktokolwiek kupił taki pomysł :)

  6. Prawda, sama prawda. A jak jest z zarobkami w modzie? Czy modele zarabiają tyle samo co modelki? Wszyscy wykonują tę samą pracę – chodzą po wybiegu. Czy gaże takie same?

    • No tu jest dokładnie taka sama sytuacja, jak w świecie filmu. Przytoczone w artykule, najbardziej kasowe filmy są filmami z głównymi bohaterami płci męskiej. Główni bohaterowie przemysłu modowego – ubrania, torebki, buty, biżuteria, perfumy, nie sprzedadzą się tak dobrze, jeśli będą je reklamować mężczyźni, którzy ewentualnie towarzyszą modelce w kampanii reklamowej, której ona jest gwiazdą. Męskie zegarki czy garnitury reklamowane przez modeli póki co nie są tak atrakcyjne dla mężczyzn, jak np. technologia czy samochody, ale jeśli tylko trendy zaczną się zmieniać i dla facetów bardziej atrakcyjne będą jedwabne koszule wysokiej jakości niż iPhone (albo przynajmniej tak samo atrakcyjne), to zarobki zaczną się wyrównywać. Już w swojej niszy okopał się Ekskluzywny Menel, na pewno będą kolejni i jeśli zainteresowanie wzrośnie, to płace też pójdą w górę.

  7. Przyznam, że bardzo podoba mi się ten artykuł i całkowicie się z nim zgadzam. Myślę, że kwestia płac w przemyśle filmowym za kilkadziesiąt lat może się zrównać. Mówiąc o bohaterach i bohaterkach filmów akcji nie możemy też zapomnieć o tym, że powoli zmienia się też wizerunek mężczyzny. Mówi się dużo o tym, że na ekranach jest coraz więcej kobiet z jajami, silnych i twardych, ale nie zapominajmy też, że typowy filmowy twardziel też zaczyna się zmieniać. Wystarczy spojrzeć na nowego Bonda, który, choć ostatecznie zawsze zwycięski, nie jest pozbawiony słabości, czyli tego, co było nie do pomyślenia za czasów, kiedy Bondem był chociażby Sean Connery. Bohater filmów akcji to coraz rzadziej osiłek otoczony wianuszkiem kobiet, a coraz częściej facet zakochany w jednej kobiecie, ratujący rodzinę, przeżywający pewne rozterki, upadki, mający ludzkie słabości. Świat coraz bardziej otwiera się na męskie emocje, zaczynamy rozumieć, że to, że prawie pięć razy więcej mężczyzn niż kobiet popełnia samobójstwa, jest związane kultem stereotypowej męskości, w której emocje mają być przez mężczyznę tłumione, a on ma całe życie starać się o niezachwianą pozycję samca alfa. Coraz więcej jest mężczyzn biorących udział w wychowaniu swoich dzieci, a urlopy macierzyńskie zaczynają być nazywane rodzicielskimi. Wiadomo dlaczego.
    Dziewczyny są też coraz częściej bohaterkami filmów kinowych dla dzieci. Czarownica, Królewna Śnieżka i Łowcza czy kasowa Kraina Lodu, to przykłady filmów, na których wychowuje się współczesne pokolenie dzieci, a więc i chłopców, którzy za 6-10 lat (podobnie jak dziewczyny) będą targetem “dorosłych” filmów akcji i nie sądzę, żeby przy takim wychowaniu superbohaterka była dla nich mniej atrakcyjna niż superbohater. Nie mówiąc już o tym, że przy okazji filmu dla dzieci Merida Waleczna zrobiono badania, z których wynika, że dziecku jest wszystko jedno jakiej płci jest bohater filmu animowanego, który wyjątkowo mu się spodobał. To oznacza, że prawdopodobnie Merida Waleczna odniosłaby podobny sukces, gdyby była Meridem Walecznym.
    Jeżeli ten model wychowania się utrzyma i typowego deus ex machinę będziemy mogli spotkać już niedługo tylko w osiedlowej siłowni, to za 10 lat filmy akcji z bohaterkami kobiecymi będzie tak samo atrakcyjne, jak z bohaterami męskimi, a więc i płace zaczną się wyrównywać.
    Nie oznacza to moim zdaniem, że będziemy mieć parytety, nic z tych z rzeczy. Biologia, to biologia, kobiety z natury nie są takimi ryzykantkami, jak mężczyźni, nie kręci ich rywalizacja, ale po prostu dzięki tym zmianom, które teraz zachodzą, będą traktowane tak, jak mężczyźni, nawet jeśli w przemyśle filmowym będzie ich mniej. Będą dobrze opłacanymi reżyserami, szefami castingu czy producentami bez jakichkolwiek pośmiechujek.

    • Nie zapominajmy o Ripley z “Obcego”! A to nie czasy obecne, tylko zamierzchłe. Dorzućmy jeszcze Trinity z “Matrixa”. Takie przykłady pierwsze z brzegu, co na myśl przychodzą. Można jeszcze wspomnieć o Larze Croft z “Tomb Raider” i Alice z “Resident Evil”, ale to ekranizacje gier, więc trochę inna broszka. Ale fakt faktem. Kobiety z jajami są w kinematografii od dawna. I raczej będą nadal. Pewnie częściej. I niech będą. Ale – na litość Boską – jeśli od gromienia duchów są faceci i jest to oczywista oczywistość, to dlaczego nagle taka zmiana?

      Są ludzie, którzy przyzwyczajają się do danych rzeczy. Wszelkie zmiany powodują u nich zmarszczenie brwi, patrzenie z niedowierzaniem i sceptycyzmem. Ale są też ludzie otwarci na zmiany, eksperymentowanie itd.

      Absolutnie nie mam nic przeciwko temu, żeby na przykład nowy Bond był kobietą, jednak oglądanie takiego filmu za pierwszym razem wyda się (przynajmniej dla mnie) dziwne. I z takiego seansu, po jego zakończeniu, z pewnością wyjdę wstrząśnięty. A może i nawet zmieszany.

      • Dla mnie ten pomysł z kobietą Bondem jest trochę za bardzo odjechany, bo kłóci się za mocno z książkowym pierwowzorem. Magia Bonda jest właśnie w tym, że wygrywa wszystkie starcia, ma idealnie dopasowany garnitur, jest umięśniony, seksowny i błyskotliwy :) Można go dopasować do współczesnych realiów, dodać wrażliwości, wybrać aktora o niekonwencjonalnej urodzie, dorzucić mu jakąś wadę (z którą walczy) albo ludzką słabość, żeby się nie przerodził w jakąś niewiarygodną w naszych czasach maszynę, ale w tym wszystkim mamy rozpoznawać Blonda z poprzednich filmów. To będzie chyba niewykonalne, jeśli Bond będzie kobietą. Dla mnie to jest eksperyment na granicy śmieszności, podobnie jak z tymi pogromczyniami duchów. No, tu może trochę mniej, bo w komedii można sobie chyba pozwolić na więcej, a i Pogromcy Duchów nie są takim kasowym klasykiem, jak Bond.

      • A, do kobiet z jajami można jeszcze dorzucić Sarah Connor z Terminatora, Czarną Mambę z Kill Billa, Nikitę Luca Bessona, Samanthę Caine z Długiego pocałunku na dobranoc, albo z zupełnie innego bieguna, Mirandę Priestly, dyrektor domu mody w Diabeł ubiera się u Prady. Nawet nie trzeba jakoś bardzo się starać, żeby dokopać się w głowie do tych postaci. O, przyszła mi jeszcze na myśl silna postać Mei z Domu latających sztyletów – całkowicie równorzędna swojemu męskiemu partnerowi.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...