Będę w mniejszości, ale „Captain America: Civil War” to nie jest najlepszy film Marvela

Film 07.05.2016
Będę w mniejszości, ale „Captain America: Civil War” to nie jest najlepszy film Marvela

Będę w mniejszości, ale „Captain America: Civil War” to nie jest najlepszy film Marvela

Po wczorajszym seansie bez problemu mogę odpowiedzieć na dwa podstawowe pytania. Czy „Captain America: Civil War” jest bardziej udany od „Batman v Superman”? Zdecydowanie tak. Czy to najlepszy film ze stajni Marvela? Zdecydowanie nie.

Miałem wobec tego filmu GIGANTYCZNE oczekiwania. Zachodnia prasa nazwała „Wojnę Bohaterów” najlepszą produkcją o zamaskowanych super-bohaterach. Ideałem, który łączy udany scenariusz oraz niesamowite sceny akcji. Chociaż bracia Russo stanęli na wysokości zadania i stworzyli naprawdę dobre widowisko, to do ideału jednak sporo brakuje.

Najważniejsze, że konflikt w filmie „Captain America: Civil War” jest o wiele bardziej zasadny niż w „Batman v Superman”.

W filmie Snydera podłożem konfliktu między Człowiekiem ze stali oraz Mrocznym Rycerzem było gigantyczne ego obu panów, nie mieszczące się na jednej taśmie filmowej. W „Wojnie Bohaterów” przyczyny rozłamu między Avengersami pochodzą z zewnątrz. Wynikają z geopolityki i światowej dyplomacji. Są oczywistym, logicznym i naturalnym następstwem wydarzeń, które miały miejsce we wszystkich poprzednich filmach od Marvel Studios.

captain america- civil war 5Popatrzcie na to z perspektywy polityków – Avengers to prywatna organizacja zbudowana na pieniądzach prywatnej firmy Starka. Działająca bez respektowania państwowych granic, praw oraz protokołów. Nic dziwnego, że wielu osobom może się to nie podobać. Zwłaszcza, że misje Avengersów wcale nie należą do idealnych, co by jedynie wspomnieć dewastację Nowego Jorku.

Politycy postanawiają uwiązać Avengersów smyczą ONZ. Iron Man, Vision i War Machine widzą w tym sens oraz wyjście z problemów, jakie narastały na międzynarodowej arenie od dłuższego czasu. Dla Kapitana Ameryki oraz Falcona jest to uzależnienie od bieżącej polityki i partykularnych interesów, na które nie można przystać. Ich zdaniem, z kagańcem ONZ Avengersi nie będą tak skuteczni jak dotychczas, a to właśnie o skuteczność i zdecydowane, szybkie ruchy tutaj przecież chodzi.

W „Captain America: Civil War” świetne jest to, że obie drużyny mają rację.

Tutaj nie ma dobrej i złej strony. Wszystko rozbija się o filozofię działania, politykę, środki uświęcające cele. Gdy zamaskowanym herosom nie udaje się przekonać pozostałych do swoich racji słowami, zaczynają robić to na pięści. Konflikt zaczyna eskalować, ale nawet wtedy obie strony mają swoje racje, których trudno im odmówić.

captain america- civil war 6Tworzy to świetny efekt. Nie ma tej słusznej oraz niesłusznej strony. Kiedy już kibicujemy jednej z drużyn, robimy to ze względu na własne przekonania, nie ze względu na to, że część Avengersów dała się zmanipulować jakimś zakulisowym, mrocznym siłom i jest w błędzie. Nikt tutaj na nikogo nie rzucił żadnego uroku, nikt nie jest zły do szpiku kości – właśnie o to chodziło!

Zabawne, że najsłabszym elementem konfliktu jest sam Kapitan Ameryka.

Ten jako jedyny zdaje się działać z wyjątkowo prywatnych pobudek. Jego czyny często nie nadają się do usprawiedliwienia. Z mojego punktu widzenia to właśnie Kapitan jest osobą, której w filmie najbliżej do czarnego charakteru, postępującego samolubnie i bez troski o tak zwane „większe dobro”. Ciekaw jestem, czy wy również tak to postrzegaliście podczas seansu.

Personalne wątki skłaniające Iron Mana przeciwko Kapitanowi Ameryce i odwrotnie są niestety mocno naciągane. Brakuje tutaj jakiejś świeżości i większego sensu. O wiele ciekawszy jest konflikt na skalę globalną, z udziałem polityków i dyplomatów. Gdy ten przeradza się w indywidualne, emocjonalne starcie obu panów, magia niestety gdzieś pryska. Głównie dlatego, że mężczyźni skaczą sobie do gardeł z pobudek niewiele lepszych od tych z „Batman v Superman”.

captain america- civil war 4Personalne wątki Zimowego Żołnierza oraz Kapitana Ameryki są najsłabszym elementem „Wojny Bohaterów”. No, zaraz obok „tego złego”, jakim jest Zemo. Ten odgrywa minimalną rolę, robiąc miejsce dla dwóch drużyn walczących o wyższość jednej ideologii nad drugą. Zemo to chyba najmniej wyrazisty szwarccharakter z wszystkich filmów Marvel Studios. Ratuje go tylko to, że antagonista wcale nie jest tak zły i jednowymiarowy, jak początkowo się to wydaje.

Jeżeli zaś chodzi o walki i sceny akcji, czuję niewykorzystany potencjał.

Większość najciekawszych konfrontacji mogliśmy już widzieć w zwiastunach reklamowych. Twórcy filmu „Kapitan Ameryka: Wojna Bohaterów” zostawili w zanadrzu tylko jedną niespodziewaną sekwencję. Jeżeli widzieliście wszystkie dotychczasowe materiały reklamowe, możecie być rozczarowani. Poza „pokazówkami” ze zwiastunów niewiele już zostało do odkrycia.

Oczywiście walki wciąż są bardzo efektowne. Nie ma jednak ani tej epickości z pierwszych Avengersów, ani niesamowicie efektownych, mocno bezpośrednich i brutalnych sekwencji z „Zimowego Żołnierza”. Wielka konfrontacja obu drużyn na płycie lotniska to czysta przyjemność dla oczu, ale nie nastawiajcie się na niezapomniane ujęcia, które będziecie potem odtwarzać raz za razem z płyty blu-ray, czując ciarki na plecach.

captain america civil war 1Na koniec warto wspomnieć o herosach drugiego planu. To oni świetnie ciągną „Captain America: Civil War”.

Świetny Ant-Man, bardziej wyrazisty Falcon, tajemnicza Czarna Pantera, o wiele bliżej przedstawiona widzom Wanda – to najciekawsze postacie nowego filmu Marvel Studios. Na ich tle Kapitan Ameryka wydaje się naprawdę nudny i jednowymiarowy. Bardzo mnie cieszy, że bracia Russo zainwestowali w marginalizowanych dotychczas bohaterów. Ta inwestycja zwraca się z wielką nawiązką.

W tym miejscu trzeba wspomnieć o Spider-Manie. Nowy nabytek filmowego uniwersum Marvela spisuje się rewelacyjnie. Zarówno jako Peter Parker, jak również zamaskowany Człowiek-Pająk. To najbliższa komiksom ekranizacja tej postaci. Może wprowadzona nieco pospiesznie i nieco na siłę, ale naprawdę zdająca egzamin. Właśnie na takiego Spider-Mana czekali fani.

captain america- civil war 2Podsumowując, „Kapitan Ameryka: Wojna Bohaterów” to jeden z lepszych filmów Marvel Studios. Nie najlepszy, nie najciekawszy, nie najbardziej efektowny, nie najzabawniejszy, ale dobrze zbalansowany. Jeżeli nie będziecie oczekiwali złotych gór, z sali kinowej powinniście wyjść zadowoleni. Ja niestety nieco przeceniłem braci Russo po ich kapitalnym „Zimowym Żołnierzu”. Na pewno mogło być lepiej.

———
Korzystając z okazji, chciałbym wam przypomnieć o świetnej linii odzieżowej na licencji Marvela, którą promujemy na sPlay. Ciuchy z bohaterami Marvela od UrbanCity są adresowane do starszych i bardziej wymagających klientów, no i wyglądają rewelacyjnie.

Czytaj również:

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (19)

18 odpowiedzi na “Będę w mniejszości, ale „Captain America: Civil War” to nie jest najlepszy film Marvela”

  1. Zgodzę się, że nie najlepszy, ale wychodzę z założenia, że każdy kolejny nie musi być lepszy od poprzedniego. Ważne, żeby był po prostu… hmmm – fajny! A ten był. Wczoraj padałem na ryj w kinie, ale i tak świetnie się bawiłem. I choć wiele rzeczy to kwestia gustu, co do scen walki nie mogę się zgodzić w żadnym z możliwych żyć. Były cholernie dobre. Marvel ma w prawie każdym filmie świetne bitwy pod koniec, ale to co się działo na lotnisku, a później dramatyczne starcie w Rosji… Kurde, totalnie się rozpłynąłem.

    Miałem tylko trochę problem z tym, że jako newsopisacz tu i tam, dużo rzeczy było dla mnie oczywistą-oczywistością. To trochę zabija frajdę. A już bankowo niektóre zwroty fabularne. Mimo to Civil War nadrabiał jak mało który film Marvela, świetnymi interakcjami pomiędzy bohaterami. Było też kilka głupotek. Cap okazał się głupim hardym bucem. Stark wziął nastolatka na wielką bitwę. War Machine spada z nieba i… i wiadomo co….

    Gdybym jednak miał wstawiać ocenę to byłaby mocna 8. Wstyd nie obejrzeć. Poza tym, chyba tylko ja w kinie sympatyzowałem pod koniec bardziej z Zemo niż z bohaterami. Miło byłoby go zobaczyć odkupującego winy w Thunderbolts.

    #teamzemo

    • Mi też się film bardzo podobał. Jeden z lepszych z MCU. Scena na lotnisku choć doskonale znana z trailerów i tak mnie zaskoczyła tym, że zarówno niosła sporo akcji to jeszcze była jedną z najbardziej zabawnych w całym filmie. To co mi przeszkadzało to – opierając się na tym czego się spodziewałem mając z tyłu głowy komiksowe Civil War -to spłycenie całego konfliktu. Spodziewałem się, że konfilkt ten będzie bardziej globalny a tak naprawdę sprowadził się w sporym stopniu do koleżeńskiej sprzeczki głównych bohaterów. Nie było w tym filmie dwóch obozów, które naprawdę są do Siebie wrogo nastawione. Było to bardziej jak bójka kolegów, którzy dali sobie po razie ale ostatecznie i tak wieczorem razem wypiją piwo. Nie było czuć żeby nawet Ci, którzy trafili do pierdla byli naprawdę wrogo nastawieni do Iron Mana. Trochę niewykorzystany potencjał. Ostatnia walka na Syberii jednak wbiła mnie w fotel i tam już dało się odczuć agresję. W pewnej chwili myślałem, że Cap zabije Irona Mana :)

    • Jak można sympatyzować z kimś, kto był owładnięty zemstą i chciał żeby superbohaterowie się pozabijali tylko dlatego, że ratując świat( po raz kolejny) nie udało im się uratować akurat jego rodziny? Oni w niczym nie zawinili.
      “Cap okazał się głupim hardym bucem.” bo chciał uratować przyjaciela i Irona Mana przed zabiciem niewinnej osoby, która była kontrolowana? No straszny buc, naprawdę.
      Rozumiem, że byłeś zmęczony jak oglądałeś ten film i nie za bardzo kontaktowałeś, ale nie wypisuj potem takich bzdet.

    • Właśnie, że poprawne tłumaczenie na Polskę jest “Wojna Bohaterów”, ale niektóre serwisy sobie dosłownie tłumaczą i przez to wychodzą różne tytuły.

        • Racja, oficjalne, a nie poprawne, jednak czasami tłumacząc tytuły niektóre zwroty nie mają dosłownie tego samego znaczenia, co u nas i trzeba coś zmienić.

          • Ale tutaj chodzi właśnie o wojnę domową, odniesienie do wojny domowej w USA pomiędzy północą i południem.

          • Możliwe, nie oglądałem filmu jeszcze, więc nie jestem w stanie zaprzeczyć, ani potwierdzić na 100%

  2. Moim zdaniem pomysł na fabułę daje filmowi pierwsze miejsce, nie samymi walkami człowiek żyje :-)

  3. Idąc do kina, o fabule wiedziałem tyle, że Avengersi pogryzą się ze sobą o to, czy zgodzić się na zwierzchnictwo, czy nie.
    Równolegle, mając w pamięci pierwszy film z serii Avengers, trochę inaczej podejrzewałem predyspozycje bohaterów:
    – We have orders, we should follow them.
    – Following’s not really my style.
    – And you’re all about style, aren’t you?
    – Of the people in this room, which one is A) wearing a spangly outfit, and B) not of use?

  4. Jako die-hardowy fan komiksowego “Civil War” byłem pełen obaw – wiedziałem, że fabuła została spłycona do konfliktu o akcje Avengers i kwestii nieszczęsnego Bucka, że cała idea oryginalnej epopei dostosowana będzie do blockbusterowego kina i generalnie nie ma co nastawiać się nawet na 1/10 przesłania, jakie niósł ze sobą najsłynniejszy crossover w dziejach. I wiecie co? Bawiłem się świetnie. Po pierwsze, bo rys konfliktu nie był jednak całkowicie wyprany z sensu. Nawet nie będę porównywał tego do BvS, bo to jakby porównywać książkę do komiksu z gumy Donald. Ale scenariusz naprawdę daje radę, został przemyślany, a zarzewia konfliktu całkiem rozsądnie przedstawione. Chociaż są poważne luki – np. CapAm ma bardzo słabe kontrargumenty, więc o ile w komiksie rzeczywiście ciężko było opowiedzieć się jednoznacznie po którejś ze stron, o tyle tutaj Stark jest (paradoksalnie!) głosem rozsądku w opozycji do dziecinnego zachowania Rogersa. Można by tak wymieniać jeszcze długo, kluczowa sprawa jednak jest taka, że “Civil War” udało się Marvelowi jak mało co i pomimo, iż tak naprawdę wszystko to już widzieliśmy, filmy MCU wciąż dostarczają mnóstwa rozrywki.

    No i oczywiście Spidey. Spidey skradł całe show. Witaj w domu, Peter.

  5. Najfajniejsze [UWAGA SPOJLER] jest to, że wreszcie nie mamy cukierkowego zakończenia, jak we wszystkich ostatnich Marvelowych produkcjach ( vide Deadpool, choć to film specyficzny i Avengers 2 ) – żebyście widzieli minę mojej narzeczonej, jak się film skończył :D BEZCENNE ! :D

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Advertisement

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...