Gdzie się podziały tamte riffy i solówki, czyli o tęsknocie za prawdziwym rockiem

Muzyka 27.04.2016
Gdzie się podziały tamte riffy i solówki, czyli o tęsknocie za prawdziwym rockiem

Gdzie się podziały tamte riffy i solówki, czyli o tęsknocie za prawdziwym rockiem

Rock lat 60. – 90. XX wieku na zawsze będzie mi bliski. Nie było mnie na świecie, kiedy swoją karierę muzyczną zaczynały takie sławy jak Led Zeppelin, Jimi Hendrix czy Deep Purple, ale teraz wiem, że ta muzyka miała w sobie to „coś”. Coś, czego brakuje współczesnym kapelom. Dość powiedzieć, że w rankingach najlepszych riffów i solówek jest bardzo niewiele zespołów, które powstały w XXI wieku. Już od jakiegoś czasu można zauważyć, że rock przechodzi zmianę. Niestety na gorsze, bo od utworów zapadających w pamięć zmierzamy w stronę kawałków jedynie wpadających w ucho.

Proszę mi wybaczyć nieco nostalgiczny ton tego wywodu, ale era wielkiego rocka chyba powoli się kończy. W ostatnich latach wielu wirtuozów przeniosło się na tamten świat, pozostałym nie starcza pary, by tworzyć tak, jak kiedyś, a na horyzoncie nie widać drugiego Hendrixa czy Jimmiego Page’a.

Być może ma to związek z tym, że współczesna muzyka rockowa jest grana, pisząc kolokwialnie, na jedno kopyto?

Te przesterowane gitary, które niegdyś wygrywały niezapomniane dźwięki, teraz nadają na bardzo podobnych falach. Kilkuminutowe solówki odeszły do lamusa, bo długość utworów jest przeważnie dostosowana do potrzeb radiowych. Jeśli wyliczymy średnią długość kawałków autorstwa takich zespołów jak Fall Out Boy, Panic! at the Disco czy Linkin Park, to nie przekroczy ona 3,5 minuty. Można powiedzieć, że długość nagrania nie świadczy o jego jakości. To prawda, ale jeśli jest zbyt krótkie, to nie ma miejsca na dobre solo. Właśnie dlatego w rankingach brylują Lynyrd Skynyrd z Free Bird czy Zeppelini ze Stairway To Heaven. Ci drudzy zostali niedawno oskarżeni o plagiat, ale jedno jest pewne. Taurus zespołu Spirit nie ma takiej solówki.

Weźmy teraz pod lupę zestawienie 50 najlepszych improwizacji gitarowych przygotowane przez zasłużony magazyn “Guitar World”. Na tej liście nie znalazł się żaden utwór wydany po 2000 roku. Jeśli spojrzymy na podobny ranking załogi “Rolling Stone”, to sytuacja wcale nie jest lepsza. Wygląda to tak, jakby żaden gitarzysta nie chciał dać się ponieść emocjom, a właśnie to stanowiło o sile każdego rockowego arcydzieła. Przyznam szczerze, że ten brak boli mnie najbardziej. Przesłuchując nowe kapele, zaczynam odczuwać swego rodzaju zmęczenie materiałem, dlatego zawsze wracam do klasyków. Okazuje się, że Stairway To Heaven to znakomite remedium, ale niestety nie trwa wiecznie.

A Whole Lotta Love czy Sweet Child O’ Mine? Przyznam szczerze, że dawno nie słyszałem riffu, który by mnie porwał. Problem polega na tym, że brak dobrego wprowadzenia także powoli zabija ten gatunek. Zdaje się, że obecnie wszystko jest zbyt proste. Jak słucham Green Day, Coldplay czy inną popularną grupę, to zauważam pewne analogie. Za wprowadzenie do utworów służą niezbyt skomplikowane i jednostajne nuty wygrywane na gitarze, a na dodatek w większości kawałków są do siebie podobne. Po prostu nie ma już tego zróżnicowania, co kiedyś. W dodatku odnoszę wrażenie, że wspomniane kapele brzmią niemal identycznie. To tak jakby utwory pisano przy użyciu półśrodków. Liczą się tylko proste dźwięki, które wpadną jednym uchem, dostarczą chwilowej rozrywki, a później wylecą drugim.

Z drugiej strony mamy eksperymenty z syntezatorem. Odnoszę wrażenie, że duch rocka, który początkowo opierał się na gitarowej wirtuozerii, teraz jest tłamszony przez inne dźwięki. Posłużę się przykładem Gorillaz. Łączą hip-hop z rokiem i brzmi to całkiem dobrze, ale jednocześnie czegoś im brak.

Mimo tego, że w najlepszej dwudziestce riffów według “Guitar World” nie znalazł się żaden kawałek wydany po 2000 roku, nie chciałbym wyjść na hipokrytę. Współczesnych artystów również stać na dobre intro. W Seven Nation Army zespołu White Stripes Jack White zagrał chyba jeden z najbardziej rozpoznawanych riffów. Podobnie jest w przypadku Take Me Out Franza Ferdinanda. Rzecz w tym, że takie wprowadzenia to pojedyncze jaskółki na współczesnym rynku muzycznym.

Po prostu nikt już nie gra takich riffów jak Slash.

I z taką częstotliwością. Ten wirtuoz gitary potrafił na jednym albumie popisać się 5 genialnych motywów wprowadzających (odsyłam do Appetite For Destruction). Można powiedzieć, że to wszystko już było i nadszedł czas na coś nowego. Być może dla niektórych będzie to zmiana na lepsze, jednak dla mnie era prawdziwego rocka zmierza ku końcowi. Szanuję współczesne kapele i z przyjemnością śledzę ich rozwój, ale chyba wciąż im czegoś brakuje. Pozostaje mi tylko wracać do klasyków i wzdychać. Gdzie się podziały tamte solówki, ci wirtuozi z tamtych lat…

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (18)

18 odpowiedzi na “Gdzie się podziały tamte riffy i solówki, czyli o tęsknocie za prawdziwym rockiem”

  1. To prawda. Sam czasem popłakuję z tęsknoty nad wiecznie wspaniałymi utworami lat minionych. W czasach debiutów Led Zeppelin czy Rolling Stones byłem już na świecie i udało mi się załapać na fantastyczną atmosferę tamtych dekad. Myślę, że brak dobrej muzyki wynika z czego innego. Młodzi ludzie nie mają dziś celu w życiu. Każdy może mieć świetną gitarę, ale nikomu nie chce się uczyć na niej grać. Szarpią tylko druty. A to oczywiście prowadzi do nikąd przecież naturalnie. Nie wyobrażam sobie dobrego utworu rockowego bez co najmniej minutowej solówki. Sporo winy ponosi tutaj punk. Rozpuszczone dzieciaki zepsuty popkulturę całkowicie naturalnie. Oraz przecież oczywiście brakuje wciąż tych długich utworów w radio, które również staje się zakladnikiem swoich czasow, które wymagają, żeby śpiewać o niczym. Wystarczy oczywiście także przecież spojrzeć na tekstu. Teraz są to durne piosenki o miłości. Kiedyś jak wielkie zespoły śpiewały nawet o miłości, było w tym to Coś, naturalnie. Ale z reguły śpiewały o rzeczach istotnych, jak wolność, albo demokracja. Teraz są to głównie piosenki o miłości czy smartfonach. Dziękuję za ten piękny tekst.

      • To jest skandal co Pan tu wypisuje. Niejeden rif kładzie na łopatki wszystkie porcysowe rafy i pan dobrze o tym wie, jeśli czyta Pan ze zrozumieniem, naturalnie.

        • Szanowny Panie;
          Naturalne to jest rozwój. Nie można całe życie grać jednych riffow tak jak komputery maja całkiem inne procesory niż w latach 80. Dobra muzyka musi być wizjonerska i taka jak produkty Appla, dopracowana w produkcji a zarazem z duszą! Ludzie chcą dziś muzycznych Steve’ów Jobs’ōw a nie leniwych i roszczeniowych gitarzystów w rozciąganietych swetrach.

          • Proszę pana. Apeluję do Pana poczucia estetyki ogólnej oraz zdrowego rozsądku. Czy widział Pan kiedyś żeby ktoś na ognisku grał na syntezatorze. Nie, nie widzial Pan. A wie Pan dlaczego? Ponieważ nikt nie gra na ognisku na syntezatorze. Dlaczego? Ponieważ się nie da. W syntezator można stukać w nieskończoność, ale nie da się uzyskać choćby ośmiooktawowej skali w ciągu zaledwie jednego taktu. Wie o tym każdy kto chociaż trochę muzykował. A takie schody do nieba są niezwykle trudne do zagrania, naturalnie. Wystarczy wziąć gitarę do ręki by przekonać się jaka siła tkwi w tych starych melodia. A jedyny rozwój aktualnej muzyki, to jest jej regres, przecież naturalnie.

            Ukłony

          • Z całym szacunkiem dla Pana ucha, muszę stwierdzić, że jest Pan jednak pewnego rodzaju dinozaurem, który niestety nie da rady komecie nowoczesności. Teraz szanowny interlokutorze to nie ogniska lecz wspólne grillowanie są centrami spotkań towarzyskich. I w trakcie takich biesiad, nie ma problemu by z technicznie zaawansowanego urządzenia jakim jest mój Apple iPhone 6s plus 128 GB grać muzykę na żywo. Po podłączeniu bezprzewodowo(sic!) do głośnika bluetooth, muzyka jest nie tylko głośna lecz wyraźna. Dodatkowo wykonując swe utwory, mogę tańczyć. A widział Pan kiedyś tańcząc ego z gitarą?

          • Proszę szanownego Pana. Ja zawsze staram się trochę tańczyć kiedy gram na gitarze. Uważam, że to naturalne, oczywiście. Do tego próbuje grać także zębami jak mój ukochany Jimmy, ale niestety trudno mi zachować skalę i tonacji, bo w blusie o to niezwykle trudno, kiedy nie można spojrzeć na gryf. Co do grila, to poruszył Pan ciekawą kwestie. Owszem, dzwiek z iPhone 6s 128mb jest jak najbardziej w porządku, ale uważam, że solówki Slasha prezentują się znacznie lepiej na smartfonach zaopatrzonych w android. A wie Pan dlaczego? Bo android jest systemem bogatym w duszę, a jak wiadomo muzyka Slasha też. A. Poza tym w muzyce najważniejsze są emocje, naturalnie. A gdzie ma Pan emocje w muzyce nowej, krótkich utworach granych z iPhone? Utwory są krótkie i nie ma czasu na emocje. Przy piosenkach progrockowych, musze Panu powiedzieć naturalnie, że przy solówce ja się dopiero emocjonalnie rozkręcam. A Pan gdzie ma czas na emocje w nowej muzyce? Proszę odpowiedzieć a przede wszystkim zadać to pytanie także sobie, naturalnie.

            Przy okazji, nazywam się Ryszard. Miło mi, naturalnie.

          • Panie Ryśku, co prawda wszystkie Ryski to fajne chłopy, jednakże ani w ząb nie znają się na muzyce. Napisał Pan, że przy muzyce programowych rozwija się Pan emocjonalnie. Bardzo mi przykro z tego powodu. Analiza Lancanowska wskazuje, że słuchanie prog rocka bierze się z problemów seksualności. Jak Pan pewnie wie prog to po angielsku wałówka. Tęskni Pan po prostu za twardym wałem. Pozdrawiam.

          • To jest absolutny skandal. Ryszard to imię bardzo zasłużone w świecie muzyki, że przypomnę tylko nazwisko Richarda Bergersteina. I o ile mi wiadomo, Wały Jagiellońskie nie wydały już więcej żadnej płyty, więc trochę tak, tęsknię za dobrą satyra. Dzisiejsze kabarety to nic innego jak tania rozrywka, naturalnie. A problemów z seksualnością nie mam. W calym moim życiu tylko jeden raz nie udało mi się siebie doprowadzić do orgazmu. Więc proszę mi tu nie amputować, szanowny intralokatorze.

          • Drogi Panie Ryszardzie;
            Nie miałem zamiaru Pana obrazić ale chciałem Panu pomóc. Jako terapię polecam wyjazd na Ibize ( taka hiszpańska wyspa) gdzie wśród dźwięków najlepszych wykonawców muzyki elektronicznej, w sławnej Cafe del Mar(to nazwa restauracji) może Pana powitać nowy dzień. Zapoznać tam można piękne, wartościowe kobiety, z którymi można zjeść kolacje i sniadanie( jeżeli Pan wie o co chodzi). Taka terapia z pewnością pomoże na zszarpane gitarowy riffem nerwy i komar zapłonie!

          • Nie byłem w Cafe la Marta, a czy był Pan kiedyś w szatni po rockowym koncercie? Nie był Pan, naturalnie, więc skąd Pan może wiedzieć co to jest muzyka rockowa. Już Panu mówię, bo tak się naturalnie składa, że ja byłem. Miejsce gdzie kilku zmęczonych mężczyzn, zmęczonych dobrze wykonaną robotą, odpoczywa. Tam czuć zapach potu, wysiłku, ognia, rdzy strun gitarowych, śliny. To miejsce, w którym jest aż duszno od zapachów. Miejsce gdzie kilku mężczyzn po prostu relaksuje się po solidnej dawce emocji jaką zafundowali milionom na widowni. Wpussczono mnie do tego miejsca bym mógł razem z nimi dać upust emocjom, które spiętrzyły się w ludzkim ciele pod wpływem tych długich utworów. To miejsce, w którym czuje się i widzi jak wyglądają prawdziwi rockowcy, jak wygląda muzyka rockowa.

          • Niech się Pan nie kompromituje, Panie Marcinie. Tańczących z gitarą może Pan obejrzeć na YouTube, zaręczam, że znajdzie pan mnóstwo filmików z koncertów. Ale co Pan może o tym wiedzieć, skoro najbliżej gitary był Pan kupując chrześniakowi grę komputerową na komunię, kiedy na półce obok leżało Guitar Hero.

            Panie Dawerszte, będąc młodą osobą nie zgodzę się z Pańską opinią. Współczesna młodzież również wraca do muzyki z lat Pańskiej młodości. Proszę spojrzeć na wyświetlenia swoich (i przy okazji również pewnie i moich, wyczuwam podobny gust) utworów na YouTube. Miliony wyświetleń, niedługo pewnie będą miliardy. Nie słuchają tego wyłącznie ludzie w wieku 40+. Proszę rzucić okiem na tak błahą rzecz, jak kolekcje ubrań w sieciówkach. Ostatnio coraz częściej pojawiają się w nich koszulki zespołów z dawnych lat. Proszę wpisać w Google np. “Guns ‘N Roses H&M” czy “AC/DC H&M”. Fakt, istnieje grupa osób, która nie słuchając kupi takie koszulki, bo to modne, ale skoro istnieje podaż, to musi istnieć też popyt. Proszę nie tracić wiary w młodzież :-)

          • A co Pani powie o tych wszystkich młodych ludziach, którzy zatracając wiarę w siebie słuchają muzyki granej na elektronicznych cymbałkach? Jest teraz tego cała masa. Widzę to na ulicach mojego Radomia. To straszne co się dzieje z młodzieżą.

          • Pani dziwny pseudonim internetowy wskazuje, że jest Pani osoba labilną. labilność potwierdza także tęsknota za czymś w czym Pani nie brała udział, chęć przynależności do grup, które już nie istnieją. Szkoda życia, szkoda strzępić ryja, do wyświetlanych na YouTube wykonawców, których świetność przewinęła razem z moda na archaiczne i męczące przeboje. Jak Pani napisała chodzi Pani do sklepów sieciowych. Proszę dłużej w nich pobyć, udając że coś Pani kupuje. Z pewnością usłyszy Pani muzykę. Muzykę nowoczesna a zarazem z duszą. Muzykę, która wprawia w dobry nastrój. Przeboje wywołujące “uśmiech duszy”. Jestem pewien, że wyjdzie Pani w lepszym humorze, kochający świat i ludzi. Czego serdecznie życzę.

          • Bardzo, bardzo zabawne. Jako piewca nowoczesności słucha Pan pewnie muzyki elektronicznej na gramofonie? A może przygrywa Pan na klawikordzie? Widzę, że ma Pan ze sobą jakiś problem. Może to łomotanie tak na Pana wpływa? Proszę włączyć np. “Wish You Were Here” Pink Floyd, posłuchać czegoś ładnego, zamiast nawalanki techno. Pomodlę się za Pana.

        • Ale weźcie, nie traktujcie Marcina poważnie. Zachwyt nad Applem, zachwyt nad Porcysiem (to ktoś jeszcze traktuje tę stronę poważnie?), opowieści o Stevie Jobsie muzyki… Przecież to albo troll, który bardzo dobrze was wkręca, albo jakiś wannabe-hipster z kilkoma pierwszymi włosami na brodzie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Advertisement

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...