Nic dziwnego, że “Księga dżungli” jest sukcesem w Box Office. Disney pokazał najwyższą formę

Film 18.04.2016
Nic dziwnego, że “Księga dżungli” jest sukcesem w Box Office. Disney pokazał najwyższą formę

Nic dziwnego, że “Księga dżungli” jest sukcesem w Box Office. Disney pokazał najwyższą formę

Filmowa “Księga dżungli”, będąca adaptacją książki Rudyarda Kiplinga, ponownie doczekała się disneyowskiej realizacji. Tym razem dostaliśmy połączenie animacji komputerowej z filmem aktorskim. Wyszło znakomicie i efektownie. Nic dziwnego, że produkcja okazała się sukcesem w Box Office, zarabiając w trzy dni ponad 100 milionów dolarów.

Historia Mowgliego i jego zwierzęcych przyjaciół pochodzących z dżungli jest znana chyba wszystkim. Od wydania książki pod koniec XIX wieku doczekaliśmy się niejednej adaptacji tego dzieła. Nie przesadzę, jeśli z pełną odpowiedzialnością stwierdzę, że tegoroczna “Księga dżungli” to jego najlepsza ekranizacja. Ekranizacja, która powinna doczekać się sequela. I ten na szczęście powstanie.

W nowej “Księdze dżungli” urzeka właściwie wszystko.

Świat przedstawiony – krajobraz dżungli, dokładność szczegółów, a przede wszystkim kreacja postaci-zwierząt robią ogromne wrażenie. Wilki, pantera, tygrys, niedźwiedź, małpy wyglądają jak żywe. Patrząc na ich ruchy nie czuć żadnej sztuczności, jaka potrafi nierzadko razić, kiedy ogląda się tego typu animacje komputerowe. Tu wszystko zostało dopieszczone i stworzone z najwyższą starannością. Przed nami rozciąga się miejsce magiczne i już w trakcie seansu żałowałam, że nie było mi dane zobaczyć go w technologii IMAX.

Sama historia jest prosta, ale mimo tej prostoty zawiera głębsze przesłanie. Choć od początku wiemy, jak wszystko się zakończy, z wypiekami na twarzy śledzimy ucieczkę Mowgliego i jego konflikt z tygrysem Shirkanem. Opowieść urozmaicają liczne gagi, które są naprawdę udane, a także piosenki. Zwłaszcza ta wykonana przez Krola Louiego, któremu użyczył głosu Piotr Fronczewski, wpada w ucho.

ksiega-dzungli-2016

Co ciekawe, i polski dubbing należy zaliczyć do całkiem niezłych.

Zwierzęta mówiące ludzkim głosem sprawdziły się zadowalająco. Głosów użyczyli im wspomniany już Piotr Fronczewski (nie do przebicia!), Jan Peszek, Jerzy Kryszak czy Anna Dereszowska. Najgorzej – z pewnością odczuwam tak przez niechęć do dubbingowanych filmów aktorskich – wypadł Mowgli (Bernard Lewandowski). W ogóle postać “ludzkiego szczenięcia” była zdecydowanie mniej interesująca niż reszta bohaterów ze świata dżungli. Ta nieraz jest zbyt butna i irytująca. Trzeba jednak przyznać, że wzajemne relacje na linii człowiek – zwierzę wypadły naprawdę autentycznie i wiarygodnie.

Nowa “Księga dżungli” ma wszystko to, co sprawia, że film podoba się zarówno dzieciakom jak i dorosłym.

ksiega-dzungli

Jest piękna oprawa wizualna, są zwierzaki, które przyjaźnią się z zagubionym i porzuconym jako małe dziecko chłopcem. Jest morał, jest przyjaźń, która wyznacza koleje losu, są piosenki i dowcipy. Z przyjemnością zanurzyłam się w tym świecie, który rządzi się swoimi prawami i nie jest jednoznaczny. W świecie, w którym króluje zabawa, ale i w którym czyha niebezpieczeństwo.

Disney znowu pokazał klasę. Cóż więcej można napisać – wytwórni należą się ogromne brawa. A wy? A wy idźcie czym prędzej do kina.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (21)

21 odpowiedzi na “Nic dziwnego, że “Księga dżungli” jest sukcesem w Box Office. Disney pokazał najwyższą formę”

  1. Nie polecam. Nie jest to film, który trzeba obejrzeć. Dorośli IMO będą na filmie znużeni. Historia jest znana, fabuła jest prosta. Wzruszeń mało, emocji też. Muzyka daje radę, ale John Debney wykonał po prostu zwykłą rzemieślniczą robotę – muzyka musiała dać radę. :)
    Co innego dzieci – tym w większości będzie się podobał. Fabuła jest prosta, historia (najprawdopodobniej) nieznana, wzruszeń niezbyt dużo, za to emocji ogrom. Zupełnie inaczej się taki film odbiera jak jest się maluchem.
    No i jest kolorowo. Efekty? Respekt! Patrzę przez całe swoje życie jak ewoluują efekty specjalne w kinie i ciągle pojawiają się filmy, na których się zastanawiam, jak do jasnej cholery udało im się coś zrobić. Nadal widać, że niektóre postacie są wykreowane przez komputer (szczególnie małe gryzonie i ptaki), ale duże ssaki – rewelacja! Tyle tylko, że nie o to chodzi w filmie, żeby jarać się efektami. I druga myśl jaka mi przychodziła w trakcie oglądania – po co tyle zachodu, tyle pracy, tyle czasu i pieniędzy dla takiej prostej i nużącej historii? Odpowiedź jest oczywista, ale przecież ludzie za takie rzeczy zabierają się nie tylko z miłości do pieniędzy, ale też z miłości do opowieści i chęci podzielenia się swoją artystyczną wizją. A ta mnie nie ujęła.
    Co do głównego bohatera i aktora to też mam mieszane uczucia. Z jednej strony ogląda się go dobrze, chłopak się stara i to widać, ale czasami wyglądał jakby był zmęczony całym tym graniem i wypada sztucznie. Ale ogólnie jest na plus. :)
    Aktorzy, którzy grali zwierzęta – super. Dubbing – nie ma się czego wstydzić.

    Jeżeli ktoś ma zamiar iść samemu, to nie polecam, jeżeli chce iść z dziećmi do 13-14 roku życia – jak najbardziej warto. :)

      • Super! Najwyraźniej w duszy jesteś nadal dzieckiem – co jest godne pozazdroszczenia. :) Film jest pozytywny – taki ma być. I dobrze, że są ludzie, którzy nie są takimi malkontentami jak ja. :)

  2. Żaden dubbing to nie jest coś dobrego. Niszczenie oryginału, nic więcej. Obsada wybrana przez reżysera i ekipę, zawsze będzie właściwsza. Już nie mówiąc o tłumaczeniach przygotowywanych pod dubbing. A co do filmu, raczej na pewno pominę, jak wszystko inne od Disneya. I gdzie to połączenie wyszło dobrze? Jak dla mnie to jest całkowicie unwatchable (wnioskuję po tym materiale z YT). Podobnie jak wszystko inne w 3D. Jest tysiące innych, ciekawszych rzeczy do oglądania.

    • Dubbing potrafi być naprawdę dobry. Mówienie, że żaden dubbing nie jest dobry jest za przeproszeniem ignorancją.

      Jeśli nie słyszałeś polskiej wersji w tym filmie, to jej nie komentuj.

          • Jest lepszy – wiesz dlaczego – bo jest “polski”, nie chodzi o język, tylko o polskość dialogów;) Oglądałem oryginał i mogę porównywać :P

          • Nadal nie mogę się z Tobą zgodzić – bo dubbing w Shreku to była hmm adaptacja oryginalnego skrypu a nie jego tłumaczenie (baaaardzo wiele małych różnic które potrafiły np. zmienić clue dowcipu).

          • Piszesz, że oglądałeś oryginał, ale czy potrafisz docenić siłę dowcipu nie znając amerykańskich realiów? Czy ktoś, kto się nauczył polskiego 5 lat temu zrozumie słowa osiołka: “Latać każdy może… trochę lepiej, czasem trochę gorzej… Ale, niestety, ja mam talent!” To niemożliwe bez znajomości piosenki z 1977 roku. Podobnie znajomość angielskiego nie daje ci od razu umiejętności zrozumienia anglo-saskiego humoru. No chyba, że mieszkałeś parę lat w USA…

          • I o to właśnie chodzi! :-) Nareszcie zrozumiałeś :-) Ten dubbing jest lepszy bo jest skrojony na naszą miarę :-)

          • Shrek jest “wyjątkiem, który potwierdza regułę”, że polski dubbing jest beznadziejny. Trudno mówić o dobrym polskim dubbingu mając jako argument jeden film. W filmach disneya dochodzi jeszcze tłumaczenie piosenek. Np. piosenki z Frozen wypadły słabo.

          • Ale ja nie twierdzę że takich dubbingów jest dużo. Sam powiedziałem, że mamy do czynienia z perłą na kupie gnoju ;-)

        • Zwłaszcza z tym tłumaczeniem rodem z gimbazy. Wybacz, ale nawet w przypadku Shreka, wolę oryginał. Tzn tez na początku myślałem, ze dubbing jest ok do tego filmu, ale po obejrzeniu oryginału… sorry, nie jest.

      • No to pewnie jestem ignorantem, ponieważ ZAWSZE wolę oryginalną ścieżkę dialogową w czymkolwiek bym nie oglądał. Jak już wspomniałem – i ze względu na tandetne tłumaczenia, i za względu an to, że to nie oryginalnie dobrane głosy.

        • Only Sith deal in absolutes… :-P
          Masz rację – badziewie, złe dobrane głosy itp jednak cytując mistrza zawsze jest “perła na kupie gnoju” czy “pierścionek na palcu trupa” – i takim wyjątkiem jest Shrek, ale jak to mówią de gustibus non est disputandum…

  3. A wiadomo może dlaczego Bagheera mówi męskim głosem, a Kaa żeńskim? O ile się nie mylę w książce jest odwrotnie. Czy może nasze tłumaczenie z lat 70. było błędne?

    • Nie wgryzaj się w detale. To wersja na podstawie filmu animowanego Disneya. I to wersja Jona Favreau. Disney mu pozwolił i taką wizję zrealizował.
      Warto obejrzeć “making of” na YT żeby zobaczyć jaki ogrom pracy wykonały osoby zaangażowane w film. Praktycznie wszystko było kręcone na blue boksie. Pewnie dlatego miałem wrażenie, że Neel Sethi momentami grał jakby zmęczony był. Ciężko udawać, że rozmawia się ze zwierzętami, kiedy nie ma ich na planie, albo są one wycięte z kartonu. :)
      Tak czy inaczej jak na takie warunki pracy wyszło naprawdę świetnie.
      Ale zdania nie zmieniam – powiewa nudą.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...