Ryan Murphy pokazał klasę. “American Crime Story: The People v. OJ Simpson” trzyma w napięciu do samego końca

Seriale 07.04.2016
Ryan Murphy pokazał klasę. “American Crime Story: The People v. OJ Simpson” trzyma w napięciu do samego końca

Ryan Murphy pokazał klasę. “American Crime Story: The People v. OJ Simpson” trzyma w napięciu do samego końca

Nie byłam nastawiona do nowego serialu Ryana Murphy’ego przychylnie. Przed premierą trailery podsycały moją ciekawość, ale po zobaczeniu dwóch pierwszych epizodów entuzjazm opadł. Cuba Gooding Jr. irytował swoją grą, akcja, mimo tego że przedstawiono słynną ucieczkę Orenthala Simpsona i pościg policji za futbolistą oskarżonym o dokonanie podwójnego morderstwa, nie emocjonowała. Za wcześnie jednak straciłam wiarę w moc tej produkcji. Od trzeciego epizodu akcja wciąga coraz bardziej z minuty na minutę, a napięcie utrzymuje się do samego końca, czyli ogłoszenia werdyktu.

Choć cała sprawa była powszechnie znana, proces OJ’a Simpsona, toczący się w pierwszej połowie lat 90. ubiegłego stulecia był wielokrotnie analizowany, a także – co najważniejsze – wiedzieliśmy, jaką decyzję podjęła w 1995 roku ława przysięgłych Ryanowi Murphy’emu udało się zbudować widowisko nad wyraz intrygujące, które budzi niewyobrażalne emocje. Kolejne zwroty akcji powodują wypieki na policzkach, a przedstawione problemy społeczne i osobiste bohaterów żywo angażują. Podczas oglądania “American Crime Story” aż chciałoby się móc cofnąć do tamtych czasów, by opowiedzieć się po jednej ze stron. By móc z bliska przyglądać się temu procesowi, którym żyły całe Stany Zjednoczone i który podzielił amerykańskich obywateli.

Podzielił całość społeczeństwa, ale także był przyczyną dramatów pojedynczych ludzi, których nastawienie do otaczającego ich świata uległo zmianie.

Wszystkie te wątki w “American Crime Story” przedstawione są nad wyraz dobrze. Problem rasizmu, który początkowo wydaje się poprowadzony nieumiejętnie, stereotypowo i wciśnięty jakby trochę na siłę, ostatecznie jest zaprezentowany rewelacyjnie. Nie jest jednowymiarowy, a następujące po sobie wydarzenia pokazują jego głębsze dno. Pokazują też motywacje postaci, ich zakłamanie. To, że proces OJ’a Simpsona jest czystą grą i mierzeniem swoich sił, sprawdzeniem możliwości i przesunięciem pewnej granicy. Tu nie dowody i fakty mają znaczenie. To widowisko, które brew temu co mówi jeden z bohaterów, toczy się w mediach, a nie na sali sądowej.

Postaci, grające główne role w serialu, zostały wykreowane fenomenalnie.

Abstrahując już od ich charakteryzacji (kawał świetnej roboty!), ich gra aktorska, emocje, które przeżywają są autentyczne. To nie są papierowi bohaterowie. To ludzie z krwi i kości, mający prawdziwe problemy, którzy znaleźli się w nowej dla siebie sytuacji. Prezentacja ich osobistych losów, przeszłości, która ma wpływ na sprawę, w jakiej biorą udział, jest fascynująca. Przede wszystkim wrażenie robi Sarah Paulson, wcielająca się w panią prokurator Marcię Clark. Podoba mi się, że twórcy przyjrzeli się tej interesującej postaci bliżej, ze stała się ona pewnym pretekstem, by poruszyć problemy z jakimi borykają się samotne matki, kobiety zaangażowane i ciężko pracujące, które przewodzą mężczyznom. Drugim intrygującym bohaterem jest Christopher Darden, którego zagrał Sterling K. Brown.

american-crime-story-oj-simpson

Ale nie mniej interesują obrońcy Simpsona. Johnnie Cochran (Courtney B. Vance) i Robert Kardashian Sr. (David Schwimmer) budzą ogromne emocje, zdecydowanie większe niż Robert Shapiro, zagrany przez Johna Travoltę. Ciekawa jest przeszłość Cochrana i jego podejście do sprawy. Trudno czasem stwierdzić, czy działanie w imię walki z rasizmem wynika z jego potrzeby serca czy jest tylko kolejną kartą przetargową w grze o wolność Simpsona. Fascynuje także postać Kardashiana. Przemiana, którą obserwujemy na ekranie daje do myślenia. Aż chciałoby się zobaczyć jej serialowy ciąg dalszy.

Co ciekawe, w serialu, w którego tytule pojawia się imię i nazwisko Oj’a Simpsona, główny bohater tej opowieści pozostaje najmniej interesujący.

Rada jestem, że postać OJ’a w gruncie rzeczy nie jest tak naprawdę najważniejsza i nie została aż tak wyeksponowana jak inni bohaterowie. Oczywiście, cała sprawa dotyczy jego, jego reakcje są ważne, ale on jest tak naprawdę powodem, żeby poznać wszystkich tych, którzy wokół niego się zgromadzili. By im poświęcić uwagę. By pokazać, co oni myślą o nim i jak sprawa, w której biorą udział, wpływa na ich życie.

american-crime-story-marcia-clark

Zastanawiam się tylko na ile cała sprawa została przedstawiona w pełni obiektywnie. Być może dlatego, że zdecydowanie “kibicowałam” prokuraturze, mam wrażenie, iż oskarżyciele zaprezentowani zostali jako osoby lepsze (sam Ryan Murphy nie wyraził się jednoznacznie, co sądzi o winie bądź braku winy Simpsona). Osoby, które mają rację. To ci, którzy trzymają się dowodów i nie grają, a wykonują ogromną pracę. Ze względu na moje osobiste odczucia, trudno mi stwierdzić, na ile twórcy serialu pozwolili sobie na stronniczość. Ale oglądając “American Crime Story” naprawdę nie sposób zrozumieć decyzję ławy przysięgłych.

Ryan Murphy oraz obsada aktorska “American Crime Story: The People v Oj Simpson” podnieśli poprzeczkę bardzo wysoko.

Kolejne sezony dotyczące spraw, które wstrząsnęły Ameryką, na pewno będą porównywane do debiutu. A że ten okazał się koniec końców wyśmienity przed Murphym trudne zadanie. Trzymam kciuki i nauczona tym, co zobaczyłam w pierwszym sezonie “American Crime Story”, postaram się więcej nie wątpić w jego możliwości.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (9)

9 odpowiedzi na “Ryan Murphy pokazał klasę. “American Crime Story: The People v. OJ Simpson” trzyma w napięciu do samego końca”

      • Jak najbardziej na +
        To że pierwsze odcinki mogły Ci się wydawać niezbyt emocjonujące to wina najprawdopodobniej tego że całą historię można było zmieścić w filmie kinowym
        a tu mamy jednak 10 h serialu. Co nie zmienia faktu że wzięcie akurat tej historii na warsztat było dobrym posunięciem :)

        Mi do gustu szczególnie przypadło sportretowanie Johnniego Cochrana. Tak jak to ujęłaś był on jedną z barwniejszych postaci w tym serialu, aktor który się w niego wcielał oddał kawał dobrej roboty.

        • A ciekawi mnie, czy też ci się wydaje, że jednak przedstawienie całej sprawy jest stronnicze? Mam wrażenie, że Simpson został tak sportretowany, że… nie da się go lubić. Właściwie to jedyne co mi w pewien sposób zgrzytało – przy takim przedstawieniu postaci trudno uwierzyć w to uwielbienie tłumów.

          • masz racje, w 2 powie scenarzyści emocjonalnie skupili się raczej na Marcii nie pokazując do jakiego dużego rozdźwięku w społeczeństwie doprowadziła ta sprawa. Chociaż to że było o krok od kolejnych rozruchów widzimy w kilku momentach.

            Mi osobiście to nie przeszkadza ponieważ, jeśli mam być szczery to uważam że on to zrobił (wystarczy prześledzić jego wyczyny w późniejszych latach).To że nie trafił za kratki w tamtym procesie było spowodowane kilkoma czynnikami nakładającymi się na siebie, ponad to cały proces był rozgrywany pod ogromną presją wiec o złą decyzje nie było trudno.

          • Też trudno mi uwierzyć, że Simpson był niewinny. Jeśli prześledzić jego występki oraz to, co teraz się z nim dzieje… nasuwa się dość prosty wniosek. Tym bardziej, że nie było mowy o nikim innym, kto miałby tego dokonać.

  1. Serial był, jak proces. Stąd kwestia winy, czy niewinności była dyskusyjna. Trochę żałuję, że nie pokazano sprawy trochę bardziej od strony śledztwa ale mimo wszystko, im dalej w las, tym oglądało się lepiej. Szkoda też, że najważniejsza postać w całym dramacie, jakim był OJ, była najsłabszym ogniwem całej produkcji.

    Od siebie dodam, iż Simpson koniec końców został skazany na wielomilionową grzywną za pozbawienie życia w procesie cywilnym. A teraz siedzi w więzieniu za porwanie i prędko z niego nie wyjdzie.

    Jednak, jeśli chcecie obejrzeć proces z krwi i kości to polecam serial dokumentalny “The Saircase” i jego kontynuację “Staircase 2: The last Chance”. Produkcja na poziomie “Jinx” HBO i “Making a Murderer” Netflix. Francuski filmowiec śledził z kamerą proces pisarza Michael Peterson, którego oskarżono o zabójstwo żony. Prawdziwa uczta dla oczu. Choć nie ma polskiej wersji językowej to na pocieszenie mogę dodać, że jest dostępny za darmo na DocClub http://www.docclub.com/the-staircase/documentary/367/1/

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Advertisement

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...