Rynek seriali coraz bardziej rozczarowuje i męczy. Większość nowości w ogóle nie powinna powstać

Seriale 29.03.2016
Rynek seriali coraz bardziej rozczarowuje i męczy. Większość nowości w ogóle nie powinna powstać

Rynek seriali coraz bardziej rozczarowuje i męczy. Większość nowości w ogóle nie powinna powstać

Co roku w telewizjach zagranicznych i polskich łącznie pojawiają się tysiące produkcji. Oczywiście, nie wszystkie jesteśmy w stanie obejrzeć w Polsce, nie wszystkie też są u nas promowane. Polacy wybierają głównie rodzime i amerykańskie seriale, spore zainteresowanie widać też pozycjami brytyjskimi, ale fanów przyciągają też produkcje skandynawskie. Niestety, z roku na rok coraz trudniej z tej olbrzymiej liczby tytułów wybrać coś, czemu warto poświęcić więcej czasu. Coś, co warte jest obejrzenia więcej niż jednego odcinka.

Netflix twierdzi, że jeśli serial nie spodobał ci się po pierwszym epizodzie, i tak powinieneś dać mu jeszcze szansę. Rzeczywiście, często zdarza się tak, że mimo iż pilotażowy odcinek danej produkcji nie jest porywający, w kolejnych epizodach zawiązująca się akcja okazuje się być intrygująca i nie możemy doczekać się kolejnych cliffhangerów, odkrycia następnych sekretów, które skrywają postaci. Musiałabym jednak skłamać, gdybym napisała, że nigdy nie porzuciłam serialu po obejrzeniu jego otwarcia. Gros produkcji, które masowo zalewają amerykańską i polską telewizję wydają się nie być warte mojego czasu i wysiłku (tak, wysiłku) włożonego w oglądanie miałkiej fabuły. Często nawet te seriale, które nie muszą narzekać na marketing i zainteresowanie mediów, okazują się być klapą, uprzednio niesłusznie zapowiadaną jako najnowszy hit sezonu.

Problem z serialami, a raczej brakiem tych interesujących, wydaje się mieć kilka powodów.

Po pierwsze, w ciągu roku produkuje się ich za dużo. W samym marcu mogliśmy obejrzeć około dziesięciu tytułów głośno promowanych w mediach polskich i zagranicznych. Obejrzałam kilka z nich. Części poświęciłam więcej czasu, oglądając nie tylko pierwszy odcinek, tak jak w przypadku “Rodziny Warrenów” (ang. “The Family”). Efekt – zmarnowałam czas, nie wciągnęłam się, znudziłam. Szkoda było mi nawet recenzować te produkcje, bo jedyne co mogłabym zrobić, to skrytykować je za stereotypowość, brak pomysłu na fabułę i bohaterów, którzy od początku są nieciekawi, papierowi. Wydaje się jakby kolejne stacje telewizyjne prześcigały się w wyprodukowaniu jak największej liczby seriali, nie skupiając się zanadto na ich jakości. Jakby szara masa, miała wszystko kupić. Osobiście zamiast dziesięciu tytułów klasy B (C?), chętnie obejrzałabym jeden, który zatrzymałby mnie przed ekranem na dłużej.

Po drugie, mam wrażenie, że jakiś czas temu większości twórców serialowych skończyły się pomysły.

american-horror-story-hotel-lady-gaga

Moda na “intrygującą fabułę”, “mieszankę thrillera z kryminałem”, “małe miasteczko z sekretami”, “postaci z przeszłością”, “tajemnicze powroty z przeszłości albo z zaświatów” przestaje się sprawdzać i zaczyna wychodzić bokiem widzom. Zbyt dużo pozycji kręconych jest na jedną modłę. Większość sitcomów w ogóle nie jest wartych uwagi, ale to samo zaczyna dziać się jeśli chodzi o kryminały.

Po trzecie, niektóre produkcje nie są kończone w dobrym momencie. Twórcy nie kierują się zasadą, by pozostawić trochę niedosytu i część wątków ciągnięta jest na siłę. Choć akurat w przypadku “House of Cards” trudno mówić o złej produkcji, widać było rozczarowanie części widzów, gdy ogłoszono przed premierą czwartej serii, że powstanie także piąty sezon serialu. Poczucie, że coś będzie ciągnięte w nieskończoność odebrało niektórym przyjemność z oczekiwania na nowe odcinki.

Po czwarte, wydaje się, jakby fabuła niektórych seriali była przesadzona. Ich twórcy chcą, aby wszystko było jak najlepsze i jak najbardziej zaskakujące, porażające, a w efekcie trudno przebrnąć jest przez jeden odcinek danej produkcji. Tak było w przypadku “American Horror Story: Hotel”, “Pretty Little Liars”, które przestałam oglądać kilka sezonów temu, tak zaczyna dziać się w “How To Get Away With Murder”. Fabuła zapętla się, wije, ledwo zipiąc. A wtedy jak królik z kapelusza wyciąga się jakąś postać z przeszłości, która, cóż, nie zawsze jest lekiem na całe zło.

W przypadku seriali, które zdają się być po prostu wypełniaczami ramówki, a nie jej czołowymi produkcjami, wygrywają takie platformy jak Netflix.

logo-netflix

Oferują one zobaczenie całego sezonu od razu. Brak oczekiwania na nowy odcinek zwiększa prawdopodobieństwo obejrzenia kolejnego. W taki sposób jesteśmy w stanie o wiele łatwiej przekonać się nawet do średniego serialu, bowiem mamy go od razu dostępnego w całości i ciekawość nierzadko może zwyciężyć. Często to właśnie oczekiwanie było dla mnie przeszkodą, by obejrzeć produkcję, która skrywała potencjał, ale nie ujawniła go w pełni od samego początku.

Tak zrezygnowana zagranicznymi tytułami, postanowiłam sięgnąć po polskie produkcje.

Ostatnio załapałam się na tym, że nawet jeśli polski serial nie jest wysokich lotów, wolę go od kolejnej szokującej i koniecznie intrygującej amerykańskiej produkcji. Polski serial udaje tylko trochę, że jest fajniejszy niż jest w rzeczywistości. Od razu wiem, czego mogę się spodziewać i jeśli przyjmę tę konwencję, mogę bawić się naprawdę dobrze. A czasem taka produkcja potrafi mnie pozytywnie zaskoczyć. I tak zdałam sobie sprawę, że chętniej sięgnę po ograną “Singielkę”, naiwną “Drugą szansę” i naprawdę satysfakcjonującego mnie “Bodo”, niż po nowy, wyśmienity zagraniczny serial pompowany na darmo przed premierą, który po pierwszym odcinku jawi się jako przekłuty balon.

Paradoksalnie, mimo że moje wymagania rosną i albo tęsknię za świetnymi i wciągającymi produkcjami, które dawno się skończyły (np. “Gotowe na wszystko”, “Californication”, “How I Met Your Mother”, “The Killing”) albo za taką jakością jaką prezentowały w początkowych sezonach (np. “American Horror Story”, “Orphan Black”,  “Detektyw”), zaczynają mnie zadowalać zwyczajne i niezobowiązujace wypełniacze czasu. Wracam tez oczywiście do starych tytułów wraz z nadejściem nowych sezonów, ale tu – jak w przypadku nowości – coraz częściej odczuwam rozczarowanie. Jestem zmęczona serialowi rynkiem, który chyba dał się omamić sam sobie. Rosnąca popularność seriali wbrew pozorom zapewnia nam nie ciągle lepsze produkcję, a ciągle więcej tytułów. Z których o większości warto zapomnieć już przed premierą.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (33)

33 odpowiedzi na “Rynek seriali coraz bardziej rozczarowuje i męczy. Większość nowości w ogóle nie powinna powstać”

  1. Wydaje mi się, że Ci się tylko wydaje… Przynajmniej z mojego punktu widzenia.

    Obecnie powstaje dużo więcej seriali, więc siłą rzeczy mamy do tego proporcjonalną ilość rzeczy słabych. Porównajmy pozycje mające premierę kolejno w 2005, 2010 i 2015 roku. Do tego dodam moje oceny, które na przestrzeni lat przyznawałem poszczególnym pozycjom (bez seriali dokumentalnych, animowanych i polskich).

    2005
    – Bones – 5
    – Grey’s Anatomy – 6
    – Supernatural- 6
    – How I Met Your Mother – 6
    – The Office US – 7
    – Prison Break – 7
    – Sleeper Cell – 7
    – Weeds – 8

    8 pozycji ze średnią ocen 6,5

    2010
    – Rookie Blue – 5
    – Nikita – 5
    – The Walking Dead – 6
    – Rizzoli & Isles – 6
    – The Glades – 6
    – Havaii Five-0 – 6
    – Boardwalk Empire – 7
    – Terriers – 7
    – Sherlock – 7
    – Strike Back – 7
    – The Silence – 7
    – Millennium – 7
    – Rubicon – 8
    – Borgen – 8
    – Justified – 8
    – Blue Mountain State – 8
    – Spartacus: Blood and Sand – 9
    – Luther – 9

    18 seriali ze średnią 6,16

    2015
    – The Grinder – 3
    – The Player – 3
    – Empire – 4
    – Eye Candy – 4
    – Limitless – 4
    – Jordskott – 5
    – Sense8 5
    – Scream – 5
    – Aquarius – 5
    – 100 Code – 5
    – River – 5
    – Scream Queens – 5
    – From Darkness – 5
    – Wayward Pines – 6
    – Ballers – 6
    – Secrets & Lies US – 6
    – American Crime – 6
    – Black Work – 6
    – Safe House – 6
    – Chicago Med – 6
    – Blindspot – 6
    – Minority Report – 6
    – Catching Milat – 6
    – Quantico – 6
    – Fortitude – 7
    – Togetherness – 7
    – Bloodline – 7
    – Jessica Jones – 7
    – Poldark – 7
    – Agent Carter – 7
    – Code of a Killer – 7
    – London Spy – 7
    – Ash vs. Evil Dead – 7
    – American Horror Story Hotel – 7
    – Okkupert – 7
    – And Then There Were None – 7
    – Ofæro – 7
    – Humans – 8
    – The Enfield Haunting – 8
    – Fear of Walking Dead – 8
    – Master of None – 8
    – Narcos – 9
    – Better Call Saul – 9
    – Flesh and Bone – 9
    – The Man in the High Castle – 9
    – Mr. Robot – 9
    – Daredevil – 10

    43 seriale (tak, wiem, nie mam życia) ze średnią 6.9

    Każdy mierzy swoją miarą ale dla mnie mamy najlepszy czas na oglądanie seriali i jeśli będę robił sobie takie zestawienie w 2020 to będzie tylko lepiej.

    • Faktycznie trochę ich obejrzałeś:)
      Z tych co znam dałbym The Man in the High Castle – 10
      – Mr. Robot – 8
      – Daredevil – 7
      – Humans – 7
      – Fortitude – 7
      Wayward Pines – 7
      Znasz może jakieś seriale podobne do Chuck albo Psych?

      • Nie podszedł mi ani “Chuck” ani “Psych”, bo średnio przepadam za komediami kryminalnymi ale hmmm… “Justified” jest momentami zabawne. Głównie dzięki zajebiście napisanym dialogom. Chociaż to kryminał z krwi i kości, kręcony w dosyć nietypowych okolicznościach przyrody (Kentucky), ze świetną obsadą. Amerykańskie “Life on Mars” było bardzo spoko (niestety brytyjskiego nie widziałem, a chyba jest jeszcze rosyjskie). Jeśli lubisz kryminały z zakręconymi postaciami pierwszoplanowymi to “Wire in the Blood”.

        • Niestety seriali kryminalnych jest mnóstwo. Niektóre całkiem dobre jak ostatnio Chicago PD ale żeby przy okazji były zabawne to się zdarza raz na parę lat. Justified widziałem 2 pierwsze sezony. Nie był zły ale trochę rozwlekły. Life on Mars świetny:)
          Wire in the Blood chyba mi nie podejdzie ale dam mu szansę.
          A coś podobnego do Firefly?

          • Lata temu zrobiłem maraton “Battlestar Galactica” ze wszystkimi spin-offami i mini seriami. Dało się oglądać. Ale jeśli miałbym coś polecić w tym stylu to pierwszym wyborem byłoby anime “Cowboy Bebop”. Mocno pokręcona space opera, która jest zjadliwa nawet dla ludzi nie lubiących animacji.

      • U mnie to nie hype. Zanim dzieci zaczęły w zerówce czytać, ja już czytałem komiksy.;) Ocena pewnie siłą rzeczy zawyżona.;)

    • Za ostatni sezon Daredevil-a nie dałbym 10. mocno naciągnięte 6 (mam nadzieje że oceniasz tylko 1 sezon). Pierwszy sezon wydawał się kompletną produkcją. Otworzono kilka wątków, jednak nie wydawały się one poważne z tamtej perspektywy. Nowy sezon otwierał wątki, wchodził i się wycofał. A postać Murdocka… nieodpowiedzialny gówniarz. Punisher: jedynie Jon Bernthal ratował swoją grą tą postać. Projekt postaci bardzo słaby. Po wspaniałym starcie, najbardziej słaby występ w środkowych odcinkach to właśnie Frak Castle. Końcówka trochę ratuje go, jednak boje się o jego przyszłość.

      • Faktycznie, drugi sezon podobał mi się mniej. Jeśli miałbym wystawiać oceny poszczególnym sezonom to drugi dostałby mocne 8/10. Cierpi on trochę na to, na co Jessica Jones. Czyli kręci się w kółko, żeby zapchać 13 odcinkowy deal. Choć to akurat Punisher był dla mnie najmocniejszym punktem.

        • Dość wysoka ocena. W przypadku Punishera widać to co opisywano tutaj: aktor uratował tą postać. Ja się dziwie jak mogli przedstawić Murdocka jako tak nieodpowiedzialnego adwokata. W pierwszym sezonie bardzo ładnie to współpracowało: adwokat i superbohater. Tu się to gryzie

          • Wysoka, bo wysoka… To zawsze rozbija się o gusta, które są różne. Było kilka rzeczy, które w drugim sezonie podobały mi się mniej niż w pierwszym albo wcale. Mimo to jako całość, serial dla mnie się bronił.

          • “Ja się dziwie jak mogli przedstawić Murdocka jako tak nieodpowiedzialnego adwokata.”
            O to chodziło: że nie mógł pogodzić te dwie sfery życia, bycia superbohaterem i adwokatem. Ale fakt faktem, że słabo to rozpisali.

          • Facet który w poprzednim sezonie nie sypiał, bo z akcji ratowania miasta jechał prosto do kancelarii/sądu, tu okazuje się zaspać na fotelu przed najpoważniejszą rozprawą w jaka wciągnął przyjaciela i dziewczynę. Im dłużej rozkładam ten serial na części tym gorzej wypada. Oni na to rozdarcie kompletnie nie mieli pomysłu.

  2. Kwestia gustu. Wymieniłaś akurat słabe albo tandetne seriale. Ogólnie nie jest najgorzej i można coś wybrać. Za to z filmami jest kompletne dno. Nie mogę sobie przypomniec nawet jednego z ostatnich 2 lat, który chciałbym jeszcze raz obejrzeć.

    • Dokładnie. Oglądała beznadziejne “The Family”, a zapomniała, że jest o wiele lepsze brytyjskie “Thirteen” od BBC o mega podobnej tematyce. Mamy początek roku a już było kilka interesujących premier. Świetne “Love”, zajebiste “Billions”, niezłe “22.11.63”. Ponadto przyzwoity “The Night Manager”, który całkiem nieźle rozwinął się pod koniec i “Americn Crime Story”, które po średnim początku ogląda się obecnie cholernie dobrze. A to dopiero marzec.

      • Czuję po prostu serialowe znużenie. :) I nie mogę się przemóc, żeby wrócić do American Crime Story, ale skoro polecasz… ;)

        • Nie wiem, czy to znużenie, czy przesyt. Dlatego bardziej niż ACS polecam odetchnięcie od oglądania. Czasem mam tak, że już rzygam serialami i zabieram się za filmy, książki albo komiksy. Albo idę na basen umyć nogi. Albo poudawać, że potrafię grać w tenis. Albo… cokolwiek. Rutyna zabija przyjemność.

          • Ha! Sto lat temu pisałem do serwisu o komiksie kobiecym to mogę polecać (byłem jedynym facetem w redakcji, zawsze szedłem pod prąd).

            Zanim jedna dziewczyna stwierdziła, że nie chce mieć ze mną nic wspólnego, bo przeglądałem jej korespondencję, kupiłem jej komikso-przkonywacza pt. “Blue Pills: A Positive Love Story” za zaledwie $1.90 (zakup życia) na Amazon, który czytałem kilka lat wcześniej i bardzo przypadł mi do gustu. Jej też. Mocno biograficzna historia o romansie twórcy komiksowego z nosicielką wirusa HIV. Wiem, że było polskie wydanie ale jest pewnie mega słabo dostępne. Tak na dobry początek.

            Jeśli zaczniesz swoja przygodę od Batmanów to niedługo później olejesz temat. Zacząłem nawet pisać artykuł o komiksach kobiecych ale ja, jak to ja… Robię to jak żółw i piszę na 10 frontów naraz.

          • Zaczelam swój de facto pierwszy komiks (nie liczę tych z czasów dzieciństwa), “Black Hole” i na razie bardzo mi się podoba. Świetny klimat.

          • Dobry wybór. To jest bardzo spoko pozycja. Skoro lubisz takie historie to “Rachel Rising” o którym tutaj pisałem też może Ci się spodobać. Historia nie jest tak surrealistyczna, za to ma bardzo mroczny, zagadkowy klimat i jest ku***sko dobrze kadrowany.

            Z ostatnich komiksów, które zrobiły na mnie duże wrażenie muszę odnotować “Fante Bukowski”. Historia niewydarzonego pisarza z mocno zaskakującym zakończeniem.

            Nawet wśród rzeczy superbohaterskich można znaleźć fajne historie. Polecam przede wszystkim najnowszą serię “Vision” o robo-rodzince wkręconej w problemy społeczne związane z integracją i poszanowaniem różnorodności.

            A jeśli dasz się przekonać do oldschoolowego horroru to “Afterlife with Archie” z genialnymi rysunkami Francesco Francavilla jest świetną zabawą. Albo komiks o którym wspomniał w moim wywiadzie Moore, czyli “Harrow County” (też robią na jego podstawie serial).

            I krótka “Pluta”, która przypomina, że komiks superbohaterski niekoniecznie musi traktować stricte o superbohaterach, żeby być spoko.

            Komiksy to mógłbym polecać i polecać… Dnia by mi brakło.

  3. Względnie nowe seriale, które z dużą przyjemnością obejrzałem:

    – Man in the High Castle
    – Jessica Jones
    – Gotham
    – Better Call Saul
    – Mr Robot
    – Halt & Catch Fire

    Do tego drugie tyle seriali, które są w porządku, ale nie super. No i mnóstwo kontynuacji seriali, które już ładnych parę sezonów mają.

    Wydaje mi się, że jest tego znacznie więcej niż kiedyś. Ale faktycznie, ZTCW żaden z powyższych nie jest dostępny w darmowej telewizji.

  4. Hmm produkuje sie wiecej seriali to i wiecej gniotow tez sie pojawia. To tak samo jak z filmami. Sa setki filmow ktore nie powinny powstac na przestrzeni ostatnich lat a jednak powstaja bo dostaja budzet.

  5. Dwa największe problemy są takie, że:
    – po pierwsze zrobiło się tego za dużo (teraz można już znaleźć seriale o każdym temacie/bohaterze/miejscu, może przesadzam) tym samym wybrać coś fajnego w tej dżungli jest trudno,

    – a po drugie niepotrzebnie “ciągnie się” na siłę seriale sprzed dziesięciu lat (powiedzmy), albo robi po 8 sezonów serialu i jeszcze chamsko widać, że twórce potrafią wykopać spod ziemi zdechłego psa, żeby tylko wsadzić nowy wątek i puścić nowy odcinek, widz ogląda je z przyzwyczajenia lub z ciekawości, nawet nie odczuwając żadnej przyjemności czy emocji. Ostatnio więc wybieram seriale ze statusem “concluded”.

    Ja z tym drugim mam problem i trudno mi porzucić serial. Czasem więc, jak autorka tego tekstu, warto zrobić sobie przerwę i zająć się filmami.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...