“Wstrząs” od kompletnej porażki ratuje tylko jedno – recenzja sPlay

Film 14.03.2016
“Wstrząs” od kompletnej porażki ratuje tylko jedno – recenzja sPlay

“Wstrząs” od kompletnej porażki ratuje tylko jedno – recenzja sPlay

Nie spodziewałbym się, że tak interesujący temat, jaki wziął w filmie “Wstrząs” na tapet Peter Landesman, można opowiedzieć w tak miałki i bezpłciowy sposób. Gdyby nie świetne aktorstwo, byłoby naprawdę źle. 

Opis fabuły “Wstrząsu” był intrygujący, zwiastuny prezentowały się obiecująco, a opinie tych, którzy film już widzieli, nastrajały optymistycznie. Słowem – nic nie zapowiadało, że widowisko Petera Landesmana okaże się nieudane. I to aż tak nieudane. Tymczasem zawodzi ono prawie na każdym poziomie, ogromnie rozczarowując. A potencjał – trzeba przyznać – był przecież olbrzymi.

“Wstrząs” to oparta na autentycznych wydarzeniach historia medycznego odkrycia, które miało szansę na zawsze odmienić oblicze sportu w Stanach Zjednoczonych. Na stół sekcyjny patologa Bennetta Omalu trafia Mike Webster – były znakomity futbolista, który w wieku pięćdziesięciu lat popełnił samobójstwo. Przyczyny są niejasne. Wiadomo, że Webster przed śmiercią cierpiał na szereg zaburzeń psychicznych, których źródło było nieznane.

Doktor Omalu postanawia dojść do tego, co doprowadziło sportowca do śmierci.

wstrząs 2

Dzięki szczegółowym badaniom udaje mu się odkryć, że zawodowa gra w futbol amerykański wiąże się z licznymi mikrowstrząsami i urazami głowy, w wyniku których do mózgu uwalniane są szkodliwe toksyny. Nigeryjczyk z amerykańskim paszportem decyduje się opublikować swoje wnioski, przekonany, że doprowadzą one w przyszłości do uratowania innych zawodników. Tymczasem okazuje się, że niemal całe środowisko związane z futbolem neguje jego odkrycie, zarzuca mu kłamstwa i manipulacje faktami, a nawet posuwa się do jawnych gróźb. Dla amerykanów to coś więcej niż sport. Omalu postanawia się jednak nie poddawać i rzuca wyzwanie NFL.

wstrząs 3

W teorii jest we “Wstrząsie” wszystko, czego potrzebuje dobre kino.

Mocny konflikt, fascynujące śledztwo, przełomowe odkrycie, interesujących bohaterów. W praktyce szybko okazuje się, że film Landesmana na dobrą sprawę pozbawiony jest jakiegokolwiek dramatyzmu, postaci są zbyt jednoznaczne, a bieg wydarzeń – przewidywalny.

Miast skupiać się na arcyciekawej historii, “Wstrząs” nadto pochyla się nad dylematami i wątpliwościami głównego bohatera, który chce nie tylko być uważany za świetnego fachowca, ale też za Amerykanina. To prowadzi do wewnętrznego rozdarcia – stanąć po stronie prawdy i nauki, czy wybrać amerykański styl życia. Dla widza wybór wydaje się prosty, zatem próżno oczekiwać tu większych emocji.

wstrząs 1

Przy okazji kontrowersji dotyczących tegorocznych Oscarów, dużo mówiło się o braku nominacji dla Willa Smitha za rolę we “Wstrząsie”.

Po seansie jestem zdania, że absolutnie na nią zasłużył – jest w tym filmie rewelacyjny. Podobnie jak Alec Baldwin w roli byłego lekarza drużynowego, którego istotnie naprawdę zależy na zdrowiu zawodników, a nie na tym, by maszynka z forsą cały czas się kręciła oraz David Morse czy Albert Brooks. Problem w tym, że grana przez Smitha postać jest zbyt jednoznaczna i kryształowa, a jego korporacyjni oponenci to po prostu zepsuci cynicy, o których trudno powiedzieć cokolwiek więcej.

Filmu nie ratuje nawet gorzkie i wymowne zakończenie, a wysokiej klasy aktorstwo jedynie osładza tę beczkę dziegciu. “Wstrząs” to zmarnowany potencjał na naprawdę znakomitą historię. Wielka szkoda.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (7)

7 odpowiedzi na ““Wstrząs” od kompletnej porażki ratuje tylko jedno – recenzja sPlay”

  1. Fajnie brzmi nagłówek :) tak jakby Wasza recenzja miała ratować film.
    No ale ja się nie zgadzam – ten film nie był zły – ale z kolei czy Will Smith był tam tak świetny, zasłużył na nominację do Oscara? Z wybitnych rzeczy jest tam tylko jego nigeryjski akcent.

    • Też uważam, że film nie jest zły. Żadna rewelacja – początek zapowiadał kawałek dobrego, sensacyjno-sądowniczo-obyczajowego kina, a wyszło nie wiadomo co. Smith tam po prostu był a jego nigeryjski akcent w porównaniu do prawdziwego akcentu jaki ma Omalu… był słaby. Ale rozumiem to – amerykanie mogliby nie skumać połowy z tego co mówił, gdyby mówił jak Omalu. :)

  2. Film jest na faktach a koleś dopiero w lutym 2015 dostał obywatelstwo USA – akcja dotyczy lat 2002 – czyli ponad 13 lat walczył o obywatelstwo. Film pokazuje, jak Amerykanie próbowali deprecjonować jego dokonania właśnie wytykając mu “nieamerykańskość” – dla niego powrót do Nigerii mógłby okazać się katastrofą – więc chyba Omalu mógł mieć jakieś dylematy czy walczyć o amerykańskich graczy NFL, samemu zabłysnąć swoją wiedzą, czy żyć w spokoju i być zwykłym “Amerykaninen” – w końcu z filmu wynikało, że stracił dziecko , tak czy nie?

  3. Widziałem. Oskarowy nie jest, ale ogląda się dobrze. Mimo, że po niezłym początku historia traci rozpęd. Być może tak też było w rzeczywistości. Zgadzam się też, że główny bohater jest zbyt bohaterski. Co do WS, to jego kreacja jest jak cały film – brawurowy początek, a potem nic niadzwyczajnego. Na pewno popisał się bardziej niż Leo stękający przez całą Zjawę.

    • Moim zdaniem Will Smith jedzie na jednej minie – wysunięta dolna szczęka, marszczenie się jak miał problemy z żołądkiem. To nie jego pierwsza rola gdzie tak grał. Pierwszy raz z taką miną widziałem go w Jestem legendą. Tam nie było to jeszcze irytujące. Następnie zagrał tak Hancocku i Siedmiu duszach. To taka cierpiętnicza mina i zerkanie spod brwi. Co prawda dodał tutaj momentami bardziej zaciśnięte usta, bardziej marsową minę… ale to nie są wyżyny aktorskie.
      Leo stękający przynajmniej był stękającym Hugh Glassem a nie ponownie stękającym Leo jak w jakimś jego poprzednim filmie. Lubię jednego i drugiego, ale moim zdaniem Smith nie pokazał niczego nowego w swojej kreacji i jeżeli chodzi o granie to stoi w miejscu… w przeciwieństwie do Leo.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Advertisement

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...