“Carol” – najbardziej wyczekiwany film tego roku i… największe rozczarowanie

Film 07.03.2016
“Carol” – najbardziej wyczekiwany film tego roku i… największe rozczarowanie

“Carol” – najbardziej wyczekiwany film tego roku i… największe rozczarowanie

Czekałam na ten film rok. Jeśli miałabym wymienić jeden obraz, który najbardziej chciałam zobaczyć w 2016 roku, byłby to właśnie “Carol” z Cate Blanchett i Rooney Marą w rolach głównych. Niestety, obraz w reżyserii Todda Haynesa powstały na podstawie powieści Patricii Highsmith o tym samym tytule, okazał się rozczarowujący. Nagle przebito balon, który pompowałam przez ostatnie kilkanaście miesięcy.

To nie jest zły film sam w sobie. Być może moje wyobrażenie na jego temat wzięło górę nad samym wykonaniem i tu właśnie powstał problem. Kiedy dostaje się coś innego, niż się spodziewało, trudno być zadowolonym i pełnym euforii. Zwłaszcza jeśli przez znaczną większość seansu ma się poczucie nudy. I niestety, nijakości. Zdjęcia, stroje, parę scen są rzeczywiście ujmujące. Ujmująca jest też muzyka. Ale całokształt pozostawia wiele do życzenia.

Zawiodło to, co powinno być w tym filmie najważniejsze – relacja dwóch bohaterek.

“Carol” opowiada o młodej Therese i dojrzałej Carol, mężatce oraz matce kilkuletniej dziewczynki. Film rozpoczyna się w momencie, kiedy dwie kobiety już się znają. Jesteśmy świadkami ich spotkania, które  – jak można sądzić – nie przebiega pomyślnie. Po krótkiej scenie cofamy się w czasie i poznajemy historię Carol i Therese od samego początku. A ta jest w swych początkach banalna, prosta, jakby pozbawiona wiarygodności. Carol i Therese spotykają się w sklepie, gdzie ta ostatnia pracuje. Od pierwszych chwil wiadomo, że coś się wydarzy. I wydarza się bardzo szybko. Choć obie kobiety bawią się w aluzje, wiadomo, do czego ich znajomość prowadzi. I mimo że obie napotkają za chwilę na trudności, wszystko tu toczy się zbyt łatwo. Młoda dziewczyna godzi się na lunch, szybko ląduje w domu starszej, pociągającej ją kobiety. I nawet jeśliby uwierzyć, że między tymi dwiema zakwitła miłość, jakiej obie nigdy dotąd nie poznały, nie czuć tego wcale.

Brak chemii pomiędzy Therese i Carol. Brak między nimi napięcia. Ich relacja, choć tego oczekiwałam, w ogóle nie jest pociągająca czy seksowna.

To uczucie toczy się jakby gdzieś obok, nie angażuje mnie jako widza. Kolejne sceny nie sprawiają, że jestem ciekawa finału. Wątek związany z rodzicielstwem Carol jest o wiele bardziej interesujący niż miłość dwóch kobiet. Miłość, która przedstawiona jest tak, jakby nigdy nie mogła się wydarzyć.

carol

Być może dałam się zwieść. Być może “Carol” wcale nie jest filmem o miłości. Może to bardziej film o poznawaniu siebie, o przezwyciężaniu swoich słabości, o odkryciu własnego “ja”, przełamaniu tabu, rodzicielstwie i potrzebie życia zgodnie z sobą samym. O nabraniu śmiałości, podjęciu ryzyka. Cierpieniu. Te wszystkie wątki wydają się o wiele lepiej przedstawione w filmie niż uczucie pomiędzy Carol i Therese.

Trudno pisać o filmie, który prawdopodobnie będzie moim największym tegorocznym rozczarowaniem.

Trudno, bo być może problemem nie jest sam film, a moje doń nastawienie, niezrozumienie tej historii czy brak wystarczającej wrażliwości. Jednak nawet jeśli braki dotyczą mnie samej, nie mogę napisać nic innego, jak to, że “Carol”nie podbił mego serca. Nie zauroczył mnie, choć tego oczekiwałam. Jeśli miałabym znaleźć jeden przymiotnik określający ten obraz, wybrałabym “nużący”, bo ten opisuje go najlepiej. Niestety.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (1)

Jedna odpowiedź do ““Carol” – najbardziej wyczekiwany film tego roku i… największe rozczarowanie”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...