John Luther i jego demony powrócili. Już po pierwszym odcinku czwartego sezonu żałuję, że to tak krótka wizyta

Seriale 21.12.2015
John Luther i jego demony powrócili. Już po pierwszym odcinku czwartego sezonu żałuję, że to tak krótka wizyta

Na ekrany powrócił detektyw śledczy John Luther a wraz z nim jego demony. Po dwóch latach od zakończenia trzeciego sezonu serialu “Luther” ponownie wkraczamy na londyńskie ulice pełne zbrodni. Czy dwa epizody czwartej serii będą godnym zakończeniem świetnego serialu? Pierwszy epizod pokazuje, że tak. Szkoda tylko, że tak krótkim.

“Luther” to psychologiczny kryminał, który na antenie stacji BBC zadebiutował w maju 2010 roku. W ciągu trzech lat powstały trzy sezony serialu, który właściwie mógłby zostać zakwalifikowany jako miniseria. Pierwszy sezon liczył najwięcej, choć i tak niewiele, bo zaledwie sześć epizodów. Kolejne, drugi i trzeci, po cztery. W 2013 roku obejrzeliśmy ostatnią wówczas, trzecią odsłonę “Luthera”. Finał serii trzeciej mógłby właściwie uchodzić za zakończenie całego serialu. Tak się jednak nie stało. Padła decyzja, by powstała jeszcze jedna seria. Ta premierę miała właśnie w tym roku. Pierwszy odcinek czwartego sezonu zadebiutował zaledwie kilka dni temu. Drugi i zarazem ostatni, ma swoją premierę jutro. Po jego emisji serial dobiegnie końca, a fanów Johna Lutera, detektywa śledczego o niesamowitej charyzmie, czekają już tylko książki autorstwa twórcy serialu, Neila Crossa, i film, za produkcję którego odpowiadać będzie Netflix.

Żeby zrozumieć fenomen “Luthera” oraz to, co kryje się pod pojęciem demonów głównego bohatera, trzeba po prostu obejrzeć ten serial, wczuć się w jego nastrój, zastanowić się nad motywacjami postaci.

Jeśli jesteście fanami brytyjskich produkcji albo przynajmniej zdarzyło się wam parę ich obejrzeć, macie dobre wyobrażenie na temat tego, o czym mówię. Europejskie seriale są inne niż te kręcone przez amerykańskich twórców. Czuć to na poziomie ekspresji bohaterów, psychologizacji postaci oraz sposobu prowadzenia narracji. W “Lutherze” wszystkie te elementy wspaniale ze sobą współgrają, tworząc wyśmienite widowisko, które jest emocjonujące i którym się przesiąka. W tym świecie łatwo jest się zatopić, bo akcja porywa od samego początku, ale nie sposób z niego wyjść bez uszczerbku. John Luther, jego demony i inni bohaterowie, a także wszystkie brutalne morderstwa, których jesteśmy świadkami, zostają w pamięci na długo.

Jeśli od pierwszych chwil widz nie zapała sympatią do tego nieco przygarbionego, ubranego (prawie) zawsze w ten sam płaszcz mężczyzny o niezwykle analitycznym umyśle, oglądanie serialu będzie dla niego udręką.

Bo choć mamy tu mnóstwo spraw kryminalnych, interesujące i zmyślne intrygi, to każda z nich i tak pozostaje w bezpośrednim, często personalnym związku z głównym bohaterem. Kiedy ogląda się “Luthera”, trzeba być po jego stronie. Nie możesz wątpić w dobro tej postaci i słuszność jej postępowania, nawet jeśli czasem jej czyny stoją w sprzeczności z ustalonymi odgórnie moralnymi zasadami. W świecie Luthera one nie istnieją.

luther-4-sezon

Na tym poziomie ta postać, wyśmienicie wykreowana przez Idrisa Elbę, ma coś w sobie z męskiego bohatera kina noir. To człowiek z przeszłością, a bez przyszłości. Mężczyzna, który sam ustanawia prawo i choć stoi na jego straży, wie, że czasem trzeba przystosować je do własnych warunków. Jest w związku z tym odbierany jako postać dwuznacznie moralna. Luther, jak jego poprzednicy z lat 40. i nieco późniejszych XX wieku, jest samotnikiem, twardzielem, który musi stawić czoła całemu światu. Ale współczesne czasy dały temu bohaterowi także coś od siebie. Jest bardziej wrażliwy niż jego poprzednicy, zdarza się, że uroni łzę. Choć nie potrafi tego często pokazać na zewnątrz, umie kochać. Nawet jeśli jest zdystansowany, potrzebuje być blisko kilku zaufanych dusz. Chociażby jednej.

Każdy sezon serialu “Luther” przedstawia inny etap życia Johna Luthera.

W pierwszym sezonie (ten pochłonął mnie bez reszty!) mamy do czynienia z mężczyzną, który przeszedł ciężki kryzys i całkowicie się z niego nie uleczył. Kryzys tym silniejszy, że dotyczący zarówno życia zawodowego jak i osobistego. To w tej serii poznajemy najbardziej wzburzone i zbuntowane oblicze Johna Luthera, który nie jest w stanie poradzić sobie z własnymi emocjami. Ta seria przyniesie też problemy i uwikła Luthera w szereg różnych, niebezpiecznych wydarzeń, które będą się za nim ciągnęły przez cały serial aż do ostatniego, czwartego sezonu. W drugiej serii mamy obraz człowieka, który próbuje się pogodzić się ze swoją przeszłością. Zapomnieć. Przyznam, że ten sezon najmniej przypadł mi do gustu. Może ze względu na sprawy kryminalne, a może ze względu na pewne zachowania głównego bohatera, które w jakiś sposób odbiegały od mojej wizji o nim. Mam tu na myśli np. kontakt z nastoletnią prostytutką, która znajduje u niego schronienie. Trzeci sezon to odrodzenie Luthera. Pojawiają się dwa interesujące wątki: miłosny i ten, związany ze śledztwem w sprawie samego detektywa. Mężczyzna dzięki otworzeniu się na nowe i konfrontacji z przeszłością, może rozliczyć się z tym, co było. Symboliczne wyrzucenie płaszcza w finałowej scenie przedostatniej serii, ma być zrzuceniem starego jarzma, bólu, cierpienia. Daniem sobie nowej szansy. Zmianą sposobu życia.

luther-idris-elba

Na tej zmianie przyłapujemy Johna Luthera właśnie w pierwszym epizodzie czwartego sezonu.

Nie jest jednak dokładnie tak, jak sobie wyobrażaliśmy. Piętno przeszłości dogoni naszego bohatera szybciej, niż nam się wydawało. On sam będzie musiał powrócić na stare śmiecie. Nakaże mu to jego siła przyzwyczajeń, przywiązanie do pewnych spraw i własna moralność. John Luther ponownie, jak i w innych sezonach, będzie zmagał się z prywatnymi sprawami, które ściśle związane są z jego działalnością jako detektywa, a także będzie prowadził śledztwo, które spędza sen z oczu jego współpracownikom i zbiera kolejne ofiary.

Czwarta seria, a dokładnie pierwszy z dwóch odcinków sezonu, to świetny powrót serialu “Luther”. Zapowiada się ostateczne rozliczenie z przeszłością i być może w końcu ostatnia obiecana sprawa, nad którą mężczyzna będzie pracował. Mimo upływu dwóch lat wciąż czuć ten sam genialny klimat produkcji. John Luther trochę posiwiał, uzmysłowił sobie parę rzeczy, ale w gruncie rzeczy się nie zmienił. A jeśli jakąś zmianę zauważymy, to związana jest ona tylko z tym, że Luther uświadomił sobie, co dla niego jest naprawdę ważne.

luther-alice-morgan

W czwartym sezonie ponownie powraca wątek Alice Morgan.

To dobrze, bo mimo że mam ambiwalentny stosunek do tej postaci, wnosi ona powiew świeżości do każdego wątku i jest intrygująca. Ruth Wilson doskonale sprawdza się w tej roli. Jest odrealniona, można porównać ją do jakiejś komiksowej postaci, która pojawia się nie wiadomo skąd, ale zawsze przychodzi o czasie i uwalnia kogo trzeba z opresji. Alice Morgan obok Johna Luthera jest drugą najbardziej fascynującą postacią, której psychikę próbuje zrozumieć widz. Oboje, będący na pozór zupełnie różni od siebie, mają kilka elementów stycznych, które pozwalają im na tak zawiłą i niecodzienną relację, która okazuje się być bardzo silna.

Żałuję, że pozostał jeszcze tylko jeden odcinek “Luthera” do obejrzenia. To serial, który porusza i który chce się oglądać. Pierwsza i trzecia seria są wprost fenomenalne. A i czwarta zapowiada się na naprawdę dobre zwieńczenie całego serialu. “Luther” ma w sobie coś z kryminału, thrillera. Jest w pewnym sensie proceduralem, ale ma także szalenie ciekawe wątki, które budują fabułę kolejnych sezonów, łącząc je ze sobą. Jest doskonale wyważony, a jego główna postać należy do najbardziej interesujących bohaterów, jakie przyniosły produkcje serialowe. Dobrze, że wróciłeś John, bo twoje demony intrygują.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (12)

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...